sobota, 10 grudzień 2016 09:53

Cywilizacja jaśnie oświeconych

Napisał

Wiele uwagi poświęcono już fenomenowi, jakim był niezwykły rozkwit pewnej podrzędnej sekty, która pojawiła się jakby znikąd, na peryferiach wielkiego rzymskiego cesarstwa na początku naszej ery. Czynnikiem, który zagwarantował powodzenie rozprzestrzeniania się idei chrześcijańskich, na pewno była ich uniwersalność, umiarkowanie, głębia etyki, misyjność, ale również niezwykle precyzyjne i rozumne podejście do wiary i egzystencji człowieka, pozytywny stosunek do prawdy i jej poszukiwania („szukajcie a znajdziecie, pukajcie a otworzą wam”, „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”).

Nauczanie Chrystusa poraża swoja prostotą, logiką i racjonalnością. Niemal każda myśl, którą Mistrz powierzał swoim uczniom i słuchaczom, była odwołaniem się do ich logiki, podobieństw i zjawisk. Chrześcijaństwo dalece różniło się od wielu innych, sprzecznych wewnętrznie religii, a nawet filozofii, i w tym kontekście słowa brzmiące dla niektórych jak przechwałka: „Ja jestem dobrym pasterzem, wszyscy, którzy przyszli przede mną, to złodzieje i zbójcy”, nabierają znacznie głębszego znaczenia. Równie dobrze bowiem Jezus mógłby rzec: „wszyscy, którzy przyszli przede mną, to czczy i bezrozumni bajarze”.

 

Stare i nowe skarby

 

Niezwykle fortunne dla rozwoju naszej cywilizacji były czas i miejsce, w których nowa religia rozpoczęła swój podbój. Osiągnięcia myśli greckiej, konserwowane w Rzymie, zwłaszcza platońska i arystotelesowska dialektyka, stanowiły niezwykle sprzyjające ścisłej chrześcijańskiej logice podglebie.

Pojawienie się Chrystusa i jego uczniów doprowadziło, może nie po raz pierwszy w dziejach, ale na pewno w sposób najbardziej pełny, do pogodzenia rozumu z wiarą, idei i ducha z materią. Tym samym zaspokojone zostały duchowe potrzeby człowieka. Rzeczywistość osiągnęła swoją pełnię. Rozumowe podejście do traktowania racji przez pierwszy Kościół, w przeciwieństwie do pogańskich kultów, pozwoliło na to, by pierwsza wspólnota chrześcijańska i jej doktorzy dość szybko i bez trudu rozpoznali jako swoje co bardziej wartościowe i racjonalne argumenty Platona, a tym bardziej Arystotelesa, wydobywając tym samym niejako owe „rzeczy stare i nowe z dobrego skarbca”. Jest to swoistym fenomenem, tym bardziej gdy uzna się, z jak wrogiej temu pogańskiemu, greckiemu i rzymskiemu światu kultury wyrosło chrześcijaństwo. Mowa oczywiście o religii i wspólnocie żydowskiej, pałającej pogardą do pogan.

Chrystus wytykał Żydom wielokrotnie nie tylko bezduszność, ale także właśnie brak racjonalności i logiki. Początki judaizmu można uznać za budowane, przynajmniej częściowo, na bazie owego ratio, którym cechuje się religia chrześcijańska i sam Chrystus, między innymi właśnie z tego powodu, tak często się do nich odwoływał. W momencie pojawienia się na świecie konkurenta, religia żydów wyruszyła jednak w zgoła przeciwnym niż rozum kierunku. Odtąd jej dążenia pozbawione były większej troski o logiczne podstawy wiary, a jego późniejsze, średniowieczne próby zawrócenia z tej drogi – wysiłek pogodzenia religii z intelektem przez m.in. rabbiego Mosze ben Majmonidesa – spaliły na panewce.

Także geniusz przywoływanych tak często św. Augustyna czy św. Tomasza z Akwinu nie polega wyłącznie na ich wyjątkowych predyspozycjach, tylko na podstawach i metodologii, na gruncie której stanęli, przyjmując chrześcijaństwo za fundament. Było to wynikiem tego samego wysiłku i tej samej tradycyjnej logiki, której dążeniem było od początku poszanowanie dla prawdy, i stanowisko, że wiara i rozum nie stanowią dwóch przeciwnych i całkowicie odrębnych bytów. To spowodowało ogromny postęp cywilizacyjny.

Przejmowanie cywilizacyjnego prymatu przez szerzącą się katolicką ideę odbywało się w myśl ewangelicznej już wspomnianej zasady „wydobywania ze skarbca starych i nowych rzeczy”, czyli miało cechy filtrującej absorpcji. W związku z tym możemy dziś mówić o trzech filarach naszej cywilizacji. Z tym że jedna ze składowych jest również jej najważniejszym, swoistym filtrem. Każda próba usunięcia tego sita cofa nas co najmniej w czasy cywilizowanego pogaństwa.

Oczywiście, pozostałe dwa filary, tj. filozofia grecka, z całym jej pełnym sprzeczności wewnętrznych pluralizmem, ale i wielkimi osiągnięciami, czy postępowe w stosunku do reszty świata, ale jednocześnie jakże twarde prawo rzymskie, były nośnikami wielu pozytywnych wartości, jeszcze przed tym, gdy tak radykalny wpływ roztoczyła nad nimi filozofia wypływająca z nowej wiary. Bez katolickiego filtra nie stałyby się one jednak czynnikami zdolnymi dać podbudowę intelektualną i etyczną, stanowiącą tak dogodną glebę rozwoju, cywilizacji, której owoce (z dawno podciętego drzewa) mamy możliwość kosztować do dzisiaj.

 

 

Bunt

 

Zapoczątkowany w Renesansie i trwający do dzisiaj odwrót od cywilizacji łacińskiej jest próbą zburzenia głównie jej chrześcijańskiego segmentu, który stanowił dla wielu dumnych śmiałków zbyt ciasne ramy transcendencji. Negacja katolickiej cywilizacji stała się jednak ostatecznie również atakiem na filozofię Arystotelesa, która utworzyła z logiką chrześcijańską naturalny poznawczy monolit. Doprowadziło to, nie od razu, ale nieodwołalnie do naruszenia stabilnych fundamentów rozumu.

Nieznośnie zawsze ciążyła zależność od wiecznych praw, zwłaszcza tym ludziom, którzy łatwo ulegali pokusie emancypacji. Nie wystarczało nowym argonautom, że scholastyczna dialektyka wykazała jasno racjonalność Bożych przykazań, a chrześcijaństwo wprowadziło element umiarkowanego postępu, równowagi, kultury opartej na sprawiedliwości i miłosierdziu; budowało poczucie nienaruszalności i bezpieczeństwa; wprowadziło pierwszą w dziejach definicję osoby ludzkiej (Boecjusz); ustalała najbardziej zgodny z rzeczywistością stan kondycji człowieka, którą – tak jak nauczało Objawienie – definiowała jako dobrą z natury, lecz bezwzględnie podlegającą skażeniu grzechu i podatną na pokusy; czyniło rozróżnienie między wartościami niższymi i wyższymi, wypracowało racjonalne kategorie miłości i poświęcenia na rzecz innych; zachęcało do budowy społeczeństwa opartego na wzajemności i szacunku; zapobiegało poznawczej pysze i utracie zdrowego rozsądku.

Tak więc człowiek zapragnął stanu, w którym mógłby pozostać sam sobie panem, sterem i okrętem. Oparcie się wyłącznie na kartezjańskim ludzkim rozumie spowodowało, że pozostał on niepewny wobec bytu i absolutu, sam na sam z dylematami i kartami praw, które trzeba było wypełnić od początku. Odrzucił pewność wiary podpartej rozumem. Posypała się jego pewność co do zasadniczego konstruktu bytu, zbudzono potwora antagonizmu pomiędzy materią i ideą.
Łódź, którą płynęliśmy środkiem jeziora Genezaret, po tym gdy Chrystus uciszył burzę, rozchybotała się ponownie.

Mimo deklaracji, że emancypacja człowieka poprowadzi go do lepszej percepcji, „obowiązująca” prawda o absolucie, tak czy siak nieosiągalna dla człowieka poza sferą koncepcji i teorii, zależy odtąd często od tego, jaka właśnie panuje epoka, a wraz z nią filozoficzna moda. Bywa więc wybierana przez większość czy też silniejsze lobby.

 

Rozwód fide z ratio

 

Ostatecznymi nożycami, które przecięły związek wiary od racjonalizmem, był protestantyzm.

Luter miał, co rzecz jasna, jednoznaczny stosunek do Tomasza z Akwinu, ale i Arystotelesa, uważał za „niecne przedmurze papistów, oszczercę i komedianta”. Rozum traktował jako „szatańską zdzirę”, religię postrzegał jako wyodrębniony z rzeczywistości byt, kierujący się własnymi prawami („nie z tego świata”). To doprowadziło w dość krótkim czasie do wytworzenia się dysonansu pomiędzy światem poznawalnym, który podlegał racjonalnemu i empirycznemu badaniu, oraz pozaracjonalną, czysto fideistyczną religią. W sferze politycznej miało to swoje odzwierciedlenie w odseparowaniu funkcji państwa i religii chrześcijańskiej. Protestantyzm, zachowując wewnątrz siebie wąską teologiczną autonomię, pozostawał ugodowy i bierny w stosunku do świata zewnętrznego, co jednak szybko przekształciło się w pełną zależność od państwa. Religia luterańska została zdegradowana do roli podrzędnej sekty. Bywa że czasami podejmuje ona próby zerwania z takim stanem rzeczy, pragnąc swój status wynieść na poziom sekty państwowo-doradczej (jak np. w przypadku części współczesnego wspólnot amerykańskiego ewangelikalizmu). Są to najczęściej próby dość dziwaczne, gdyż zatomizowany Kościół protestancki nie ma odpowiednich do tego narzędzi w postaci pełnego depozytu wiary, magisterium i bogatego dorobku intelektualnego.

Pozbawiony rozumu protestantyzm przestał tym samym przejawiać w pełni cechy religii chrześcijańskiej, a marginalizacja „kościoła” reformatorów wytworzyła doskonałe środowisko do stopniowego eliminowania chrześcijańskiego filaru cywilizacyjnego na terenach, które obejmowała swoim bezpośrednim, czy pośrednim wpływem. Religia z wieku na wiek traciła swoje znaczenie jako racjonalnie uzasadniony autorytet etyczny i niezmienny wieczny wzorzec. Teizm szybko został zastąpiony deizmem, który bardziej pasował do obrazu emancypującego się człowieka, a potem nastąpiło coraz szybsze wypieranie Boga z przestrzeni intelektualnej przez panteizm, naturalizm, aż do czystego materializmu i ateizmu z jednej strony, lub pseudoplatońskiego idealizmu z drugiej.

Ponieważ protestantyzm postrzegał siebie jako religię wyzwolenia z pęt Watykanu, miłe mu były wszelkie formy tzw. wolnościowe. Przy czym wolności nie traktował od samego początku jako naturalnego przyrodzonego prawa, tylko jako literalny (w taki sposób w jaki traktował on strofy Biblii), rewolucyjny nakaz do kruszenia wszelkich kajdan. Nabrał on cech priorytetu, stał się swoistą nadcnotą. Paradoks tego rozumowania, polega na tym, że prawdziwa wolność jednostki – zwłaszcza w kwestii sumienia – często była przez protestantyzm gwałcona. Wskazują na to takie liczne przykłady, jak np. totalitarna, genewska wspólnota Kalwina czy prześladowanie katolików w Anglii, podczas i po rewolucji chwalebnej. Można to ująć w taki sposób, że luteranizm otwierał światu drogę do procesu wyzwalania się spod wpływu starych idei. Na pewno stał się on w tym czasie kolebką przyjazną dla wszelkich nowych prądów.

Jak mówi przysłowie: „Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”, łono takich środowisk jak holenderska Republika Zjednoczonych Prowincji czy Anglia po chwalebnej rewolucji pozostawały otwarte dla wszelkiego rodzaju zuchwałych burzycieli trójnogiej budowli cywilizacyjnej. Byli to więc oprócz przeróżnych kacerzy i żydów (często też wyzwolonych ideologów, jak Spinoza), racjonaliści, panteiści, naturaliści, liberałowie, a nawet alchemicy, okultyści i zwykli hochsztaplerzy. Z jednej więc strony protestantyzm otworzył prawdziwą puszkę Pandory w postaci zalewu „wyzwalających” ideologii Oświecenia, z drugiej zaś dostarczył doskonałej pożywki dolewanej do bajor, w którym ta masa się kumulowała – stając na gruncie sekularyzacji i tolerancji światopoglądowej. W niedługim czasie z tej ideologicznej zupy wykluło się wiele nowych filozofii, czasami sprzecznych ze sobą, a dyskurs między nimi stopniowo zastąpił dyskurs z chrześcijaństwem, które to zostało sprowadzone do roli persona non grata, ciemnogrodu, nieuprawnionego dyskutanta bez prawa głosu, ze względu na zanegowanie przez tzw. mainstream scholastycznych podstaw intelektualnych, na korzyść czystego ludzkiego rozumu.

 

[...]

Czytany 484 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.