poniedziałek, 10 lipiec 2017 21:37

Matka wszystkich korporacji

Napisał

Gdy zimą 1600 roku królowa Elżbieta I nadała nowo powstałej Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej status monopolu, nikt chyba nie przeczuwał, jak wielkie przyniesie to następstwa, nie tylko w dziedzinie handlu, ale również dla modelu całej światowej geopolityki. Korporacja handlowa zyskała, chyba po raz pierwszy w dziejach, niemal nieograniczone uprawnienia gospodarcze, polityczne, a nawet militarne. Skromna firma, zatrudniająca na początku swojej działalności trzydziestu pięciu pracowników, w ciągu następnych lat przekształciła się w stojące ponad prawem i etyką potężne narzędzie kolonizacyjnego wyzysku. Gigant dysponujący dwustutysięczną armią oraz prawem do emisji własnego pieniądza, stosujący wszelkie formy ucisku, nie wyłączając przemocy fizycznej, jakże często posługiwał się formami czysto ekonomicznymi, takimi jak np. wrogie przejęcia gospodarcze całych prowincji (Bengal) i państw (Indie). W krótkim czasie prywatna firma działająca w interesie rządu stała się największą potęgą na subkontynencie indyjskim.

Nie działo się to w próżni. Wielka Brytania emancypowała się właśnie z ciasnego gorsetu papizmu i przemożnego wpływu katolickiej moralności, oddziałującej dotąd na każdą dziedzinę życia.

Możliwość pełnienia roli sumienia państwa przez jakikolwiek kościół zanegował kładący podwaliny pod nowożytność John Locke, dokonując rozdziału pomiędzy kościołem a państwem. Wcześniej Thomas Hobbes usankcjonował nadrzędność świeckiego prawa nad prywatnym sumieniem oraz obiektywnymi wartościami o charakterze naturalnym bądź objawionym, a miejsce tradycyjnie, po chrześcijańsku pojętego dobra zajęła korzyść własna. Wynikała z tego zasada: „Jeśli coś nie jest zabronione przez prawo, wówczas mogę robić to, co mi się podoba we własnym interesie”. Tak pojęta zasada skutkowała wyeliminowaniem tradycyjnego sposobu myślenia o gospodarce i handlu. Miłosierdzie, sumienie czy troska o słabszych to pojęcia, których nie można było zakwalifikować do kategorii owego „własnego interesu”, przestały zatem obowiązywać. Położyło to podwaliny pod nowoczesny wzorzec gospodarki. Schemat ten stał się wkrótce towarem eksportowym. Skutecznie propagowało go najpierw imperium, nad którym nigdy nie zachodziło słońce, a potem jego godny anglosaski oświeceniowy następca, czyli Stany Zjednoczone Ameryki i skolonizowana przez nie gospodarczo po II wojnie światowej Europa. Sumieniem w tym systemie stał się czysty utylitaryzm.

Antykatolicka Wielka Brytania to swoisty model międzynarodowego lewiatana, kierującego się utylitaryzmem, na długo zanim usankcjonował ten stan rzeczy Hobbes. Niemal automatycznie po odrzuceniu związków z Rzymem rozpoczął się w tym kraju proces amputacji jednej rzymskokatolickiej kończyny po drugiej. Powodem tego stanu rzeczy była konieczność autoryzowania własnych grzechów, takich jak legalizacja cudzołóstwa (przypadek Henryka VIII) czy rabunku kościelnego mienia. Było to podstawą do podważenia wartości objawionych prawd według pytania zadanego przez węża w raju: „czy rzeczywiście Bóg tak powiedział?”. Jeśli odpowiedź na nie miała brzmieć negatywnie (natura nie znosi próżni), należało zastąpić objawione prawdy nowymi i to stało się właściwą przyczyną brytyjskiego Oświecenia i całej światowej nowożytności. Rozpropagowaniu tych idei pomogła ekspansja geopolityczna związana ściśle od początku z ekonomicznym podbojem. Od podpisania ugody londyńskiej, kończącej wojnę angielsko-hiszpańską w 1604 roku, ostatni poważny katolicki konkurent Albionu, Hiszpania, bezpowrotnie stracił swoją szansę na zatrzymanie procesu światowej ekspansji wyspiarzy. Lewiatan nieskrępowany opuścił ostatecznie swój kokon. Ledwie cztery lata wcześniej przyznany został Kompanii Wschodnioindyjskiej omawiany wyżej monopol. System wartości, którym ta firma miała się kierować w swoich poczynaniach, był praktycznym przejawem opisanego wyżej państwowego kursu. W krótkim czasie Kompania stała się narzędziem wyzysku terenów, nad którymi roztoczyła swój prywatny protektorat, występując w imieniu państwa. Można pokusić się o tezę, że jako matka wszystkich korporacji położyła pod nie fundament. Ową myślą przewodnią od samego zarania stał się podbój. Wolny handel, którego ideami wycierali sobie twarze ideolodzy brytyjskiego modelu gospodarczego, poczynając od najniewinniejszego Adama Smitha, rozumiany jako konieczność denacjonalizacji i otwarcia (na kolonizatorów!) podbijanych gospodarek, okazał się niezwykle pomocnym narzędziem poszerzania anglosaskich wpływów.

Począwszy od rządów prywatnego gubernatora i oficera (występującego z ramienia spółki akcyjnej!) Roberta Clive'a, kompania podbiła gospodarczo (ale i politycznie) większą część terytorium Indii. Jeśli pominąć czysto militarne metody, stosowanie przez Kompanię, ekonomiczne narzędzia, którymi operowano, nie różnią się aż tak bardzo od tych przyjętych we współczesnym wielkim biznesie, żeby wymienić choćby przejęcia gospodarcze, inwestycje z obietnicami zatrudnienia czy uprawianie public relations. Nie zabrakło też znanych i dzisiaj środków mniej legalnych, takich jak np. geostrategiczne szantaże, fałszerstwa dokumentów, wielkie wyłudzenia i łapówki. Skutkiem tych podbojów stał się wyzysk, który doprowadził dobrze prosperujący przed epoką kolonialną kraj do upadku. Indie nawiedziła fala głodu i ubóstwa. Całą piankę spijało brytyjskie imperium. Tamtejszy wyzysk oraz rola Kompanii drażniły nawet wymienionego wyżej autora „Bogactwa narodów”, który nie omieszkał wspomnieć o tym w swoim najwybitniejszym dziele. O dziwo, chwalcą owego „kapitalistycznego postępu”, który przydarzył się Indiom, nieco później został Karol Marks, który twierdził, że kolonizacja przyniosła temu krajowi postęp techniczny (i zapewne ku uciesze Marksa zmianę stosunków społecznych).

Machina kolonizacyjna stała się samonapędzającym kołem – wielkie zyski z pierwszych podbojów posłużyły do sfinansowania dalszych militarnych operacji i inwestycji gospodarczych na subkontynencie.

Przyspieszyło to oszałamiający rozrost firmy i zrodziło nowe problemy. Pogłębił się brak możliwości kontroli nad korporacją. Monstrum, którym się stała, zapewniło jej swoistą nietykalność, zbyt wiele prywatnych osób (w tym parlamentarzystów i wysoko postawionych urzędników) i instytucji – jak to by się chciało dzisiaj kolokwialnie rzec – wisiało na korporacyjnym pasku. Model spółki akcyjnej, której jednym z pierwszych przykładów była Kompania, stał się częściowo gwarantem jej nietykalności. Gdy w wyniku złych inwestycji i głodu w Bengalu kolosowi zagroził upadek, nagle uzmysłowiono sobie, jak bardzo nieopłacalne może stać się to dla całego państwa. Krach pociągnąłby na dno wiele innych instytucji, banków i przedsiębiorstw brytyjskich, co mogło doprowadzić do bankructwa lub w najlepszym razie do znacznej utraty mocarstwowego statusu przez Wielką Brytanię. Po raz pierwszy w dziejach zastosowano receptę, którą wielu kojarzy ze współczesnością – państwo pospieszyło na ratunek prywatnej korporacji.

Trzeba dodać, że jako twór, który miał realizować politykę brytyjską, Kompania szybko wyrosła z uszytych na jej miarę wdzianek, stając się swoistym państwem w państwie. Mimo że w tym przypadku doprowadziło to ostatecznie do reakcji monarchii, czyli do większej nacjonalizacji firmy, która po uzyskaniu pomocy w potrzebie zmuszona została do pełniejszej uległości wobec korony brytyjskiej, stała się ona pewnym znakiem czasu, zalążkiem podobnych olbrzymich bytów, konkurujących z całymi państwami. Podobnie sama emancypacja Kompanii i jej powtórne przyprowadzenie do państwowego porządku to zapowiedź zmagań między państwami a prywatnymi ponadpaństwowymi bytami, których udziałem jest współczesność. Nie do końca jednak prawdziwy jest pogląd, że byty te z definicji nie mają narodowości, zwłaszcza gdy chodzi o ich powiązania z imperiami. Pomijając fakt, że w krajach o mniej demokratycznym ustroju nadal funkcjonuje stary model, znacznie prostszy i praktyczniejszy, patrząc z perspektywy interesów państwa, z którego pochodzi (patrz znacjonalizowany rosyjski Gazprom), liberalna narracja o niezależności biznesu wydaje się fikcją. Należałoby raczej postrzegać współczesne wielkie firmy jako regularną (choć prywatną) gospodarczą najemną armię, pozostającą w mniej lub bardziej ścisłych związkach z określonymi rządami. Jako strategiczne, infiltrowane są one przez różnego rodzaju służby i wzajemnie infiltrują one organy władzy państwowej. Stosunek między mocarstwami – zwłaszcza tymi liberalnymi, a korporacjami obopólnie wynika z hobbesowskiej „korzyści własnej” i przybiera charakter kontraktowy. Taki typ powiązań w krótkim czasie skorumpował cały układ. Pojęcie korzyści własnej stopniowo wyewoluowało do korzyści jeszcze bardziej własnej i doprowadziło do zwiększenia w nim roli establishmentu. W tej nowej sytuacji korporacje zaspokajają głównie potrzeby powiązanych z nimi politycznych elit, podobnie politycy dążą do zaspokojenia korporacyjnych apetytów na niekorzyść tzw. szarych obywateli.

[...]

Wojciech Trojanowski

Czytany 560 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.