niedziela, 22 październik 2017 22:07

KGHM: ucieczka od wydobycia do usług

Napisał

Prezes Radosław Domagalski-Łabędzki w połowie lipca 2017 r. zapowiedział, że jego firma „będzie szukać możliwości sprzedaży usług na chińskim rynku”. Krajowe media zapowiedź tę przyjęły z entuzjazmem. Oto po raz trzeci firma ta podejmuje egotyczną ekspansję zagraniczną. Dwie poprzednie w Kongo i w Chile dotychczas przyniosły same straty.

Mikroskopijna inwestycja w Kongo na przełomie tysiąclecia zakończyła się deficytem blisko 100 mln USD. Obecnie realizowana budowa kopalni Sierra Gorda w Chile na razie kosztowała około 7 mld USD i nadal przynosi straty. Pocieszające jest to, że są one relatywnie coraz mniejsze i według zapowiedzi mają zaniknąć w ciągu najbliższych 20 lat! To okres rozrachunkowy dla górniczych inwestycji i tyle trzeba czekać, aby w konsekwencji przekonać się, czy w sumie była to inwestycja opłacalna. Ten proces nazywa się „światełkiem w tunelu”. Jeżeli po tym okresie straty się pogłębią, to według naszego koncernu miedziowego będzie to dopiero wtedy niezbity dowód na jej nieopłacalność. Logika ta obliczona jest na wyrozumiałość rządzących górniczą spółką polityków i mediów kształtujących poglądy tzw. opinii publicznej. Media te zaś są wolne, niezależne i suwerenne. Jednak KGHM, dbając o te kluczowe wartości, wspiera je co roku sumą 60-70 milionów złotych. Nie ma to nic wspólnego z żadną korupcją. Nic więc dziwnego, że najbardziej abstrakcyjne projekty, byle by tylko były głoszone przez jej prominentów, popularyzowane są i chwalone na wszystkie strony. W firmie tej dzieje się tak niezależnie od tego, jaka opcja polityczna aktualnie sprawuje w niej władzę. Dla sprawiedliwości trzeba przyznać, że każda z nich ma swój oryginalny projekt wyprowadzania pieniędzy poza granice kraju.


Wracając do Chin, wiadomo, że prezes, który pracował tam jako menadżer gospodarczy, zna je od podszewki. Wydaje się nawet, że Chiny zna znacznie lepiej od firmy, którą zarządza. Złożona przez niego oferta usług górniczych w tym kraju jest od strony technicznej całkowicie marginalnym problemem. Wynika to z tego, że KGHM jest firmą wydobywczą i produkcyjną, a nie usługową. Usługi świadczy zarówno dla kraju, jak i zagranicy doskonała spółka PBK (Przedsiębiorstwo Budowy Kopalń) w Lubinie, której dochody to zaledwie procent tego, co wydobywa się i sprzedaje z krajowych złóż rud miedzi. Z tymi zaś nie jest najlepiej, i to od wielu już lat. O tym najbardziej prestiżowym mediom pisać już nie wolno, mimo że są one wolne, suwerenne itd.
Prezes Radosław Domagalski-Łabędzki w połowie lipca 2017 r. zapowiedział, że jego firma „będzie szukać możliwości sprzedaży usług na chińskim rynku”. Krajowe media zapowiedź tę przyjęły z entuzjazmem. Oto po raz trzeci firma ta podejmuje egotyczną ekspansję zagraniczną. Dwie poprzednie w Kongo i w Chile dotychczas przyniosły same straty.

Mikroskopijna inwestycja w Kongo na przełomie tysiąclecia zakończyła się deficytem blisko 100 mln USD. Obecnie realizowana budowa kopalni Sierra Gorda w Chile na razie kosztowała około 7 mld USD i nadal przynosi straty. Pocieszające jest to, że są one relatywnie coraz mniejsze i według zapowiedzi mają zaniknąć w ciągu najbliższych 20 lat! To okres rozrachunkowy dla górniczych inwestycji i tyle trzeba czekać, aby w konsekwencji przekonać się, czy w sumie była to inwestycja opłacalna. Ten proces nazywa się „światełkiem w tunelu”. Jeżeli po tym okresie straty się pogłębią, to według naszego koncernu miedziowego będzie to dopiero wtedy niezbity dowód na jej nieopłacalność. Logika ta obliczona jest na wyrozumiałość rządzących górniczą spółką polityków i mediów kształtujących poglądy tzw. opinii publicznej. Media te zaś są wolne, niezależne i suwerenne. Jednak KGHM, dbając o te kluczowe wartości, wspiera je co roku sumą 60-70 milionów złotych. Nie ma to nic wspólnego z żadną korupcją. Nic więc dziwnego, że najbardziej abstrakcyjne projekty, byle by tylko były głoszone przez jej prominentów, popularyzowane są i chwalone na wszystkie strony. W firmie tej dzieje się tak niezależnie od tego, jaka opcja polityczna aktualnie sprawuje w niej władzę. Dla sprawiedliwości trzeba przyznać, że każda z nich ma swój oryginalny projekt wyprowadzania pieniędzy poza granice kraju.


Wracając do Chin, wiadomo, że prezes, który pracował tam jako menadżer gospodarczy, zna je od podszewki. Wydaje się nawet, że Chiny zna znacznie lepiej od firmy, którą zarządza. Złożona przez niego oferta usług górniczych w tym kraju jest od strony technicznej całkowicie marginalnym problemem. Wynika to z tego, że KGHM jest firmą wydobywczą i produkcyjną, a nie usługową. Usługi świadczy zarówno dla kraju, jak i zagranicy doskonała spółka PBK (Przedsiębiorstwo Budowy Kopalń) w Lubinie, której dochody to zaledwie procent tego, co wydobywa się i sprzedaje z krajowych złóż rud miedzi. Z tymi zaś nie jest najlepiej, i to od wielu już lat. O tym najbardziej prestiżowym mediom pisać już nie wolno, mimo że są one wolne, suwerenne itd.

Katastrofalne prognozy
W podstawowym wymiarze górniczym KGHM trwa od ponad pół wieku. Inni na świecie już przynajmniej dwa razy zmienili złoża, technologię i technikę ich wydobycia. Przy ostrym reżimie wydatków, oszczędnościach i stosunkowo niskich płacach koszt uzyskania funta miedzi w KGHM wynosi 1,45 USD, podczas gdy standard światowej czołówki plasuje się średnio o połowę niżej. To wszystko jest zasadniczo bez znaczenia dopóki firma generuje dochody, a ceny miedzi wyższe są od ponoszonych kosztów. Z cenami miedzi bywa różnie, ale jak dotąd przynajmniej ceny są o ok. 50% wyższe od kosztów. Gwarantuje to bezpieczne dochody i ekonomiczne utrzymanie firmy. Okazuje się jednak, że może to nie wystarczyć w warunkach kryzysowych, gdyż jak wspomniano konkurencja ma przynajmniej 100%-200% zabezpieczenia cenowego do kosztów.
Światowy rynek miedzi jest efemeryczny. Z jednej strony stały wzrost inwestycji chińskiego mocarstwa gwarantuje nieustające zapotrzebowanie na ten metal. Z drugiej jest odwrotnie, tworzą się nowe giganty górnicze o niewyobrażalnej skali wydobycia. Należy do nich w pierwszym rzędzie Peru, które przy pomocy chińskich kapitałów zaczyna doganiać pod tym względem Chile. Do 2021 roku produkcja miedzi ma odpowiednio osiągnąć poziom 4,8 mln ton dla Peru i 5,5 mln ton dla Chile (Maning.com 15.07.2017). Produkcja Chin wzrasta do 2,0 mln ton, USA – 1,6 mln ton, Kongo – 1,2 mln ton). Aktualnie w Peru realizowanych jest 18 projektów górniczych wydobycia miedzi. Są to przesłanki wskazujące na możliwość spadku ceny tego metalu poniżej 4 tys. USD, co dla KGHM jest prognozą katastrofalną.  


Jak w piekle
Kolejną barierą nie do przebycia jest klimatyzacja robót górniczych na głębokości ok. 1250-1300 m, z jakiej aktualnie wydobywa się rudy miedzi w KGHM. Panuje tu temperatura ok. 50° C. Zastosowany system chłodzenia wymagał zbudowania tylko dla tego celu elektrowni o mocy ok. 50 MW. Jej koszt to ok. 200 mln złotych, a produkcja energii to połowa tych kosztów ponoszona każdego roku. Gdyby chodziło tylko o koszty, sprawa byłaby jeszcze do utrzymania. Chodzi jednak o to, że dalsze schładzanie górotworu o tej temperaturze jest coraz mniej skuteczne. Generalnie wraz z głębokością każdego roku podnosi się ona o 1° C. Schładzanie to do możliwej temperatury dla pracy człowieka wydaje się techniczne coraz mniej skuteczne.
Podjęto próby obniżenia jej przez inne pomiary i prawne zastosowanie tzw. temperatury zastępczej. W tym wypadku zgodny opór wszystkich związków zawodowych spowodował, że projekt ten na razie nie wszedł w życie. Prawdopodobnie jedynym rozwiązaniem byłoby nakładanie na wyrobiska górnicze termicznej powłoki, która do minimum chroniłaby nagrzewanie powietrza w wyrobiskach górniczych. Jednak jej koszty spowodowałyby nieopłacalność wydobycia. I tu piekielne koło wysokich temperatur w wyrobiskach KGHM się zamyka.

 

(...)

Adam Maksymowicz

Czytany 298 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.