sobota, 01 maj 2010 12:50

O wliczaniu stopnia z religii do średniej ocen

Napisane przez

Dnia 13 lipca 2007 r. p. Roman Giertych, Minister Edukacji Narodowej, podpisał rozporządzenie, zgodnie z którym, poczynając od dnia 1 września 2007 r., uczniowi uczęszczającemu w szkołach publicznych na dodatkowe zajęcia edukacyjne lub religię albo etykę, do średniej ocen wlicza się także roczne oceny uzyskane z tych zajęć.

Decyzja ta, od dawna zapowiadana przez p. ministra Giertycha i będąca przedmiotem długotrwałych konsultacji i uzgodnień w ramach prac Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu RP i Konferencji Episkopatu Polski, nie wzbudziła większego zainteresowania tzw. opinii publicznej i przemknęła niemal niezauważona. 13 sierpnia 2007 na urząd Ministra Edukacji Narodowej powołany został p. prof. Ryszard Legutko. W jednym ze swoich pierwszych wywiadów po objęciu tego urzędu p. minister Legutko wyraził wątpliwości odnośnie do wydanego przez jego poprzednika rozporządzenia, dotyczącego wliczania stopnia z religii do średniej ocen. Wzbudziło to natychmiastowy i zdecydowany sprzeciw ze strony przedstawicieli hierarchii Kościoła katolickiego. To z kolei wywołało falę oburzenia i krytyki ze strony licznych publicystów i polityków. W niedzielę, 19 sierpnia 2007 r., w wydanym specjalnie oświadczeniu Centrum Informacyjne Rządu zakomunikowało, że rząd działa zgodnie z postanowieniami Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, w związku z czym ocena z religii będzie wliczana do średniej ocen na świadectwie. Oświadczenie CIR podsyciło tylko wrzawę wokół sprawy wliczania stopnia z religii do średniej ocen. Sprawa ta została mocno nagłośniona w mediach, głos zaczęli zabierać kolejni publicyści i politycy, dało się też zauważyć, że wzbudza ona niezwykle żywy oddźwięk wśród obywateli. 13 września 2007 r. Sojusz Lewicy Demokratycznej zaskarżył wydane dwa miesiące wcześniej przez p. ministra Giertycha rozporządzenie do Trybunału Konstytucyjnego.

Chciałbym tu podzielić się kilkoma refleksjami wywołanymi przez tę osobiście dotykającą mnie sprawę 1). Zacznę może od tego, że aktualny spór o wliczanie stopni z religii do średniej ocen wydaje mi się przede wszystkim doraźnym, koniunkturalnym sporem politycznym, toczonym ze względu na bieżącą kampanię wyborczą, w drugim rzędzie ? sporem ideologicznym czy światopoglądowym o obecność religii w przestrzeni publicznej, a dopiero na samym końcu sporem merytorycznym, dotyczącym konkretnych rozwiązań określających kształt tej obecności w polskich szkołach. O tym, że spór ten jest głównie elementem kampanii wyborczej, a nie stoi za nim autentyczne zainteresowanie sprawą wliczania stopni z religii do średniej ocen, świadczy przede wszystkim fakt, że nie rozgorzał on bezpośrednio po podpisaniu odpowiedniego rozporządzenia przez p. ministra Giertycha, lecz dopiero miesiąc później, gdy przyspieszone wybory parlamentarne stały się praktycznie pewne. Niefortunna wypowiedź p. prof. Legutki i zrozumiała przecież reakcja na nią episkopatu, a następnie rządu, dały tylko doskonały pretekst, skwapliwie wykorzystany przez opozycyjnych polityków i współpracujące z nimi media, aby w kampanii wyborczej zagrać na rozpowszechnionych w naszym kraju antyklerykalnych sentymentach 2). Potwierdzeniem tego, że w wypowiedziach publicystów i polityków krytykujących rozporządzenie p. ministra Giertycha chodzi przede wszystkim o przedwyborczą agitację, a nie o rzeczową dyskusję, jest żenujący poziom merytoryczny większości tych wypowiedzi, wskazujący na niemal zupełną ignorancję ich autorów chociażby w kwestii państwowych i kościelnych regulacji dotyczących obecności katechetów i katechezy w polskich szkołach. Przy okazji po raz kolejny obnażony został mechanizm działania mediów, które upowszechniając takie wypowiedzi, dalekie są od obowiązujących je zasad prawdy i obiektywizmu.
Drugi wymiar tego sporu ? ideologiczny albo światopoglądowy ? podporządkowany jest pierwszemu, tzn. doraźnej, przedwyborczej agitacji, ale ma też pewne głębsze i ogólniejsze znaczenie. Przy okazji sprawy wliczania stopnia z religii do średniej ocen odezwali się na nowo obrońcy ?światopoglądowej neutralności państwa?, straszący wyborców postępującą klerykalizacją naszego kraju i widmem religijnego fundamentalizmu (tak jakby oczywiste było, że określane w ten sposób zjawiska są czymś, czego należy się tylko obawiać). Jakkolwiek ze względu na w przeważającej mierze koniunkturalny, nakierowany na mobilizację elektoratu charakter tych wypowiedzi trudno je traktować poważnie, to jednak wszystkim ich autorom chciałbym powiedzieć, że w żadną ?światopoglądową neutralność państwa? nie wierzę. Nie wierzę w nią choćby dlatego, że zasady ustrojowe państwa, również te, które określają stosunek państwa do religii, zawsze ? choćby implicite ? opierają się na jakichś założeniach metafizycznych, epistemologicznych i aksjologicznych, a więc ?światopoglądowo nieneutralnych?. To, co krytycy wliczania stopnia z religii do średniej ocen nazywają ?państwem neutralnym światopoglądowo?, jest z mojego punktu widzenia państwem laickim, promującym religijny agnostycyzm, aksjologiczny relatywizm i praktyczny ateizm. Nie jest to więc żadna ?neutralność światopoglądowa?. Nie wierzę też w zamaskowane pod szyldem ?neutralności światopoglądowej państwa? idee, czyli faktycznie w świeckość państwa, jego rozdział od Kościoła i promującą laicyzację politykę. Nie wierzę, gdyż w moim przekonaniu Polska jest państwem quasi-wyznaniowym, ja zaś taki stan rzeczy aprobuję. Polska jest państwem quasi-wyznaniowym, gdyż oficjalnie w naszym kraju obowiązują konstytucyjne zasady równouprawnienia kościołów i innych związków wyznaniowych, bezstronności władz publicznych, autonomii i niezależności państwa i kościołów itp. Polska jest państwem quasi-wyznaniowym, gdyż de facto jedna religia, jedno wyznanie i jeden Kościół zdecydowanie dominuje w naszym kraju i cieszy się szczególnym poparciem ze strony państwa. Moim zdaniem taki stan rzeczy jest z racji historycznych, socjologicznych i kulturowych uzasadniony. Uważam, że pora zerwać z fałszywą retoryką i to, co jest rzeczywistością de facto, należy uczynić rzeczywistością de iure. Według mnie, nawiązując do przedwojennych tradycji konstytucyjnych w zakresie prawa wyznaniowego 3), powinno się oficjalnie ogłosić, że katolicyzm jest w Polsce religią państwową, przez państwo w szczególny sposób chronioną i wspieraną. Życzyłbym sobie tylko, aby w naszym kraju nadal (bo moim zdaniem jest to już faktem) funkcjonował model państwa wyznaniowego w wersji ?zmodernizowanej? 4) albo ?otwartej? 5), tzn. żeby nadal panowały tu tolerancja (rozumiana w swym pierwotnym i właściwym sensie, czyli jako cierpliwe znoszenie błędów czy odstępstw) oraz względna wolność sumienia i religii.
I w końcu wymiar trzeci, merytoryczny sporu o wliczanie stopnia z religii do średniej ocen. Jakie argumenty najczęściej przeciwstawia się takiemu rozwiązaniu? Pierwszy i ad nauseam powtarzany zarzut wobec rozporządzenia p. ministra Giertycha głosi, że czyjakolwiek wiara czy pobożność nie może być przedmiotem oceny szkolnej. W odpowiedzi na ten zarzut wystarczy przywołać Dyrektorium katechetyczne Kościoła katolickiego w Polsce, gdzie czarno na białym napisane jest, że podstawą wystawiania oceny szkolnej w nauczaniu religii jest wiedza ucznia, jego umiejętności, a także aktywność, pilność i sumienność. Nie powinno się natomiast oceniać za udział w praktykach religijnych. Należy bowiem przyjąć zasadę, obecną też w katechezie parafialnej przed 1990 rokiem, że życie religijne jest przedmiotem osądu sumienia dokonywanego wobec Boga 6). Gdziekolwiek praktyka oceniania w ramach szkolnej katechezy odbiega od określonych w Dyrektorium wytycznych, tam mamy do czynienia z nadużyciem wobec kościelnych (a nie tylko państwowych) norm.
Równie często powtarzany zarzut głosi, że nawet jeśli przyjmiemy, że ?podstawą wystawiania oceny szkolnej w nauczaniu religii jest wiedza ucznia?, to w ramach katechezy nie ma czego oceniać, gdyż na zajęciach religii żadnej wiedzy uczniom się nie przekazuje. Zarzut ten występuje w kilku, powiązanych ze sobą, odmianach. Po pierwsze, religii w ogóle, a szkolnej katechezie w szczególności odmawia się jakichkolwiek walorów poznawczych, np. twierdzi się, że religia nie ma nic wspólnego z rozumem, a w ramach szkolnej katechezy dziecko uczy się przede wszystkim posłuszeństwa i żarliwości 7). Nie miejsce tu na rozważanie skomplikowanej i kontrowersyjnej kwestii racjonalności (sensowności, zasadności, prawdziwości) wierzeń religijnych 8). Jednak nawet jeśli przyjmiemy skrajnie nieżyczliwą, neopozytywistyczną interpretację wyrażeń dyskursu religijnego, głoszącą, że wyrażenia te pozbawione są jakiegokolwiek sensu poznawczego, wówczas i tak nie będziemy mogli odmówić istotnych walorów poznawczych szkolnej katechezie ? na zajęciach tych uczniowie mogą zdobywać wiedzę dotyczącą Kościoła katolickiego, jego historii, symboliki i obrzędowości, mogą też zaznajamiać się z Biblią, stanowiącą bez wątpienia jedno z najważniejszych i najbardziej wpływowych dzieł kultury światowej. W naszym kraju, w naszym kręgu cywilizacyjnym trudno chyba uznać taką wiedzę za bezwartościową.
Również otwarcie deklarowany konfesyjny i formacyjny charakter katechezy nie przekreśla jej walorów poznawczych. Wszak już teraz w szkole bez żadnych przeszkód funkcjonują przedmioty, których celem jest nie tylko przekazywanie wiedzy, ale i np. ?kształtowanie tożsamości osobowej, narodowej i kulturowej?, ?kształtowanie hierarchii wartości w oparciu o wybitne dzieła kultury?, ?rozwijanie postaw obywatelskich i patriotycznych, poczucia przynależności do wspólnoty rodzinnej, lokalnej, regionalnej, grupy etnicznej i narodowej? 9). I jakoś nikt nie pyta, czy i w jaki sposób można oceniać osiągnięcia uczniów ze względu na te cele, nikt nie zgłasza zastrzeżeń odnośnie do wliczania ocen z tych przedmiotów do średniej.



 

Przypisy
1 Od dziesięciu lat prowadzę zajęcia z etyki na poziomie gimnazjum i liceum, m.in. od 2001 roku w Liceum Ogólnokształcącym nr IX im. J. Słowackiego we Wrocławiu. Moja żona pracuje jako katechetka w tej samej szkole. Wśród naszych wspólnych znajomych jest wielu katechetów z różnych szkół.
2 Charakterystycznym przykładem może być komentarz do tej sprawy p. posłanki Joanny Senyszyn z SLD (cytuję za portalem www.wiara.pl, Media przeciw wliczaniu religii do średniej, data dodania 20.08.2007, http://info.wiara.pl): Kościół uważa, że wliczanie ocen z religii do średniej zwiększa frekwencję na mszach i wpływy z tacy. Tupnął nogą, więc premier i rząd się przestraszyli. Wybory za pasem i trzeba się zatroszczyć, żeby proboszcz rozdawał po mszy kartkę z instrukcją, na kogo należy głosować. Gdyby Kościół nie dostał prezentu, proboszcz nie rozdałby kartek ? atakuje biskupów Joanna Senyszyn z SLD. I już teraz zapowiada, że ta sprawa i ?neutralne światopoglądowo państwo? będą sztandarowymi hasłami SLD w kampanii wyborczej. Przy okazji warto przypomnieć, że partyjna koleżanka p. Senyszyn, p. Krystyna Łybacka, pełniąc przez niemal trzy lata funkcję ministra edukacji nie zrobiła nic, aby bronić ?światopoglądowej neutralności państwa? w polskich szkołach, co mogła uczynić chociażby poprzez zarządzenie kontroli sprawdzającej, czy i na ile w podległych jej placówkach oświatowych organizowane są zajęcia z etyki i czy nie ma w tym zakresie jakichkolwiek problemów lub potrzeb.
3 Por. P. Bała, Konstytucyjne tradycje wyznaniowe II Rzeczypospolitej Polskiej, ?Pro Fide, Rege et Lege. Pismo Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego?, nr 1/2007, s. 89-101. Szczególnie warta uwzględnienia w tym kontekście jest Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z 17 marca 1921 r. z jej zawierającą invocatio Dei preambułą: W imię Boga Wszechmogącego! My, Naród Polski, dziękując Opatrzności za wyzwolenie nas z półtorawiekowej niewoli, wspominając z wdzięcznością męstwo i wytrwałość ofiarnej walki pokoleń, które najlepsze wysiłki swoje sprawie niepodległości bez przerwy poświęcały, nawiązując do świetnej tradycji wiekopomnej Konstytucji 3-go Maja (...) oraz z jej art. 114., stanowiącym, iż wyznanie rzymsko-katolickie, będąc religią przeważającej części narodu, zajmuje w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań (tamże, s. 90 i 92). Warto też przypomnieć, że zgodnie z art. 120. Konstytucji z 1921 r. nauka religii (katolickiej lub nauczanej przez któryś z prawnie uznanych w RP związków wyznaniowych) była obowiązkowa dla wszystkich uczniów we wszystkich szkołach publicznych. Uzyskanie pozytywnej oceny z religii na koniec roku było warunkiem uzyskania przez ucznia promocji do klasy wyższej.
4 Por. H. Misztal, Systemy relacji państwo ? kościół, [w:] H. Misztal, P. Stanisz (red.), Prawo wyznaniowe, KUL, Lublin 2003, s. 54-55.
5 Por. P. Bała, dz. cyt., s. 101.
6 Dyrektorium katechetyczne Kościoła katolickiego w Polsce, Konferencja Episkopatu Polski, Wydawnictwo WAM, Kraków 2002, s. 66.
7 M. Środa, Stopień z Anioła Pańskiego, ?Gazeta Wyborcza? z 20 sierpnia 2007 r.
8 Wnikliwe omówienie najważniejszych stanowisk w tej kwestii można znaleźć w książce K. Kondrata Racjonalność i konflikt wierzeń religijnych, FNP, Wrocław 2002.
9 Powyższe cele edukacyjne wzięte są z ministerialnej podstawy programowej dla liceów ogólnokształcących z języka polskiego (dwa pierwsze cele) i historii (cel trzeci).

 

(?)
Łukasz Nysler

 

Czytany 4191 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.