wtorek, 27 kwiecień 2010 15:31

Wybić się na własność i podmiotowość

Napisane przez

1989 roku proklamowano, że własność ma być podstawą nowego ustroju. Kwestionowanie tych założeń jest więc kontrrewolucją.

Ubiegłoroczna nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych umożliwia ponad 900 tys. lokatorów stać się właścicielami zajmowanych mieszkań. Umożliwia im również rzeczywistą kontrolę zarządzających, którzy wywieszając czarne flagi ostrzegali, że to likwidacja spółdzielczości. Tymczasem to szansa na jej odrodzenie.
 
Wartość majątku ponad 3,6 tys. spółdzielni mieszkaniowych szacuje się na 450 mld zł. Roczne wpływy z czynszu sięgają 20 mld zł, a niejedna spółdzielnia ma obroty przekraczające 1 mld zł rocznie. Zarządzający tak olbrzymim majątkiem wykorzystują go na różne sposoby, tym chętniej, że podlegają tylko kontroli wewnętrznej. Nic więc dziwnego, że tak uporczywie przeszkadzają w uwłaszczaniu się członków spółdzielni.
 
Tylko w ciągu miesiąca od wprowadzenia ustawy umożliwiającej uwłaszczenie w spółdzielniach mieszkaniowych do rzecznika praw obywatelskich wpłynęło pół tysiąca skarg. Ludzie kwestionują nabywanie mieszkań za grosze. Charakterystyczne, że są to wnioski przygotowywane przez zarządzających, pod którymi następnie podpisują się spółdzielcy. To paradoks. Nie chcą prawa do odrębnej własności mieszkań.
 
Swego czasu podczas dyskusji publicznych przed referendum uwłaszczeniowym Marek Borowski (nb. absolwent SGPiS) przekonywał, że jak ludzie staną się właścicielami mieszkań, to je sprzedadzą i przepiją. Tak więc własność tylko w deklaracjach miała być podstawą przemian ustrojowych, co nie przeszkadzało partyjnej nomenklaturze uwłaszczać się państwowym majątkiem.
 
PRL-owska skamielina
 
Do zeszłego roku Polska była jedynym krajem w UE, gdzie nie uregulowano kwestii własności mieszkań. Obowiązywała patologiczna forma ?socjalistycznej własności?. Ustawa z 1961 roku wprowadziła dziwoląg prawny ? spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego, pozbawiając członków spółdzielni własności mieszkań. Mieli tzw. ograniczone prawo rzeczowe, bo ostatecznie decydowała spółdzielnia. ? Odwróciliśmy historię ? mówi prof. Adam Biela (KUL, b. senator). ? Od 1961 roku oszukiwano ludzi, nawet nie tłumacząc im, że stracili własność. Teraz przywróciliśmy ją, co ma również znaczenie moralno-symboliczne.
 
Przez cały czas grubokreskowo-neoliberalnej transformacji lewica z uporem przeciwstawiała się rozproszeniu własności, właściwemu rozwiniętej gospodarce rynkowej. W 2000 roku prezydent Kwaśniewski wetuje ustawę uwłaszczeniową. W 2001 roku (za rządów AWS) ustawa zakazuje stosowania spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego. Jednak już w następnym roku SLD nowelizuje ustawę, przywracając tę socjalistyczną atrapę. Zresztą, ku radości zarządzających, którzy chętnie napuszczają spółdzielców na kupowanie jej, po uważaniu udzielając upustów.
 
W końcu, w 2005 roku Trybunał Konstytucyjny orzeka, że spółdzielnia nie może zarabiać na swoich członkach, jednak nie likwiduje fikcyjnego prawa własności. ? Wprowadzając uwłaszczenie, sankcjonujemy prawa, jakie spółdzielcy nabyli w przeszłości, spłaciwszy kredyt w wielkości nominalnej ? mówi Grzegorz Tobiszowski (poseł PiS). W ustawie nie ma mowy o tym, że komuś coś dajemy, że spółdzielnie mają sprzedawać mieszkania za grosze. Jeżeli spółdzielca spłacił kredyt, rozliczył się ze spółdzielnią z kosztów budowy swego mieszkania i nie zalega w opłatach eksploatacyjno-remontowych, to może przekształcić spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego w odrębną własność, czyli prawo do własności lokalu.
 
 
Być na swoim
 
Po wejściu ustawy w życie, zarządzający spółdzielniami torpedowali ją jak tylko mogli, dyskredytowali w czasopismach, jakie wydaje wiele spółdzielni, zresztą za pieniądze członków. W Mysłowicach wnioski o uwłaszczenie skonstruowano tak zawile, że ludzie nie wiedzieli, o co chodzi. Żądano od nich deklaracji dalszego istnienia obecnej struktury zarządzającej. Sprawa trafiła do prokuratury. W wielu spółdzielniach nie szkolono administracji, jak wdrożyć ustawę, tylko jak jej przeciwdziałać, jak ją blokować.
 
Zyskując odrębną własność mieszkania, spółdzielcy uniezależniają się od zarządzających. Ich prawa właścicielskie potwierdza księga wieczysta, a nie zarządzający. Spółdzielca może swe prawo własności swobodnie zbywać lub przekazywać w spadku. Uwłaszczenie daje mu też możliwości ekonomiczne. Mieszkanie może też być zabezpieczeniem dla kredytu, bądź aportem do spółki kapitałowej.
 
Przez całe dziesięciolecia prezesi ? panowie na blokowiskach ? traktowali mieszkania jako majątek spółdzielni. ? Czuli się panami wszystkiego ? mówi Jarosław Gazy z warszawskiej spółdzielni ?Jary?. ? Spółdzielnia to ja ? chwalili się, a mój majątek to kilkadziesiąt milionów złotych. A przecież spółdzielnia to prywatna własność jej członków.
 
Być właścicielem, to być podmiotem w organizacji spółdzielczej i ? przede wszystkim ? być niezależnym obywatelem. Nie można więc mówić o społeczeństwie obywatelskim bez upowszechnienia własności. Tymczasem prezesi ? utożsamiając się ze spółdzielnią, przyzwyczaili się uzurpować sobie prawo do własności mieszkań, chociaż to członkowie spłacali kredyty (w części umorzone przez państwo). Niemniej, to właśnie uwłaszczenie powinno przywrócić spółdzielczości jej dawny charakter i znaczenie. ? Zaletą spółdzielczości zawsze była jej umiejętność aktywizacji społeczeństwa ? uważa Krzysztof Tchórzewski (PiS). ? Samoorganizowanie się, prospołeczne działania nie są dziś powszechną cechą społeczeństwa.
 
Poza kontrolą
 
Spółdzielnie są organizacjami demokratycznymi. Każdy spółdzielca ma jeden głos. Najwyższą władzą spółdzielni jest walne zgromadzenie członków. Niestety, tak jak w wyborach parlamentarnych, frekwencja pozostawia wiele do życzenia. W rezultacie najczęściej wygrywa tzw. partia prezesa, czyli członkowie skupieni wokół rady nadzorczej i zarządu. Chociaż regulacje prawne umożliwiają demokratyczny wybór władz i rozliczenie ich, to w praktyce zarządzający na różne sposoby wymykają się spod kontroli mas członkowskich. Bierne, obojętne masy ? to marzenie administracji, która też robi wszystko, by zniechęcić je do zainteresowania się jej działalnością, do kontroli.

(...)

Wyświetlony 4772 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.