czwartek, 10 maj 2018 05:13

Ład pluralny jako imperatyw przetrwania

Napisał

Po zakończeniu „zimnej wojny” Zachód przekonany o swojej wyższości cywilizacyjnej przyjął założenie, że ład międzynarodowy przybierze charakter „liberalny”, że zostanie oparty na jego wartościach, normach i instytucjach. Hegemoniczne mocarstwo, jakim ogłosiły się Stany Zjednoczone, wzięło na siebie uniwersalną rolę – pełną megalomanii i wyższości - obrony wyznawanych przez Zachód wartości.

Ponieważ wartości te nigdy nie zostały zaakceptowane w skali globalnej, siłą rzeczy zaangażowanie Ameryki zrodziło wiele pól konfrontacji i konfliktów. Rosja stała się jednym z najważniejszych adwersarzy Zachodu. Pod jej adresem kierowano daleko idące oczekiwania, nie zważając, że po rozpadzie ZSRR ma ona inne problemy niż demokracja, związane z egzystencjalnym przetrwaniem. Im bardziej Moskwa oponowała przeciwko narzucaniu jej zachodnich wzorów, tym większą wywoływała irytację. Doszło do paradoksalnej sytuacji, że po dramatycznych doświadczeniach konfrontacji zimnowojennej zamiast tworzenia jednej wspólnoty państw, gotowej do budowania ładu kooperacyjnego i konsensualnego, postawiono na konfrontację z państwem, które po raz pierwszy od wielu dekad zrezygnowało z ideologicznych uzasadnień wrogości w stosunkach międzynarodowych. Kolejny raz podejście oparte na motywacjach ideologicznych doprowadziło do podziału świata na wrogie ugrupowania i ich strefy wpływów. Okazuje się, że myślenie zimnowojenne tkwi bardzo głęboko w umysłach polityków, niezależnie od proweniencji geopolitycznej.

            W świetle zaistniałego klimatu konfrontacji między Zachodem a Rosją trzeba pożegnać się w przewidywalnej perspektywie z nadzieją na zbudowanie ładu liberalnego w stosunkach międzynarodowych, który miałby wymiar jednolity i uniwersalny. Należy raczej spodziewać się uruchomienia inicjatywy dyplomatycznej na rzecz ładu pluralnego, która sięgnęłaby do doświadczeń z okresu détente lat siedemdziesiątych XX wieku. Ówczesny stopień napięć jest porównywalny do dzisiejszego, ale przywódcy polityczni obu stron konfrontacji zimnowojennej potrafili wznieść się ponad podziały, respektując prawa każdej ze stron i godząc się na pokojową koegzystencję.

Aby do tego doszło, potrzebna jest przede wszystkim realistyczna diagnoza trwającej już prawie trzy dekady sytuacji, która ani nie ustanowiła „końca historii”, ani też nie przyniosła „zderzenia cywilizacji”. Te propagandowe slogany miały wyraźnie charakter konfrontacyjny i nie pomogły w zrozumieniu złożoności współczesnego świata oraz odczytaniu logiki zmiennej geometrii międzynarodowej. Podobnie rozpoznaniu rzeczywistych motywacji państw nie sprzyjały XIX-wieczne analogie na temat imperialnej tożsamości Rosji i uprawianej przez nią Realpolitik. W rzeczywistości każda ze stron zaczęła uprawiać rewizjonizm geopolityczny, pomawiając się nawzajem o złe intencje. Polityka sankcji i kontrsankcji doprowadziła do zablokowania i zapętlenia wzajemnych relacji, a mispercepcja zakłóca zrozumienie tego, co jest rzeczywistym źródłem eskalacji napięć. Mamy więc do czynienia ze spiralą konfliktu, który wymyka się spod kontroli zaangażowanych stron. Jeśli każda z nich podejmuje działania ofensywne, to doprawdy nietrudno sobie wyobrazić, że w którymś miejscu i momencie dojdzie nieuchronnie do zderzenia o nieobliczalnych konsekwencjach. Pewnej zmiany w postępowaniu Zachodu wobec Rosji oczekiwano po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Póki co jednak, niewiele zmieniło się we wzajemnym postrzeganiu Ameryki i Rosji.

Przed dyplomacją międzynarodową staje obecnie problem deeskalacji konfliktu. Ani dotychczasowa zachodnia polityka oskarżania Rosji i przypisywania jej wyłącznej winy za stan wzajemnych relacji, ani rosyjski upór i zamykanie się w „oblężonej twierdzy” nie prowadzą do pożądanych rozwiązań. Profesjonalna dyplomacja musi wrócić do pragmatycznego układania się i żmudnego poszukiwania kompromisów. Trzeba zaniechać idealizowania jednego systemu wartości i demonizowania strony przeciwnej. Różne państwa mają doprawdy odmienne drogi rozwoju i nie ulegają tak łatwo, jak się wydawało, internacjonalizacji wartości świata zachodniego. Przykład Chin i ich ustrojowej hybrydyzacji pokazuje, że nawet najbardziej zideologizowane systemy ustrojowe mogą ewolucyjnie przeobrażać się w pragmatyczne reżimy, broniące swoich narodowych interesów.

Postęp w rozwoju stosunków międzynarodowych nie ma charakteru linearnego, o czym wiedzieli już starożytni. Nie ma żadnego determinizmu ideologicznego, z którego wynikałaby bezalternatywność w wyborze wzorów ustrojowych. Nikt nie ma monopolu na urządzanie poszczególnych państw i ładu międzynarodowego w całości. Choć wiele państw, w tym Rosja, zgadza się z podstawowymi regułami gry, jakie obowiązują w stosunkach międzynarodowych, to jednak istnieje sporo rozbieżności w ich interpretacji i wdrażaniu w życie. Państwa zachodnie podkreślają rolę wspólnych wartości demokracji i praw człowieka, podczas gdy Rosja kładzie nacisk na zasadę wspólnego bezpieczeństwa. Zamiast integrowania się pod wspólnym „parasolem”, Rosjanie uważają, że respekt dla suwerennej równości jest podstawą stabilności ładu międzynarodowego.

Takie stanowisko podzielają także mniejsze państwa, które nie chcą podporządkować się jednej wizji ustrojowej i jednej wykładni wartości Zachodu. Należą do nich nawet Węgry Viktora Orbána i Polska Jarosława Kaczyńskiego, które są przecież częścią struktur zachodnich. Ich przykłady pokazują, że wspólnota zachodnia nie jest jednorodna, a nadzieje z początku lat dziewięćdziesiątych ub. wieku na szybką transformację ustrojową Europy Środkowej i Wschodniej, wyrażone choćby w Paryskiej Karcie Nowej Europy z 1990 roku, okazały się płonne. Politycy zachodni w swojej naiwności długo nie byli w stanie zrozumieć, że ład międzynarodowy trzeba będzie oprzeć na kolejnym kompromisie, a nie na dyktacie jednego zwycięzcy. Wydaje się, że obecnie nadchodzi pora, aby zrozumieć złożoność tożsamości wielu państw. Nie wystarczy zbudować kolejne nowe instytucje, czy podpisać nowe traktaty. Trzeba jeszcze przebudować świadomość elit politycznych i całych społeczeństw, a to jest zadanie na wiele pokoleń.

/.../

Czytany 644 razy
Stanisław Bieleń

Polski politolog specjalizujący się w problematyce tożsamości w stosunkach międzynarodowych, polityce zagranicznej Rosji, międzynarodowej roli mocarstw, strategiach i stylach w negocjacjach międzynarodowych.

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.