poniedziałek, 10 lipiec 2017 17:48

Marine Le Pen, czyli z czego trzeba zrezygnować w drodze do polityki

Napisał

Marine Le Pen, lider francuskiego Frontu Narodowego, przegrała wybory prezydenckie. Jednak samo wejście Frontu do głównego nurtu polityki kosztowało sporo. Przyjrzyjmy się tej drodze narodowców, zobaczmy, co trzeba zmienić, by brać udział w życiu politycznym, a nie wegetować na jego marginesie.

Lider
Marine Le Pen – urodzona w 1968 r. w bogatej podparyskiej dzielnicy, najmłodsza córka weterana wojennego i prawicowego polityka, mocno odczuła, co to znaczy stygmatyzacja. Jako córka najbardziej przez elity znienawidzonego polityka, nazywana w szkole „córką faszysty” – w 1976 r. omal nie zginęła w zamachu bombowym na dom rodzinny. To jej uświadomiło, że ludzie tacy jak jej ojciec, jak ona traktowani są jak gorsi tylko ze względu na poglądy.
Marine, która chciała zostać policjantem i kształciła się w najlepszych szkołach Francji, została prawnikiem broniącym tych, których nie stać było na adwokata. Rozpoczęła karierę we Froncie Narodowym i w wieku 30 lat została radnym w upadającym regionie północnej Francji. Po ojcu odziedziczyła charyzmę, łatwość obcowania z ludźmi i umiejętność przedstawiania skomplikowanych spraw prostym, trafiającym do wszystkich językiem. Potrafi rozgrzać widownię, swoim niskim, rezonującym głosem, pewnością siebie na trybunie, jaskrawymi żakietami i gorącymi zachętami do wyrażania patriotyzmu.
Jest kobietą daleką od prawicowego ideału Joanny d'Arc – dwukrotnie rozwiedziona, troje dzieci, obecnie żyjąca w związku nieformalnym. Postać nie przemawiająca do twardych prawicowców, ale do zwykłych współczesnych kobiet, którym odpowiadają poglądy Marine: We Francji szanujemy kobiety, nie bijemy ich, nie każemy im chować się za zasłonami, jakby były nieczyste. Pijemy wino, kiedy chcemy, i krytykujemy religię, i swobodnie rozmawiamy. Prywatnie to ciekawy człowiek, w rozmowie na niepolityczne tematy robi wrażenie mądrej kobiety.
Poza tym Marine odwołuje się bezpośrednio do zwykłych obywateli, ich interesów i potrzeb. Jej plakaty wyborcze to już tylko po prostu „Marine 2017”, nawet bez nazwiska, które komuś może wydawać się „toksyczne”.

Stary Front
„Toksyczny” był Front Narodowy – od chwili założenia w 1972 r. przez Jean-Marie Le Pena. Ojciec Marine, zbudował go na kilku filarach: nostalgii do dawnej potęgi Francji (w języku mediów – szowinizm), krytyce Żydów (antysemityzm), antyglobalizmie (populizm), ochronie gospodarki narodowej (protekcjonizm), twardej ręce wobec przestępczości (prawo i porządek), a przede wszystkim – powstrzymania zalewu islamskiej imigracji (rasizm).
Nie może być nic bardziej obrzydliwego dla dzisiejszych elit politycznych i finansowych, niż taka marginalna grupka antykomunistów, antygaullistów, protestująca przeciwko imigracji, podatkom, wielkim finansom i kapitałowi. Radykalnych katolików, monarchistów, zwolenników rządu Vichy, tęskniących za kolonialną przeszłością. Rzeczywiście był to całkowity margines – w pierwszych wyborach uzyskali 0,74% głosów, a w latach 80. Front zyskiwał zwolenników, ale wegetował na peryferiach sceny politycznej. Partię określano jako „wspólnotę ofiar” – zbiorowisko wyrzutków z życia publicznego, których za poglądy i niewłaściwą opinię o tym, kto rządzi krajem i jakie są zagrożenia dla narodu, wypchnięto ze sfer polityki zastrzeżonych dla partii poprawnych politycznie. Mieli oni też całkiem zwyczajne problemy, choćby ze znalezieniem pracy.

Jean-Marie Le Pen był znany (bardzo nad tym pracowały media) ze swego krytycznego stosunku do innych nacji. Oczywiście punktem kluczowym był stosunek do Żydów i ich ideologii Holocaustu. Przywódca Frontu pozwalał sobie na kwestionowanie masowego mordowania w komorach gazem Cyklon-B, mówił wprost o żydowskim pochodzeniu innych polityków, a nawet wyśmiewał ich nabożne podejście do Holocaustu (jednego z ministrów określił w 1989 r. jako „pan Durafour Crématoire”). Wypowiadał również tak obrazoburcze stwierdzenia jak to, że Cyganie kradną.

Dla rządzących elit było to nie do przyjęcia, więc ogień zaporowy oburzenia autorytetów lewicy i kanonada mediów – na ćwierć wieku zablokowały przebicie się przez Front Narodowy do głównego nurtu polityki. Poparcie w wyborach nie przekraczało 15%, a jedyny sukces Jean-Marie – 17% głosów i przejście do drugiej tury wyborów prezydenckich w 2002 r. wprowadził mainstreamową Francję w stan szoku. Jak „skrajny prawicowiec”, „antysemita”, „ultra-nacjonalista” mógł zdobyć takie poparcie! Milion oburzonych obywateli wyległ 5 maja na ulice, by dać odpór faszyzmowi. Lepszy złodziej niż faszysta – głosiły transparenty wspierające kandydaturę Jacquesa Chiraca. Elity jednoznacznie zwyciężyły – koalicja „wszyscy przeciwko Frontowi Narodowemu” sprawiła, że Chirac otrzymał ponad 82% głosów w drugiej turze, a Jean-Marie Le Pen niecałe 18%. Szklany sufit nad narodowcem był bardzo nisko.
Oczywiście były to tylko propagandowe hasła, mające zelektryzować elektorat, co też osiągnęły, ale wiele lat później socjalista Lionel Jospin, w owym czasie premier Francji nieoczekiwanie przyznał, że nigdy nie mieliśmy do czynienia z groźbą faszyzmu, a cały ten antyfaszyzm był teatrem. Mieliśmy przeciw sobie Front Narodowy, partię skrajnej prawicy, populistyczną na swój sposób, ale nigdy nie byliśmy w sytuacji zagrożenia faszyzmem czy nawet partią faszystowską.
Po upokarzającej porażce przez 10 lat partii nie udało się zająć znaczącego miejsca w polityce. Front tracił poparcie, nowe pokolenia były zniechęcane obrazem partii, tworzonym przez media. W wyborach prezydenckich 2007 r. Jean-Marie uzyskał zaledwie 10,7% głosów, w parlamentarnych zaś – mniej niż 5 procent. Była to prosta droga na margines.

Operacja „od-diabolizowanie”
Wybory 15 lat temu był to moment, gdy córka założyciela Frontu – Marine narodziła się dla francuskiej polityki. Gdy milion protestujących maszerował ulicami Paryża, broniła ojca w programie telewizyjnym – 33-letnia blondynka uwiodła publiczność swoim wdziękiem.
Po przejęciu partii w 2011 r. nowa generacja liderów partii (Marine Le Pen, Louis Aliot, Samuel Maréchal) przeprowadziła operację, którą określano jako dé-diabolizację. Wegetacja na marginesie polityki nie zadowalała bowiem Marine. Rozumiała, że dopóki Front będzie stygmatyzowany jako antysemicki i rasistowski, nie będzie dla niego miejsca w głównym nurcie francuskiej polityki. Dlatego musiała zrobić wiele, aby otrzymać szansę walki na głównym ringu – o fotel prezydencki.
W centrum argumentów politycznych znalazły się nowe tematy – nowi wrogowie: elity finansowe z ich żądzą zysku, zachłannością, zaniedbujące interesy narodowe, zajęte za to promowaniem „europejskich wartości”. Celem uderzenia Frontu stały się banki i finansiści, agencje ratingowe, instytucje europejskie i międzynarodowe , „ultra-liberalna” polityka ekonomiczna, wartości muzułmańskie, nie do pogodzenia z francuskim republikanizmem i wartościami. Pojawili się nowi wrogowie ideałów Republiki – już nie muzułmanie (to rasizm), ale islam, szczególnie islam polityczny. Starych wrogów zastąpiły zagrożenia bezpieczeństwa (l’insécurité) czy laickość państwa (la laicité).
W „wartościach” mamy przede wszystkim takie słowa-klucze jak „obrona tożsamości”, „porządek i bezpieczeństwo” oraz znany sprzeciw wobec masowej imigracji, traktowanej jako zagrożenie dla kultury kraju i jego „porządku społecznego”. Zrezygnowano z odwoływania się do dorobku ideowego takich przedstawicieli radykalnej prawicy, jak Charles Maurras, Robert Brasilach czy Alexis Carrel. Ich miejsce zajęli Emil Zola, Jean Jaures czy Hannah Arendt.
Przechodząc na pozycje „republikańskie” Marine zakazała komentarzy rasistowskich, antysemickich (a nawet antysyjonistycznych) czy rewizjonistycznych wobec Holocaustu, i to pod groźbą wyrzucenia z partii. Mediom za to Front wytaczał procesy sądowe za nazwanie partii „skrajną prawicą” czy „faszystowską”.

[...]

 

Andrzej Szczęśniak

Czytany 296 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.