sobota, 10 grudzień 2016 00:57

Protestantyzacja Kościoła poprzez destrukcję małżeństwa i rodziny

Napisane przez

Zbliża się rok 2017. Rok, w którym kumulują się trzy rocznice mające symboliczne znaczenie w procesie rozkładu cywilizacji chrześcijaństwa: 500-lecie wystąpienia Lutra, 300-lecia powstania masonerii i 100-lecia rewolucji bolszewickiej. Każda z tych rewolucji dokonywała brutalnego ataku na europejskich gmach chrześcijaństwa. Pociągnęła za sobą nie tylko setki tysięcy ofiar, ale przede wszystkim zaatakowała zasady i instytucje, na których opierała się chrześcijańska Europa.

Spośród wielu fundamentów, na których zbudowany został świat chrześcijański, najistotniejszym z pewnością są instytucje małżeństwa i rodziny. Na nich bowiem zbudowane są całe społeczności – tak świeckie, jak i Kościół. Nieprzypadkowo więc małżeństwo i rodzina zostały zaatakowane przez każdą z trzech wielkich rewolucji. Dzisiejsza walka z małżeństwem i rodziną jest jedynie kulminacją trwającego od 500 lat procesu zapoczątkowanego przez niemieckiego augustianina.

Oprócz Ofiary Mszy Świętej czy sakramentalności kapłaństwa reformacja podważyła także sakramentalność małżeństwa. Małżeństwo, które Chrystus podniósł do godności sakramentu, Luter zeświecczył. Widział jeszcze jednak w nim związek błogosławiony, aczkolwiek już nie nierozerwalny i sakramentalny. Dopasował małżeństwo do samego siebie i swoich ułomności. Podobnie zresztą postąpił król Henryk VIII, zwalczający przez pewien czas Lutra. To właśnie kwestia małżeństwa stała się bezpośrednim powodem oderwania Anglii od Kościoła rzymskiego. Jednak Kościół – jak zauważył kiedyś węgierski kaznodzieja bp Tihamer Toth – tracąc Anglię, zachował małżeństwo. Broniąc jego nierozerwalności, strzegł całe narody przed powolnym rozpadem.

Kolejna, zaplanowana przez tajne sekty, rewolucja roku 1789, a zwłaszcza jej dziedzictwo, w tym Kodeks Napoleona, którym cesarz Francuzów rozniósł po całej Europie zeświecczone przez Lutra małżeństwo i upaństwowił, wprowadzając rozwody cywilne. Rozwody jeszcze bardziej podkopały katolicką naukę o małżeństwie, próbując wyrwać sprawy małżeństwa spod kompetencji władzy duchownej. Z kolei niektórzy ideolodzy bolszewizmu poszli jeszcze dalej, negując monogamiczność związków i „uspołeczniając” rodzinę poprzez brutalną indoktrynację, która nota bene nie byłaby możliwa bez państwowej edukacji, zapoczątkowanej właśnie przez Marcina Lutra.

Dziś jesteśmy świadkami niespotykanego chyba wcześniej w historii ataku na małżeństwo, macierzyństwo i rodzinę. Stoją za tym ideolodzy neomarksizmu, wspierani przez potężny przemysł farmaceutyczny (antykoncepcyjny), pornograficzny i aborcyjny. Kościół katolicki, świadomy znaczenia instytucji małżeństwa i rodziny, zawsze stanowczo występował w ich obronie. Niestety, od kilkudziesięciu lat kapituluje przed liberalnym światem, próbując dopasować katolickie małżeństwo i rodzinę do dzisiejszych laickich standardów. Proces ten – o czym pisałem we wcześniejszych numerach „Opcji na Prawo” – cały czas przyspiesza. Sam Rzym tworzy dokumenty i instrukcje, które mniej lub bardziej uderzają w nierozerwalność małżeństwa – jak chociażby ostatnie skandaliczne wytyczne w sprawie adhortacji Amoris laetitio, w których wprost zachęca się rozwodników żyjących w związkach cywilnych do życia sakramentalnego, bez zmiany swojej sytuacji osobistej, do bycia samemu sobie najwyższym autorytetem poprzez odwoływanie się do własnego sumienia. To nieuchronnie musi prowadzić do jeszcze większego obniżenia rangi małżeństwa, jak i masowego świętokradczego przyjmowania Komunii św, a tym samym podważania wiary w realną obecność Chrystusa w sakramencie Eucharystii. To nic innego jak realizacja głównych założeń doktryny protestanckiej.

Nic więc dziwnego, że papież Franciszek zaprosił do Rzymu grupę 1000 luteran i gościł ich w auli Pawła VI, w której ustawiono statuetkę Marcina Lutra. Ta „pielgrzymka”, z okazji 500-lecia wybuchu reformacji ma znaczenie symboliczne. Nie tylko dlatego, że wizyta luteran była dla Franciszka ważniejsza niż 99. rocznica ostatniego objawienia Matki Bożej w Fatimie. Przede wszystkim dlatego, że dziś to hierarchia Kościoła, z Rzymem na czele, jest głównym motorem protestantyzacji resztek świata chrześcijańskiego. Obok wspomnianych tu przeze mnie kwestii dotyczących małżeństwa, które obecnie najjaskrawiej świadczą o procesie protestantyzacji wewnątrz katolicyzmu, wymienić należy także takie pomysły jak chociażby „święcenie” diakonis, nad którymi również pochyla się papież Franciszek. Inne zaś, jak obniżenie rangi papiestwa, demokratyzacja, udział wiernych w instytucjach i funkcjach zarezerwowanych wcześniej dla duchownych, kolegializm, rozdział Kościoła od państwa, zmiany liturgiczne już dawno zostały dokonane poprzez działania hierarchii na II Soborze Watykańskim i zaraz po nim, sprawiając radość wielu soborowym doradcom tzw. periti, którzy – jak to otwarci mówili – nie popełnili błędu Lutra i nie wyszli z Kościoła, ale zostali w nim, realizując „reformę” mnicha z Wittenbergi.

Ten proces nie omija i polskiego Kościoła. Część polskich środowisk katolickich zszokowała niedawno wiadomość o tym, że arcybiskup Wojciech Polak weźmie udział w organizowanym przez polskich protestantów Jubileuszu 500-lecia Reformacji. Portal pch24.pl nazwał tę decyzję metropolity gnieźnieńskiego zaskakującą. Przyznam szczerze, że ja również jestem zaskoczony, jednak nie decyzją abpa Polaka o udziale we wspomnianym komitecie, ale zdziwieniem redakcji serwisu, który jest przecież prowadzony przez środowisko, które rozumie sytuację Kościoła i religii katolickiej oraz stan, w jakim się znajdują. Uczestnictwo Wojciecha Polaka w gremium, które patronuje rocznicy największego buntu w historii Kościoła nie tylko nie jest zaskoczeniem, ale nieuniknionym rezultatem, a nawet w pewnym sensie osobistym obowiązkiem arcybiskupa Polaka, który jest przywódcą najważniejszego w Polsce ośrodka neoprotestantyzmu jakim są oficjalne struktury Kościoła katolickiego. Prymas Polski to jeden z dzisiejszych iudaisantes, o których w swoich kazaniach mówił Jan Chryzostom, dopasowujący wiarę katolicką pod obcą modłę.

Wiadomość o udziale arcybiskupa Polaka w honorowym komitecie obchodów rocznicy reformaci pojawiła się zaś w czasie, gdy świeccy katolicy walczyli w Sejmie o całkowity zakaz aborcji. Niestety, nie mogli liczyć na patronat katolickiej hierarchii, tak jak mogli na nie liczyć polscy luteranie. Być może ochrona życia poczętego nie jest zbyt ekumeniczna.

Kościół, ostatni strażnik cywilizacji wyrosłej na Ewangelii, stał się katalizatorem jej destrukcji. Bez zmiany w samym Kościele, bez powrotu do wierności katolickiemu Magisterium nie sposób odwrócić obecne trendy. Katolikowi pozostaje jedynie pamiętać o słowach Matki Bożej z Fatimy, o których nie chciał pamiętać papież Franciszek: Na koniec moje Niepokalane Serce zatryumfuje.

Czytany 183 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.