wtorek, 06 kwiecień 2010 11:50

Gra w dobrego i złego redaktora

Napisane przez

Zapewne prawie każdy kojarzy częsty w hollywoodzkich filmach i serialach motyw gry w dobrego i złego glinę. Gra ta polega w skrócie na psychologicznej sztuczce, jaką jest wcielanie się policyjnych funkcjonariuszy w różne, przeciwstawne sobie role. Najpierw (nie wiedzieć czemu, w odwrotnej kolejności niż wskazuje nazwa gry) przesłuchiwanego delikwenta bierze w obroty "zły glina", zachowujący się jak agresywny furiat, rzucając dookoła meblami, nie szczędząc pod jego adresem ciężkich bluzgów i poważnych gróźb, jednocześnie dając mu tym samym do zrozumienia, że jego losy są policzone.

 Jeżeli ?złemu glinie? nie udało się z zastraszanej osoby nic wycisnąć, jego miejsce zajmuje ?dobry glina?. Ten z kolei przyjmuje postawę łagodnej jak baranek, współczującej bratniej duszy przesłuchiwanego, której jedynym celem jest pomoc i wyciągnięcie go z opałów. Oczywiście delikatnie prowadzi przesłuchanie w takim kierunku, aby ? za pomocą wyszukanej perswazji i gestów solidaryzmu ? zrealizować cel identyczny, jak w przypadku swojego ?złego? poprzednika. Wyżej opisana zabawa i wielokrotna zamiana ról niekiedy potrafią trwać wiele godzin, aż wzięty w krzyżowy ogień pytań i zarzutów obiekt przesłuchania w końcu skapituluje. 

Owa gra przypomniała mi się w trakcie lektury felietonu z nr 7/2008 r. ?Newsweeka? autorstwa Tomasza Jastruna, czyli persony oddelegowanej przez Salon III RP tuż po śmierci Zbigniewa Herberta do arcybrudnej roboty (którą zwyczajnie nie chciał paskudzić sobie rączek nikt z pierwszego garnituru tego towarzystwa) ?zdemaskowania? Księcia Poetów, jako mającego problemy ze zdrowiem psychicznym frustrata (tak, tak panie Jastrun ? pamiętamy!).Znany publicysta napisał: Odwiedzam Muzeum Powstania Warszawskiego. Tyle trwała kwarantanna po PiS. Udało mu się wyprodukować i rozpowszechnić wirusa zatęchłego patriotyzmu, który zatruł moje serdeczne wobec ojczyzny myślenie.
 
Kuriozalna z pozoru deklaracja Jastruna skłoniła mnie do ogólnej refleksji nad podejściem polskich mediów głównego nurtu do patriotyzmu i wielu innych zagadnień mieszczących się w ramach tradycjonalizmu po symbolicznym 1989 roku. W niszowej prawicowej prasie można było dotychczas spotkać się z diagnozą odsłaniającą, delikatnie ujmując, jednoznaczną niechęć tych mediów wobec patriotyzmu. Został on przez okrągłostołowe elity uznany za główny składnik tworzący niebezpieczne jądro Ciemnogrodu, w którego objęciach ma do dziś znajdować się z definicji czarnosecinny polski naród, trwale niezdolny do przekształcenia się w zdrową, europejską nację z prawdziwego zdarzenia. Jakiekolwiek więc pozytywne wartościowanie patriotyzmu groziło w bałamutnej logice myślenia lewicowo-liberalnej inteligencji obudzeniem demonów nacjonalizmu, rzekomo głęboko drzemiących w rodakach. Ostrożnie więc z historyczną martyrologią, z gloryfikowaniem wydarzeń dla Polaków szczególnych, a napawających ich (często niesłusznie) narodową dumą. Inaczej ujmując: ostrożnie z tym patriotyzmem, wściekłe upiory trzymane na smyczy przez katoendecję (figura retoryczna namiętnie używana jako bezpieczny, zastępujący argumenty wytrych) mogą w każdej chwili zostać spuszczone na wolność!
 
Czy jednak stosunek establishmentu III RP do rzeczy tak w świecie ? mimo wszystko ?powszechnej, podstawowej i cenionej jak patriotyzm można zaklasyfikować jako ściśle wrogi? Moim zdaniem niezupełnie. Ów stosunek określiłbym raczej jako chłodny i dosyć wysublimowany intelektualnie, poprzetykany licznymi furtkami bezpieczeństwa dystans. W olbrzymim skrócie można to nastawienie sprowadzić do nieustającej, pełnej instrumentalizacji doktryny: ?może i tak, ale??. Wobec przejawów patriotyzmu (i innych zjawisk, o czym później) w polskiej historii, kulturze i polityce stosuje się w mediach usypiający czujność mechanizm, który nazwałbym grą w dobrego i złego redaktora.
 
Nie trzeba mi tłumaczyć, że niektórzy przedstawiciele polskiej śmietanki intelektualnej w głębi siebie w sposób atawistyczny odsądzają patriotyzm od czci i wiary. Często jednak fakt tradycyjnej obyczajowość Polaków w połączeniu z ryzykiem riposty ze strony stopniowo umacniającego się konserwatywnego odłamu opinii publicznej zniechęca ich do otwartego, frontalnego nań ataku. Akolici michnikowszczyzny doskonale zdają sobie sprawę, że wściekłe ataki w imię postępu na pewne zjawiska powszechnie kojarzone z tradycjonalizmem mogą zostać w konserwatywnym polskim społeczeństwie raczej źle przyjęte. Rozsądnie więc nie palą za sobą mostów. Salon nabrał słusznego przekonania, że niebezpieczne może być formułowanie własnej twórczości jedynie w oparciu o kanony rozumowania wychowanej przez siebie liberalnej inteligencji z dużych miast. Stąd pomysł dezorientującej gry w dobrego i złego redaktora. Zadaniem tego pierwszego jest uspokajanie potencjalnie oburzonej części opinii publicznej, dając do zrozumienia, że wszystko jest w porządku i np. nikt tutaj sobie z patriotów albo z duchowieństwa nie dworuje. Z kolei ?zły redaktor? mniej lub bardziej subtelnie, ale zdecydowanie kokietuje tzw. Jasnogród, czyli odbiorców, których mierzi nadwiślańska rzekoma ciemnota, zacofanie i bigoteria. Świadczy o tym dobitnie casus prof. Andrzeja Nowaka, który niedawno zmuszony został do przeprosin i wycofania się z wyrażonego w dwumiesięczniku ?Arcana? poglądu, że Adam Michnik nie wykazuje się w żaden sposób patriotyzmem, a jego gazeta bezustannie sugeruje, iż polskość to nie jest ofiara, tylko oprawca, coś, czego trzeba się wstydzić i od czego trzeba się odciąć. Sygnał jest wyraźny: za inkryminowanie dyżurnym autorytetom moralnym niechęci wobec własnego kraju, podobnie jak za coraz większą ilość niepoprawnych opinii, grozi dziś proces sądowy. Nie ma zmiłuj. Ten rodzaj błyskawicznej reakcji z zarzutem o brak patriotyzmu w tle, która o mało co nie skończyła się w sądzie, to nic innego jak ?dobry redaktor? w akcji! Ale spokojnie, od czasu do czasu w podobnych kwestiach główna centrala Salonu musi przecież puścić oczko do swoich wielbicieli, dając im do zrozumienia, że mimo ewentualnych wątpliwości nadal pozostaje ich reprezentantem. Czyli, jak to skromnie ujmuje w tytule swojego dodatku tygodnik ?Polityka?, dalej jest ?niezbędnikiem inteligenta?. Wówczas na scenę wychodzi ?zły redaktor?.
 
Przy okazji ostatnich obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego w tę osobliwą rolę wcielił się Tomasz Żuradzki, który 17.08.2007 r. zamieścił w ?Gazecie Wyborczej? artykuł o wymownym tytule Patriotyzm jest jak rasizm. Właściwie tekst ten równie dobrze mógł składać się jedynie z tezy zawartej w tytule, gdyż poziom argumentacji i logika rozumowania ograniczały się do uparcie forsowanego uzasadnienia: ?bo tak, i już!?. Był to de facto jeden z niewielu przypadków, kiedy to lewicujące środki masowego ogłupiania ugodziły w zjawisko patriotyzmu zupełnie jawnie i z całą stanowczością, a nie, jak zazwyczaj, w sposób zakamuflowany i gdzieś między wierszami. Po prostu gazeta, której w wielu sprawach z pewnością nie jest wszystko jedno, postanowiła przypomnieć swoim czytelnikom, że nadal stanowi światłą zaporę przeciwko siłom Ciemnogrodu i główny ośrodek humanizmu nad Wisłą. Przezorną ostrożność w antypatriotycznej retoryce obrazuje doskonale przytoczona wcześniej krótka opinia Tomasza Jastruna. Z jednej strony wspomina wyraźnie o ?wirusie zatęchłego patriotyzmu?, z drugiej zaś sprytnie pozostawia sobie furtkę bezpieczeństwa, deklarując własne ?serdeczne wobec ojczyzny myślenie?. Ośmielam się zadać pytanie: jeżeli patriotyzm (pardon, zapomniałbym ? obowiązkowo zatęchły) to nie jest właśnie przede wszystkim serdeczne wobec ojczyzny myślenie, czym w takim razie jest? Podkreślam, że nie mam zamiaru uderzać tutaj w wysokie tony i przesądzać, czy rzeczywiście jest on patriotą, czy autentycznie myśli o ojczyźnie życzliwie, czy nie. Ferowanie kategorycznych osądów moralnych nie przychodzi mi z taką łatwością, jak jego środowisku, cytuję go jedynie, by bardziej precyzyjnie opisać zasady tytułowej gry. Jastrun, przy użyciu karkołomnych intelektualnych wygibasów, nie po raz pierwszy próbuje dokonać trudnej sztuki znalezienia sposobu jak zjeść ciastko i jednocześnie mieć ciastko. Zrozumiałbym jeszcze, gdyby pisał o ?patriotyzmie w wydaniu pisowskim?, lecz wspomina on o patriotyzmie w ogóle, który to PiS-owi udało się jedynie rozbudzić. Czyli pomimo jednoznacznej krytyki anachronicznego patriotyzmu publicysta ?Newsweeka? zdaje się podkreślać, że w zasadzie patriotą to on jest pełną gębą!
 
(...)
Wyświetlony 5047 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.