wtorek, 27 kwiecień 2010 20:39

Kiedy powstaje człowiek, czyli o tym, czego nie wie p. prof. Jacek Hołówka...

Napisane przez

W swojej opinii opublikowanej w "Dzienniku" z 27 grudnia 2007 r. pt. "Nikt nie może wiedzieć, kiedy powstaje człowiek"[1] p. prof. Jacek Hołówka, etyk z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, wypowiedział się na temat stanowiska Episkopatu Polski w kwestii moralnej oceny zabiegów zapłodnienia in vitro.

Ze względu na szereg zawartych w niej niejasności i przeinaczeń, połączonych z niewybredną, antyklerykalną napastliwością, wypowiedź ta nie może pozostać bez odpowiedzi. Musi budzić zdziwienie i moralny protest.

Profesorowie renomowanych uczelni, zwłaszcza jeśli ex professo zajmują się etyką, są osobami cieszącymi się znacznym autorytetem, pretendującymi do moralnej rozwagi. Nie mogą pozwalać sobie na zamazywanie oczywistych faktów. Nie mogą siać zamętu w umysłach zwykłych ludzi ani podsycać wrogości między nimi.
Każdy choć trochę obeznany z nauczaniem Kościoła katolickiego wie, że nauczanie to dotyczy zarówno spraw wiary, jak i moralności. Polscy hierarchowie w żaden sposób nie przekroczyli więc swoich kompetencji, gdy wypowiedzieli się odnośnie kontrowersyjnej kwestii moralnej, jaką jest godziwość czy dopuszczalność sztucznego zapłodnienia metodą in vitro. Co więcej, w poświęconym tej kwestii Liście Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski z 18 grudnia 2007 r.[2], jak i w bożonarodzeniowym kazaniu abp. Józefa Życińskiego[3], przywoływanych przez p. prof. Hołówkę, biskupi nie powiedzieli w zasadzie nic ponad to, co zostało już wyrażone, a także obszernie wyjaśnione i uzasadnione przez Stolicę Apostolską w dokumencie Donum vitae z 22 lutego 1987 r.: Kościół jest przeciwny, z moralnego punktu widzenia, sztucznemu zapłodnieniu (...) w probówce. Jest ono bowiem samo w sobie niegodziwe i sprzeczne z godnością rodzicielstwa oraz jednością małżeńską[4]. Wbrew sugestiom p. prof. Hołówki, wypowiedzi polskich hierarchów nie są więc doraźną interwencją w obronie „interesów Kościoła” czy „jego władzy nad jednym z największych społeczeństw środkowej Europy”, lecz stanowią wyraz jego powszechnego, zwyczajnego nauczania. Podjęcie przez urzędującą minister zdrowia dyskusji na temat możliwości wprowadzenia rozwiązań prawnych wspierających działania sprzeczne z nauczaniem moralnym Kościoła (refundacja zabiegów zapłodnienia in vitro) nakłada na polskich biskupów nie tylko prawo, ale i obowiązek jednoznacznego wypowiedzenia się w tej kwestii[5]. Obowiązek ten jest tym większy, że poglądy coraz większej liczby Polaków odbiegają od nauczania Kościoła, a stanowisko Kościoła coraz częściej bywa – jak choćby w przypadku wypowiedzi p. prof. Hołówki – frontalnie wręcz atakowane. Kościół ze zrozumieniem i troską odnosi się do cierpienia małżonków, którzy nie mogą mieć dzieci[6], jednak „pomoc” okazywana im przez lekarzy w postaci zapłodnienia in vitro podważa naczelne zasady moralności chrześcijańskiej (przede wszystkim szacunek należny każdemu człowiekowi od samego początku jego istnienia, jego prawo do życia i osobistej nietykalności) i jako taka musi spotkać się ze zdecydowaną dezaprobatą ze strony Kościoła.
Fakt, że w polskim społeczeństwie coraz bardziej rozpowszechnione są liberalne poglądy w sprawie dopuszczalności aborcji, eutanazji i zapłodnienia in vitro nie przesądza o tym, iż te właśnie poglądy są słuszne; o moralnej słuszności czy niesłuszności jakichś poglądów nie stanowi liczba wyznających te poglądy ludzi, choćby nawet w danym społeczeństwie stanowili oni większość. Kościół broni swego rygorystycznego nauczania w wyżej wymienionych sprawach przede wszystkim na podstawie wiary w depozyt prawdy, jaki został mu przekazany przez jego Założyciela – Jezusa Chrystusa. Oczywiście, taki sposób uzasadnienia nauczania moralnego Kościoła nie przekona osób niewierzących. Kościół jednak wierzy też, że nigdy nie może zaistnieć rzeczywista niezgodność między wiarą a rozumem[7]. Dlatego swoje nauczanie – tak w sprawach wiary, jak i moralności – stara się uzasadnić argumentami odwołującymi się nie tylko do nadprzyrodzonego Objawienia, ale i do naturalnego światła rozumu (lumen naturale). Również w kwestii moralnej dopuszczalności zapłodnienia in vitro Urząd Nauczycielski Kościoła podaje takie argumenty.
Według p. prof. Hołówki, nikt nie może wiedzieć, kiedy powstaje człowiek, głoszoną zaś przez Kościół prawdę, że „człowiek zaczyna się w chwili poczęcia”, należy uznać za konstrukcję sztuczną i sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem, dziwaczną „konwencję” bez oparcia w faktach, bo przecież gołym okiem widać, że zarodki nie są ludźmi, tylko protoorganizmami, z których stopniowo powstawać będą ludzie. Powyższe „twierdzenia” uważam za przykład bałamutnej sofisterii, w porównaniu z którą współczesne wypowiedzi Magisterium Kościoła na temat początków ludzkiego życia wydają się być arcy-racjonalne, super-naukowe i hiper-zdroworozsądkowe! P. prof. Hołówka wypowiada się tak, jak gdyby nie przyswoił sobie elementarnej wiedzy z zakresu biologii rozmnażania się i rozwoju człowieka. Wiedza ta w naszym kraju jest powszechnie nauczana na lekcjach przyrody w klasie 5. szkoły podstawowej i pogłębiana na późniejszych etapach edukacji. Zgodnie z tą wiedzą człowiek powstaje w momencie zapłodnienia, kiedy jądro plemnika i komórki jajowej łączą się, tworząc jądro zygoty – pierwszej komórki nowego człowieka. W tym momencie zdeterminowane są już wszystkie jego cechy dziedziczne, takie jak płeć, kolor oczu, barwa skóry, skłonność do pewnych chorób, czy pewne predyspozycje fizyczne i psychiczne. Oczywiście, musi minąć wiele dni, miesięcy, a nawet lat, zanim człowiek będzie mógł wszystkie te cechy i predyspozycje zaktualizować, jednak ich zasadniczy projekt zostaje określony już w pierwszej chwili jego istnienia – w chwili poczęcia. Jest to kwestia naukowo ustalonych faktów, a nie – jak sugeruje p. prof. Hołówka – jakieś „sztucznej konstrukcji” czy „konwencji”. Fakty te są obecnie w naszym kręgu kulturowym na tyle powszechnie znane i akceptowane, że ich znajomość można uznać za element wiedzy potocznej, zdroworozsądkowej. Taką też wizję początków człowieka znajdujemy w dokumentach Magisterium Kościoła: Od chwili, w której jajo zostaje zapłodnione, rozpoczyna się życie, które nie jest życiem ojca ani matki, lecz nowej, żyjącej istoty ludzkiej, która rozwija się niezależnie od nich. Nie stałaby się istotą ludzką, jeśli nie byłaby nią od samego początku. Najnowsza wiedza genetyczna bardzo jasno potwierdza to wszystko, co zawsze było oczywiste (...). Pokazała ona, że istota żyjąca ma już od pierwszej chwili stałą strukturę, czyli kod genetyczny: jest człowiekiem, i to człowiekiem niepodzielnym jako jednostka, wyposażonym we wszystkie właściwe sobie cechy. Od chwili zapłodnienia rozpoczyna się cudowny bieg życia każdego człowieka, którego jednak wszystkie wielkie zdolności wymagają czasu na właściwe uporządkowanie i przygotowanie się do działania[8]. Wizja ta, wraz z zasadą głoszącą, iż każdy człowiek zasługuje na bezwarunkowy szacunek, włączając w to poszanowanie jego życia oraz jego cielesnej integralności, stanowi racjonalną podstawę moralnego nauczania Kościoła w kwestii godziwości i dopuszczalności zabiegów sztucznego zapłodnienia metodą in vitro.
Kierując się zdrowym rozsądkiem, Kościół nie domaga się tego, by ludzkie zarodki „rejestrować, dawać im PESEL, wliczać do spisu ludności” czy robić inne, tym podobne głupstwa. W oparciu o ten sam zdrowy rozsądek, wiedzę naukową oraz rozumowanie moralne (a nade wszystko w oparciu o dane Objawienia, choć to najważniejsze ze źródeł nauczania Kościoła nie może być w pełni wykorzystane w publicznej debacie, w której biorą udział osoby nie podzielające jego wiary) Kościół domaga się jednak, aby władza świecka respektowała podstawowe prawa przysługujące każdemu człowiekowi w każdym okresie jego życia. Głoszenie przez profesora wyższej uczelni poglądu, że ludzkie zarodki nie są ludźmi, w świetle ustaleń współczesnej nauki i zdrowego rozsądku jest jakimś nie dającym się pojąć dziwactwem. To prawda, że pogląd ten jest w Polsce coraz szerzej rozpowszechniany, a logika słabo. Dla świeckiego państwa nie może to mieć jednak żadnego znaczenia. Żadne dziwne poglądy nie mogą domagać się specjalnego uznania i instytucjonalnego poparcia. Minister zdrowia ma zatem pełne prawo uznać ten pogląd nie tylko za niezgodny z racjonalnie uzasadnionymi twierdzeniami dotyczącymi początków ludzkiego życia oraz z opartymi na tych twierdzeniach zasadami moralnymi, które zapłodnienie in vitro potępiają, ale też ma obowiązek nie poddać się retorycznym naciskom środowisk nieprzychylnych Kościołowi katolickiemu i jego moralnemu nauczaniu. O tym, czy jakiś człowiek będzie miał prawo żyć, czy też takie prawo zostanie mu odmówione, nie może decydować profesor filozofii hołdujący jakimś dziwacznym i niebezpiecznym koncepcjom.
 
Łukasz Nysler


[4] Kongregacja Nauki Wiary, Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o godności jego przekazywania. Odpowiedzi na niektóre aktualne zagadnienia Donum vitae, 22 lutego 1987 r.  (AAS 80 [1980] 70-102), II, 5. Kursywa w oryginale. Zob. http://tinyurl.com/75bhh.
[5] Por. Kodeks Prawa Kanonicznego, Kan. 747, § 2: Kościołowi przysługuje prawo głoszenia zawsze i wszędzie zasad moralnych również w odniesieniu do porządku społecznego, oraz wypowiadania oceny o wszystkich sprawach ludzkich, na ile wymagają tego fundamentalne prawa osoby ludzkiej i zbawienie człowieka; Kan. 386, § 1: Biskup diecezjalny ma obowiązek przedstawiać wiernym i wyjaśniać prawdy wiary, w które należy wierzyć i stosować w obyczajach, sam często przepowiadając.
[6] Por. Instrukcja Donum vitae, II, 8.
[7] Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1988, I, 62.
[8] Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja o przerywaniu ciąży Quaestio de abortu, 8 czerwca 1974 r. (AAS 66 [1974] 730-747), III, 14. Zob. http://tinyurl.com/ys7cve.
Czytany 2802 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.