wtorek, 27 kwiecień 2010 14:34

Herbert, czyli zuchwała próba kradzieży poety

Napisane przez

W latach 60. po pijanemu potrafił przez otwarte okno krzyczeć na całą Świerczewskiego, że nienawidzi komunistów i że ich powywiesza. Kiedyś przyszli po niego ubecy, to ich zrzucił ze schodów. W stanie wojennym tym ubekom z białego samochodu też ubliżał przez okno 1).

Oto migawka historyczno-psychologiczna pokazująca, jak toczył się (i toczy) nieustanny ?bój? o naszą pamięć i świadomość. Mały wstęp do większej całości. Warto nad tym się pochylić, żeby zachować trzeźwy osąd i poznać metody stosowane w tej walce.

Najpierw chciano go zwyczajnie otruć.

W lutym 1975 roku, podczas XIX Zjazdu Literatów w Poznaniu, Zbigniew Herbert, delegat oddziału warszawskiego, już Pan Cogito, jak go nazywano, albo ?Pan Sum?, sygnatariusz ?Listu 15??, domagającego się praw dla Polonii radzieckiej, w przeddzień wyborów wypił w swoim pokoju wodę mineralną i padł na podłogę. Doczołgał się jednak jakoś do łazienki, zwymiotował, zawiadomił kolegów, którzy zawieźli go do szpitala na badania, a butelkę z wodą na MO 2).

Do tej pory nie wyjaśniono tej kwestii: czy ktoś chciał go otruć, czy tylko podtruć? W każdym razie starano się go wyeliminować. Nie tylko podczas tego zjazdu.

(?) najbardziej dramatyczny okres w życiu Herberta to wcale nie stalinizm. Był wtedy młodym, samotnym poetą, dopiero zapowiadającym się. Najbardziej dramatyczny był właśnie ten okres ostatni, kiedy zdecydowanie artykułował swoje antykomunistyczne poglądy, zerwał z przyjaciółmi z opozycji, którzy go za to ostro, brutalnie zaatakowali 3). Taka jest opinia Joanny Siedleckiej, autorki biografii ?pana od poezji?.

9 lipca 1985 roku, w wywiadzie udzielonym Jackowi Trznadlowi na potrzeby książki Hańba domowa, bez żadnej pobłażliwości potraktował wszystkich tych twórców, którzy opowiedzieli się po stronie stalinizmu. Przedziwnym zrządzeniem losu wielu tych luminarzy kultury po przemianach okrągłostołowych stało się ?autorytetami moralnymi? i mogło wygłaszać swoje ?bezkompromisowe? poglądy. Oczywiście, w ?Gazecie Wyborczej?!

Jeżeli poeta sprawia kłopoty, można go uciszyć albo ?ukraść?. Pana Cogito zakneblować się nie da, więc pozostaje tylko kradzież. Jak to zrobić? Życzliwym piórem publicysty.

Jak wspomina żona poety, Katarzyna ? kiedy Adam Michnik latami siedział w więzieniu, gotów był [Herbert] dać się za niego porąbać. I wtedy wszystko by mu oddał 4). 

Pierwszy poważny rozdźwięk, a już właściwie konflikt pomiędzy Michnikiem a Herbertem nastąpił, kiedy to Herbert w 1990 roku zamiast na Mazowieckiego postanowił głosować na Wałęsę. To już nie było ?słuszne?.
W 1994 roku, pisząc list w sprawie Kuklińskiego do prezydenta Wałęsy, kolejny raz zabierał głos w dyskusji nt. postaw moralnych wobec ?ludowej? ojczyzny. Po prostu zrobił w sprawie Kuklińskiego to, co mu sumienie kazało. 5) 

A z sumieniami bywało różnie.

Sumienie literatów czasów ?prlu 6)? tak opisywał prof. Jacek Trznadel: Najczęściej akceptują oni tamto swoje uczestnictwo lub je tłumaczą. Wnoszą, że nie byli sprawcami zła moralnego i społecznego, gdyż według nich element sprawczy znajdował się na zewnątrz. Lub przekonują, że współtworząc kulturę akceptującą tamto państwo, prowadzili swoistą grę, której celem i skutkiem było ratowanie jakiejś innej, prawdziwej kultury: ?Byłem zaangażowany w Grę: ustępstw i zewnętrznych oświadczeń lojalności, podstępów i zawiłych posunięć w obronie pewnych walorów? 7). Tak stawia sprawę Czesław Miłosz, ukazując strategię swoich życiowych i politycznych wyborów,  już od czasu okupacji, jako ?troskę o zdrowie polskiej poezji w perspektywie nie lat, ale stuleci? 8). Służbę komunistycznemu reżimowi uzasadniał potrzebami swego duchowego rozwoju: ?Być we właściwym obozie: wyrachowanie, ale wyższego rzędu (...)? 9) Miłosz idzie tu dalej niż inni, relatywizując czynnik etyczny życia, gdyż według niego nieetyczne działanie może być usprawiedliwione osiągniętym poziomem twórczości 10).

Opracowana dokładnie pół wieku temu przez Leona Festingera teoria dysonansu poznawczego mówi, że w przypadku wystąpienia w świadomości sprzecznych, niespójnych z sobą informacji (treści poznawczych) pojawia się przykry stan psychiczny, domagający się jego likwidacji. Im większa rozbieżność, tym większy odczuwany dyskomfort. Innymi słowy, w sytuacji, kiedy to okazuje się, że nie jesteśmy tak wspaniali, jak o sobie myśleliśmy, odczuwamy przykre swędzenie duszy.

Niewątpliwie Herbert w ?ilościach przemysłowych? wytwarzał pośród elit ów przykry stan emocjonalny. Był żywym dowodem na to, że można było żyć inaczej, że można było nie pisać tekstów ku czci komunizmu, nie wysługiwać się władzy, za to żyć z szeroko otwartymi oczami. I głośno o tym mówić.

Wydaje się, że sam Herbert do końca nie rozumiał tego mechanizmu. Jacek Trznadel pisał tak: W rok po udzieleniu tego wywiadu pisał do mnie w 1986 z Biarritz: ?Ostatnio tutaj biały Rosjanin palnął sobie w łeb, a ty, który wiesz wszystko, odpowiedz mi na pytanie, dlaczego robią to wyłącznie biali. Sądzę, że to fundamentalna ontologiczna niesprawiedliwość. Jak mówił mój przyjaciel Tyrmand, co ja takiego zrobiłem, że ludzie się na mnie boczą, sarkają, a nawet popluwają. Parę banałów i trochę pogardy, więc skąd to całe zamieszanie? Mówię ci, bo sprowokowałeś. Odwoływać wszelako nie będziemy? 11).

I niczego nie odwołał.

Dlatego został usunięty z salonów. Wstępny zabieg ?higieniczny?.

Zdaniem Katarzyny Herbert, przekroczył wszelkie granice wytrzymałości ówczesnego establishmentu w 1994 r., kiedy ukazał się wywiad Zbyszka dla Gelberga 12), ówczesnego naczelnego ?Tygodnika Solidarność?. ?Gazeta Wyborcza? odpowiedziała artykułem pt. Pan Cogito ma kłopot z demokracją autorstwa Marka Beylina 13).

O czym mówił i na jakie tematy wypowiadał się Herbert, że ?GW? postanowiła ustosunkować się do nich? I drugie pytanie: dlaczego nad tym akurat artykułem chcemy się zatrzymać? Czy może jest on w jakiś wyjątkowy sposób bardziej agresywny albo złośliwy od innych tekstów, odnoszących się do poglądów Herberta? Nie, wręcz przeciwnie ? w żadnym wypadku nie można go nazwać napastliwym czy nawet niegrzecznym. Ale pokazuje on, naszym zdaniem, sposób myślenia ówczesnych elit, przesłanki, na których były konstruowane wnioski, i płynące z nich konsekwencje ? a z racji wyjątkowego miejsca zajmowanego pośród mediów przez ?GW? ? na ich wpływ na przestrzeń i jakość dyskursu społecznego w Polsce. Z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że okrągłostołowe elity starały się, i dalej się starają, wyeliminować i zmarginalizować poglądy polityczne głoszone przez Herberta. ?Tak ? dla jego poezji. Nie ? dla poglądów?. Ponadto konsekwencje poprawnego lub niepoprawnego rozumowania daleko wykraczają poza życie jednostek 14), o czym zresztą zapewne wiedział i autor artykułu, skoro sam w latach 90. wspólnie z naukowcami niemieckimi, francuskimi i czeskimi zajmował się badaniami nad pamięcią zbiorową społeczeństw 15).

Granice mojego języka są granicami mojego świata ? głosi zdanie z Traktatu logiczno-filozoficznego L. Wittgensteina. Jakie zatem granice zakreślił artykuł Beylina?

Artykuł ten jest dobrym przykładem manipulacji medialnej. Spróbujemy przyjrzeć mu się.

Nadtytuł i tytuł artykułu: Pan Cogito ma kłopot z demokracją i Nieżyciowy doktryner nie tyle określają problem, ile stawiają ? jako już dowiedzioną ? tezę, która ukazana jest tu jako prawda.

I dalej: Co się stało ze Zbigniewem Herbertem ? przemawia jak nieomylny sędzia, spogląda z wysoka na pokraczne ludzkie kukły. Właściwie nic się nie stało. Po prostu jego niezłomność, pogarda dla kompromisu, tak niegdyś godne podziwu, zderzyły się z normalnością 16). 

Samo rozpoczęcie akapitu (Co się stało ze Zbigniewem Herbertem) przywodzi na myśl znaną z retoryki tzw. figurę myśli anakoinosis (?nibynarada?, odwołanie się do słuchaczy). Przypomnijmy, że wyróżniane przez retorykę ?figury myśli? służyły emocjonalnym, intelektualnym i estetycznym celom perswazji 17). Ponadto: anakoinosis jest to figura stosowana najczęściej w oratorstwie sądowym, gdy mówca oddaje sprawę do rozstrzygnięcia sędziom (ławie przysięgłych) albo odwołuje się do uczestników rozprawy 18), więc już po pierwszym akapicie możemy domyślać się, że będziemy mieli do czynienie z przewodem sądowym, z procesem nad Zbigniewem Herbertem i? wyrok już znamy.

To nie koniec ? retorsio argumenti, który wedle klasyfikacji taktyk erystycznych Schopenhaeura (do której będziemy się odwoływać w dalszym ciągu naszego artykułu) nazwany został jako Sposób nr 26: Nader błyskotliwym chwytem jest odwrócenie kierunku argumentu, polegające na tym, iż argument zastosowany przez przeciwnika z myślą o własnej korzyści wykorzystujemy przeciwko niemu dla naszej korzyści. Np. gdy przeciwnik mówi: To jest jeszcze dziecko, trzeba być dlań pobłażliwym, stosujemy takie oto retorsio: Właśnie z tego powodu, że to jeszcze dziecko, należy mu się kara, by jego złe nawyki nie zakorzeniły się 19).  Inaczej mówiąc, mamy tu przykład przewartościowania: zalety stają się wadami. Okazuje się, że należy relatywizować moralność, że zdaniem p. Beylina ? wówczas współpracownika (od lat dziewięćdziesiątych) ?GW?, a obecnie szef działu świąteczna/opinie ? takie cechy charakteru jak ?niezłomność? i ?pogarda dla kompromisu? są pojęciami nie tylko względnymi, ale i ? co możemy przypuszczać, skoro zderzyły się z normalnością ? destrukcyjnymi, zatem czy ta konstrukcja perswazyjna nie łączy się ?harmonijnie? także ze Sposobem 33: ?Może to słuszne w teorii, w praktyce jest jednak fałszywe?. ? Stosując taki sofizmat, uznaje się przyczyny, a przeczy skutkom 20)?

Czy taka cecha jak ?niezłomność? jest dobra tylko w teorii?

Trzeba również podkreślić zastosowany przez Beylina dobór środków stylistycznych, służących scharakteryzowaniu samego Herberta: Pan Cogito ma kłopot z demokracją, nieżyciowy doktryner, nieomylny sędzia. To Schopenhauerowski ?Sposób Ostatni?, który Polega na tym, że (...) porzuca się przedmiot sporu i zamiast tego atakuje się osobę przeciwnika w jakikolwiek bądź sposób 21), albo też przykład Sposobu 32: Przeszkadzające nam twierdzenie przeciwnika możemy łatwo usunąć lub uczynić podejrzanym, zaliczając je do jakiejś nienawistnej nam kategorii pojęć (...) 22). A sformułowania, że spogląda z wysoka na pokraczne ludzkie kukły ? czyż nie należy potraktować jako insynuację? Przypomnimy tylko, że wedle słownikowej definicji insynuować ? w złośliwej intencji podsuwać myśli krzywdzące kogoś; umyślnie budzić podejrzenia; imputować, wmawiać, sugerować, a łac. (se) insinuare oznacza ?wśliznąć się; wkraść się (w czyje zaufanie)? 23).

To naprawdę bardzo ciekawe: kiedy i na kogo ?Pan Cogito? tak spoglądał? Na wspierających i współpracujących dla własnych korzyści z narzuconym Polsce reżimem ? na pewno...

Wedle teorii lingwistycznej Sapira-Whorfa, używany język wpływa w mniejszym lub większym stopniu na sposób myślenia i każdy język determinuje w specyficzny sposób postrzeganie rzeczywistości przez jego użytkowników. Jaki sposób myślenia ma Beylin, a jaki Herbert? Jeden akapit, a jakie możliwości analizy się otwierają!

Wróćmy do lektury, omawianego artykułu. Największy rozgłos uzyskały wypowiedzi, w których sportretował Czesława Miłosza jako człowieka bez twarzy i tożsamości, ?intelektualnego mordercę? publicznie opowiadającego się za przyłączeniem Polski do Związku Radzieckiego. Ale równie skrajne opinie wygłosił Herbert o innych postaciach polskiego życia publicznego. Co dla pt. Czytelników jest większą skrajnością: pogląd optujący ?za przyłączeniem Polski do Związku Radzieckiego? czy nazwanie Cz. Miłosza ?intelektualnym mordercą?? Nam wydaje się, że dla Marka Beylina to drugie.

Przejdźmy do istoty artykułu i do przytoczonych przez jego autora cytatów z ?Tygodnika Solidarność?: (...) Wielu z nas sądziło, że po 1989 roku, choć nie zbudujemy od razu raju na ziemi, to przynajmniej otrząśniemy się z dawnego kłamstwa. Nie było to możliwe, ponieważ ludzie elit, tłumacząc swe dawne postawy ukąszeniem Heglowskim (wg mnie było to raczej ukąszenie Bermanem) nie stworzyli języka prawdy. (...) Za to za zatarcie różnic [między III RP a PRL ? przyp. M.B.] odpowiedzialne są nie tylko nowe elity, ale te dawno utworzone. Ich hierarchia utrzymuje się do dziś. Są to elity zawodowe, nawet po śmierci: elity trupów. (?TS?, 2 XI 94).

I dalej: Zdrajcy, szpicle, tchórze.

Herbert opisuje współczesną Polskę za pomocą dosadnej inwektywy. Tworzy swoistą galerię portretów ludzi znamionujących nowe czasy. Michał Strąk ?wystawia na ciężką próbę moją katolicką wiarę. Patrząc na niego, nie mogę pojąć, że Pan Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje?. (?TS?, 30 września 1994).

O Aleksandrze Kwaśniewskim: Kobiety takich nie lubią. Mówią ? ci z oczopląsem to maniacy seksualni lub szulerzy (?TS?, 30 września 1994). O Wojciechu Jaruzelskim: Na liście cnót Generała brak tylko jednej ? odwagi. Jest to mankament bolesny, dojmujący, poważny i trudno po prostu dać sobie z tym radę. Bo przecież, mówiąc brutalnie, generał musi być odważny, za to mu płacą (jako ?Patryk?, ?TS?, 7 października 1994). Tadeusz Mazowiecki cały i bez reszty wywodzi się ze sztuki ludowej, którą handlowała kiedyś Cepelia. Rysy ma drewniane, posturę drewnianą, głos drewniany, należy więc chyba raczej do folkloru niż do polityki. Ale pójdźmy na kompromis i powiedzmy, że jest okazem politycznego folkloru (?TS?, 30 września 1994).

O Adamie Michniku: Nie rozumiem, dlaczego tylu moich znajomych oburza, gniewa, irytuje Michnik. Jest on klasycznym przykładem kariery komunistycznego Dyzmy (?TS?. 11 listopada 1994).

I najgorszy, bo największy z nich wszystkich, Czesław Miłosz: Nasz noblista np. pisywał felietony w prasie codziennej. Tylko strach może zmusić zdrowego na ciele i umyśle mężczyznę ? do takich ekscesów, konformizmu i kłamstwa. (...) Po ?wybraniu wolności? Miłosz trafił podwójnie źle. Paryż był wówczas całkowicie lewicowy i sytuacja Miłosza była dwuznaczna: bo choć jeszcze w czasie okupacji przywdział kostium lewicowca, to potem zdradził ojczyznę socjalizmu. (...) Najważniejszy jego problem to brak poczucia tożsamości. Na ten poważny feler psychiczny znalazł radę: ogłosił się obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego czy Republiki Obojga Narodów. To ładne i bardzo wygodne, a przy tym zwalnia od wszelkich obowiązków wobec aktualnej rzeczywistości (?TS?, 11 listopada 1994).

P. Beylin ma spory problem. Cały panteon bohaterów i ?autorytetów moralnych? powstały (między innymi) z namaszczenia ?GW? został jednoznacznie negatywnie oceniony i tym samym podważony. Bez żadnych niedomówień ze strony Herberta, bez cienia wątpliwości. No i co z tym zrobić?

Można napisać tak: Uderza brutalność zgromadzonych cytatów. Tak mógłby przemawiać Nieomylny Sędzia, spoglądając z wysoka na pokraczne ludzkie kukły plączące się po historii. Herbert odziera bowiem swoich przeciwników z człowieczeństwa. Nie atakuje poglądów ani wyborów życiowych, gdyż pokazuje, że nie mają oni rzeczywistych poglądów ani prawdziwych biografii. Są jedynie zlepkiem koniunktur, którym zawsze ulegali.

Tak właśnie portretuje Herbert zarówno niedawnych komunistów, jak ludzi z biografiami opozycyjnymi. Wszyscy oni tworzą jeden krąg zdrajców. Ci z opozycji są nawet gorsi, bo zaparli się roli strażników wartości i pamięci i kuszą niczym Chór z wiersza Prolog: Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy życia strumień wstąp. A skoro teraz okazali się niewierni, to nigdy wierni nie byli. I pod piórem Herberta zmienia się współczesna historia Polski 24).

Poza już wcześniej omówionymi spostrzeżeniami, chcielibyśmy zwrócić uwagę (bo o roli takich konstrukcji językowych jak: dosadna inwektywa, uderza brutalność cytatów, Herbert odziera przeciwników z człowieczeństwa już wspominaliśmy), że tu nie tylko mamy do czynienia z nadmiernym uogólnieniem (wedle Schopenhaeura jest to Sposób 1), ale i z ponowną próbą sprowadzenia poglądów Herberta do absurdu. Ponadto autor nie ujawnia dwóch przesłanek na mocy, których sam feruje sądy:

1. nie można pisać krytycznie o tzw. autorytetach moralnych, ponieważ stanowi to inwektywę;

2. ?autorytety moralne? stanowią jedność pojęciową z Polską.

Drugą przyczyną błędnej oceny okrągłostołowych elit, zdaniem Marka Beylina, jest tworzenie przez Zbigniewa Herberta własnej wizji historii III Rzeczypospolitej. W dalszym ciągu swojego artykułu p. Beylin napisał tak: Wtajemniczeni w prawdę. Czytam tę Herbertowską opowieść i zadaję sobie pytanie: co się stało z Herbertem? I znajduję najsmutniejszą z odpowiedzi: stało się bardzo niewiele. Sposób, w jaki opisuje Herbert ludzi, kojarzy mi się z przeszłością. W latach 70. należałem do środowiska ?opozycyjnej młodzieży?. (...) Naszą miarą codzienności byt herbertowski heroizm, norma ustanowiona przez umarłych, którą Herbert głosił dla żywych: idź wyprostowany wśród tych co na kolanach / wśród odwróconych plecami i obalonych w proch / ocalałeś nie po aby żyć / masz mało czasu / trzeba dać świadectwo. To przesłanie pozwalało nam funkcjonować z dala od społeczeństwa. Sprzeczności, powstające w zetknięciu się bezwzględnej normy nieuczestniczenia w kłamstwie z wymogami życia, pracy, zarobkami itd., rozwiązywaliśmy albo staraliśmy się rozwiązywać przeciw codziennym przymusom życiowym. I tego samego oczekiwaliśmy od innych. A jeśli nie spełniali tych wymogów, tolerowaliśmy ich, lecz nie omieszkiwaliśmy przypominać im tej słabości, co przychodziło tym łatwiej, że nie mieliśmy wówczas wielu zobowiązań życiowych.

Tworzyliśmy ekskluzywny klub wtajemniczonych w prawdę, a jednym z naszych Wielkich Mistrzów był Herbert. Po naszej stronie były zasady i wartości, dramat i patos polskiej historii, a dla tamtych, ludzi spoza kręgu prawdy, ironiczna inwektywa, pozbawiająca ich twarzy i człowieczeństwa. Tak było, bo naszą tożsamość tworzyła również ta radykalna tradycja, w której na polską historię składały się jedynie zdrady i czyny bohaterskie, konflikty między życiem codziennym a wymogami etyki, między ocalaniem pamięci a ocalaniem siebie w teraźniejszości 25).

W powyższym ustępie ponownie zwrócimy tylko uwagę, że autor sugeruje, iż system normatywny stosowany i głoszony przez Herberta jest: nieżyciowy, doktrynerski i daleki od rzeczywistości zwykłych ludzi. Z wierności zasadom i wartościom czyni zarzut, ponieważ zdaniem autora służyła ona jedynie do kontestacji własnej niezłomnej postawy i płynącej z niej pogardy dla zwyczajnie żyjących ludzi. Generalnie publicysta ?GW? stara się dowieść, że Herbert i jego normy oraz wartości nie nadają się do oceny obecnej rzeczywistości (Sposób 33). Dokonuje klasyfikacji Herberta jako radykalnego i heroicznego pięknoducha.

 

Przypisy:

1 Jacek Żakowski, Pani Herbert. Rozmowa Jacka Żakowskiego z Katarzyną Herbert, Gazeta Wyborcza,  2000, nr 303, 30/12/2000-01/01/2001

2 Joanna Siedlecka,  Pan od poezji. O Zbigniewie Herbercie, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2002, str. 321.

3 Magdalena Walusiak, Szukanie prawdy o Herbercie. Rozmowa z Joanną Siedlecką, www.kultura.org.pl/, 2002-11-15.

4 Jacek Żakowski, Pani Herbert...

5 Jacek Żakowski, Pani Herbert...

6 Określenie Herberta.

7 Czesław Miłosz: Zniewolony umysł. Wyd. II. Instytut Literacki, Paryż 1980, s. 14.

8 Czesław Miłosz: Zaraz po wojnie. Kraków 1998. Znak, s. 10.

9 Czesław Miłosz: Tygrys [w:] Rodzinna Europa. Paryż 1959, s. 225-226.

10 Jacek Trznadel, Czesław Miłosz ? lewy profil, Arcana, 1999, nr 3 (27), www.jacektrzandel.

11 Jacek Trznadel, Zbigniew Herbert na miarę ?Wyborczej?, ?Życie? z dnia 2001-01-11,  www.a.cba.pl/cba2.js.

12 Jacek Żakowski, Pani Herbert...

13 W latach 70. i 80. działacz opozycji demokratycznej, współredagował podziemne pismo ?Krytyka?. Od początku lat 90. współpracownik ?Gazety Wyborczej?, a od 1997 r. jej stały felietonista. W 2001 r. został zastępcą szefa działu kultury, a w styczniu 2002 r. kierownikiem działu. W sierpniu  2003 r. objął stanowisko szefa działu świąteczna opinie Za: www.agora.pl.

14 Kazimierz Trzęsicki, Logika. Nauka i Sztuka, Temida2, Bialystok 1996.

15 www.agora.pl

16 Marek Beylin, Pan Cogito ma kłopot z demokracją, ?Gazeta Wyborcza? (54)  z dn. 4-5 marca 1995, str. II.

17 Mirosław Korloko, Sztuka retoryki, Wiedza Powszechna, Warszawa 1990, str. 114.

18 Tamże.

19 Artur Schopenhaeur, Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1983, str. 71.

20 Tamże, str. 83.

21 Tamże, str. 88.

22 Tamże, str. 82.

23 www.slownik-online.pl/kopalinski/

24 Marek Beylin, Pan Cogito...

25 Tamże.

(...)

Wyświetlony 3933 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.