wtorek, 27 kwiecień 2010 19:35

Dekonstrukcyjna reinterpretacja obstrukcji (fragment)

Napisał

Na początku roku ukazały się dwie interesujące książki poświęcone powojennym relacjom polsko-żydowskim, jedna autorstwa p. Marka Chodakiewicza, druga napisana przez p. Jana Grossa.

Choć obie prace poświęcone są temu samemu tematowi i w obu znajdujemy przytoczone czasem te same fakty, to jednak tylko książka Grossa stała się przedmiotem powszechnego zainteresowania mediów, prowokuje gorące dysputy, dramatyczne pytania i rozmaite werbalne akty pokutne.

Z czego to wynika, skoro obie książki właściwie dotyczą tego samego? Otóż różnica polega, jak się zdaje, na tym, że książka Grossa nie tylko zawiera opis pewnych faktów, ale dodaje do tego atrakcyjną ? ogólną, kontrowersyjną, równie łatwą do przyswojenia, co trudną do zweryfikowania ? interpretację. Co ciekawe, można odnieść wrażenie, że owa interpretacja stanowi punkt wyjścia samej książki i równocześnie podstawę jej handlowej promocji. Gdyby nie ona, nie tylko pracy Grossa nikt nie poświęciłby chwili uwagi, ale można by ją potraktować jako przykład historiograficznej grafomanii i metodologicznej niedoróbki, jej warstwa faktograficzna ma bowiem charakter wybiórczy i daleka jest od kompletności i wnikliwości, cechującej książkę Chodakiewicza. Można by rzec, że praca Grossa sprowadza się do owej atrakcyjnej i łatwej do zamknięcia w reklamowym sloganie interpretacji, a dodane do niej fakty pełnią rolę pewnego wentyla bezpieczeństwa czy polisy, zabezpieczającej przed ewentualnymi zarzutami historycznych purystów.

Niemniej jednak stwierdzenie, że różnica między książką Chodakiewicza a Grossa polega na tym, że ta pierwsza zawiera czyste fakty, ta druga zaś interpretacje, byłoby uproszczeniem. Co więcej, zostałoby natychmiast skrytykowane przez część współczesnych humanistów, uznających, że w nauce nie da się utrzymać takiego rozróżnienia. Usłyszelibyśmy, że co prawda, w XIX stuleciu Ranke nauczał, iż zadaniem historii jest opisać rzeczy tak, jak one się naprawdę miały, a więc ograniczyć się do podania faktów, jednak zaraz potem Nietzsche wykazał, że właściwie nie ma faktów, lecz jedynie interpretacje, a marksiści i ich kontynuatorzy dowiedli, że te ostatnie zdeterminowane są przez rozmaite interesy, np. ekonomiczne, klasowe albo płciowe. Dlatego też dzisiaj ktoś, kto utrzymuje, że w nauce można starać się ustalić jakieś ?nagie? fakty albo, nie daj Boże, powołuje się na nie w dyskusji, od razu zostaje wyśmiany jako metodologiczny naiwniak, pozytywista i inna skamienielina, której miejsce jest na śmietniku historii. Zgodnie z obowiązującą dzisiaj retoryką (czy też ?mądrością etapu?), wszystko jest interpretacją, konstrukcją albo instalacją, którą co najwyżej można reinterpretować, zdekonstruować albo przeinstalować. Oczywiście, pojawia się tu rozsądne pytanie, czy samo stwierdzenie, że wszystko jest interpretacją również jest interpretacją, czy też ma moc bezdyskusyjnego stwierdzenia o faktach (a ze sposobu, w jaki bronią go niektórzy humaniści, można podejrzewać że tak właśnie jest). Są to jednak niuanse zaprzątające może głowę filozofów, ale nie przedstawicieli dyscypliny, którą można by określić mianem filozo-polo czy pop-filozofii, sprowadzającej się do powtarzania, niczym prawd wiary, wniosków z pobieżnej lektury popularnych książek. Potwierdza to zresztą, że od braku wykształcenia dużo gorsze jest wykształcenie powierzchowne i niedbałe, którego dostarczają rozmaite interdyscyplinarne kierunki produkujące masowo intelektualną ?klasę średnią?.
Potraktujmy jednak poważnie twierdzenie, że wszystko jest interpretacją, a nauki nie opisują faktów, lecz tworzą własne ?konstrukcje?. Cóż właściwie ono mówi? Otóż na ogólnym poziomie nie stwierdza ono nic, co uzasadniałoby oburzenie, jakie wywołuje u jednych, oraz zachwyt i szacunek, z którym podchodzą doń inni. Nie ma w nim ani obrazoburstwa, ani odrobiny intelektualnego objawienia: jest to przykład kardynalnego banału. Po pierwsze, twierdzenie, że wszystko jest interpretacją, oznacza jedynie tyle, że jeśli coś poznajemy, to poznajemy to ?jakoś?, tzn., że jeśli człowiek wygłasza jakieś twierdzenia o świecie, to są one ?jakoś? zdeterminowane przez to, że jest on np. człowiekiem, a nie chomikiem, że posługuje się językiem polskim, a nie pidgin, że odebrał takie, a nie inne wykształcenie, że w danej chwili ma taki, a nie inny nastrój itd. O ile się nie mylę, trudno znaleźć w historii myśli ludzkiej kogoś, kto by temu przeczył, natomiast z pewnością wielu zastanawiało się nad tym, jakie konsekwencje z tego płyną. Jednak przedstawianie owego trywializmu jako jakiegoś specjalnego i na dodatek nowoczesnego odkrycia wygląda komicznie i nie najlepiej świadczy o ludziach, którzy wypisują sobie go na sztandarach niczym intelektualne credo mające usprawiedliwić wypowiadane przez nich czasem nonsensy. Po drugie, teza, że nauki zajmują się własnymi ?konstrukcjami?, nie zaś faktami, jest równie banalna. Otóż jedną z zasadniczych cech nauki jest idealizacja, polegająca m.in. na abstrahowaniu od własności nieistotnych i formułowaniu ogólnych twierdzeń dotyczących pewnych zjawisk czy relacji, to zaś z konieczności wymaga poddania ?surowych faktów? pewnym zabiegom oczyszczającym je z codziennego kolorytu i pozwalającym np. przedstawić je w postaci ilościowej. Oczywiste więc jest, że definicja kota, którą posługuje się nauka, będzie pewną intelektualną ?konstrukcją? zawierającą cechy istotne wszystkich kotów, nie zaś dokładnym opisem naszego Mruczka, podobnie jak ?konstrukcją? jest pojęcie ?proletariatu? u Marksa czy ?rasy panów? u doktora Rosenberga. Ogólne formuły np. inflacji czy grawitacji są ?konstrukcjami?, jeśli rozumieć przez to, że różnią się zasadniczo od spełniających je konkretnych stanów rzeczy czyli faktów i trudno ?napotkać? ich desygnaty w codziennym życiu. Jednak te mądrości znane już były starożytnym ? Platon nie twierdził, że idee ogólne można spotkać na drodze do sklepu.
Podsumowując, oba omówione hasła, które wciąż uchodzą wśród części humanistów za genialne współczesne odkrycia, są zwykłymi truizmami. Aby się o tym lepiej przekonać, wyobraźmy sobie, jak miałyby wyglądać ich zaprzeczenia: w pierwszym wypadku musielibyśmy twierdzić, że człowiek faktycznie poznaje całkowicie niezależnie do tego, czym i kim jest, w drugim ? że nauki mają funkcjonować bez uogólnień i abstrahowania. Oczywiście, nie znaczy to, że takich twierdzeń nikt nie głosił: akurat filozofia jest taką dyscypliną, gdzie z powodzeniem można głosić wszelkie możliwe twierdzenia, a na dodatek ich negacje. Jeśli jednak nie chce się skończyć jak pacjenci doktora Lombroso, warto zachować do niej odpowiedni dystans.
Skoro jednak wspomniane hasła są truizmami, to skąd się bierze ich popularność i przekonanie, że zawierają jakieś wielkie tajemnice, które zaważyć by miały na naszej egzystencji? Bierze się to prawdopodobnie stąd, że ? niejako przecząc własnym tezom ? traktuje się je jako coś więcej niż teoretyczne konstrukcje, wyciągając z nich rozmaite dziwaczne wnioski, na przykład takie, że skoro wszystko jest interpretacją i konstrukcją to my właściwie nic nie wiemy, nie wiadomo, jaki naprawdę jest świat itd. Otóż trzeba tu wyraźnie rozróżnić dwie kwestie: po pierwsze, ?nie wiemy, jak właściwie jest? i, po drugie, ?nie jesteśmy w stanie podać dobrego filozoficznego dowodu na to, że wiemy, jak właściwie jest (a nawet jesteśmy w stanie wymienić wiele dobrych argumentów za tym, że nie wiemy, jak jest)?. Mamy tu do czynienia z typową różnicą między praktyką a teorią, a dokładnie, działaniem a teoretyzowaniem czy filozofowaniem, które nie darmo ktoś określił jako ogólne rozważania na dowolny temat. W tym ostatnim wypadku bardzo wiele problemów, z którymi na co dzień sobie doskonale radzimy, przy bliższym teoretycznym oglądzie okazuje się nierozwiązywalnych. Na przykład trudno nam w zadowalający sposób określić, czym jest ?dobro? jako takie, choć na co dzień mniej więcej wiemy, co to znaczy dobrze zjeść i dobrze się prowadzić. Starożytny Sokrates jednak doszedł do wniosku, że po to, aby coś robić dobrze, trzeba umieć podać poprawną definicję samego ?dobra?, w związku z czym, dobry szewc musi wiedzieć, czym jest dobro (a przy okazji potrafić zdefiniować ?szewstwo?). Jeśli tego nie wie, to ?teoretycznie? nie będzie w stanie robić dobrych butów. Zresztą takich pomysłów było mnóstwo: filozof Zenon, udowodnił że ruch jest niemożliwy, Gorgiasz dowiódł, że w ogóle nic nie istnieje, a Berkeley przekonywał, że świat jest niematerialnym przedmiotem naszych spostrzeżeń. Wszyscy oni mieli bardzo dobre ?teoretyczne? powody, aby bronić swoich twierdzeń i niektóre z nich do dziś są trudne do ?teoretycznego? podważenia. Czy jednak z tego wynika, że od momentu ogłoszenia owych mądrości rzeczy przestały się poruszać, a świat został zamknięty w granicach świadomości biskupa Berkeleya? Skądże znowu. Co więcej, prawdopodobnie żaden ze wspomnianych autorów nie uważał, że taka konsekwencja miałaby zajść. Były to tylko filozoficzne, teoretyczne pomysły, którym z powodzeniem można byłoby przeciwstawić pomysły o dokładnie przeciwnej treści i nic szczególnego w świecie by w związku z tym się nie wydarzyło. Oczywiście, nie znaczy to, że filozoficzne koncepcje nie mogą mieć praktycznych reperkusji: możemy sobie wyobrazić Partię Zenona, która siłą zmusza ludzi i rzeczy do stania w miejscu, gdyż ich intelektualny guru ?teoretycznie? wykazał nieistnienie ruchu. W podobny sposób np. marksiści uważali, że trzeba siłą ludzi pozbawić własności prywatnej, gdyż ich intelektualny przewodnik ?teoretycznie? wykazał, że jej zniesienie jest warunkiem powszechnego szczęścia. Wszystko to jednak świadczy tylko o tym, że filozoficzne (?racjonalistyczne?, jak mówią niektórzy) konstrukcje mają dość ograniczone zastosowanie, a kopiowanie ich w świecie praktycznym prowadzi czasem do komicznych, najczęściej zaś tragicznych rezultatów.
(?)
Damian Leszczyński

Wyświetlony 2403 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.