czwartek, 29 kwiecień 2010 18:15

Kościół św. Gertrudy Wielkiej, czyli o katolicyzmie w Ameryce

Napisane przez

Przed rokiem na łamach "Opcji na Prawo" ukazał się reportaż z mojej pierwszej w życiu podróży do Stanów Zjednoczonych, w którym opisałem pokrótce swoje subiektywne wrażenia z tego kraju, oraz przedstawiłem pobieżnie środowisko tamtejszych katolickich integrystów. W tym numerze "OnP" pragnąłbym kontynuować ten wątek, albowiem miałem okazję po raz kolejny odwiedzić Amerykę, a także dlatego, że nieco wcześniej miałem honor gościć pewnego bardzo ważnego gościa z USA u siebie... Jego Ekscelencja ks. biskup Daniel Lytle Dolan, bo o nim tu mowa, odwiedził mnie w połowie października w Krakowie, by udzielić sakramentu bierzmowania grupie wiernych w Oratorium Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski oraz zwiedzić Polskę Południową, przede wszystkim Kraków i Częstochowę.

Wizyta księdza biskupa w Polsce była zaledwie kilkudniowa, ale za to bardzo intensywna. Oprócz zabytków i architektury sakralnej biskupa interesowało przede wszystkim nawiedzanie grobów świętych, ponieważ ma on do nich niezwykle gorące nabożeństwo (w swoim kościele w Cincinnati głosi codziennie kazania dla szkolnej dziatwy, które w większości są adaptacjami żywotów świętych na potrzeby maluczkich - to niewiarygodne, ale dzieci codziennie słuchają jego piętnastominutowych mów z uwagą!). Stąd najważniejszą częścią jego pielgrzymki do Polski było nawiedzanie kościołów: dominikanów z relikwiami św. Jacka, katedry wawelskiej, wraz z konfesją, pod którą spoczywa ciało św. Stanisława, oraz grobu św. Jana Kantego w kościele akademickim św. Anny, nie licząc grobów osób błogosławionych i zmarłych w opinii świętości. Oprócz tego niezwykłym przeżyciem dla księdza biskupa było nawiedzenie sanktuarium jasnogórskiego i znajdującego się tam cudownego obrazu Matki Bożej. Na Ekscelencji szczególne wrażenie wywołała ceremonia odsłonięcia ikony, która pomimo szalejącego w polskim chrześcijaństwie modernizmu, zachowała w zasadzie swój katolicki, triumfalno-majestatyczny charakter. Miłym zaskoczeniem od strony ludzkiej i finansowej był fakt, że częstochowscy sklepikarze, widząc pierścień biskupi, bardzo chętnie obniżali ceny, a nawet dodawali gratisowe upominki. Co prawda, wynikało to także z faktu, że biskup nakupił tyle religijnych prezentów, jakby chciał obdarować wszystkich swoich.

Najważniejszą częścią jego wizyty była jednak dla nas - polskich katolickich tradycjonalistów - rzecz jasna ceremonia bierzmowania. Odbyła się ona w środowy wieczór 17 października, w święto Małgorzaty Marii Alacoque - powiernicy tajemnic Najświętszego Serca Pana Jezusa (Polska jako pierwszy kraj na świecie, bo już w 1756 r. otrzymała od Stolicy Apostolskiej zezwolenie na obchodzenie Jego Święta), oraz w dziewięćdziesiątą rocznicę założenia przez ojca Maksymiliana Marię Kolbego Rycerstwa Niepokalanej. Przypomnę, że ojciec Maksymilian założył Rycerstwo pod wrażeniem prowokacyjnej manifestacji wolnomularskiej w Rzymie, w czasie której fartuszkowi bracia przechwalali się, że Lucyfer zatriumfuje nad świętym Michałem Archaniołem i będzie rządził w Watykanie. W tym samym 1917 roku Rosją wstrząsnęły dwie rewolucje - lutowa i październikowa, które doprowadziły po upadku monarchii do powstania najstraszliwszego totalitaryzmu w dziejach ludzkości, a od maja do października 1917 r. Matka Boża objawiała się kilkakrotnie trojgu pastuszków w Fatimie, nawołując świat do pokuty i nawrócenia. Te dwa cele miała również w swych pierwotnych statutach Milicja (Rycerstwo) Niepokalanej. Modlono się w Rycerstwie przede wszystkim o nawrócenie schizmatyków (prawosławnych), protestantów, żydów i masonów. Nic dziwnego, że wraz z triumfem modernizmu te cele zostały zaniechane, albowiem ekumeniści nie chcieli już wierzyć, że zbawienie jest tylko w katolicyzmie, a inne religie - same w sobie - oddalają ludzi od Boga. Tak więc data 17 października z kilku powodów była dla polskich tradycjonalistów wyjątkowa.

 

Oczywiście pomimo tak wzniosłych celów wizyty nie zapomnieliśmy o zadbaniu również o brata osła, że się tak po franciszkańsku wyrażę. Ksiądz biskup w trakcie wizyty w restauracji chętnie przypominał sobie smaki polskiej kuchni, które zapamiętał z dzieciństwa. Jego Ekscelencja urodził się bowiem w Detroit, w stanie Michigan - najbardziej polskim ze stanów Ameryki. Specjały polskiej kuchni, zapijane dobrym (włoskim) winem, skłoniły biskupa Dolana do czynienia wspomnień z dzieciństwa. Niezwykle ciekawe dla mnie były relacje biskupa o wojnach, jakie toczyli ze sobą w Detroit z jednej strony ministranci irlandzcy (z kościoła św. Patryka), a z drugiej polscy i włoscy (z kościoła św. Józefa). Ksiądz biskup, jako stuprocentowy Irlandczyk brał, rzecz jasna, udział w tych podwórkowych wojnach po przeciwnej stronie barykady niż nasi rodacy.

Niedługo po opuszczeniu przez ks. biskupa Polski, ja sam na jego zaproszenie odwiedziłem kościół św. Gertrudy Wielkiej w West Chester w okolicach Cincinnati, na południowym krańcu stanu Ohio. Okazją do tego były święcenia kapłańskie, których biskup Dolan udzielił mojemu znajomemu klerykowi, diakonowi Markowi Ramolli. Neoprezbiter ma pochodzenie śląsko-bawarskie (jego ojciec pochodzi z Bytomia, co tłumaczy polskość nazwiska), stąd też ja, jako jedyny przedstawiciel Starego Świata na tej uroczystości, wychowany do tego na Górnym Śląsku, miałem zaszczyt pełnić w trakcie święceń honorową funkcję patrinusa, czyli kapłana wskazującego nowemu księdzu, jak ma odprawiać Mszę świętą. Jako ciekawostkę podam, że ceremonia odbyła się 16 listopada, w święto św. Gertrudy Wielkiej (to właśnie tej saksońskiej świętej jako pierwszej - w drugiej połowie XIII w., Pan Jezus objawił tajemnicę swego Najświętszego Serca). W tym dniu obchodzi się także w Polsce święto NMP Ostrobramskiej - Matki Bożej Miłosierdzia. Nowo wyświęcony kapłan nie mógłby sobie życzyć lepszej daty święceń niż ta, której patronują tak wielkie tajemnice.

Po długiej i budującej ceremonii święceń w tradycyjnym rzymskim rycie, z której to uroczystości zdjęcia można oglądać na mojej stronie (galeria, www.sedevacante.pl), przyszedł czas na zwiedzanie kulturalnych atrakcji w okolicy. Stany Zjednoczone nie mogą się, rzecz jasna, równać z Europą, a nawet Ameryką Południową pod względem jakości i starożytności zabytków, ale jednak zdarzają się również i tam miejsca z historycznego punktu widzenia nad wyraz ciekawe.

Zacznę moją relację może od wyjaśnienia, dlaczego kościół w Cincinnati jest pod wezwaniem niemieckiej świętej - Gertrudy Wielkiej. Otóż stan Ohio był w XIX w. intensywnie kolonizowany przez osadników niemieckich. Przy czym protestanccy przedstawiciele tego narodu osiedlali się na północy stanu, natomiast katoliccy na południu, głównie w okolicy Cincinnati. Samo miasto położone jest malowniczo na wzgórzach, schodzących w dolinę rzeki Ohio, od której nazwę bierze cały stan. Już po drugiej stronie rzeki rozciąga się jednak następny stan - Kentucky, mający bardziej południowy, a więc i protestancki charakter. Pomimo to w Covington, leżącym naprzeciw Cincinnati, mieszkali swego czasu w przeważającej liczbie katolicy - także w większości niemieckiego pochodzenia. To tłumaczy, dlaczego cała okolica ma jednocześnie katolicki i poniemiecki charakter. W Covington znajdują się wspaniałe kościoły - pod wezwaniem Matki Bożej (Mutter Gottes Kirche - widnieje do tej pory dumny tytuł na fasadzie świątyni w języku naszych zachodnich sąsiadów), kościół Maryi Niepokalanej, sprzed którego rozciąga się przepiękny widok na dolinę Ohio, oraz diecezjalna katedra pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zbudowana na podobieństwo północnofrancuskiej katedry Saint-Denis. Dziś ta urocza miejscowość, malowniczo położona na wzgórzach, podobnie jak Cincinnati, opadających stromo w dolinę rzeki Ohio, jest jak większość amerykańskich metropolii opuszczona przez białą, europejską ludność i zamieszkana głównie przez czarnych, co oczywiście, pociąga za sobą upadek ekonomiczny i wysoką przestępczość. Ten ostatni aspekt był dla mnie widoczny już na lotnisku w Chicago, gdzie większość pracowników to Murzyni. Nic dziwnego, skoro stanowią oni w tym rzekomo polskim mieście blisko połowę ludności.

W czasie mojego niespełna tygodniowego pobytu w parafii św. Gertrudy Wielkiej miałem okazję do poznania wielu interesujących osób ze środowiska tamtejszych katolickich tradycjonalistów. Budujący dla mnie był fakt, że nie licząc katolickich Niemców (Bawarczyków, Frankończyków, Szwabów, Nadreńczyków), zdecydowana większość spośród księży i wiernych jest pochodzenia irlandzkiego, włoskiego oraz - co dla nas bardzo istotne - polskiego. Parafrazując klasyka, można by powiedzieć, że sedewakantyzm w Stanach Zjednoczonych ma "genetycznie" katolicki charakter. Bardzo ważną funkcję wśród amerykańskich integrystów spełnia Polonia, co przeczy rozpowszechnionym w Ameryce mitom o Polakach jako tępych nierobach, a które to mity rozpowszechnia m.in. judeokonserwatywna telewizja "Fox News" 1). Również w katolicko-niemieckim kościele św. Gertrudy Polacy stanowią ważną grupę wśród wiernych. Na przykład, dyrektorem tamtejszej przykościelnej szkoły jest p. Marek Lotarski, którego liczna rodzina (ma dziesięcioro dzieci) stanowi zresztą podporę tamtejszej społeczności tradycjonalistycznej.

Wyświetlony 4530 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.