×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
czwartek, 26 kwiecień 2012 01:22

Od Redakcji

Rozmaite przepowiednie głoszą, że w 2012 roku czeka nas jakaś olbrzymia katastrofa. Niektórzy łączą ją z uderzeniem w Ziemię meteorytu, inni z nietypowym układem planet, jeszcze inni z zaburzeniami w aktywności słonecznej. Trudno ocenić wartość tych przepowiedni. Zazwyczaj uważane są one za wysnute z palca fantazje, podobne opowieściom o Yeti i potworze z Loch Ness. Tak więc zapowiedzi końca świata w 2012 roku są wedle wszelkiego prawdopodobieństwa fałszywe, jednak fakt, iż nie dojdzie do jakiejś globalnej katastrofy nie oznacza, że nie dojdzie do katastrof w mniejszej skali – lokalnych. Jeśli o to chodzi, to można ze sporą pewnością przewidywać, że do takiej katastrofy dojdzie w samym środku Europy, a jej przyczyną nie będą zabłąkane ciała niebieskie, lecz tak banalne zjawisko, jakim jest sport. Miejscem akcji będzie III RP, a źródłem katastrofy mistrzostwa Europy w piłce nożnej. W pierwszej chwili można uznać taką przepowiednie za całkowicie chybioną. Czy od dobrych paru lat nie jesteśmy karmieni hasłami, w myśl których organizacja Euro będzie dla naszego kraju kosmiczną wręcz szansą, źródłem nieprzebranych bogactw i inwestycji, które zmienią naszą ojczyznę w krainę mlekiem i miodem płynącą? Ależ oczywiście – tego rodzaju propaganda towarzyszy nam na każdym kroku, a jej siła jest dużo większa niż propagandy sukcesu tworzonej w epoce Gierka. Jednak jeśli mamy dość rozsądku, aby nie ufać mediom państwowym i przez państwo koncesjonowanym, jeśli mamy dość wnikliwości, aby spojrzeć pod propagandową zasłonę dymną, dość szybko zorientujemy się, że nasz kraj, już teraz chwiejący się na krawędzi przepaści, w niedługi czas po tym, jak umilknie gwizdek kończący ostatni mecz, wpadnie w prawdziwe tarapaty. Droga prowadząca od III RP do trzeciego świata jest bowiem dość krótka, my zaś stoimy u jej kresu. Dalej będzie tylko płacz i zgrzytanie zębami. W organizację Euro wpompowane zostały olbrzymie pieniądze, pochodzące głównie z budżetu państwa, inwestycje zaś, które w rezultacie powstały (albo raczej powstają bądź miały powstać), są w dużej mierze nie tylko zbędne, ale również niezwykle kosztowne. Przykładem jest babiloński pomnik, który postanowiły sobie postawić władze Wrocławia w postaci stadionu, który nie tylko okazał się wielokrotnie droższy niż porównywalne obiekty w innych, normalnych częściach świata, ale również prawdopodobnie okaże się niedochodowy, doprowadzając przy okazji do wyludnienia się okolic. Nie inaczej wygląda sprawa ze stadionem narodowym w Warszawie – prawdopodobnie wszystkie te obiekty w krótkim czasie podzielą los podobnych im konstrukcji budowanych w Portugalii z okazji Euro 2004, które burzy się, bo jest to tańsze niż ich utrzymywanie. Niezaprzeczalnie w ostatnich latach państwo inwestowało sporo w rozwój infrastruktury – choć, co u nas normalne, z opłakanym skutkiem i zawsze po zawyżonych kosztach – jednak jedynym uzasadnieniem tych radosnych budów oraz ich kredytowania było Euro. Co będzie, kiedy igrzyska się skończą? Prawdopodobnie pozostaną rozgrzebane inwestycje – bo przecież większości z nich nie ukończono na czas (znów spójrzmy na Wrocław i kolejowy dworzec główny) – które albo najtańszymi środkami będzie się próbowało zakończyć, albo zostawi w stanie surowym. Zarówno rządzący, jak i część społeczeństwa oczekuje igrzysk niczym cudu, dzięki któremu nagle dojdzie do pomnożenia chleba. Najgorsze będzie rozczarowanie, kiedy okaże się, że żaden cud nie nastąpił: miliony turystów nie przybyły, a jeśli nawet, to nie pozostawiły po sobie milionów euro, a rzekoma promocja naszego kraju w Europie przyniesie taki sam sukces, jak rzekoma promocja Portugalii w 2004 roku. Wszyscy, którzy wierzą w magiczną moc takich akcji reklamowych, niech sami sobie odpowiedzą na pytanie: w jakich miastach rozegrano wówczas mecze finałowe? Kto o tym jeszcze pamięta – a jeśli nawet, to czy z tego powodu chciałby od razu wybrać się tam na wycieczkę? Tak więc wyczekujmy katastrofy, bo jest blisko...

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.