sobota, 10 grudzień 2016 01:34

Diabeł postawił na show-biznes

Napisała

W skrócie wygląda to tak. Szatan wybiera sobie grupę ludzi, którzy dostają od niego zlecenie rozwalenia świata stworzonego przez Boga. Oni typują przyszłych profesorów, którzy mają skonstruować ideologie i przepchnąć je przez katedry światowych uniwersytetów. Następnie plan trzeba wdrożyć w życie. W grę wchodzi przekupienie polityków i urzędników, którzy przeforsują odpowiednie ustawy, oraz dziennikarzy i publicystów, którzy odpowiednio to opiszą. Na szarym końcu tego łańcucha jest wmówienie miliardom ludzi, że to, co szykują dla nich słudzy Lucyfera, jest właściwe. Wykonawcą tego zlecenia są ulubieńcy masowej publiczności: piękni, uśmiechnięci, bogaci i znani przez cały świat. Show-biznes, a wraz z nim aktorzy i aktorki, producenci filmowi, reżyserzy, muzycy, piosenkarze i piosenkarki oraz wszelkiej maści celebryci – to właśnie oni zamykają ostatni etap procesu prowadzącego wprost do upadku człowieka i naszej cywilizacji.

Przykładów degradacji świata za pomocą narzędzi, jakie daje popkultura, jest tak dużo, że mogłyby posłużyć setkom, jeśli nie tysiącom publikacji naukowych, a z pewnością i tak temat nie zostałby wyczerpany. Na łamach tego tekstu wymienię zatem jedynie dziesięć wybranych przykładów, które posłużą do unaocznienia skali problemu. Głównym motywem opisywanej przede mnie branży zdaje się zniszczenie tradycyjnych wartości. To destrukcyjne działanie idzie w parze z promowaniem hedonizmu jako najwyższego celu człowieka.

Tradycyjna rodzina jest passé

Mój zestaw TOP 10 otwiera komedia obyczajowa pt. „Wojna domowa” (2008), w reż. Stephana Elliotta. Rangę produkcji podkreśla zaangażowanie światowej sławy aktorów: Colin Firth, Kristin Scott Thomas i Jessica Biel. Akcja rozgrywa się w posiadłości brytyjskiej rodziny, szczycącej się wspaniałym rodowodem. Pewnego dnia w arystokratyczne kręgi niespodziewanie wkracza młoda i wyzwolona Amerykanka, którą dziedzic rodu poślubił podczas jednego ze swoich światowych wojaży. Osią fabuły jest konflikt między wyznającą tradycyjne wartości teściową a jej frywolną synową. Twórcy filmu poprowadzili opowieść w taki sposób, by przekonać odbiorcę, że wyznawane od wieków rodzinne wartości to przeżytek i... straszny obciach. W tym celu posłużono się sprawdzonymi już sztuczkami. Jedyna postać w filmie, która trzyma się zasad, została ukazana jako nieatrakcyjna, zimna, zgorzkniała i wredna jędza. Jej przeciwieństwem jest kobieta piękna, ciepła, dowcipna, błyskotliwa, inteligenta i wzbudzająca ogromną sympatię. Dzięki kilku sprytnym zabiegom – w tym humor i cięte riposty – zmanipulowany widz kibicuje tej drugiej. Zwieńczeniem postępków bohaterki wykreowanej na postać pozytywną jest odebranie męża innej kobiecie. Znudzona synowa postanawia bowiem porzucić młodego małżonka i uwolnić od purytańskiej rodziny swojego sympatycznego teścia, którego ostatecznie uwodzi. Jako para kochanków uciekają w siną dal, a „happy and” tej opowieści jest taki, że cała rodzina została rozbita. Perfidia twórców filmu polega na odwróceniu wartości w ten sposób, że wszystko to, co od zarania naszej cywilizacji było uznawane za nadrzędne zasady i wartości, zostało w sposób niezwykle przebiegły wyśmiane i zdeptane.

Oskar za homo-propagandę

Skuteczne dobijanie tradycyjnej rodziny nie mogło się odbyć bez tej produkcji. Mowa o filmie „Tajemnice Brokeback Mountain” (2005), którego reżyserii podjął się sam Ang Lee. Melodramat opowiada historię dwóch mężczyzn, których według opisu dystrybutora: „połączyła nierozerwalna więź, dowodząca wiecznej siły miłości”. W recenzji na łamach portalu filmweb.pl Marcin Kamiński pisze: Niezależnie bowiem od płci głównych bohaterów „Tajemnica Brokeback Mountain” jest piękną i poruszającą historią o najpiękniejszym uczuciu – miłości. Sęk w tym, że – niezależnie od płci głównych bohaterów – o miłości nie ma tutaj mowy. Wykażę to – niezależnie od moich poglądów – na podstawie jednego miażdżącego przykładu.

Najpierw jednak krótkie wprowadzenie do fabuły. Ennis i Jack poznają się w trakcie poszukiwania zatrudnienia. Nowy pracodawca wysyła ich w góry, gdzie mają pilnować wielkiego stada owiec. Mimo że na jednego z nich czeka narzeczona, panowie zaczynają mieć się ku sobie i nawiązują romans. Igraszki kończą się wraz ze schyłkiem lata, kiedy po odpracowanej robocie wracają do swoich domów. Wspólne przeżycia kochankowie postanawiają zachować w tajemnicy. Żenią się, na świat przychodzą ich dzieci. Po czterech latach, kiedy obaj mają już rodziny, spotykają się ponownie. Od tej pory regularnie będą okłamywać swoje żony, by pod pretekstem łowienia ryb wyjeżdżać w góry w celu spędzenia ze sobą czasu. Potajemny romans dwóch homoseksualistów trwa 20 lat. Twórcy filmu poprowadzili fabułę w taki sposób, by wymusić na widzu współczucie wobec głównych bohaterów, którzy nie mogą zrealizować sowich pragnień o byciu razem na zawsze. Ukazana „dramaturgia”, która rozgrywa się na tle pięknych krajobrazów Ameryki, połączona z pustymi – ale chwytającymi masową publiczność – frazesami, ma przekonać odbiorcę, że oto na ekranie ukazane jest prawdziwe i głębokie uczucie, ale okrutny świat nie chce tego zaakceptować. Tymczasem pod płaszczykiem tej łzawej opowiastki kryje się wyrachowany egoizm, zdrada i promocja dewiacyjnych zachowań. Wymowny tego wyraz przychodzi z chwilą, gdy sielankowe schadzki filmowych bohaterów mają odbywać się coraz rzadziej. Złożyły się na to problemy rodzinne i zawodowe Ennisa. Jack oświadcza wtedy, że „coraz bardziej wkurza go ta sytuacja”. Oburzenie dotyczy to między innymi tego, że jego kochanek na wspólne wypady „nie przylatuje już jak na skrzydłach”. W trakcie kłótni pada sporo gorzkich słów, z których dowiadujemy się, że Jack, aby zaspokoić homoseksualne popędy, wyjechał w poszukiwaniu seksualnych przygód do Meksyku (akcja filmu osadzona jest w czasach, kiedy społeczeństwo amerykańskie było konserwatywne). Ennis odgraża się, że go za to zabije. Jack „usprawiedliwia” zdradę tym, że jest mu „ciężko”, bo zbyt rzadko dostaje to, czego „potrzebuje”, gdyż „parę numerków dwa razy w roku to dla niego za mało”.

Zdrada wynikająca z potrzeby zaspokajania fizycznych potrzeb jest niezbitym dowodem na to, że o żadnej miłości w tym filmie mowy być nie może. Nie przeszkodziło to jednak w obsypaniu twórców filmu licznymi nagrodami i nominacjami. Ang Lee otrzymał za reżyserię Oskara (nagroda przyznawana przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej) i Złoty Glob (przyznany przez Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej). Nominacja do Oskara powędrowała aż w ośmiu kategoriach, w tym dla najlepszego scenariusza adaptowanego (przyznanie nagrody) i najlepszego filmu. Z kolei jury Złotych Globów przyznało siedem nominacji i cztery nagrody, w tym dla najlepszego dramatu, najlepszego reżysera i najlepszego scenariusza. Hojne osypanie nagrodami okazało się niezwykle pomocne w wypromowaniu tego dewiacyjnego obrazu na całym świecie, a film stał się symbolem walki o tzw. równouprawnienie.

Aborcja na życzenie

Kolejny film z mojego zestawienia jest bardzo na czasie dla polskiego odbiorcy. W Stanach Zjednoczonych spełnił już swoją rolę. Chodzi o obraz „ Gdyby ściany mogły mówić” (1996) w reżyserskim duecie Nancy Savoca i słynnej piosenkarki Cher. Obok światowej sławy aktorek Sissy Spacek i Demi Moore, Cher zagrała także jedną z głównych ról. Według opisu dystrybutora widz obejrzy: „Trzy nowele rozgrywające się w latach 1952, 1974, 1996 traktujące o problemie aborcji. W filmie zostały pokazane historie trzech kobiet, kobiet żyjących w różnych czasach w innych warunkach, ale kobiet, które mają ten sam problem – każda z nich rozważa aborcję”. W rzeczywistości mamy nachalną promocję legalizacji prawa do zabijania nienarodzonych dzieci na życzenie.

Film rozpoczyna się od przebitek z pikiety pod Białym Domem w Waszyngtonie, podczas której padają znamienne słowa: „Mamy siłę. Mamy wizerunek. Mamy wiedzę”; „Pro-life jest w natarciu. Wojna będzie trwała aż do końca”. Pojawia się także okrzyk, który dobrze znamy z niedawnych manifestacji w Polsce: „Nie kościół! Nie państwo! Kobiety muszą decydować o swoim losie!”. Dla kontrastu mamy też obrońców życia, w tym pomarszczoną staruszkę z różańcem w ręku. Jest też i głos rozsądku, kiedy młoda aktywistka pyta z mównicy: „A co z prawami dziecka?” Tak wygląda wprowadzenie do fabuły. Dalej jest tylko gorzej. Rok 1952 – aborcja w Stanach Zjednoczonych jest zakazana. Bohaterką tego segmentu jest pielęgniarka Claire, młoda wdowa po żołnierzu amerykańskiej armii. Okazuje się, że jest ona w ciąży z... bratem zmarłego męża. Poczęli dziecko, kiedy wspólnie opłakiwali stratę bliskiej osoby. Claire nie chce urodzić dziecka, ponieważ... obawia się reakcji teściów, bratowej i mieszkańców miasteczka. Prosi więc swojego szefa, aby ten przepisał jej farmaceutyk na poronienie. Lekarz stanowczo odmawia. W zamian proponuje, że skontaktuje kobietę z ośrodkiem, który jej pomoże, a także uruchomi procedurę adopcji dziecka. Ta jednak nie chce dać dziecku szansy. Postanawia przerwać ciążę „na swój sposób”. Najpierw łyka jakieś leki z domowej apteczki, ale dziecko nie daje za wygraną. Zażyte środki powodują u kobiety wymioty. Szuka więc innych „rozwiązań”. Znajoma poleca jej kogoś, kto mógłby „to” zrobić „bezpiecznie”. Jednak „zabieg” za 1000 dolarów okazuje się dla Claire zbyt kosztowny. Postanawia więc rozprawić się z niechcianą ciążą za pomocą długiego drutu, który włada sobie do narządów rodnych. Jednak i ta brutalna metoda okazała się nieskuteczna. W końcu ktoś poleca jej „specjalistę”, który pozbędzie się „kłopotu” za „jedyne” 400 dolarów. Zabójstwo dziecka dokonało się w domu Claire, na kuchennym stole. Opowieść kończy się, gdy zakrwawiona kobieta, u której wdała się infekcja, usiłuje wezwać pomoc.

Perfidia twórców filmu polega na tym, że zmiażdżyli oni obowiązujące wówczas w USA antyaborcyjne prawo. W ich przekazie zakaz aborcji „zmusił” główną bohaterkę do „dramatycznych wyborów”, które w konsekwencji okaleczyły jej ciało.

Następna sekwencja dzieje się w tym samym domu 22 lata później. Akcja przypada na czasy po rewolucji seksualnej lat 60., kiedy aborcja w Stanach jest już dostępna na życzenie. Barbara, mężatka i matka czwórki dorastających dzieci dowiaduje się, że jest w ciąży. Zapłakana kobieta zwierza się przyjaciółce. Z rozmowy wynika, że owa przyjaciółka miała już kiedyś aborcję. Barbara pyta jej, czy żałuje. W odpowiedzi usłyszała: „Nie, naprawdę nie. Znajomi mówili, że będę w depresji i będę czuła się winna. Szczerze – poczułam ulgę” – wyznała koleżance zabójczyni swojego dziecka. Kilka chwil później ukazana jest rozmowa Barbary z jej córką, która domyśliła się, że matka jest w ciąży. Nastolatka mówi wprost: „Wiesz, mamo, że możesz wybrać którąkolwiek z dobrych klinik. To twoje prawo”. W kolejnych scenach widz dowiaduje się, że urodzenie dziecka z nieplanowanej ciąży przyniesie rodzinie wiele dodatkowych problemów i zmartwień. W międzyczasie Barbara pogłębia swoją wiedzę na temat możliwości dokonania aborcji, która była powszechnie dostępna i legalna. Kobieta ostatecznie decyduje, że jednak urodzi dziecko. Na czym więc polega przebiegłość twórców filmu reżyserujących ten fragment opowieści? Za pomocą rozmaitych chwytów usiłowano wmówić widzowi, że „wywalczone” w Ameryce prawo aborcyjne jest bardzo dobre, ponieważ pozostawia kobiecie pełną „wolność” w dokonaniu „wyboru”.

[...]

Czytany 305 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.