wtorek, 27 kwiecień 2010 16:26

W oparach absurdu, czyli Liberałokretyni

Napisane przez

Rządowo-medialny cyrk, który wyruszył w objazd z tandetną farsą pt. "Zagłuszanie Pielęgniarek albo Prawdziwa a Żałosna Historyja o Męczeństwie Panien w Białych Czepkach przez Srogiego Tyrana Jarkacza Nielitościwie Dręczonych i Kanapkami z Łososiem Perfidnie Karmionych" - rozwija się w najlepsze. Klaun urzędujący w charakterze ministra spraw wewnętrznych zwrócił się właśnie do prokuratury o podjęcie "postępowania sprawdzającego" w sprawie zgodności z prawem wykorzystania urządzeń zagłuszających komórki okupantek gmachu Urzędu Rady Ministrów latem ubiegłego roku. Inni "statyści" rządzącej przewodniej siły raz po raz objawiają na szklanym ekranie swoje szlachetne oblicza zatroskane tym wstrząsającym bezprawiem poprzedniej ekipy. W ogóle na tych przyjaciół wolności i kapitalizmu padła naraz jakaś epidemia "wrażliwości społecznej".

Nawet znany od dawna powszechnie jako ?poseł florydzki" (od Florydy) JE minister Mirosław Drzewiecki, któremu mieszkańcy starożytnego Sybaris z pewnością przyznaliby tytuł obywatela honorowego ich luksusowej polis, gdyby tylko mieli szczęście go poznać, leje łzy na myśl, że wydzielane przez owe urządzenia fale elektromagnetyczne ?mogły" zagrozić zdrowiu Białych Panien.

Wszystkich jednak przelicytował eks-towarzysz prokurator ? JE minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, który czyniąc spostrzeżenie, że sytuacje, w których używa się tego typu urządzeń regulują przepisy Biura Ochrony Rządu, triumfalnie zauważył, że nie ma tam przewidzianego podobnego przypadku (podkr. moje ? J.B.) i to jest powód, dla którego czynności sprawdzające podjęto (cytuję za PAP).

To odkrycie pana-byłego towarzysza ministra jak w soczewce pokazuje, jaki gatunek ?mężów stanu" obecnie, z dopustu Bożego, nami rządzi. Można mu wierzyć na słowo: zapewne w regulaminie BOR-u ?nie ma przewidzianego podobnego przypadku". Śmiało możemy założyć, że nie tylko w tym regulaminie, ale we wszystkich innych, jakie wyprodukowali w pocie czoła demo-urzędasy, a nawet we wszystkich ustawach (konstytucji nie wyłączając), jakie wyprodukowali demo-parlamentarzyści nie przewidziano nie tylko tego ?przypadku", ale tysięcy najrozmaitszych ?przypadków", jakie mogą się pojawić niespodziewanie w rządzeniu państwem. Mówiąc węzłowato i otwarcie: we wszystkich tych świstkach papieru ?nie przewidziano" (mimo udawania, że tak jest) po prostu, jak dobrze, sprawiedliwie i sprawnie kierować nawą państwową, jak wprowadzać ład w życie ludzkich zbiorowości, jak ocalić rzecz pospolitą, jak skutecznie okiełznać zwichrowaną, zawsze skłonną do buntowniczych zachowań i żądań, zawsze potencjalnie przynajmniej anarchiczną naturę ludzką. Albowiem tego, co może się zdarzyć i jak na to zareagować, w ogóle nie da się regulaminowo czy ustawowo ?przewidzieć". To należy do nigdy nie spisanej i nie dającej się spisać, roztropnościowej sztuki rządzenia, do ?rzemiosła królewskiego", którego trzeba się długo, cierpliwie i w praktyce uczyć. Tej sztuki, tego rzemiosła, nie nauczą nawet zatrudniani przez demo-polityków kuglarze od marketingu politycznego i od PR; potrafią oni pomóc w oszukaniu demosu podczas wyborów, ale kiedy przyjdzie rządzić naprawdę, podejmować in concreto realne i skutkujące w bycie decyzje, ich sztuczki stają się bezwartościowe.

(...)

Wyświetlony 3774 razy
Więcej w tej kategorii: « Z frontu walki o pokój Zwidy marcowe »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.