środa, 02 czerwiec 2010 12:15

Stulta lex...

Napisane przez

Chleba jeszcze nie brakuje, ale już chodzą słuchy, że niebawem za bochenek przyjdzie zapłacić trzy złote, więc dobrze, że przynajmniej igrzyska są.

 

Oto pani Hanna Gronkiewicz-Waltzowa, podobnie jak kilkuset innych samorządowców, nie dopełniła drobnej z pozoru formalności w określonym terminie ? przez co najprawdopodobniej czeka Polaków, zwłaszcza zaś warszawiaków powtórka z rozrywki. Znowu pojawi się pan major Fydrych ze swoimi krasnoludkami, możliwe, że rzuci mu rękawicę żądny rewanżu za bolesną porażkę (w najlżejszej kategorii wagowej) pan Wojciech Wierzejski... Marek Borowski wpadł w lustracyjne tarapaty, więc może tym razem Lewica i Demokraci poprą pospołu Tadeusza Mazowieckiego, albo jakiegoś innego patriotę, opozycjonistę, antykomunistę i demokratę z ekipy Janusza Onyszkiewicza? W poprzednich wyborach samorządowych we Wrocławiu startował Władysław Frasyniuk, który reklamował się jako facet z jajami ? w Warszawie zdaje się niezłe jaja będą, więc może akurat? Zwłaszcza że kandydaci spoza Warszawy to żadna nowość. A propos: Kazimierz Marcinkiewicz w międzyczasie zmienił zainteresowania i aspiracje, może więc zamiast gorzowianina Marcinkiewicza wystartuje zgadzający się z nim w 99% krakus Rokita? Start na prezydenta Warszawy mógłby być dobrą inauguracją wspólnej politycznej przygody obu panów ? a jeden z nich mógłby przy tej okazji z rozkoszą dowalić znienawidzonym zdaje się władzom swojej partii... Jeszcze warta kilkadziesiąt milionów superprodukcja nie jest kręcona, a już można się nieźle pobawić, obstawiając, kto w niej zagra ? i jaką rolę. Póki co wiadome jest jedno ? czarnym charakterem będzie jak zwykle Jarosław Kaczyński.

Na niższym szczeblu kłopotów jest mniej. I tak we Wrocławiu będący w podobnej jak pani Gronkiewicz-Waltzowa sytuacji starosta Andrzej Wąsik zrzekł się funkcji, by jeszcze na tym samym bodaj posiedzeniu rady powiatu zostać starostą ponownie. Tam jednak, gdzie wybierali bezpośrednio wyborcy, sprawy mają się inaczej ? lud będzie (najprawdopodobniej) musiał zagłosować jeszcze raz.
Sztaby wyborcze już z niepokojem patrzą za okna ? zima przyszła wprawdzie spóźniona, ale jednak przyszła. A zbierać podpisy od obrażonych na wszystkich polityków obywateli jest niełatwo i wczesną, słoneczną jesienią, cóż dopiero w warunkach tak ekstremalnych. Zwłaszcza że po takiej awanturze ludzie znów będą jeszcze bardziej obrażeni i jeszcze mniej chętni do współpracy. A tam, w dalekiej Warszawie ? ktoś przecież musi nazbierać; a potem rozlepiać; rozdawać; zdzierać i zbierać (już po wyborach)... Pociesza tylko to, że póki co trwają kłótnie i spory ? które pewnie przedłużą się do wiosny, i zawszeć mniej zmarzną ręce szarym ludziom od czarnej roboty. Te kilkadziesiąt milionów złotych to niedużo, kiedy spojrzeć na budżet państwa czy też nawet miasta stołecznego. To prawda. Kiedy jednak człowiek tonie w długach i ledwo starcza mu na drożejący coraz bardziej chleb, raczej nie wydaje pieniędzy (nawet niedużych) lekkomyślnie. Państwo jednak, a nawet miasto stołeczne, to nie pojedynczy człowiek. ZUS może padać, zadłużenie rosnąć, ale zabawa trwa w najlepsze. Pieniądze można marnować do woli, bo po pierwsze zawsze można zedrzeć z obywateli jeszcze trochę, a po drugie ? i tak te wszystkie kłopoty przekaże się w spadku kolejnym władzom, więc nawet lepiej, żeby kłopotów było więcej.
Stulta lex, sed lex ? głupie prawo, ale prawo ? można powiedzieć o zaistniałej sytuacji. Prawo należy szanować, niech więc odbywa się kolejna idiotyczna awantura, będąca tylko potwierdzeniem, zupełnie zresztą już zbędnym (bo ileż można potwierdzać oczywistość?), tezy, że zdrowy rozsądek całkiem został z polityki wyparty. Wybraliśmy sobie władze, które wymyśliły takie a nie inne przepisy (cieszmy się, że nie trzeba przedstawiać oświadczeń majątkowych sąsiadów!) ? a teraz chyłkiem zwalają winę na wszystkich dokoła. Wstydu towarzystwo to nie ma za grosz. Pani prezydent na początek szła w zaparte, potem mętnie przeprosiła za zamieszanie ? ale przyznać, że jest odpowiedzialna za prawdopodobną stratę kilkudziesięciu milionów złotych, nie miała już odwagi. Bo i wypadałoby w takiej sytuacji definitywnie zakończyć karierę polityczną... Panowie posłowie i panie posłanki, którzy takie bzdurne przepisy uchwalili, nazywają je teraz bzdurnymi i próbują (zapewne nie bez rezultatów) wciskać kit, że to nie oni, tylko akurat ci inni. Pan Donald Tusk próbuje naprędce sklecić jakąś ustawę, która zadziałałaby wstecz i umożliwiła jego partyjnej koleżance (bo przecież nie o starostę Wąsika miłościwie nam panującym chodzi...) zachowanie stołka. Premier Kaczyński zacierając ręce, że może uda się jednak ten stołek pani Waltzowej zabrać, dokonuje podejrzanych analiz prawnych, z których wynika, że już teraz nie ma ona do stołka prawa...
Dla Warszawy zaistniała sytuacja może i jest dobra; jak wiadomo, władza demokratyczna myśli o obywatelach tylko kiedy zawiśnie nad nią wyborczy miecz Damoklesa ? a teraz może zawisnąć i wisieć przez dłuższy czas. I nieważne, czy władzę będzie miała dotychczasowa pani prezydent, czy jakiś kolejny komisarz ? osoba ta będzie miała świadomość rychłych wyborów.
Pytanie jednak, czy gra warta jest świeczki ? wszak każdego Polaka impreza ta będzie kosztować około bochenka chleba ? a chleb tymczasem drożeje coraz bardziej.

 

Piotr Tadeusz Waszkiewicz

Wyświetlony 1779 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.