poniedziałek, 10 lipiec 2017 17:19

Rozmowa z Władimirem Karasiowem, prezesem Fundacji Pomoc dla Donbasu z siedzibą w Moskwie.

Napisała

Jaka jest pana historia?
– Urodziłem się i wychowałem w Donbasie, w mieście Krasnyj Łucz w obwodzie ługańskim. Obecnie mam 46 lat. Z wykształcenia jestem politologiem i ekonomistą. Przed wybuchem wojny przez 15 lat mieszkałem i pracowałem w Kijowie. Miałem dziennikarską akredytację przy parlamencie Ukrainy. Rozmawiałem z posłami i pisałem artykuły analityczne.
Kiedy wybuchła wojna w Donbasie, przeniosłem się wraz z rodziną do Ługańska, gdzie byłem kuratorem w środkach masowego przekazu, w armii południowego wschodu, w armii powstańców. Jako wolontariusz wojenny pomagałem, dostarczając produkty potrzebne do przetrwania. Woziłem z Rosji lekarstwa dla rannych mieszkańców Donbasu oraz żywność dla osób starszych i dzieci, w tym sierot. Pomagałem także wywozić ciężko ranne dzieci do Federacji Rosyjskiej. W Donbasie przebywałem praktycznie cały rok 2014. Przeżyliśmy między innymi ługańską blokadę na produkty żywnościowe, kiedy nie było co jeść.

Co to za region i jakie poniósł straty?
– Donbas to najbardziej rozwinięty region Ukrainy, z ogromną ilością zakładów pracy i wysoką gęstością zaludnienia. Podczas pierwszych ostrzałów zginęło bardzo wielu ludzi. Dokładnych danych nikt nie zna. Niektórzy mówią, że to są dziesiątki tysięcy, a inni, że nawet setki tysięcy ofiar. Sam widziałem, jak po każdym ostrzale na ulicach leżeli zabici.

Dlaczego przyjechał pan do Moskwy?
– Po kolejnym ostrzale, kiedy pociski trafiły w nasz dom, nie mieliśmy gdzie mieszkać, więc musieliśmy wyjechać do Rosji. Tutaj założyłem ogólnorosyjską fundację pomagającą uchodźcom. Działa już dwa lata. Sukcesywnie pomagamy przede wszystkim dzieciom i osobom starszym, które nie mogą same sobie poradzić.

Na czym ta pomoc polega?
– Przed zimą woziliśmy odzież zimową i ciepłe obuwie, produkty żywnościowe długoterminowe, takie jak cukier, sól, kasza, makaron, konserwy, a latem coś lżejszego. Dostarczamy także lekarstwa – w większości przeciw grypie i antywirusowe. Ostatnio zorganizowaliśmy dwutygodniowy bezpłatny pobyt na Krymie dla niepełnosprawnych dzieci z centrum rehabilitacji ze Stachanowa.


Kto wam pomaga i w jaki sposób pozyskujecie fundusze na działalność?
– W naszej fundacji pracuje kilku wolontariuszy. Nikt nie otrzymuje pensji. Praca w fundacji jest dość prosta. Sami znajdujemy osoby i prosimy pomoc. Oczywiście, gdyby był jakiś mecenas lub sponsor, byłoby o wiele łatwiej. W przypadku firm lub biznesmenów piszemy oficjalne pisma. Aktywnie udzielamy się także na portalach społecznościowych, gdzie informujemy, co konkretnie chcemy zrobić, i apelujemy o wsparcie, podając numer naszego konta. Wiele osób przysyła do nas paczki, np. z artykułami szkolnymi. Dary przychodzą z Argentyny, Hiszpanii, Słowacji, Białorusi, a nawet z Australii.

[...]

Rozmawiała: Agnieszka Piwar (wywiad przeprowadzony w dn. 28 lutego w Moskwie)
Tłumaczyła: Sylwia Andruszkiewicz

Czytany 697 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.