sobota, 10 grudzień 2016 01:38

Eutanazja, następny proszę

Napisane przez Aleksander Kłos

Szaleństwo eutanazji zatacza coraz szersze kręgi. Nie chodzi tylko o zmiany prawne, w których na czoło wysuwają się kraje Beneluksu, ale i rosnącą akceptację dla tego procederu wśród wielu państw, które formalnie ją odrzucają.

To, że prawo dotyczące eutanazji będzie krok po kroku liberalizowane, a możliwość zabijania w ten sposób ludzi będzie poszerzana na kolejne grupy – to już nie ostrzeżenia konserwatystów i Kościoła katolickiego, ale fakt. Bez znaczenia jest w tej kwestii, czy mówimy o eutanazji, gdy lekarz podaje pacjentowi śmiertelną dawkę leku lub wywołuje śmierć w inny sposób, czy o wspomaganym samobójstwie, gdy zapewnia on niezbędne środki pacjentowi, a ten samemu odbiera sobie życie. Efekt jest bowiem ten sam – zabójstwo.

Na naszych oczach, przede wszystkim w Belgii i Holandii, rozgrywa się tragedia narodów, dla których coraz mniejsze znaczenie ma godność ludzka, a coraz większe stworzenie takich warunków, w których eutanazja będzie zabiegiem takim samym jak choćby wizyta u dentysty. Wszystkie zmiany zachodzą krok po kroku, miarowo, w atmosferze „kompromisu”, opierania się na „ekspertach” i dbania o „cierpiącego pacjenta”, dla którego taka forma śmierci przedstawiana jest jako wybawienie. „Dobra śmierć” – eufemizm, który króluje w przekazie i jest jednym z najbardziej manipulatorskich – otumania społeczeństwo, które zatraca się w fałszywym współczuciu – gdzie pomoc bliźniemu, okazywanie miłości, poświęcenia, zastępowane jest przez czysty, higieniczny zabieg.

 

Uśmiercanie dzieci

Nie ma się więc co dziwić, że w takiej atmosferze przełamywane są kolejne bariery – zgodnego z prawem zabicia pacjenta. 17 września lekarze „pomogli” w Belgii umrzeć nieuleczalnie choremu 17-latkowi. To pierwszy przypadek legalnej eutanazji nieletniego od chwili wejścia w życie ustawy sprzed dwóch lat, która umożliwia taką śmierć nieuleczalnie chorym dzieciom i cierpiącym z powodu silnego bólu, bez perspektyw na polepszenie stanu zdrowia, które wyrażą taką decyzję w sposób świadomy. Aby doszło do „zabiegu”, musi być na niego wyrażona zgoda rodziców i kilku ekspertów. Przewodniczący krajowego ośrodka kontroli Wim Distelmans, który na łamach gazety „Het Nieuwsblad” poinformował o eutanazji dziecka, nie podał szczegółów jego choroby, ale zaznaczył, że nikomu nie wolno „odbierać prawa do godnej śmierci”.

Śmierć ta została – jak można to było przewidzieć – ze zrozumieniem przyjęta przez większość lewicowo-liberalnych środowisk i mediów w Europie Zachodniej, a także w Polsce. Z oburzeniem na to bestialstwo zareagowali przedstawiciele Kościoła i obrońcy praw pacjenta. Emerytowany prezes Papieskiej Akademii Życia, kardynał Elio Sgreccia, powiedział w rozmowie z Radiem Watykańskim, że „takie postępowanie odbiera dzieciom ich prawo do życia” i że to zwłaszcza nieletni potrzebują wsparcia moralnego, psychologicznego i duchowego. Przypadek ten potępiła też Konferencja Biskupów Włoch, która zaznaczyła, że życie jest „święte i zawsze musi być przyjmowane”.

Do sprawy odniósł się również m.in. przewodniczący zarządu Niemieckiej Fundacji Ochrony Pacjenta Eugen Brysch, który zwrócił uwagę, że w sprawie „uśmiercania na żądanie” nie wypowiedzieli się najważniejsi przedstawiciele Unii Europejskiej. – Nikt nie zadał sobie trudu, aby w związku z taką licencją na śmierć zastanowić się nad standardem praw człowieka w Belgii – powiedział. W tym wypadku nie ma się jednak co dziwić, że nie spotkało się to z krytyką unijnych liderów, gdyż sami są oni rzecznikami lewicowej rewolucji. Nie mogą i nie chcą więc krytykować tego, w co sami tak mocno wierzą.

 

„Śmierć jak każda inna”

Mają też zapewne powody do radości, gdyż z roku na rok w szaleńczym tempie zwiększa się liczba przypadków eutanazji w Belgii i Holandii. W pierwszym z tych krajów w zeszłym roku dokonano 2021 „zabiegów”, przy czym w 2002 roku, gdy „wspomagane samobójstwo” stało się legalne – były 24 takie przypadki. Pięć lat później liczba ta sięgnęła już prawie pół tysiąca, by podwoić się w 2011 roku. Podczas prezentacji zeszłorocznych wyników profesor Wim Distelmans, przewodniczący komisji ds. eutanazji, powiedział, że „nie znamy liczby przypadków eutanazji nieudokumentowanej, co nie pozwala nam ocenić rzeczywistych rozmiarów zjawiska”.

Słowa te są tylko potwierdzeniem wcześniejszych analiz świadczących o tym, jak bardzo legalizacja eutanazji wpłynęła na jej akceptację w społeczeństwie i poluzowanie barier etycznych. Faktem jest też to, że jej uprawomocnienie nie doprowadziło do wyeliminowania „nieudokumentowanych” przypadków – a najprawdopodobniej, przy braku zainteresowania państwa tym procederem, jedynie zwiększyło liczbę zabójstw przede wszystkim osób starszych, bezbronnych. Głównym motywem eutanazji jest bowiem chęć „przyspieszenia” ich śmierci – czego motywacją są albo kwestie finansowe, m.in. dążenie do przyspieszenia uzyskania spadku, albo znużenie opieką nad starszą osobą, chorym dorosłym lub dzieckiem. Motywem jest też niemożliwość zniesienia cierpienia bliskiej osoby, poczucie bezsensu i bezcelowości życia w takim stanie. Wiele z tych sytuacji rzeczywiście jest tragicznych i wymaga męczeńskiego poświęcenia – jednak nawet w takich momentach rozwiązaniem nie może być zabicie osoby cierpiącej, bez względu na to, czy sama wyraziła taką chęć, czy podjęła za nią decyzję jej rodzina, czy lekarze.

Nie trzeba być bowiem bacznym obserwatorem światopoglądowych zmian w kwestii akceptacji eutanazji, by zauważyć, że podobnie jak jest w sprawie dopuszczalności aborcji, także i w tym przypadku na pierwszym etapie jej przyjmowania sankcjonuje się stosowanie jej tylko w najbardziej drastycznych przypadkach, by z biegiem czasu, stopniowo rozszerzać ją na kolejne grupy. To rozszerzanie nie ma końca – w efekcie dążeniem ostatecznym w przypadku eutanazji jest wytworzenie sytuacji prawnej, w której każdy może w dowolnym momencie swojego życia zdecydować się na taki krok, a państwo musi umożliwić mu jego realizację. W przypadku osób, które same nie mogą podjąć takiej decyzji – gdyż są np. w śpiączce – normą ma być kończenie takiego życia, które wedle lewicowych kanonów „nie przedstawia większej wartości”.

Onkolog z katolickiego uniwersytetu w Leuven, Benoît Beuselinck podkreśla, że eutanazja stała się w Belgii „śmiercią jak każda inna”. Jego zdaniem doświadczenie tego kraju potwierdza teorię równi pochyłej, co oznacza, że gdy tylko naruszona zostanie jasna zasada mówiącą, że „lekarz nie może bezpośrednio i dobrowolnie zabić chorego”, wtedy ujawniają się „coraz liczniejsze wskazania, utrudniające, a nawet uniemożliwiające wytyczenie” wyraźnych granic eutanazji. To zaś powoduje, że uciekają się do niej np. osoby tracące wzrok, chore na Alzheimera w fazie początkowej, zmęczone życiem, przestępcy seksualni, ludzie w podeszłym wieku i samotni.

[...]

Czytany 226 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.