poniedziałek, 28 czerwiec 2010 23:12

Święto dokumentu

Napisane przez

Siódmy już Festiwal Planete Doc Rivier odbył się w Warszawie w dniach 7-16 maja. W ciągu dziesięciu dni pokazano w salach trzech warszawskich kin 150 filmów od kilkuminutowych animacji do blisko trzygodzinnego dokumentu Richarda Binochette z Francji Osaczenie. Demokracja w sidłach neoliberalizmu. Zasada, która mówi, że ilość rzadko kiedy przechodzi w jakość, na szczęście w tym przypadku nie znalazła potwierdzenia. Dla widza myślącego, który chciałby poznać nie tylko otoczkę zjawisk serwowaną przez środki masowego przekazu, ale również ich przyczyny i skutki ? był on pasjonujący. Z pozoru cóż może być interesującego w oglądaniu przez kilka godzin ?gadających głów?. Film przedstawia poglądy zarówno twórców neoliberalnej ekonomii, jak i jej zdecydowanych przeciwników. Odkrywa kulisy rzekomo niezależnych od nikogo praw wolnego rynku.

Autor filmu, jak powiedział w czasie spotkania z widzami po projekcji, poświęcił na realizację tego filmu 12 lat. Wykonał w tym czasie ogromną pracę, określając i systematyzując te rzekomo niezależne od woli ludzkiej zjawiska, pokazując je zarówno w ujęciu chronologicznym, jak i omawiając poszczególne zagadnienia związane z ekonomią neoliberalną i globalizmem.

Biorąc pod uwagę wspomnianą wyżej ogromną ilość filmów pokazywanych na Festiwalu, widz czy recenzent musi dokonać jakiejś selekcji, określić, jaka tematyka go interesuje; w przeciwnym razie w głowie zostanie mu tylko sieczka, oderwane obrazy i wrażenia. Z kilkunastu obejrzanych przeze mnie filmów wybrałem kilka interesujących ? czy to ze względu na pokazywane w nich osoby, czy tematykę. Taką osobą był na Festiwalu niewątpliwie Japończyk doktor Nakamoto. Przed projekcją filmu o nim (Wynalazki doktora Nakamats) wręczono mu nagrodę miesięcznika ?Focus? jako największej osobowości festiwalu, całkowicie zasłużoną. Ten 82-letni mężczyzna imponował żywotnością, bystrością umysłu i poczuciem humoru. Pomimo posiadania 3200 opatentowanych wynalazków (m.in. zegarek elektroniczny, dyskietka komputera i płyta DVD), ma dalsze plany wynalazcze i życiowe (zamierza dożyć do 140 lat). To nie jest typowy technokrata; prócz doktoratu w naukach technicznych ukończył studia prawnicze, historyczne i ekonomiczne ? prawdziwy humanista, człowiek renesansu. Bez fałszywej skromności oświadczył, że jest jedynym żyjącym spośród pięciu największych wynalazców na świecie. Pozostali to jego zdaniem Faraday, Skłodowska-Curie, Tesla i Edison. Ma więc jeszcze wiele do zrobienia, także niektóre z jego wynalazków mogą się wydawać dziwne i niepotrzebne, np. silnik do rikszy napędzany wodą, ale za 20 czy 50 lat mogą się okazać niezbędne.

Wielkimi osobowościami byli również pokazani w filmie Zmiany w Bogocie Andreasa Dalsgraada burmistrzowie tego miasta. Litwin z pochodzenia, profesor filozofii na miejscowym uniwersytecie Mockus i rodowity Kolumbijczyk wszechstronnie wykształcony Pealosa. Obaj chcieli coś zmienić w ciężkim losie mieszkańców tej metropolii, wyczuli że społeczeństwo ma już dosyć zawodowych polityków, składających piękne obietnice, o których zapominają natychmiast po wyborach. Obaj stanęli do wyborczej rywalizacji. Zwyciężył nieznaczną większością uniwersytecki filozof niemający żadnego doświadczenia w zarządzaniu. Potrafił jednak dobrać sobie grono współpracowników, którzy potrafili wcielać w życie jego rewolucyjne w istniejących warunkach pomysły. Co najważniejsze, potrafił też za pomocą wieców, happeningów i innych niekonwencjonalnych działań rozbudzić aktywność mieszkańców, przekonać ich, że bieda i przestępczość nie są ich na zawsze przypisanym losem. W ciągu zaledwie trzyletniej kadencji udało się mu zlikwidować część slumsów i przenieść biedaków do nowych domów, uruchomić tanią miejscową komunikację autobusową, o 50% zmniejszyć ilość zabójstw. Technokratyczny jego następca ? Kolumbijczyk kontynuował rozpoczęte reformy, a po następnych trzech latach przekazał władzę z powrotem Litwinowi. W ciągu dziwięciu lat Bogota zmieniła się nie do poznania. Kto o tym słyszał? Ze środków masowego przekazu możemy dowiedzieć się jedynie o ?populistycznym? prezydencie Chevezie, który brata się z Castro, a stolica Kolumbii kojarzy się nam z biedą, przestępczością, korupcją i narkobiznesem.

Kontynuując wątek pokazywanych w festiwalowych filmach osobowości, wymienię jeszcze filmy o Normanie Filkensteinie i Bohdanie Porębie. Pierwszy z nich Radykał. Przypadki Normana Filkensteina przestawia sylwetkę nowojorskiego Żyda, profesora historii, którego rodzice cudem ocaleli z Holocaustu, a po wojnie przyjechali do Stanów Zjednoczonych. Pod wpływem obozowych przeżyć rodziców, a głównie matki, Norman wyrósł na zdecydowanego przeciwnika wszelkich form dyskryminacji i eksterminacji osób i nacji, które mogą komuś przeszkadzać w realizacji jego planów. Nietrudno się więc domyśleć, że polityka Izraela i Stanów Zjednoczonych wobec Palestyńczyków w Izraelu budzi w nim głęboki sprzeciw, niezależnie od jego rodowych korzeni. Z tego też powodu ? choć jego polemiki i argumenty są zawsze oparte na głębokiej wiedzy i nie mają charakteru personalnego ? jest zaciekle zwalczany przez niektóre środowiska żydowskie, m.in. uniemożliwiono mu objęcie profesury na stanowym uniwersytecie.

Podobne kontrowersje wzbudza u nas postać znanego reżysera filmowego pokazanego w filmie Prawda dobro i piękno z filmu Ksawerego Szczepanika o Bohdanie Porębie. Z braku miejsca nie będę szerzej go omawiać. Przypomnę tylko, że był autorem tak znanych i cieszących się powodzeniem u publiczności filmów jak: Hubal, Katastrofa w Gibraltarze czy Śmierć Prezydenta. Po 1989 roku nie znalazł uznania wśród producentów i krytyki i zajął się głównie reżyserią teatralną. Wypomina mu się przynależność do PZPR i Zjednoczenia Patriotycznego ?Grunwald? ? tak jakby czołowi przedstawiciele środowiska filmowego cieszący się dziś uznaniem byli wolni od takich plam w życiorysie. To tylko jeszcze jeden dowód na to, że to środki masowego przekazu kreują wizerunki i oceny społeczne.

Głośny i wielokrotnie nagradzany film Erika Gandiniego Wideokracja opisuje telewizyjne imperium Silvio Berlusconiego, które od blisko 30 lat narzuca Włochom nie tylko ideały rozrywki i piękna, ale również poglądy na tematy społeczne i polityczne, które przyjmują za własne. Jaką potęgą jest TV, widać też u nas, żeby wspomnieć tylko wizerunek Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przed i po katastrofie smoleńskiej. Wiele pokazanych w ramach Festiwalu filmów dotyczyło współczesnych konfliktów zbrojnych, a także konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Chciałbym zwrócić uwagę czytelników na dwa filmy, które wydały mi się szczególnie interesujące. Droga do Naher Al Bared hiszpańskiego reżysera Sebastiana Talevory pokazuje życie mieszkańców obozu dla uchodźców palestyńskich, który powstał przed 60 laty, w 1948 roku i istnieje do dziś. Mieszkańcy żyją w bardzo trudnych warunkach, w gruzach domów zburzonych w 2007 roku w czasie walk zbrojnych na terenie obozu pomiędzy Libańczykami a Al Fath. Dzieci, aby dojść do szkoły, muszą przejść przez sieć izraelskich posterunków, ich rodzice nie mają paszportów, nie mogą się dalej kształcić. Czują się nadal obywatelami Palestyny, którzy są tu tylko tymczasowo i wrócą na swoje ziemie. Tylko że to trwa już 60 lat, a rezolucja ONZ w tej sprawie z 1948 roku nie została nigdy zrealizowana. Na mnie osobiście największe wrażenie wywarły wypowiedzi kilkunastoletnich dziewczynek, uczennic bardzo biednej, ciasnej szkoły (kiedy wszystkie dzieci wyjdą ze szkoły, ledwie mieszczą się na niewielkim placyku boiska szkolnego) ? bez emocji, bez nienawiści, ale z głębokim przekonaniem mówiły o swoich prawach i racjach. Tylko kto ich wysłucha ? świat milczy.

Tytułowy Budrus (reż. Julia Bacha) to maleńka wioska na terytoriach palestyńskich na zachodnim brzegu Jordanu. Kiedy Izrael zaczął budować rzekomo dla ochrony przed terrorystami sześciometrowy mur, odciął wioskę od terenów uprawnych i sadów oliwkowych, głównego źródła utrzymania. Organizatorem protestu przeciw budowie muru na terytoriach palestyńskich (a nie po stronie izraelskiej) był miejscowy rolnik Ayed Morrad, który zadbał o to, by organizowane przez niego demonstracje miały charakter pokojowy, aby nie dać wojsku izraelskiemu pretekstu do użycia siły. Również jego 15-letnia córka Iltezam włącza się w tę walkę, organizując dziewczęta i kobiety arabskie. Kilkuletnia walka Ayeda odnosi w końcu skutek. Przebieg muru zostaje zmieniony ? powstanie po stronie izraelskiej i nie przetnie wioski na pół, odcinając ją od 150 hektarów ziemi i 300 drzew oliwnych. Sukces osiągnięto dzięki solidarności wielu ludzi dobrej woli, którzy brali udział w blokadach i protestach, nagłaśniali w prasie, filmowali zdarzenia, Arabów z Hamasu i Al Fath, uczciwych Żydów czy dawnych wojowników przeciw apartheidowi z RPA. Ta walka została wygrana, teraz Ayed pomaga innym, ale ile palestyńskich wiosek zostało odciętych przez mur od pól i wody? Przy okazji, mówiąc o murze, Izraelczycy najchętniej używają słowa ?zapora?, wody wprawdzie nie ma, ale to znacznie lepiej brzmi i nie kojarzy się z gettem.

Konfliktu izraelsko-palestyńskiego dotyczy również film Nicolasa Wadimoffa Wciąż żywi w Gazie ? tytuł mówi sam za siebie, dodam tylko, że pokazuje głównie arabskie dzieci. Skutki wojny to temat filmu Michaela Gaumnitza Niemiecka jesień 46, który wzbudził we mnie mieszane uczucia. Poszukując w niemieckich archiwach zdjęć do tego filmu, autor był zainspirowany książką młodego, 23-letniego pisarza szwedzkiego Stiga Dagermana, który był tuż po wojnie w Niemczech i opisał swoje wrażenia w pamiętniku. Rzeczywiście życie w okupowanym Berlinie było ciężkie, głodne i zimne, w dodatku mieszkało się w gruzach zbombardowanego przez aliantów miasta, co zaś do braków żywnościowych, to nikt tam jednak chyba z głodu nie umarł ? to nie obóz koncentracyjny. Trzeba też zauważyć, że w powojennych Niemczech nie było komu pracować na roli, robotnicy przymusowi z Europy Wschodniej wrócili do domu, a znaczna część niemieckich mężczyzna poległa lub jeszcze była w niewoli. Ze swojego wczesnego dzieciństwa pamiętam, jak wyglądała powojenna Warszawa, nie było nawet, tak jak w Berlinie, wypalonych szkieletów domów, tylko morze gruzów, bo Niemcy po powstaniu wysadzali nawet te wypalone ruiny ? zostawiając wysokie na kilka metrów hałdy gruzów.

Listę filmów nagrodzonych można było znaleźć w codziennej prasie lub Internecie, wręcz nie będę jej przytaczać. Nagrody przydzielano aż w ośmiu różnych kategoriach, nagród było sporo. Ogólnie rzecz biorąc, z większością decyzji jury poszczególnych nagród trudno się zgodzić. Nagradzano raczej filmy, które nie wzbudzają żadnych kontrowersji, ale czy najlepsze? Zresztą wstępnej selekcji już ktoś wcześniej dokonał, ustalając listę filmów nominowanych do poszczególnych nagród. Główna nagroda przypadła fińskiemu filmowi Para do życia ? o poważnych rozmowach mężczyzn w fińskiej saunie ? rzeczywiście temat epokowy!

Pomysłodawcy i wieloletniemu dyrektorowi Festiwalu Arturowi Leibhardowi należą się podziękowania i gratulacje za sprowadzenie i pokazanie tak bogatego i ciekawego zestawu filmów dokumentalnych z całego świata. Co zaś do nagród ? myślę, że tu duży wpływ mieli współorganizatorzy i sponsorzy, a nagrody przydzielano według zasady ?aby nikogo nie urazić?. Jest takie powiedzenie, że widz głosuje nogami, więc mamy okazję ?zagłosować?, wybierając filmy wartościowe, takie, które poruszają ważne tematy współczesne. Drugim dobrym pomysłem organizatorów jest pokazanie przynajmniej niektórych filmów nie tylko w Warszawie, ale w 20 innych miastach Polski. Podoba mi się również pomysł, aby filmy pokazywane na Festiwalu przegrać na płyty DVD i przekazać do dystrybucji ? to zwiększy ich zasięg rozpowszechniania.

Wyświetlony 1724 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.