Agnieszka Piwar

Agnieszka Piwar

środa, 09 maj 2018 21:24

Co w żydowskiej duszy gra?

O tym zdarzeniu opowiedziałam zaledwie kilku zaufanym osobom. Nigdy wcześniej nie podzieliłam się tym publicznie. Zapytają Państwo – jak to możliwe, że mając dostęp do łam publicystycznych przez tyle lat milczałam na temat tej wstrząsającej historii? Być może podświadomie uwierzyłam mojemu żydowskiemu rozmówcy, antybohaterowi dzisiejszej opowieści. Szyderczym tonem zapewniał, że i tak nikt mi nie uwierzy. Nie miał on wtedy pojęcia, że rozmawia z przyszłą dziennikarką.

czwartek, 25 styczeń 2018 08:39

Azja to przyszłość

Rozmowa z Grzegorzem Modlibowskim, pomysłodawcą i współorganizatorem konferencji „Jaka Polska w wieku Azji?”

Agnieszka Piwar: 14 października 2017 roku na Politechnice Warszawskiej odbyła się nietypowa konferencja. Nietypowa, bo dotyczyła przyszłości naszego państwa, ale nie uczestniczyli w niej przedstawiciele elity rządzącej ani nawet opozycji. Czy rozmawianie o ważnych dla Polski sprawach bez udziału polityków ma sens?

Rozmowa z Biesłanem Terekbajewem, generalnym producentem Kompanii Filmowej Czeczenfilm

Panie Biesłanie, oprócz pracy w Czeczenfilm pełni pan wiele innych funkcji. Proszę opowiedzieć, czym się pan zajmuje?

– Oprócz tego, że jestem generalnym producentem Kompanii Filmowej Czeczenfilm, przewodniczę Fundacji Wsparcia Rozwoju Kina Kaukazu Północnego, jestem członkiem Stowarzyszenia Filmowców Federacji Rosyjskiej i dyrektorem generalnym Północnokaukaskiej Kompanii Filmowej. Pracuję jako reżyser, producent oraz aktor, gram w filmach, rozwijam kino czeczeńskie i północnokaukaskie. Marzę o tym, aby cały świat zobaczył, jak piękny jest Północny Kaukaz, jak wspaniali, mądrzy i dobrzy ludzie tu mieszkają oraz by coraz szersze rzesze ludzi poznały nasze niepowtarzalne obyczaje.

Z Janem Wojciechem Kubaniem, przedsiębiorcą, menadżerem, wolnościowcem, prezesem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego, rozmawia Agnieszka Piwar.

 

Górzysty kraj, niewielkich rozmiarów, bez dostępu do morza. A jednak Szwajcarom się udało. Od kilku pokoleń nieprzerwanie są jedną z najbogatszych gospodarek świata. Na tle innych europejskich państw wyróżnia ich system, w którym to nie politycy czy urzędnicy albo – mniej lub bardziej – idiotyczne przepisy, lecz sami Szwajcarzy decydują o sobie. Jak to wygląda w praktyce?

Rzeczywiście, to nie rząd szwajcarski, tylko obywatele podejmują najważniejsze decyzje w kraju. U Szwajcarów funkcjonuje zasada subsydiarności, czyli spuszczania całej władzy w dół – im bardziej, tym lepiej. Mieszkańcy Konfederacji Szwajcarskiej są nieufni wobec populistycznych haseł polityków i łatwych rozwiązań, dlatego biorą odpowiedzialność za swoje otoczenie i rządzą się sami. Robią to za pomocą demokracji bezpośredniej, której najważniejszym narzędziem są referenda. Odbywają się one zarówno na szczeblu ogólnokrajowym, jaki i w poszczególnych kantonach, czyli odpowiednikach naszych województw oraz w gminach.

Jak z perspektywy korespondenta nadającego z samego centrum konfliktu na Ukrainie, ocenia pan to, co serwują media w Polsce na temat tych wydarzeń?
– Chciałoby się odpowiedzieć, że krytycznie, ale to za mało. „Relacje” mediów w Polsce w większości są dosłownymi tłumaczeniami ukraińskich komunikatów, bezrefleksyjne, stronnicze, aż do bólu. Za przykład skrajności może posłużyć materiał „Faktu” o tym, że Rosja zdetonowała w Doniecku głowicę nuklearną. Zasadniczo od kiedy ukraińskie władze ogłosiły prowadzenie tzw. „Operacji Antyterrorystycznej”, mieszkańcom Donbasu odebrano wszystko: prawo do własnego zdania, samostanowienia, a nawet do godności. Naiwnym życzeniem w obecnej sytuacji jest, aby media wykorzystały swoje zasoby i informowały o wydarzeniach po tej stronie frontu chociaż w połowie tak intensywnie, jak powielają komunikaty Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa.

Co pani czuła, kiedy wybuchł przewrót, którego symbolem stał się Majdan w Kijowie?
– Przede wszystkim żal mi było tych dzieci, tych studentów, którzy zostali tak brutalnie potraktowani przez władze. Doskonale ich rozumiałam, bo niepodpisanie przez Janukowycza wtedy umowy stowarzyszeniowej kojarzyło im się niewątpliwie z odsunięciem marzeń o normalnym życiu w państwie prawa, o dobrobycie, bo z tym się kojarzy na Ukrainie Europa, na kolejne lata, jak nie dziesięciolecia. Natomiast faktycznie po kolejnych dniach, tygodniach, miesiącach eskalacji wydarzeń zaczęłam się bać, zaczęłam przeczuwać konflikt. Pamiętam przecież, co się działo w roku 2004. Teraz, w latach 2013-2014 nie miałam złudzeń co do obecnych władz, Janukowycz to nie był Kuczma. Zresztą bardzo dobrze znałam charakter tej osoby, jego sposób działania, który wykształcił sobie na Donbasie. Jego „konsekwencję” rodem z kryminalnego korupcyjnego świata donieckiego lat 90., na której opierał tyle razy swoje kampanie wyborcze.

Jaka jest pana historia?
– Urodziłem się i wychowałem w Donbasie, w mieście Krasnyj Łucz w obwodzie ługańskim. Obecnie mam 46 lat. Z wykształcenia jestem politologiem i ekonomistą. Przed wybuchem wojny przez 15 lat mieszkałem i pracowałem w Kijowie. Miałem dziennikarską akredytację przy parlamencie Ukrainy. Rozmawiałem z posłami i pisałem artykuły analityczne.
Kiedy wybuchła wojna w Donbasie, przeniosłem się wraz z rodziną do Ługańska, gdzie byłem kuratorem w środkach masowego przekazu, w armii południowego wschodu, w armii powstańców. Jako wolontariusz wojenny pomagałem, dostarczając produkty potrzebne do przetrwania. Woziłem z Rosji lekarstwa dla rannych mieszkańców Donbasu oraz żywność dla osób starszych i dzieci, w tym sierot. Pomagałem także wywozić ciężko ranne dzieci do Federacji Rosyjskiej. W Donbasie przebywałem praktycznie cały rok 2014. Przeżyliśmy między innymi ługańską blokadę na produkty żywnościowe, kiedy nie było co jeść.

Z Aldoną Ciborowską, doktorem nauk prawnych i publicystką rozmawia Agnieszka Piwar.

W swojej publicznej działalności demaskuje pani współczesnych rewolucjonistów. To trochę jak walka Dawida z Goliatem. A jednak skądś czerpie pani siły, by postawić się nowej lewicy...
Moją publiczną działalność postrzegam jako misję, która w pierwszym rzędzie ma doprowadzić do myśli wypracowanej – na temat nowej lewicy – przez lata pracy badawczej, przez osobiście znane mi osoby, tj. ks. prof. Tadeusza Guza i Marguerite A. Peeters. Fakt, że je spotkałam, znam i rozumiem, uważam za opatrznościowy.

Moim pragnieniem, jako osoby, która doświadczyła odejścia od Boga i powrotu do Niego, jest to, by wyprowadzać ludzi z chaosu pojęciowego, intelektualnego – który był również moim udziałem. Dziś już wiem, że stało się to za sprawą oddziaływania ideologii, która rozbija rodziny, relatywizuje prawdę, zawłaszcza system edukacji, by rozchwiać człowieka jako osobę, która jest ciałem i duszą powołana do Miłości, Prawdy, Piękna, z ludźmi i Trójjedynym Bogiem.

sobota, 10 grudzień 2016 01:34

Diabeł postawił na show-biznes

W skrócie wygląda to tak. Szatan wybiera sobie grupę ludzi, którzy dostają od niego zlecenie rozwalenia świata stworzonego przez Boga. Oni typują przyszłych profesorów, którzy mają skonstruować ideologie i przepchnąć je przez katedry światowych uniwersytetów. Następnie plan trzeba wdrożyć w życie. W grę wchodzi przekupienie polityków i urzędników, którzy przeforsują odpowiednie ustawy, oraz dziennikarzy i publicystów, którzy odpowiednio to opiszą. Na szarym końcu tego łańcucha jest wmówienie miliardom ludzi, że to, co szykują dla nich słudzy Lucyfera, jest właściwe. Wykonawcą tego zlecenia są ulubieńcy masowej publiczności: piękni, uśmiechnięci, bogaci i znani przez cały świat. Show-biznes, a wraz z nim aktorzy i aktorki, producenci filmowi, reżyserzy, muzycy, piosenkarze i piosenkarki oraz wszelkiej maści celebryci – to właśnie oni zamykają ostatni etap procesu prowadzącego wprost do upadku człowieka i naszej cywilizacji.

z Ambasadorem Federacji Rosyjskiej w Rzeczypospolitej Polskiej Siergiejem Andrejewem rozmawia Agnieszka Piwar

Dlaczego Rosja uważa, że tarcza antyrakietowa stanowi potencjalne zagrożenia dla jej bezpieczeństwa?

Stabilność strategiczna, równowaga wojskowo-polityczna w świecie współczesnym polega na tym, że żadna ze stron posiadających arsenały jądrowe nie może zastosować broni atomowej przeciwko innej stronie, nie ulegając przy tym nieuniknionemu zagrożeniu unicestwieniem w wyniku ataku odwetowego. Taki stan rzeczy jest mocnym czynnikiem powstrzymującym i gwarancją odpowiedzialnego zachowania się mocarstw jądrowych. Na tej logice bazowała radziecko-amerykańska umowa z 1972 r. o ograniczeniu systemów obrony przeciwrakietowej: strony dobrowolnie i świadomie rezygnowały z prób zabezpieczenia się przed atakiem odwetowym.

Tej logiki wyrzekła się strona amerykańska w 2001 r., kiedy wystąpiła z układu z 1972 r. i rozpoczęła tworzenie systemu obrony przeciwrakietowej, który ma na celu zabezpieczenie terytorium USA przed atakiem jądrowym. Jak dotąd, to jeszcze jest niemożliwe, ale cel został postawiony, prace są w toku i jest całkiem prawdopodobne, że w pewnym momencie przywództwo USA dojdzie do wniosku, że ma możliwość zniszczenia środków jądrowych Rosji za pomocą wysoko precyzyjnej broni i następnie, wykorzystując system przeciwrakietowy, może zneutralizować te rakiety rosyjskie, które po takim uderzeniu zostaną w odpowiedzi wystrzelone w USA.

Można sobie wyobrazić, jak się zmieni zachowanie amerykańskiego przywództwa w takim wypadku, jeszcze silniej wzrosną pokusy narzucania własnej woli reszcie świata, jeśli będzie ono w stanie zastosować pogróżkę „zwycięską wojną jądrową”.

Rosja uważa, że absolutnie nie może pozwolić na to, żeby u przywództwa USA pojawiały się niebezpieczne złudzenia co do swojej niedosięgłości.

(...)

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.