wtorek, 27 kwiecień 2010 16:47

Miasto wielojęzycznej literatury

Napisał

Jedno z pierwszych zdań książki, wydanej dzięki finansowemu wsparciu Urzędu Miasta brzmi: Breslau to 700 lat historii, Wrocław to zaledwie 62 lata. Zestawienie to, radykalizmu którego pozazdrościć by mogli "dziejopisowie" niemieckiego Związku Wypędzonych, autorzy nazywają matematycznym wyliczeniem. Nie wiadomo tylko, czy jest ono wynikiem dyskalkulii, zwykłej ignorancji, czy też świadectwem tego, że doczekaliśmy czasów, w których za polskie pieniądze nagłaśnia się szkodzące Polsce historyczne fałsze.

Jeśli, jak chcą autorzy, ich rozumkowanie, zawarte we Wprowadzeniu do Wrocławia literackiego, potraktować matematycznie, czyli ściśle, to oznaczałoby to, że przeszłość śląskiej stolicy była do 1945 roku wyłącznie niemiecka. A w czasach PRL-u zdawać nam się mogło, że polonizująca historię ziem zachodnich propaganda sięgnęła już dna absurdu! Obecnie kolejne publikacje dowodzą, że ówczesne ?naciąganie? faktów, mających dowodzić związków Śląska z Macierzą, było jednak stronniczością bardzo umiarkowaną. Dno absurdu jest dużo głębiej i znajduje się po przeciwległej stronie. Triumfująca dziś filogermańska obsesja posuwa się bowiem bez porównania dalej ? do uznawania za niebyłe wydarzeń najwyższej wagi, których historyczności w żaden sposób zakwestionować się nie da. Jak się ma do poglądu, według którego polska przeszłość Wrocławia to zaledwie (ostatnie) 62 lata, to, że wraz ze Śląskiem został on przyłączony do państwa Mieszka I najpóźniej w roku 990? Biskupstwo, ustanowione przez Bolesława Chrobrego w roku 1000, podlegało Metropolii Gnieźnieńskiej aż do roku 1821. Wśród ordynariuszy diecezji byli nie tylko Niemcy, Czesi czy Węgrzy, ale i liczni Polacy. Był obrońca polskości Nankier i rektor Akademii Krakowskiej Jan Turzo. Początki polskojęzycznego piśmiennictwa też miały miejsce właśnie tutaj. Pierwsze zdanie w języku polskim zapisane zostało w leżącym na południe od Wrocławia Henrykowie w roku 1270. Księstwo odpadło od państwa polskiego dopiero wraz ze śmiercią Piasta Henryka VI w 1335, co Kazimierz Wielki uznał w roku 1348. Przyłączone zostało jednak nie do Niemiec, lecz do Czech, w związku z czym Wrocław najczęściej wymieniany był wówczas jako Wretslaw. W czasie panowania Habsburgów, które nastało w 1526 r., obowiązywała nazwa Presslaw. Brzmienie Breslau to norma dominująca dopiero od połowy XVIII w., kiedy w wyniku kilku wojen Śląsk zagarnęły Prusy. O tych i innych faktach autorzy Wrocławia literackiego zdają się nie wiedzieć albo też besserwisersko przyjęli, że i tak to wszystko nazywa się NIC

Szkoda, że już na początku książki padają stwierdzenia, które zakładając jednak dobrą wolę autorów, nazwać by trzeba najdelikatniej, jako bezmyślne lub wynikające z niedouczenia. Jeśli bowiem pominąć najmniej wartościową część dzieła, jaką jest Wprowadzenie, obcować będziemy z wyborem znakomitej literatury oraz poznamy świadectwa mało znane, a bardzo znaczące. Ogromny dorobek wrocławskiej literatury niemieckiej reprezentowany jest przez świetnych, zakochanych w swej małej ojczyźnie poetów, do których należą Joseph Eichendorff i Karl Holtei. Godna pamięci jest postać Karla Schalla, dobrego ducha nadodrzańskiego życia kulturalnego w wieku XIX. Na drugim biegunie mamy jednak Karla Jaenickego, który w roku 1900 popełnił poczytną powieść o Henryku Probusie. Znamienne, że w tym samym roku Sienkiewicz wydał oskarżanych o tendencyjność Krzyżaków. W porównaniu z dziełem Jaenickiego powieść naszego noblisty uchodzić jednak może za wzór rzetelności. Pogarda, jaką pisarz natchniony ideami Hakaty żywił w stosunku do Polaków, nie znajduje swego odpowiednika chyba nawet wśród naszych literatów, doświadczonych pobytem w Auschwitz. Forsowane jest dziś sprowadzanie do wspólnego mianownika niemieckiego i polskiego nacjonalizmu przełomu XIX i XX w. A przecież cele obydwu tendencji były przeciwstawne. W pierwszym przypadku ? ekspansja, wynarodowienie i zniszczenie przeciwnika. W drugim ? jedynie przetrwanie narodowej substancji z własnym bytem państwowym, jako odległym ?planem maksimum?. Z Wrocławia literackiego dowiadujemy się też jednak o zbliżeniach nacji rozdzielonych brutalnością polityki. Do głosu dochodzili też niemieccy pisarze polonofile. Swoisty fenomen to Lothar Herbst ? urodzony we Wrocławiu w 1940 r. syn niemieckiego policjanta, który został historykiem polskiej literatury, poetą, działaczem podziemnej Solidarności, a w końcu dyrektorem regionalnej rozgłośni Polskiego Radia. Lektura Wrocławia literackiego prowadzi też do wniosku, że dorobek kilku ostatnich dziesięcioleci jest wręcz imponujący. Należą do niego oryginalne dzieła Tymoteusza Karpowicza, Rafała Wojaczka, Tadeusza Różewicza. Tacy wrocławscy twórcy, jak Janusz Styczeń, Marek Śnieciński, Jerzy Łukosz czy zmarła niedawno Marianna Bocian to talenty ciągle niesłusznie niedocenione, a bezwzględnie należące do pierwszych piór naszej współczesnej literatury.

Może to i dobrze, że najsłabszą częścią tomu, zawierającego wybór literatury, jest wprowadzający do niego komentarz? Zawsze to lepiej, żeby literaci byli wybitni a literaturoznawcy mierni, niżby miało być na odwrót.

Wrocław Literacki

pod redakcją M. Kopij, W. Kunickiego, T. Schulza, Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocław 2007

Wyświetlony 2534 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.