poniedziałek, 21 czerwiec 2010 19:15

Cnota bezmyślności

Napisane przez

Przeróżne rzeczy opowiadają nam telewizyjne głowy. Niekiedy są to rzeczy niegłupie, odkrywcze, a nawet błyskotliwe, ale - bądźmy sprawiedliwi - dużo częściej włos się na plecach jeży i nie wiadomo: śmiać się, płakać, wyć do księżyca czy może kąsać grdykę teściowej. W każdym razie nie ulega kwestii, że chociaż medialna sieczka niewiele pozwala poznać (a jeszcze mniej zrozumieć), to manipulacje obrazem, językiem i pojęciami miewają siłę rażenia większą, niż to na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.

Oto żyjemy w ciekawych czasach ? w czasach, w jakich zwykła komunikacja społeczna nagminnie zastępowana jest manipulacją (Cezary Rozwadowski). Popatrzmy tylko, jak często przekazywana nam informacja nie odpowiada na zadane przez nas pytania, nie dopuszczając przy tym najmniejszej możliwości repliki, kryterium prawdy staje się zaś wrażenie wiarygodności redaktora. Trzeba dostrzec, że w ten sposób wrażenie wiarygodności zastępuje rzeczywistość, stąd większość ludzi widzi przeważnie tylko to, co chce mu pokazać ów redaktor, a nie to, co jest zgodne z rzeczywistością. Nota bene: Ludziom to widocznie nie przeszkadza. Wychowani przez cywilizację migających obrazków, dawno oduczyli się szukać związków przyczynowo-skutkowych, potrafią tylko reagować na bodźce; gdy bodźce ustają, ustają też i ich reakcje (Rafał Ziemkiewicz).

 

Autorytet na skalę masową
Przeciętny Amerykanin ponad trzy czwarte wolnego czasu spędza przed telewizorem. Podobnie przeciętny Europejczyk. W typowej zachodnioeuropejskiej rodzinie telewizor włączony jest ponad siedem godzin dziennie ? zresztą jest to trend ogólnoświatowy i akurat pod tym względem Polacy zdają się doganiać kraje wyżej rozwinięte, coraz więcej czasu poświęcając na oglądanie telewizji. Ogromnej części obywateli telewizyjny ekran zastępuje przyjaciół, nauczycieli, spowiedników ? wielu ludziom zastępuje nawet inteligencję (której im wyraźnie niedostaje), a także rozum i zdrowy rozsądek. Jak ich wychować, jak skutecznie przekonać, że wszystkiego nie da się zastąpić telewizją?
Telewizja to medium wszechobecne i bez wątpienia odgrywające najważniejszą rolę w kształtowaniu indywidualnego sposobu postrzegania świata. Ludzie czytają coraz mniej, niektórzy nie czytają w ogóle, ale telewizję ogląda każdy. Jak podaje Elliot Aronson, absolwent szkoły średniej spędza znacznie mniej czasu w szkolnej klasie niż przed ekranem telewizora. Inni badacze dowodzą, że ponad osiemdziesiąt procent informacji o świecie społeczeństwo czerpie właśnie z telewizji ? jej wpływ na nasze życie jest wręcz monstrualny. Telewizor uczy, ukierunkowuje, kształtuje. Co istotne, szklany ekran jest także współczesnym kreatorem władzy. Jeśli polityk pokaże się w telewizji jeden raz, niemal natychmiast przestaje istnieć. Ten sam człowiek pokazany sto razy, z miejsca staje się autorytetem i wyrocznią, nadającą sens komentowanym wydarzeniom. Nic dziwnego zatem, że telewizja staje się producentami takich "autorytetów" na skalę masową.
Podobne zjawisko dotyczy też starannie selekcjonowanych i redakcyjnie "obrabianych" informacji o wydarzeniach. Tym sposobem każde byle głupstwo, jeśli tylko należycie się je "oświetli" medialnie, staje się wiadomością dnia.

I kto to mówi
Ów proceder nie dotyczy wyłącznie telewizji. Telewizja to medium najważniejsze, ale nie jedyne. Mamy jeszcze radio, prasę, mamy Internet ? a wszędzie tam mamy dziennikarzy.
Ci zaś, przejęci nadanym samemu sobie statutem, jak najpoważniej traktują siebie w kategoriach "czwartej władzy". Wszelako od władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej odróżnia ich to, że praktycznie nie ponoszą odpowiedzialności za swoje działania i nie podlegają społecznej kontroli ? nawet pomimo tego, że szczycą się niemal nieograniczonymi możliwościami prezentacji, komentowania, kontroli czy wręcz kreacji ludzi oraz zjawisk. Warto podkreślić: przedstawiciele mediów zbyt często nie chcą pamiętać, że w systemie demokratycznym każda władza powinna poddać się kontroli społecznej. Postulowana przejrzystość w mediach, w pierwszym rzędzie winna dotyczyć układu własnościowego. Truizmem będzie przypomnienie, że to nie ktokolwiek inny lecz właśnie właściciel ? i to w sposób zasadniczy ? wpływa na kierunek działania danego medium. Stąd widz, słuchacz czy czytelnik powinien mieć prawo wiedzieć, jakie i czyje interesy mogą na to wpływać.
Drugą sprawą jest kwestia przeszłości: wszak środowisko dziennikarskie, które po 1989 roku przejęło obsługę mediów, w całości wywodziło się z PRL-u, a przy przekształceniach rynku medialnego wiodącą rolę odegrali ludzie, którzy po 13 grudnia 1981 roku dokonywali weryfikacji środowiska dziennikarskiego. Stąd konieczne wydaje się ujawnienie ich biogramów, a szerzej ? lustracja dziennikarzy.
 
Mamy prawo wiedzieć 
Jak ktoś słusznie zauważył: Wszystko, co oglądamy w telewizji i o czym czytamy w gazetach, zdaje się prawdziwe z wyjątkiem tych spraw, które akurat znamy z pierwszej ręki. Coś w tym jest. Mark Twain przestrzegał: Dziennikarze piszą nieskrępowaną prawdę, ale ją potem trochę modyfikują przed wydrukowaniem. Osobiście wątpliwości nie żywię: przepływ informacji do widzów, słuchaczy i czytelników ograniczają układy i sympatie polityczne, biznesowe i towarzyskie. Natomiast wiedzę odbiorców treści przekazywanych przez media o tym, co naprawdę się dzieje oraz kto i po co tym wszystkim kręci, ogranicza powszechna nieświadomość dotycząca nieformalnych układów biznesowych i związków mediów z polityką i politykami. Stąd graniczące z pewnością przeświadczenie, iż niezależnie od systemu, media w żadnym razie (i w żadnym kraju) nie są wolne. Dlatego nie zawsze mówią całą prawdę (ograniczając się do "półprawd"), dlatego posługują się manipulacją (w oczy rzuca się najczęstsza i najłatwiejsza do wychwycenia manipulacja kontekstowa), dlatego wywierają naciski, dlatego ingerują w życie publiczne. Choćby po to, by wpływać na bieg zdarzeń zgodnie ze swoimi sympatiami politycznymi. Drobny przykład: proszę spróbować opublikować krytyczny artykuł o Unii Europejskiej w "Gazecie Wyborczej" albo w "Polityce" bronić idei powszechnej lustracji...
Jarosław Kaczyński, widząc elementy niedemokratycznej konstrukcji społeczeństwa, konstrukcji, w której wpływ na życie publiczne uzyskują grupy odpowiednio usytuowane w świecie mediów i finansów, w wywiadzie dla "Nowego Państwa" skomentował tę sytuację słowami: To jest sposób, który może formalnie nie podważa procedur demokratycznych, ale w istocie odbiera im sens. Po czym dodał: Ludzie mają prawo wiedzieć, jakie są powiązania, jakie były życiorysy dziennikarzy, skąd się wywodzą. To jest taka sama wiedza jak wiedza o politykach. Dziennikarze są bardzo ważną częścią życia publicznego i powinni być opinii publicznej znani. Owszem, znani tym bardziej w sytuacji, gdy do lustracji dziennikarzy jeszcze nam daleko, a rynek prasy regionalnej niemal w całości został podporządkowany obcemu kapitałowi.

 

***
...I tak dalej, i tak dalej, bo temat mediów to ocean i wyczerpać go nie sposób. A przecież, by choć odrobinę zmienić nasze, jakże często bezkrytyczne, nastawienie do publikatorów, wystarczyłoby na początek posłuchać rady Marshalla McLuhana, który całe lata temu upominał: Wychować to znaczy uczynić niewrażliwym na telewizję. Na telewizję, radio, prasę i Internet. Generalnie: na media, nieustannie siekące nam mózgi na breję niezdolną do racjonalnego myślenia. Właściwie nie mamy wyjścia: w przeciwnym razie rozum, zdrowy rozsądek oraz wysiłek intelektualny bezpowrotnie odejdą w przeszłość i przyjdzie nam dożyć czasów, w jakich powszechna bezmyślność stanie się cnotą ? a wszystko to w demokracji gloryfikowanej bez odrobiny zdrowej refleksji. To znaczy w systemie, w którym hieny rządzą osłami (Arystoteles), a o którym profesor KUL, filozof i polonista Henryk Kiereś powiedział kiedyś, że: Jest to taki ustrój gdzie rządzi większość, która jest manipulowana, której stwarza się miraż, że to ona wybiera, a w gruncie rzeczy ów wybór jest kierowany przez wąska grupę manipulatorów.
Ale o demokracji i manipulatorach to może już innym razem.
Krzysztof Ligęza
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 1446 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.