sobota, 02 luty 2013 22:50

Cynizm premiera

Napisane przez

Nasz premier jest utalentowanym dyplomatą. Można by nawet rzec, że charyzmatycznym. No bo który szef rządu wyrządza tyle zła w moralności i infrastrukturze rządzonego przez siebie państwa, a większość obywateli wciąż go chwali i głosuje na partię, która daje mu szerokie możliwości psucia wszystkiego co obywatelskie, wolne, demokratyczne, ucywilizowane?

Jeśli gdzieś włodarzem państwa jest człowiek niszczący warunki życia podwładnych ? duchowe i materialne ? to tylko w dyktaturach. I tam większość mieszkańców odczuwa swe udręczenia. U nas odmiennie! Większość jest zadowolona. Albowiem nikt nikogo nie uciska, działa Sejm podejmujący uchwały i wydający ustawy większością głosów, powołane są trybunały konstytucyjny i stanu ? jak przystało na ustrój parlamentarny i demokratyczny. W naszym państwie ? i o państwie ? z definicji więc decydują obywatele oraz prawo przez nich zapisane w Konstytucji. I właśnie 25 stycznia postanowili oni za pośrednictwem swych przedstawicieli w Sejmie, że nie będzie (jeszcze?) legalizacji tzw. związków partnerskich, czyli mówiąc oględnie, moralnego i prawnego zrównania dewiacji z naturalnością.

A premier się oburzył. No bo jak to? Mają być szanowane wyłącznie prawa ustawione i prawo natury? I nie ma być żadnej tolerancji dla ich nierespektowania? To doprawdy bulwersujące.

Jarosław Gowin przywoływał w Sejmie zapisy konstytucyjne potwierdzające słuszność ? moralną i prawną ? odrzucenia projektu o przyznaniu homoseksualistom praw identycznych do małżeńskich. I nic! Żaden poseł nie poparł werbalnie i publicznie tej argumentacji, jakby nikt jej nie słyszał, jakby nagle wszyscy ogłuchli albo przestali cokolwiek rozumieć.

Natomiast premier, jak zawsze czujny wszędzie tam, gdzie można coś zyskać, kogoś przechytrzyć, okłamać, oszukać, coś zepsuć oświadczył z trybuny sejmowej, że minister Gowin przedstawił? własne stanowisko. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej to furda. Została więc potraktowana tak samo jak homoseksualiści odnoszą się do wartości małżeństwa i rodziny ? z pogardą. To, co zrobił premier, przy milczeniu w s z y s t k i c h posłów, jest w istocie rzeczy unicestwieniem Konstytucji, sprowadzeniem jej do ?własnego stanowiska ministra Gowina?. I ono, owo ?stanowisko osobiste?, stanowi teraz Ustawę Zasadniczą. Ale ponieważ jest ona ?osobista?, to ? logicznie ? nie obwiązuje nikogo oprócz ministra Jarosława Gowina. Ba ? nie powinna poza nim nikogo obowiązywać, ponieważ jest wyłącznie jego własnością.

Tak więc Polska od tego wiekopomnego dnia 25 stycznia 2013 r. stała się jedynym państwem w cywilizacji chrześcijańskiej rządzonym bez kodyfikacji prawa ? jak się komu podoba, wedle ?własnego stanowiska?. Na razie, i od dłuższego już czasu, jak podoba się premierowi i jego współpracownikom, wybieranym przez część nic nierozumiejących mieszkańców kraju, indoktrynowanych, fanatycznych, nienawidzących rodaków o odmiennych poglądach politycznych.    

Premier ma już w tym bezczeszczeniu prawa paromiesięczny dorobek. Przecież 14 sierpnia zeszłego roku w kontekście afery Amber Gold, broniąc swego syna, który był (jest?) pośrednio związany z tą firmą, wygłosił pogląd, że ?nie każde oszustwo jest przestępstwem?. W sensie wąskim, legislacyjnym, może tak jest w istocie: oszustwa dzielą się bowiem t a k ż e na wykroczenia i występki. Wszelako sensu largo są i będą, dopóki trwa nasza kultura, przestępstwem, jeśli nie ściśle prawnym, to zawsze moralnym, jeżeli niekaralnym, to zawsze nagannym. Premier, po pierwsze, nie jest prawnikiem i wszystko, co mówi publicznie, a ten pogląd wygłosił z mównicy sejmowej, jest stanowiskiem jego rządu, wyraża aksjologię państwa polskiego. Po drugie mówił do społeczeństwa, którego dość spory odłam rozumuje tradycyjnymi kategoriami moralności chrześcijańskiej, gdzie ?tak znaczy tak, nie ? nie?, gdzie każde oszustwo jest właśnie przestępstwem, podobnie jak w wielu (jeszcze?) krajach naszej cywilizacji.

Premier owego 14 sierpnia ub. r. zbarbaryzował postawy moralne Polaków, cofnął naszą mentalność do czasów prehistorycznych, unicestwił skutki tysiącletniego nauczania Kościoła. A 25 stycznia br. przechodząc do porządku nad argumentacją swego ministra odwołującego się do Konstytucji dał początek ? muszę powtórzyć ? nowej organizacji państwowej, której nigdyśmy w naszych dziejach (abstrahując od PRL, narzuconej przez obcych) nie mieli ? państwa bez prawa, rządzonego wolą premiera depczącego wszystkie zakazy i nakazy, wszystkie wartości uświęcone tradycją.

Jak rzekłem, pierwsza wypowiedź, z sierpnia 2012 r., zapowiedziała tę ze stycznia br. A obie ukazują bezgraniczny cynizm premiera i zwolenników jego zwierzchnictwa nad naszym krajem. To nic, że ludzie umierają szybciej, dlatego że nie mogą się dostać do lekarza lub doczekać lekarstwa, na które system lecznictwa, przez nas finansowany, nie ma pieniędzy. To nic, że pociągami coraz trudniej i dłużej podróżować, to nic, że elektroniczne opryszki czyhają na szosach i wykradają z naszych kieszeni uciułane pieniądze, aby premier et consortes mógł je wrzucać do sakw, zwanych budżetem, i dalej rządzić, bogacić się i rządzić, oszukiwać, psuć, lekceważyć wszystko, co niematerialne i pogardzać Konstytucją.

A elity? W większości są za; w mniejszej zaś części nie reagują albo reagują lękliwie. Natomiast nie wiedzą, że partia, w imieniu której rządzi premier, ma w swej nazwie pierwsze słowo pochodzące z leksyki okresu stalinowskiego, kiedy pełno były różnych ?platform?. Język wszak to tworzywo myśli, a myśli są zaczątkiem czynów, czyny znów poznajemy po owocach...

Zdzisław Krasnodębski zdiagnozował pewien krąg elity, napisał bowiem, że po stronie partii władzy ?wbrew powszechnym opiniom (?) zwłaszcza wśród ludzi wykształconych ? publicystów, dziennikarzy, socjologów, politologów ? znacznie więcej jest ludzi zaślepionych. To fanatyzm pozwala wyborcom PO wierzyć w czcze obietnice i w to, że Polska jest zieloną wyspą dzięki działaniom rządu (...). To fanatyzm pozwala wierzyć, że PO odnosi sukcesy w polityce zagranicznej?.

I to właśnie ? dopowiadam teraz od siebie ? fanatyzm uniemożliwia dostrzeganie cynizmu premiera ? źródła jego szachrajstw moralnych oraz politycznych.

Tak ma więc pozostać aż do całkowitej degeneracji narodu, do zniszczenia fundamentów aksjologicznych państwa, bez których runie ono jak dom wybudowy na piasku? Może jednak mniejszość, którą media skorumpowane cynicznymi rządami premiera, skazały, jak w PRL, na egzystencję ?w drugim obiegu?, odzyska utraconą moc przekształcania cynicznych rzeczywistości w prawe, godne naszej tysiącletniej tradycji historycznej, politycznej i chrześcijańskiej. ?Historia Polski pokazuje ? konkluduje Krasnodębski ? że w najtrudniejszych momentach słabi okazywali się wyjątkowo silni i ostatecznie zwyciężali?.

Toteż zdaje mi się, że nad władzą platformeską już jarzą się słowa: mane, tekel, fares.

 

Jacek Wegner

www.jacekwegner.pl

Czytany 5513 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.