środa, 02 czerwiec 2010 12:11

Ekoparanoja

Napisał

W piątek 2 lutego w Paryżu ogłoszono raport ONZ na temat ocieplania się klimatu na Ziemi. W związku z tym w mediach przepytywano rozmaitych aktywistów ekologicznych, którzy roztaczali przed nami katastroficzne wizje pełne takich obrazków, jak zatonięcie Wysp Brytyjskich, zalanie przez Bałtyk Żuław, katastrofalne susze w Afryce, tajfuny, tsunami i tym podobne. Wniosek, jaki wszystkie ekologiczne Kasandry wyciągały z tych opowieści grozy, był jeden: musimy coś zrobić, żeby temu zapobiec.

 

Od razu trzeba zaznaczyć, że wniosek ów jest w pełni słuszny, istnieje tylko pewien drobny problem, z którego zdawał już sobie sprawę wielki Lenin, pytając rzeczowo: co robić? Otóż to. Na takie pytanie wszyscy ekologicznie zorientowani uczeni, którzy od lat żyją ze sporządzania rozmaitych raportów, stwierdzili, że należy ograniczyć emisję do atmosfery gazów cieplarnianych. A jak tego dokonać? No cóż, należy zastosować się do zasad zawartych w protokole z Kioto, a więc rzadziej jeździć samochodami, mniej palić w kominkach, nie używać dezodorantów i nie wyrzucać na śmietnik zużytych lodówek. Czy to pomoże? Bóg jeden raczy wiedzieć, ale sowicie opłacani przez ONZ uczeni muszą przecież jakieś rozwiązania proponować, choćby pozorne, w innym bowiem wypadku mogliby nagle obudzić się bez pracy. Być może właśnie ta troska o posady nie pozwala umieszczać w raportach informacji o tym, że ilość produkowanych przez ludzi gazów cieplarnianych jest niczym w porównaniu z tym, co w zupełnie naturalny sposób regularnie produkują wulkany. A skoro to wulkany są problemem, trzeba zacząć myśleć, jak sobie z nimi poradzić.

Kurt Vonnegut, znany pisarz s-f, napisał kiedyś, że protesty antywojenne przypominają mu walkę z lodowcami. W wykonaniu ekologów mogłoby to przybrać formę akcji "pomóżmy lodowcom" i "precz z wulkanami". Najprostszym sposobem wydają się marsze milczenia organizowane w największych metropoliach, których uczestnicy mogliby powiewać sztandarami z hasłami w rodzaju "Wulkan twój wróg!" albo "Niekontrolowanym erupcjom mówimy stanowcze NIE!". Można by również przeprowadzać akcje uświadamiania dziatwie szkolnej pasożytniczego charakteru aktywności wulkanicznej. Można by wreszcie urządzać pikiety wulkanów albo akcje okupacyjne, w trakcie których co odważniejsi ekolodzy mogliby się przykuwać do stożków wulkanicznych bądź pić gorącą lawę. W każdym razie wydaje się, że jeśli mamy już przeciwdziałać ocieplaniu się klimatu, to należałoby pójść na całość.
Wydaje się ponadto, że należałoby spojrzeć na to wszystko w szerszej, kosmicznej perspektywie. W raporcie ONZ mowa jest o tym, że w ciągu najbliższych stu lat temperatura na ziemi może wzrosnąć o 2-4 stopnie Celsjusza, jednak astronomowie twierdzą, że za jakieś pięć miliardów lat, kiedy Słońce zacznie się zamieniać w czerwonego olbrzyma, temperatura na naszej planecie wzrośnie do takiego poziomu, że oceany, które rzekomo zaraz mają nas zalać, zupełnie wyparują. Proszę tylko spojrzeć na te dane: nie chodzi tu o jakieś parę głupich stopni, którymi każą nam się martwić, ale o tysiące czy nawet setki tysięcy stopni i suszę o wymiarach dotąd niespotykanych. Wówczas wyginą nie tylko zagrożone gatunki, ale być może również gatunki niezagrożone, a nawet ekolodzy i proekologiczni naukowcy. I kto wówczas będzie pisał raporty, kto będzie protestował, kto wieścił kolejne katastrofy? Musimy więc coś zrobić, zanim będzie za późno. Nie możemy przecież stać bezczynnie i czekać.
W takiej sytuacji wydaje się, że ONZ jak najszybciej powinna przygotować kolejny raport ostrzegający ludzkość przed niekontrolowanym korzystaniem z energii słonecznej, co powoduje wyczerpywanie się w niej paliwa jądrowego i powolne przekształcanie się Słońca najpierw w czerwonego olbrzyma, a następnie w białego karła. Aby temu zapobiec, można by, na przykład, przygotować aneks do protokołu z Kioto, w którym wszystkie cywilizowane państwa zobowiązywałyby się do ograniczenia zużycia energii słonecznej o 10 procent w skali roku i spędzania jak największej ilości czasu w cieniu. Można by również rozpocząć akcję "Pomóżmy Słońcu", finansowaną oczywiście ze środków ONZ, UE i innych postępowych organizacji, w trakcie której przedstawiono by szereg odczytów, raportów, zwołano dziesiątki konferencji itd. promujących odpowiedzialne opalanie się. Być może w rezultacie ludzie zrozumieliby, że nie są na świecie sami, że stanowią część szerszego ekosystemu, a nawet systemu planetarnego, i nie mogą bezkarnie wygrzewać się na plaży, podczas gdy gwiazdy powoli umierają. Wtedy dopiero pojęlibyśmy skalę problemu i dramat naszego położenia. No i przestalibyśmy wreszcie zawracać sobie głowę jakimiś lodówkami czy dezodorantami.
Damian Leszczyński

 
4 lutego 2007 r.

Wyświetlony 1327 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.