wtorek, 29 czerwiec 2010 13:04

Wolność na kartki

Napisał

Państwo totalitarne charakteryzuje się tym, że stara się kontrolować wszystkie sfery życia obywateli. Zbiera informacje o człowieku od kołyski aż po grób, i to nie tylko dzięki rozbudowanej agenturze, ale również zmuszając ludzi do tego, żeby stawali się informatorami donoszącymi na siebie. Poza tym totalitaryzm cechuje się tym, że niczego bez zgody władzy zrobić nie można. W skrajnych przypadkach nawet poranne mycie zębów czy parzenie kawy musi dokonywać się wedle ściśle ustalonych reguł i za zgodą odpowiednich organów. Na nieposłusznych czeka kara, zależna od rozmiarów przewinienia. Albo ich biją po pupie, albo wyrywają im paznokcie. Dla każdego coś miłego.

Na szczęście dla nas nie żyjemy w państwie totalitarnym. Żyjemy, jak się zdaje, w państwie demokratycznym kultywującym liberalne ideały wolności i gospodarki rynkowej. A przy tym dopiero co dokonaliśmy wyboru tzw. radnych, a więc tych, którzy rządzić będą nami na szczeblu lokalnym. Albo raczej troszczyć się, bo przecież tylko w totalitaryzmie władza brutalnie rządzi, a w ustroju demokratycznym troszczy się. W końcu to nasi reprezentanci. Mamy więc wreszcie upragnioną władzę na szczeblu miejskim, gminnym, powiatowym, wojewódzkim, a także krajowym, kontynentalnym, a nawet światowym, bo przecież ONZ i podobne kluby ludzi dobrej woli pracujących za dobre pieniądze też się o nas troszczą. No ale mniejsza o to. Ważne jest, że w takim mieście, jak np. Wrocław, jest władza i nie jest to, miejmy nadzieję, władza totalitarna. Władza ta, składająca się z 37 radnych i okolic troszczy się za nas, używając do tego Urzędu Miejskiego (nie mylić z Urzędem Bezpieczeństwa) zatrudniającego jakieś tam dwa tysiące osób. Wszyscy oni robią, co mogą, żeby nam było lepiej, żebyśmy byli, zgodnie z ideałami demokracji, bardziej wolni, równi i braterscy. Tak to wygląda.

A co z nami, ktoś zapyta. Jak tam nasza wolność? A... Wolność... Owszem... Wolność jak najbardziej... Żadnego totalitaryzmu... Tylko parę drobnych zobowiązań... Parę uzgodnień i uzależnień. Nic wielkiego. Spójrzmy tylko na listę usług serwowanych przez Urząd Miejski. Co prawda, korzystanie z nich jest obowiązkowe, ale minusy nie powinny nam przesłonić plusów. W końcu za czasów hiszpańskiej inkwizycji było gorzej.
No dobrze. Zacznijmy od początku. Oto przewodnik zatytułowany "Co i jak załatwić w Urzędzie Miejskim" (mam pod ręką przewodnik po urzędzie wrocławskim, ale podejrzewam, że to norma). Nasze życie w pigułce. Jakieś pięćdziesiąt kategorii i około 250 podkategorii. Wolność absolutna. A więc tak. Możemy się urodzić, możemy także sami kogoś urodzić. Na to pozwolenia nie trzeba. Ale nie ma tak dobrze. Odpowiednia biurokratyczna komórka wymaga od nas paru rzeczy. Trzeba "Sporządzić akt urodzenia" bądź "Odtworzyć akt urodzenia" albo "Wpisać akt urodzenia sporządzony za granica". Aby żaden obywatel nie zaginął. Potem nie jest źle. W zasadzie jesteśmy wolni, ale gdybyśmy wpadli na pomysł zmiany imienia, nazwiska bądź uznania dziecka, to trzeba to zgłosić. Władza lokalna, w ramach troski o nas, potrzebuje tych informacji. Trzeba złożyć "Oświadczenie o uznaniu dziecka" lub "Oświadczenie o zmianie imienia dziecka", "Oświadczenia o nadaniu dziecku nazwiska męża matki" i tak dalej. No dobrze... Dziecko nazwane, zarejestrowane, jakoś to już idzie. No, ale dorasta i co? Zwierzaka chce mieć. No i tu zaczyna się zabawa. Co trzeba posiadać? Tylko kilka papierków. "Zezwolenie na utrzymywanie psa rasy uznawanej za agresywną", ewentualnie "Zezwolenie na utrzymywanie charta lub mieszańca o pokroju charta". O pokroju pekińczyka nic nie piszą, nie ma też nic o mieszańcu psa z kotem. Może i dobrze. No i podatek od psa trzeba odprowadzić. Ważna też jest "Rejestracja zwierząt i roślin", a dokładnie "Rejestracja zwierząt należących do gatunków podlegających ograniczeniom na podstawie przepisów prawa Unii Europejskiej". Wszystko można załatwić w Departamencie Architektury i Rozwoju Wydziału Środowiska i Rolnictwa. Złożenie wniosku kosztuje jedyne 5,50 plus opłata skarbowa. Jedźmy dalej. Mamy dziecko, mamy psa, przydałoby się zbudować dom. Nic prostszego. Czeka na nas tylko parę drobnych formalności: "Ustalenie warunków zabudowy" lub "Ustalenie lokalizacji inwestycji celu publicznego" albo "Pozwolenie na budowę", ewentualnie "Pozwolenie na rozbiórkę" bądź "Zmiana decyzji o pozwoleniu na budowę", "Zmiana decyzji o pozwoleniu na budowę na rzecz innej osoby", "Zgłoszenie zmiany sposobu użytkowania obiektu budowlanego lub jego części", "Zgłoszenie budowy obiektów lub wykonania robót budowlanych nie wymagających pozwolenia na budowę", "Zgłoszenie rozbiórki obiektów budowlanych nie wymagających pozwolenie na rozbiórkę", "Zaświadczenie o samodzielności lokalu", "Udostępnienie akt oraz wydanie uwierzytelnionych kopii dokumentów", "Wgląd do planu zagospodarowania przestrzennego lub udostępnienie informacji o środowisku", "Zgłoszenie zmiany sposobu użytkowania obiektu budowlanego lub jego części", "Zaświadczenie potwierdzające fakty lub stan prawny wynikający z posiadanych w Wydziale Architektury i Budownictwa dokumentów i danych". Tylko tyle. A potem człowiek już robi, co chce. No, chyba że kupi samochód. A to już inna historia. Tu też parę papierków i zezwoleń jest niezbędnych. "Rejestracja pojazdu", ewentualnie "Rejestracja tymczasowa" albo "Rejestracja pojazdu sprowadzonego z zagranicy", "Rejestracja motoroweru" (jak ktoś woli motorower), "Zawiadomienie o dokonaniu montażu instalacji przystosowującej pojazd do zasilania gazem oraz przystosowaniu pojazdu do ciągnięcia przyczepy" (jak ktoś woli gaz albo ciągnięcie), "Wymiana tablic rejestracyjnych białych na Eurotablice" (jak ktoś lubi gwiazdki) i tak dalej.
Po tym wszystkim właściwie możemy już cieszyć się naszą wolnością. O ile, oczywiście, nie przyjdą nam do głowy jakieś głupie pomysły. Ale nawet jeśli przyjdą, każdym głupim pomysłem zajmuje się odpowiednia komórka w Urzędzie Miejskim. Mamy więc "Wydawanie zezwoleń na usuwanie drzew i krzewów", zezwolenia na "Wyłączanie gruntów rolnych i leśnych z produkcji rolniczej lub leśnej", są specjalne departamenty zajmując się takimi ważnymi sprawami, jak: "Karty wędkarskie, karty łowiectwa podwodnego", "Odpady, złom metali i zanieczyszczenia", "Rejestracja sprzętu pływającego służącego do amatorskiego połowu ryb", "Zaświadczenia na przewozy drogowe na użytek własny" i tak dalej.
A jak już wszystko to zrobimy, jak już wszystkie znaczki skarbowe zostaną przyklejone, a wnioski pozytywnie rozpatrzone, możemy spokojnie umrzeć. Ze świadomością, że żyliśmy w wolnym, a nie totalitarnym kraju. Naszego aktu zgonu, dzięki Bogu, jeszcze nie musimy zanosić do urzędu osobiście.

16 listopada 2006 r.
Damian Leszczyński

Wyświetlony 2760 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.