sobota, 10 grudzień 2016 10:15

Epitafium dla łacińskiej cywilizacji

Napisał

Historia cywilizacji łacińskiej jest długa, więc nic dziwnego, że w tym czasie zaszło wiele różnych wydarzeń, wśród których pewne mogą być uznane za rodzaj wojny domowej. Do takiego wniosku możemy dojść, jeśli wojnę domową zdefiniujemy jako konflikt, którego celem jest nadanie państwu jakiegoś kierunku, co do którego nie ma zgodności. Jeśli inne metody zawodzą, wtedy rozstrzyga siła. Skoro jednak celem wojny domowej jest tylko nadanie państwu określonego kierunku, to znaczy, że państwo ma nadal istnieć, bo w przeciwnym razie wojna domowa zostałaby pozbawiona sensu. „Domowy” charakter wojny zakłada zatem, że obydwie strony konfliktu są zainteresowane przetrwaniem państwa, a w związku z tym nie będą podejmowały działań skierowanych na jego unicestwienie. Można nawet powiedzieć, że przetrwanie państwa jest warunkiem brzegowym kontynuowania wojny domowej. Jeśli bowiem jej przeciąganie miałoby doprowadzić do zagłady państwa, strony wojujące konflikt zawieszają, a w każdym razie – w interesie każdej z nich powinny to zrobić.

 

Uwagi odnoszące się do państwa mają również zastosowanie w odniesieniu do wspólnoty wyższego rzędu, mianowicie – do cywilizacji. „Domowy” charakter wojny toczonej w obrębie cywilizacji oznacza, że żadna ze stron wojujących nie ma intencji jej zniszczenia, a tylko pragnie nadać jej pożądany w swoim mniemaniu impuls rozwojowy. Przykładem konfliktu, który możemy uznać za rodzaj wojny domowej w łonie cywilizacji łacińskiej, a który w swoim czasie nią wstrząsnął, był Renesans. Jak wiadomo, cywilizacja łacińska wspiera się na trzech filarach: greckim stosunku do prawdy, zasadach prawa rzymskiego i etyce chrześcijańskiej jako podstawie systemu prawnego.

Istotą greckiego stosunku do prawdy jest przekonanie, że prawda istnieje obiektywnie, to znaczy – niezależnie od tego, co ludzie na ten temat sądzą, niezależnie od tego, co uważa większość albo, dajmy na to, ireniści, którzy uważają, że prawda leży „pośrodku”. Tymczasem prawda leży tam, gdzie leży, więc powinnością człowieka rozumnego jest znalezienie tego miejsca i odkrycie prawdy. Kryterium rozstrzygające stanowiła empiria. Arystoteles definiował prawdę w sposób następujący: verum est adaequatio intellectus et rei. Rzeczywisty stan rzeczy był sprawdzianem prawdziwości sądów. Ale w jaki sposób poznać rzeczywisty stan rzeczy? Starożytni filozofowie, przynajmniej niektórzy, uważali, że narzędziem poznania jest rozum. Myśliciele chrześcijańscy, nie negując ani nie umniejszając roli rozumu, jako narzędzia poznawania rzeczywistego stanu rzeczy, dodali jeszcze jedno narzędzie poznania w postaci wiary. Co charakterystyczne – święty Augustyn uważał, że wiedza czerpana z Objawienia nie może być sprzeczna z wiedzą empiryczną. Wprawdzie nie było to intencją św. Augustyna, ale dokonane z czasem stopniowe odwrócenie tego poglądu, doprowadziło do zdominowania filozofii przez teologię. Filozofia stała się „służką” teologii (ancilla theologiae), w której ostatnie słowo należało do Rzymu, który przeświadczenie o własnej Racji czerpał z Autorytetu. Ponieważ każda „akcja” rodzi „reakcję”, to i ta dominacja doprowadziła do sprzeciwu w postaci podważenia Autorytetu jako podstawy Racji. Reformacja – bo taką formę ów sprzeciw przybrał – była rodzajem wojny domowej w łonie cywilizacji łacińskiej, bo żadnej ze stron wojujących – nawet jeśli konflikt przybierał charakter wojen religijnych – nie przyświecała intencja zniszczenia tej cywilizacji, a tylko ustalenia prawidłowych proporcji między dwoma narzędziami poznania: wiarą i empirią.

W rezultacie wahadło wychyliło się w przeciwną stronę. Dotychczasowy Autorytet został podważony, rolę Najwyższej Instancji zyskał zaś Rozum. Objawiło się to między innymi w rozszerzaniu oświaty – ale pod kierunkiem Państwa, które stopniowo, chociaż bez specjalnej ostentacji, zaczęło zajmować miejsce opróżnione przez Autorytet – bo natura nie znosi próżni, chociażby dlatego, że próżnia nie dostarcza Rozumowi ani żadnych inspiracji, ani nawet podniet. Państwo to co innego, toteż wahadło znów wychyliło się w stronę przeciwną, czego ilustracją była rewolucja we Francji, z próbami dekretowania Autorytetu w postaci Istoty Najwyższej przez parlamentarne głosowanie. To już był dzwonek alarmowy, wskazujący na niebezpieczeństwo przerodzenia się wojny domowej w łonie cywilizacji w wojnę przeciwko niej. Doszło do tego w połowie wieku XIX, kiedy to w „Manifeście Komunistycznym” spółka Marks & Engels (nie mylić ze spółką Marks & Spencer), zanegowała samą potrzebę Autorytetu, nawet zadekretowanego według francuskiej mody.

Nie było to specjalnie trudne, bo rzeczywiście – Autorytet wyłaniany w drodze głosowania w nikim nie wzbudza specjalnego respektu – co zilustrował w swoim czasie Wojciech Dzieduszycki anegdotą o starej gruszy. Miał w swojej posiadłości w Jezupolu bardzo starą figurę Matki Boskiej, przed którą nie tylko miejscowi chłopi-chrześcijanie zdejmowali nabożnie czapki, ale nawet pachciarz Dawidek schylał z szacunkiem głowę. Aliści pewnego razu stało się, że podczas burzy piorun uderzył w figurę i ją strzaskał. Dzieduszycki kazał wyciąć w sadzie starą gruszę, sprowadził rzeźbiarza i wkrótce na dawnym miejscu stanęła nowa figura Matki Boskiej. I znowu chłopi-chrześcijanie nabożnie zdejmowali przed nią czapki, ale Dawidek już się nie kłaniał. Wezwany do kancelarii i poddany indagacji wyjaśnił: jakże ja mam się jej kłaniać, skoro ja pamiętam, jak ona była gruszą?

 

[...]

Czytany 583 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.