poniedziałek, 21 czerwiec 2010 17:04

Byłam głupia?

Napisane przez

Mówią, że życie jest najlepszym nauczycielem. Doświadczenia życiowe powinny służyć człowiekowi do wyciągania wniosków i wpływać na przyszłe decyzje. Urodziłam się w systemie totalitarnym i wszystkie decyzje o mojej postawie w tym okresie musiałam podejmować. Najtrudniejsze decyzje o wartościach, moich ideałach opierałam na nauce kościoła, że wolność, prawda i godność człowieka są najwyższymi i nierozerwalnymi wartościami. Godność oparta na fałszu jest farsą godności, a godność niwecząca prawdę jest zbrodnią. Dzisiaj, siedemnaście lat po odzyskaniu niepodległości w demokratycznym kraju, doczekałam się, że najwyższe autorytety państwowe, i niektóre kościelne i moralne oddzieliły prawdę od godności. Nie potępia się postaw niemoralnych i równocześnie nie stawia za wzór kryształowo czystych. Uzasadnione w tej sytuacji jest postawienie tym "autorytetom moralnym" pytania: Czy droga, która wybrałam, była słuszna?

 

Może trzeba było już w klasie maturalnej zapisać się do PZPR. Partia szukała ludzi zdolnych, umiejących samodzielnie wyciągać wnioski! Mój profesor historii i nauki o społeczeństwie właśnie mi to zaproponował na początku IV klasy LO. Idiotka, odmówiłam i to mało dyplomatycznie - jestem głęboko wierząca i za młoda, by podejmować ważne decyzje. Najpóźniej na II roku studiów powinnam rozpocząć współpracę z SB. To umożliwiłoby mi nie tylko dostęp do źródełka finansowego, ale i pozostanie na uczelni. A ja, głupia, zarabiałam na tłumaczeniach, całe noce siedząc nad trudnymi tekstami technicznymi! Dzięki docentom marcowym pewnie już po dwóch latach byłabym po obronie pracy doktorskiej, a po następnych czterech zostałabym doktorem habilitowanym. Do profesury droga otwarta. Mogłabym w wieku trzydziestu kilku lat odbierać nominacje profesorskie w Belwederze. Potem liczne stypendia naukowe na najlepszych uniwersytetach świata i wykłady w tychże stałyby przede mną otworem. Dziś byłabym niekwestionowanym autorytetem we wszystkich dziedzinach życia naukowego społecznego, moralnego...

Spokojnie podpisałabym oświadczenie lustracyjne. Zawsze można udowodnić w sądzie lustracyjnym w procedurze karnej, że nie było się świadomym kapusiem i w zasadzie nikomu krzywdy się nie robiło.
Poglądy, no cóż, nie sądzę, by mi się zmieniły, bo antykomunistą się człowiek rodzi lub zostaje. Ja jestem tym pierwszym przypadkiem, zoologicznym, jak określa to przyjaciel wszystkich pragmatyków o.m.c. tow. Michnik. Zostałabym może nawet wicepremierem, no cóż jestem kobietą, więc mogłabym się tłumaczyć tak wygodną w przypadku tej płci, głupotą i gadatliwością!
Czyżbym Prawdę, moralność, godność ludzką i inne imponderabilia pojmowała opacznie?
Uświadomił mi to w ostatnich dniach ubiegłego roku Prezes Trybunału Konstytucyjnego, mówiąc, że prawda jest nieważna, liczy się godność człowieka! Nawet kanalii! Czy kanalia może mieć swoją godność, czy świadomie z niej zrezygnowała? Ach głupie pytanie! Przecież niektórzy hierarchowie kościoła katolickiego w Polsce mówią, że nie ma jednej Prawdy! Nawet hipotetyczne wyrzeczenie się moich poglądów idzie mi jak po grudzie - napisałam Kościół z małej litery. Bo chyba ci hierarchowie bliżej są budynków niż wiary Chrystusowej! Uprawiają politykę moralności. Nieważne, co mówi nam sumienie, nieważne, co mówi Biblia i tradycja Kościoła. Mamy być posłuszni tym, co nie popełnili mojego "błędu" i już być może we wczesnej młodości wiedzieli, jak zrobić karierę? Największy myśliciel tego kierunku, ks. Tischner uczył, że jest prawda, tyż prawda i g... prawda!
Zaprzeczenie istnienia Prawdy jest zaprzeczeniem istnienia Boga. Wszak Pismo Święte, nakazuje nam poszukiwanie Prawdy i podążanie za nią. Chrystus jest Prawdą.
Teraz "autorytety" mówią, że człowiek, który żył zgodnie ze swoim sumieniem, był głupi! Najtragiczniejsze jest to, że część Episkopatu twierdzi, iż niesłuszne jest dawanie świadectwa Prawdzie, nonkonformizm, poświęcenie w walce o wolność Ojczyzny. Ważniejsze są dla nich doczesne miraże, a nie honor i godność człowieka oparte na Prawdzie. No cóż, ja nigdy się nie pokłoniłam kłamstwu, wybrałam. Wolałam dziewięć lat i siedem miesięcy listu gończego, niż kapitulację. Nie potrafię na kolanach żyć i lękać się wszystkiego. Pokazałam, ze bezpieka nie wie wszystkiego, tylko to, co im kapusie powiedzą. Bóg mnie chronił - spotykałam na swej drodze ludzi godziwych, dla których honor znaczył bardzo wiele. Nikt z mego otoczenia nie odegrał roli Judasza i nie sprzedał mnie za marne grosze. Pokazaliśmy, że można być człowiekiem wolnym w zniewolonym kraju i walczyć o zrzucenie jarzma pętającego całe narody. Historia przyznała nam rację. Teraz trwa walka o rząd dusz. Pomimo że wielu błądzi jestem spokojna - Prawda zwycięży, a z nią honor i godność osoby ludzkiej.
Św. Łukasz w swojej Ewangelii cytuje słowa Jezusa: Strzeżcie się uczonych w Piśmie, którzy z upodobaniem chodzą w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają oni domy wdów i dla pozoru długo się modlą. Ci tym surowszy dostaną wyrok.
Jadwiga Chmielowska

Wyświetlony 1405 razy

Najnowsze od Jadwiga Chmielowska

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.