wtorek, 27 kwiecień 2010 20:41

Od pomnika do śmietnika

Napisał

Były prezydent Wrocławia, a dziś minister kultury Bogdan Zdrojewski ogłosił, że nie powstanie we Wrocławiu Muzeum Ziem Zachodnich, planowane jako pewna przeciwwaga dla budowanego w Niemczech muzeum "wypędzonych".

Decyzja ta doskonale wpisuje się w nową politykę ?otwarcia?, prowadzoną przez rząd PO, która najogólniej polega na tym, aby wysłuchać co nasi wschodni i zachodni sąsiedzi mają do powiedzenia, pokiwać głową na zgodę, a potem dać się poklepać po plecach. Po przyjeździe do kraju owo klepnięcie przedstawione zostanie w mediach jako wyraz naszych ?dobrych stosunków?, gdyż, jak powszechnie wiadomo, polityka międzynarodowa polega na tym, aby wszyscy się do siebie uśmiechali obiecując dozgonną miłość i wierność. Chodzi zatem o to, aby nie było ?obciachu? i aby europejskie salony podrapały nas czasem za uszkiem. Reszta się nie liczy. Tak to mniej więcej przedstawiane jest to we wiodących mediach, a czy dzieje się tak wskutek głupoty dziennikarzy, czy też w wyniku rozmaitych podszeptów, również płynących ze strony intensywnie pracującej ?delegatury? naszych sąsiadów, dowiedzą się być może dopiero nasze prawnuki, tak jak my dopiero dziś dowiadujemy się o tym, kto naprawdę finansował rozmaite akcje propagandowe w XVIII stuleciu. Być może wówczas również wyjaśni się, czy dzisiejsze decyzje naszych polityków rzeczywiście były tak niezależne, jak to nam się przedstawia.

W każdym razie minister Zdrojewski skrytykował cały pomysł Muzeum Ziem Zachodnich, mówiąc, że budził poza Wrocławiem politowanie i grozę, kompromitował miasto. Obarczony grzechem ideologicznym, miał być odpowiedzią na pomysły Eriki Steinbach. Na dodatek został fatalnie przygotowany i ma złą lokalizację.

Cóż o tym myśleć? Gdyby chodziło tylko o kiepskie wykonanie projektu, minister mógłby zaproponować nowe, lepsze, jednak z jego wypowiedzi wynika, że sama idea takiego muzeum jest błędna. Dlaczego? Minister nie daje jasnej odpowiedzi, mówi tylko coś o zbyt dużej ilości pomników w Polsce i twierdzi, że trzeba stawiać na nowoczesność. Tego rodzaju okrągła wypowiedź, z której nie wynika nic albo może wynikać wszystko, jest jednak klasycznym bullshitem, którego nie warto traktować poważnie. Być może, jak sądzi Michał Ujazdowski, odgrywają tu rolę pewne ideologiczne uprzedzenia, jednak u tak wytrawnych graczy politycznych jak Zdrojewski takie psychologistyczne wyjaśnienia należy traktować z ostrożnością. Minister mógłby kierować się zawiścią i odrzucać wszelkie pomysły, które zaproponowali poprzednicy, ale w wypadku tego akurat projektu, który, podobnie jak Muzeum Powstania Warszawskiego, mógłby zyskać poparcie opinii publicznej, powinien raczej wykazać się typowym politycznym sprytem, przekuwając cudzy pomysł na własny sukces. Jeśli tak nie zrobił, widać miał inne powody.

Być może decyzja ta jest jedynie kroplą w morzu innych decyzji mających przygotować nasz kraj do wstąpienia do jednej wielkiej rodziny narodów europejskich, które pod przewodnictwem Niemiec zdążać będą ku świetlanej przyszłości. Czy faktycznie zdążą, czy też na przykład wyginą wskutek katastrofy demograficznej, to już inna sprawa, ale taka wizja doczesnego zbawienia jest niezmiernie kusząca, jeśli nawet nie dla zwykłych ludzi, którym w wielu wypadkach obojętne, w jakim języku dogadują się nadzorcy ich obozu, to na pewno dla polityków pełniących rolę kapo, którzy z okazji integracji mogą liczyć na dodatkowe konfitury. A w takiej zintegrowanej Europie placówki w rodzaju Muzeum Ziem Zachodnich czy Muzeum Historii Polski, którego budowy również właśnie zaniechano, mogłyby stać się kolącym w oczy dysonansem. Przecież najwybitniejsi uczeni ogłosili już ze dwadzieścia lat temu, że epoka państw narodowych dobiegła kresu, a fakt, iż nadal one istnieją, jest karygodnym przykładem występowania rzeczywistości przeciw jedynej słusznej teorii. Tego rodzaju sabotaż dłużej tolerowany już nie będzie, dlatego też po 13 grudnia marszałek Komorowski w przypływie radosnego podniecenia chciał ratyfikować traktat reformujący ?awansem?, co mu na szczęście koledzy wybili z głowy, tłumacząc, że takie cuda to tylko w filmach Barei się zdarzają, a w rzeczywistości trzeba jednak zachować choćby pozory legalizmu. Ale tylko pozory, gdyż żadnego referendum w sprawie traktatu nikt nie przewiduje, mając słuszne podejrzenia, że demokratyczne głosowanie mogłoby stać się przeszkodą na drodze do budowy jakiejś wyższej formy demokracji, na której opierać się będzie przyszła wspólnota europejska. Dlatego też zawczasu minister Zdrojewski wycofuje wszelkie drażliwe projekty, noszące choćby drobny ślad narodowy, bo przecież za czas jakiś już ani Ziem Zachodnich nie będzie, ani Polski, ani zapewne jej historii. Z punktu widzenia Brukseli i Berlina ziemie te są raczej ?Wschodnie?, a historia, zgodnie z zaleceniami, ma być wspólna dla wszystkich i dla wszystkich jednakowa, co zresztą znajduje wyraz w projekcie wspólnego podręcznika historii dla wszystkich ?Europejczyków?. Być może dopiero kiedy ten ostatni wejdzie w życie, nasi ministrowie wrócą do pomysłu budowy muzeum historycznego, tym razem już zapewne we współpracy z panią Eriką Steinbah, która czuwać będzie nad słuszną wymową ideologiczną całości.

Ale może jest też inne wytłumaczenie całego tego zdarzenia. Oto pan minister Zdrojewski stwierdził, że zamiast Muzeum Ziem Zachodnich powstanie we Wrocławiu Muzeum Sztuki Współczesnej. Biorąc pod uwagę fakt, że istniejącą we Wrocławiu galerię sztuki współczesnej BWA odwiedzają jedynie ci, którzy zostali tam zatrudnieni do pilnowania walającego się po salach złomu, a jedynym momentem, kiedy mieszczący ją pałac Hatzfeldów pęka w szwach, są Targi Książki, decyzja ta wydaje się ? z perspektywy politycznego marketingu ? cokolwiek chybiona. Jednak z punktu widzenia strategii pozbywania się resztek ideologii narodowej ma to swój sens. Sztuka współczesna, sprowadzająca się w naszym kraju często do odgrywania z kamienną twarzą dadaistycznych wygłupów, ma w sobie dość duży potencjał kontestatorski, a kontestacja ta zazwyczaj dotyczy tego, w co uderzać najłatwiej ? tradycji narodowej i religijnej. Dlatego też pomysł zastąpienia pomnika narodowej martyrologii obiektem wypełnionym kontrkulturową ideologią jest niezły. Można by przy tym jako formę architektoniczną całego przedsięwzięcia zaproponować wielki kontener na śmieci. Symbolizowałby on ostateczne odejście idei narodowych na śmietnik historii, a zarazem naprędce informowałby osoby nieobyte ze współczesną sztuką o zawartości muzeum. A kolejną kampanię wyborczą minister Zdrojewski mógłby już prowadzić pod hasłem: od pomnika do śmietnika.

 

7 lutego 2008

Czytany 2770 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.