Rozmowa z Tedem Mallochem, kandydatem na ambasadora USA przy Unii Europejskiej, który w dniach 10-11 maja 2017 roku m.in. na zaproszenie „Opcji na Prawo” gościł w Polsce. Kiedy pan profesor po raz pierwszy miał okazję poznać Donalda Trumpa?Poznałem go ponad 20 lat temu. Mało ludzi o tym wie, ale był on bardzo zaangażowany w organizowanie akcji charytatywnych w Palm Beach na Florydzie. Wiele z nich to były akcje pomocy medycznej. Również, przez lata on i jego dzieci organizowali liczne charytatywne turnieje golfowe. Ja miałem to szczęście, że brałem udział w obu przedsięwzięciach.
poniedziałek, 10 lipiec 2017 19:49

Polska, Europa i Cywilizacja Zachodnia - Ted Malloch

Napisał
Dzień dobry. Chciałbym przywitać wszystkich państwa zgromadzonych tutaj na terenie organu ustawodawczego, w Sejmie, który był już świadkiem gorszych dni. Pamiętam takie dni, gdy Jan Paweł I został zabity i utorowano drogę dla Jana Pawła II, pierwszego niewłoskiego reprezentanta Chrystusa na Ziemi od wieków. Pamiętam te dni, gdy Ronald Reagan ignorował zastrzeżenia swoich współpracowników i zażądał, aby pan Gorbaczow „zburzył ten mur”.
poniedziałek, 10 lipiec 2017 17:56

O strefach wpływów

Napisał
W stosunkach międzynarodowych stale występują procesy wzajemnego wpływania na siebie przez państwa, zwłaszcza mocarstwa oraz wielkie korporacje, struktury transnarodowe i ponadnarodowe, w tym związki integracyjne i sojusze. Rywalizacja o wpływy przybiera formy pokojowego współzawodnictwa i walki konkurencyjnej, ale także – w skrajnych wypadkach – konfliktów zbrojnych i wymuszania korzyści siłą. W tej bezwzględnej rywalizacji ofiarami padają w pierwszej kolejności państwa słabe pod względem gospodarczym i wojskowo-politycznym. Obserwuje się wówczas wchodzenie państw uzależnionych w pole przyciągania państwa dominującego, które tworzy zjawisko satelizacji lub klientelizacji wokół państwa-bieguna. Te procesy są podstawą występowania stref wpływów, w których dominacja jednego mocarstwa, nawet z zastosowaniem środków przymusu, ogranicza istotnie niezależność i swobodę działania słabszych uczestników.
Czwarta w historii Europy wędrówka ludów zachwiała niemieckim przywództwem. Przypomnijmy, że pierwszą wędrówką była ta z przełomu Starożytności i Średniowiecza. Druga była następstwem wielkich odkryć geograficznych. Europejczycy nie tylko przenosili się na inne kontynenty, ale ujarzmiali je, co doprowadziło do stworzenia wielkich imperiów kolonialnych. Trzecia wędrówka ludów, była wywołana tą drugą; co najmniej 10 milionów (niektórzy twierdzą, że aż 50) Murzynów zostało przesiedlonych z Afryki do obydwu Ameryk i do Europy. No a teraz mamy do czynienia z wędrówką czwartą, której przyczyną jest wepchnięcie wielu krajów Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej w stan krwawego chaosu. Ten chaos jest następstwem wojen o pokój i demokrację, misji pokojowych i stabilizacyjnych, których widownią stały się państwa uznane za potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela. Bo na przykład w Jordanii, którą rządzi tyran, żadnego krwawego chaosu nie ma. Nikomu nie przychodzi tam do…
Marine Le Pen, lider francuskiego Frontu Narodowego, przegrała wybory prezydenckie. Jednak samo wejście Frontu do głównego nurtu polityki kosztowało sporo. Przyjrzyjmy się tej drodze narodowców, zobaczmy, co trzeba zmienić, by brać udział w życiu politycznym, a nie wegetować na jego marginesie.
poniedziałek, 10 lipiec 2017 17:44

U początków rosyjskiej transformacji

Napisał
Jako istotny element kształtujący obecną kondycję gospodarki Rosji wskazywane są często nałożone przez Zachód w 2014 roku sankcje, jednak w rzeczywistości są one tylko jednym z mniej znaczących czynników składających się na współczesny obraz ekonomiczny wielkiego państwa euroazjatyckiego. O wiele większą rangę mają choćby kurs rubla przywiązany do cen ropy naftowej czy też szczególna struktura eksportu, obejmującego przede wszystkim kopaliny i, w najlepszym razie, półprodukty. Z tym ostatnim problemem niemal od początku swojej prezydentury próbuje uporać się Włodzimierz Putin, niestety z rezultatami porównywalnymi do efektów jego nieustannej walki z korupcją.
Jak z perspektywy korespondenta nadającego z samego centrum konfliktu na Ukrainie, ocenia pan to, co serwują media w Polsce na temat tych wydarzeń?– Chciałoby się odpowiedzieć, że krytycznie, ale to za mało. „Relacje” mediów w Polsce w większości są dosłownymi tłumaczeniami ukraińskich komunikatów, bezrefleksyjne, stronnicze, aż do bólu. Za przykład skrajności może posłużyć materiał „Faktu” o tym, że Rosja zdetonowała w Doniecku głowicę nuklearną. Zasadniczo od kiedy ukraińskie władze ogłosiły prowadzenie tzw. „Operacji Antyterrorystycznej”, mieszkańcom Donbasu odebrano wszystko: prawo do własnego zdania, samostanowienia, a nawet do godności. Naiwnym życzeniem w obecnej sytuacji jest, aby media wykorzystały swoje zasoby i informowały o wydarzeniach po tej stronie frontu chociaż w połowie tak intensywnie, jak powielają komunikaty Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa.
Co pani czuła, kiedy wybuchł przewrót, którego symbolem stał się Majdan w Kijowie?– Przede wszystkim żal mi było tych dzieci, tych studentów, którzy zostali tak brutalnie potraktowani przez władze. Doskonale ich rozumiałam, bo niepodpisanie przez Janukowycza wtedy umowy stowarzyszeniowej kojarzyło im się niewątpliwie z odsunięciem marzeń o normalnym życiu w państwie prawa, o dobrobycie, bo z tym się kojarzy na Ukrainie Europa, na kolejne lata, jak nie dziesięciolecia. Natomiast faktycznie po kolejnych dniach, tygodniach, miesiącach eskalacji wydarzeń zaczęłam się bać, zaczęłam przeczuwać konflikt. Pamiętam przecież, co się działo w roku 2004. Teraz, w latach 2013-2014 nie miałam złudzeń co do obecnych władz, Janukowycz to nie był Kuczma. Zresztą bardzo dobrze znałam charakter tej osoby, jego sposób działania, który wykształcił sobie na Donbasie. Jego „konsekwencję” rodem z kryminalnego korupcyjnego świata donieckiego lat 90., na której opierał tyle razy swoje kampanie wyborcze.
Jaka jest pana historia?– Urodziłem się i wychowałem w Donbasie, w mieście Krasnyj Łucz w obwodzie ługańskim. Obecnie mam 46 lat. Z wykształcenia jestem politologiem i ekonomistą. Przed wybuchem wojny przez 15 lat mieszkałem i pracowałem w Kijowie. Miałem dziennikarską akredytację przy parlamencie Ukrainy. Rozmawiałem z posłami i pisałem artykuły analityczne. Kiedy wybuchła wojna w Donbasie, przeniosłem się wraz z rodziną do Ługańska, gdzie byłem kuratorem w środkach masowego przekazu, w armii południowego wschodu, w armii powstańców. Jako wolontariusz wojenny pomagałem, dostarczając produkty potrzebne do przetrwania. Woziłem z Rosji lekarstwa dla rannych mieszkańców Donbasu oraz żywność dla osób starszych i dzieci, w tym sierot. Pomagałem także wywozić ciężko ranne dzieci do Federacji Rosyjskiej. W Donbasie przebywałem praktycznie cały rok 2014. Przeżyliśmy między innymi ługańską blokadę na produkty żywnościowe, kiedy nie było co jeść.
Konferencja „Co po ZUS-ie? Systemy emerytalne w Europie” odbyła się 29 marca br. we Wrocławiu. Konferencję zorganizowała Europa Narodów i Wolności (ENF) oraz Fundacja Akademia Patriotów. Co najmniej od pokolenia wiadomo, że europejskiego systemu emerytalnego nie da się utrzymać. Składki są mniejsze niż wydatki – ZUS jest bankrutem tak samo jak zachodnie instytucje tego typu. Dyskusje polityczne skupiają się jednak na tym, jak reanimować trupa, zamiast na wprowadzeniu nowego systemu. Już czas, by przejść na opcję: rozwiązania.
Szczególnie skandalicznym „wyczynem” prezydenta Andrzeja Dudy w sprawach polsko-żydowskich było uhonorowanie w styczniu 2017 r. najwyższym odznaczeniem polskim – Orderem Orła Białego skrajnego faryzeusza i roszczeniowca żydowskiego Szewacha Weissa. (Zob. na ten temat w internecie mocne teksty Grzegorza Brauna: „Kompletny odlot Orła Białego” i „Braun o odznaczeniu Szewacha Weissa: ignorancja lub lekceważenie polskiej racji stanu”).

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.