sobota, 20 sierpień 2016 12:13

Wierny prawdzie

Książka „O patriotyzmie a także o zezowatej matce” jest najlepszym dowodem na to, jak wielką stratą dla polskiego życia publicznego było zdecydowanie przedwczesne odejście z tego świata śp. Grzegorza Eberhardta.

Zbiór rozsianych po najróżniejszych możliwych mediach tekstów pokazuje format człowieka. Audycje radiowe to perełki, które pokazują, że autor „Pisarza dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu” wziął naprawdę na poważnie Mackiewiczową dewizę życiową, iż jedynie prawda jest ciekawa. Tak też w swojej działalności publicznej czynił Eberhardt. Nie było dla niego taryfy ulgowej, że kogoś nie można krytykować, bo jest „nasz”; liczyła się tylko prawda. Widać to jaskrawo również w dziale recenzji książek, które wbrew dominującej wszem i wobec modzie, że recenzujący wyrabiają swoje zdanie o lekturze na podstawie okładki i tekstu zamieszczonego ma tylnej okładce, Eberhardt znów szedł pod prąd tej wygodzie i czytał. Lektura książki „Obłęd 44” zajęła mu blisko miesiąc, kosztowała go wycieczkę do warszawskiego BUW-u, aby sprawdzić rzetelność autora, jeśli chodzi o cytowanie Józefa Mackiewicza (okazało się, że cytaty były manipulowane pod swoją tezę, ale któż mógł przypuszczać, że ktokolwiek zada sobie tyle trudu, aby to sprawdzić) i dopiero napisał recenzję książki. Recenzję, która powinna być czytana jako wzorzec rzetelności i wnikliwości przez przyszłych adeptów dziennikarstwa.

Taki był właśnie Grzegorz Eberhardt. Wnikliwy do bólu, wierny prawdzie i zawsze po stronie Polski. Główny tekst jego książek, wbrew normom, był właściwie dodatkiem do tysięcy przypisów. W „O patriotyzmie a także o zezowatej matce” tych przypisów właściwie nie ma, ale tekst główny naszpikowany jest taką ilością faktów, faktów i jeszcze raz faktów, że każdy, kto sięgnie po tę pozycję, zobaczy, iż publicystyka nie musi być laniem przysłowiowej wody, lecz świetną lekcją historii.

(...)

niedziela, 22 maj 2016 18:57

Bezlitosna analiza wielkiej finansjery

Banksterzy to tacy ludzie, którzy oferują ci parasol, kiedy świeci słońce. Ale jak tylko zacznie kropić, to ten parasol ci zabierają”,, parafrazując Marka Twaina – powiedział Janusz Szewczak podczas prezentacji swej nowej książki – a co dopiero powiedzieć, gdy zbliża się potężne oberwanie chmury?

Janusz Szewczak obnaża świat banksterów

„Bankierzy nie wyciągnęli wniosków po ostatnim wielkim kryzysie finansowym z 2008 r. i dalej popełniają te same błędy. Tymczasem grozi nam kolejne załamanie finansowe, może nawet większe niż to ostatnie. Świat jest zadłużony na kwotę 200 bilionów dolarów. Jest to kwota wprost niewyobrażalna. Banki oszalały z chciwości, lekceważąc wszelkie zasady ryzyka, kalkulacji i przyzwoitości”, tłumaczył dalej Szewczak.

Sytuacja ta stała się powodem, dla którego znany ekonomista i prawnik zdecydował się napisać książkę, która właśnie ukazała się pod tytułem „Banksterzy. Kulisy globalnej zmowy’. Janusz Szewczak chciał wytłumaczyć językiem zwykłego człowieka, a nie nowomową finansisty, na czym polegają przekręty i oszustwa wielkich banków, a także czego przeciętny zjadacz chleba powinien się wystrzegać oraz co powinien wiedzieć o świecie, od którego w pewnym sensie jest uzależniony.

Autor tłumaczy więc w swej książce na przykład, na czym polega niesprawiedliwość kredytów frankowych, przekręty polisolokat oraz zawiłości międzynarodowych koneksji banksterskich.

„Myślałem, że sporo wiem o finansach i rynku bankowym, bo zajmuję się tym już ponad rok – powiedział Maciej Pawlicki, producent filmowy, prezes stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu” oraz autor wstępu do książki Szewczaka. – Jednak po lekturze tej książki byłem przerażony. A najgorsze jest to, że Janusz Szewczak przedstawia fakty, nie domysły. Nikt nie polemizuje z tym, że naprawdę jest tak, jak opisuje w swej książce pan Janusz. Dlatego ta książka jest tak ważna. O wszystkich tych faktach należy szeroko informować ludzi”.

Tymczasem społeczeństwa mają wrażenie, jakoby banki były bezkarne. „Mówi się niejednokrotnie, że należy stabilizować sytuację finansową wielkich instytucji finansowych. Dlaczego nikt nie mówi o tym, żeby stabilizować sytuację finansową obywateli? – pytał prof. Witold Modzelewski. – Rządy wielu państw ulegają presji bankowców, co ma wpływ na prawodawstwo” – podsumował Modzelewski.

(...)

sobota, 20 luty 2016 20:55

Krew bliskowschodnich chrześcijan

Wydawnictwo Czarne nie było skore, żeby przesłać mi papierową wersję książki „Ziarno i krew” i musiałem ją czytać w formie pdfa. Mimo to zdecydowałem się na jej lekturę, bo po pierwsze, traktuje o nośnym i aktualnym obecnie temacie, a po drugie, po doskonałych reportażach Wojciecha Jagielskiego i Konrada Piskały miałem ochotę na poznanie innego autora tego gatunku. I nie zawiodłem się.

Książka Dariusza Rosiaka, dziennikarza m.in. Polskiego Radia i „Rzeczpospolitej”, to reportaż o chrześcijanach, których życie z powodu wojen i w efekcie rozprzestrzeniania się nietolerancyjnego islamu jest coraz cięższe na Bliskim Wschodzie, a także o tych, którzy musieli emigrować. Swoją wędrówkę po miejscach, gdzie mieszkają bliskowschodni chrześcijanie, Rosiak rozpoczyna… nad północnym brzegiem Morza Bałtyckiego. Opowiada historie chrześcijan którzy wyemigrowali z Bliskiego Wschodu do Szwecji, uciekając przed wojną, muzułmanami, terroryzmem czy iracką „demokracją”. Co ciekawe, ludzie ci wspominają, że w przeciwieństwie do aktualnej sytuacji w Iraku prezydent Saddam Husajn „dbał o chrześcijan”. Zupełnie jak prezydent Baszar Asad w Syrii. Na początku Rosiak przedstawia podziały u bliskowschodnich chrześcijan mieszkających w Szwecji, co może być analogią do podziału Polaków, którzy mieszkają w Anglii. Czym różni się Asyryjczyk od Aramejczyka? – emigranci spekulują, że ten podział to efekt knucia Żydów.

Książka daje ogólny pogląd na historię, sytuację obecną i skomplikowane powiązania polityczne, religijne i społeczne w kilku krajach Bliskiego Wschodu: Turcji, Syrii, Iraku, Libanie, Egipcie i Izraelu. Autor, wędrując po Bliskim Wschodzie, przywołuje chrześcijańską historię odwiedzanych miejsc. To po tych rejonach podróżowali apostołowie, tu żyli biblijni prorocy, święci i królowie, tu powstawały ewangelie i tu mieszkali pierwsi chrześcijanie. Wyjaśnia też podziały wśród chrześcijan i omawia ich źródła. Opisuje różne spory religijne, teologiczne i filozoficzne sprzed wieków. Rosiak rozmawia z dostojnikami kościelnymi, biskupami, chrześcijańskimi mnichami, chrześcijanami na stanowiskach politycznych, odwiedza kościoły i klasztory mające 1500, a nawet 1800 lat, które dotrwały do naszych czasów w oryginalnym stanie, ogląda grobowce starożytnych świętych. Pisarz odwiedza miasteczko Hah w południowej Turcji, gdzie Trzej Królowie ujrzeli gwiazdę, która doprowadziła ich do Jezusa w Betlejem, kryptę pod koptyjskim kościołem Świętego Sergiusza, gdzie Święta Rodzina schroniła się na koniec pobytu w Egipcie, niedaleką kaplicę Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny, ze studnią, z której Maryja czerpała wodę dla Jezusa, miejsca, w których przebywał św. Antoni, pierwszy pustelnik w historii chrześcijaństwa, Bazylikę Zwiastowania Maryi w Nazarecie, skąd pochodziła rodzina Jezusa, Jerozolimę, gdzie Bóg został ukrzyżowany czy biblijne Emaus, w drodze do którego uczniowie spotkali Jezusa po zmartwychwstaniu.

(...)

sobota, 20 luty 2016 20:46

Węgierska droga

Kiedy pan profesor Jerzy Robert Nowak zapytał mnie, czy mogłabym napisać recenzję jego książki, zdziwiłam się, ale też uznałam tę prośbę za zaszczyt. Jestem przecież lekarzem, interesuję się bioetyką, nie jestem historykiem ani znawcą Węgier, co więc czytelnik taki jak ja, może opowiedzieć innym o zawartości książki tak szczególnej, tak precyzyjnej tak wiernie oddającej tytuł. Najpierw to, że przeczytałam ją jednym tchem.

Pomimo przedstawienia przez autora zagadnień, które w ostateczności dotyczą spraw codziennych Węgrów, realnego ich bytowania w konkretnej sytuacji politycznej, książkę czyta się jak powieść sensacyjną. Sposób wyjaśniania czytelnikowi aktualnej sytuacji Węgier zarówno zewnętrznej, jak i wewnętrznej jest klarowny, logiczny, bardzo systematyczny. Autor przeprowadza nas przez pasmo wydarzeń historycznych najnowszej historii Węgier – od 1956 roku, kiedy swoje rządy w tym kraju zaczął János Kádár, aż do obecnych rządów Viktora Orbána. Pisze o wydarzeniach często przemilczanych lub prawie zapomnianych albo słabo znanych przeciętnemu obserwatorowi życia społecznego.

Najwięcej miejsca autor poświęca wydarzeniom po roku 1989, kiedy to węgierski Okrągły Stół przyniósł o wiele korzystniejsze efekty dla opozycji i narodu, niż to było w Polsce. My, Polacy, niewiele dowiadywaliśmy się na ten temat, aby nie wzbudziła w nas ta wiedza nadziei na podobne wielkie zmiany demokratyzacyjne jak na Węgrzech. W większości uznawaliśmy nasz Okrągły Stół za duże osiągnięcie, gdyż nie mieliśmy pojęcia, że byli od nas lepsi. Dziś oczywiście wiemy, bo doświadczyliśmy po 1989 roku wielu cierpień związanych z polskim oszustwem okrągłostołowym, ale wtedy zdecydowana większość po prostu wierzyła mediom, a te milczały o węgierskiej przemianie ustrojowej, zdecydowanie odważniejszej i uczciwszej.

Oczywiście nie było całkiem różowo przez te wszystkie lata u naszych bratanków, ale, jak to krok po kroku odsłania autor książki, opozycja wobec starego układu, który czasem brał górę, rosła systematycznie w siłę. Już w 1998 roku pierwszy rząd Orbána mógł rozpocząć wyciąganie kraju z gospodarczej ruiny, głębszej nawet niż ta, z jaką mamy do czynienia w Polsce. Przez cztery lata Węgry pod rządami V. Orbána osiągnęły naprawdę wiele – znaczne oddłużenie, spadek inflacji, redukcję bezrobocia, wzrost realnych płac i ilości budowanych mieszkań, poprawę sytuacji rodzin, szerszy dostęp do edukacji, umocnienie patriotyzmu. Pomimo tak doskonałych rezultatów Fideszu i wygranych wyborów do parlamentu w 2002 roku, z powodu braku koalicjanta, niestety, rząd przejęła lewicowo-liberalna opozycja.

(...)

poniedziałek, 21 październik 2013 22:40

Co konserwatysta przeczytać musi

W przypadku poprzedniej książki amerykańskiego apologety i historyka konserwatyzmu, Benjamina Wikera – Dziesięć książek, które zepsuły świat. Ponadto pięć innych, które temu dopomogły – idealnie sprawdzała się sentencja, że „Idee mają konsekwencje” – będąca tytułem sławnej publikacji Richarda M. Weavera. Starannie wyselekcjonowane przez niego książki ukazywały czytelnikowi, w jaki sposób pewne dzieła spełniły w historii rolę ładunków, rozrywających fundamenty naszej cywilizacji. Od Lewiatana Hobbesa przez Księcia Machiavellego, Manifest komunistyczny Marksa i Engelsa do Zachowań seksualnych mężczyzn Kinsleya – wędrowaliśmy przez dzieła, które miały i wciąż mają wielką siłę rażenia i w mocny sposób wpływają na współczesność, nasz sposób myślenia o świecie, człowieczeństwie i sensie życia.

poniedziałek, 21 październik 2013 22:35

Między książką a makulaturą

To będzie zapewne najkrótsza recenzja w mojej karierze publicysty. Dzieło pana Alana Ridinga z grubsza trzyma się – mam nadzieję, ale to muszą ocenić historycy, specjaliści zajmujący się tą epoką – podstawowych faktów, które powinni znać czytelnicy zainteresowani tematem kultury francuskiej pod okupacją hitlerowską w latach 1940-1944. Skrajnie tendencyjna interpretacja tragicznych losów Francji sprawia jednak, że jest to pozbawiony większej wartości i de facto prokomunistyczny stek bzdur.

poniedziałek, 21 październik 2013 22:28

Jugosłowiański gułag

Gdy w 1948 roku Josip Broz Tito oficjalnie wystąpił przeciwko Stalinowi, z dnia na dzień najzagorzalsi zwolennicy sowieckiego cara bądź ci o takie sympatie jedynie podejrzani stali się wrogami jugosłowiańskiego systemu władzy. Ten zaś postanowił się ich bezlitośnie pozbyć albo przynajmniej odizolować od reszty społeczeństwa. Na Nagą Wyspę – Goli otok – miejsce, gdzie byli więzieni i prześladowani, trafiali zwykli obywatele i wielkie szychy – z byłymi ministrami i generałami na czele. To tu, „jugosłowiańska droga do komunizmu” w najwyraźniejszy sposób ujawniła swoje prawdziwe oblicze: mordercze, bez żadnych moralnych zahamowań i redukujące sumienie do podstawowych instynktów przetrwania.

piątek, 12 kwiecień 2013 00:37

Bez złudzeń

Wydaje się, że celem naszej polityki zagranicznej jest uzyskanie w stosunkach z Ameryką statusu zbliżonego do pozycji Izraela czy Korei Południowej albo Tajwanu (str. 46).

W tym samym czasie, kiedy na łamach „Gazety Wyborczej” obrażani są ludzie pragnący zachować pamięć o polskich Kresach 1), trudno jest krytykować publikacje, które mają popularyzować wiedzę o eksterminacji zamieszkałych tam rodaków oraz o innych, przemilczanych lub zafałszowanych aspektach II wojny światowej. Takich książek i artykułów nigdy nie będzie zbyt dużo. Wspólnota narodowa odcięta od swoich historycznych i kulturowych korzeni prędzej czy później przestanie być częścią narodu. Niestety, bywają jednak wydawnictwa wprawdzie szlachetne w swoich założeniach, lecz nie do końca udane. Od autorów kojarzonych z prawicą należy natomiast „wymagać więcej”, nie godząc się, aby sam temat był usprawiedliwieniem dla ewidentnych słabości i błędów dostrzeżonych w pracy.

wtorek, 15 styczeń 2013 00:38

Niepokorny poszukiwacz prawdy

Bardzo często brakuje mi głosu dr. Marka Jana Chodakiewicza w sytuacjach, gdy najemnicy salonu po raz kolejny występują przeciwko polskości, konserwatywnym wartościom, moralności i prawdzie historycznej. Co z tego, że ma on w „Tygodniku Solidarność” stały felieton, że od czasu do czasu jego artykuły bądź wywiady pojawiają się w mediach prawicowych. Mają one, niestety, często mały zasięg, co powoduje, że w żaden sposób głos tego wybitnego historyka nie dociera jako przeciwwaga w jakże często pozorowanych debatach, gdzie wszyscy lub absolutna większość ich uczestników mają takie same poglądy.

startPoprzedni artykuł12Następny artykułkoniec
Strona 1 z 2

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.