czwartek, 29 kwiecień 2010 20:16

Pastorałki u żłóbka

Napisane przez

Padocie pani, co Betlejemo, ke się Pon Jezus narodzieł kanysi daleko za morzami? No, jo ta nie wiym, ale mój dziadek godoł, a on znowu słysoł od swygo dziadka, że się i on Jezus na Podholu urodziel, bo kezbyta pastuskowie chodzili pokłonić mu się tak daleko? Ino dobrze nie bocem, cy to beło w Chochołowie, cy we Witowie, cy w Rogoźniku, ale zawdy na Podholu. A trza wom wiedzieć, ze kie się Pon Jezus urodzieł, to sytko, co ziło, tak ludzie, jak i selniejako gadzina sło do Dzicyciontecku pokłonić i fto co mioł, niós na podaronek 1).

 

Na Bliskim Wschodzie, w Betlejem w Palestynie czy Izraelu (jeśli będziemy miejsce określać według dzisiejszej geografii politycznej), w zimie jest rzeczywiście chłodno, ale nie mroźno. Śnieg, owszem, pada w zimie, ale nie tak uporczywie i gęsto jak u nas, a zazwyczaj opady te szybko się roztapiają. Brakuje ? przynajmniej w takiej masie jak u nas ? takich drzew iglastych, jak świerki, jodły czy sosny. Wszędzie natomiast królują palmy i cedry (te zostały mocno przetrzebione, ale dwa tysiące lat temu były powszechne). Przekazy ewangeliczne powiadają, że Jezus przyszedł na świat w stajence. Jednak nie należy jej sobie wyobrażać jako szałasu, czyli szopy (szopki). Nie nadużywano wówczas drewna jako materiału budowlanego, ze względu na jego niedostatek w tamtych warunkach geograficznych i przyrodniczych. Stajenki i w ogóle wszelkie pomieszczenia dla zwierząt lokowano tam w budynkach wznoszonych z gliny, w najlepszym razie z cegły, ale często też wykorzystywano w tym celu groty, których sporo było w skalistej okolicy.

Zupełnie odmienny krajobraz od tego, jaki króluje w naszych wyobrażeniach o tych świętach. Nasze Boże Narodzenie wyobrażamy sobie w gęstym, zmrożonym i skrzypiącym pod stopami śniegu, w szałasie (szopie) lub stajence (też w formie szopy), wśród drzew iglastych ? świerku, jodły, sosny. Jeśli nawet z tym śniegiem bywa niekiedy w ostatnich latach różnie, to jednak generalnie odpowiada on charakterowi naszej zimy w grudniu. Stajenka zaś to budynek drewniany, niekiedy szałas, ale częściej szopa (szopka), wznoszony w pobliżu domostwa. Tę świętą stajenkę wyobrażamy sobie na wzór architektoniczny (jeśli to nie za duże słowo), jaki był tradycyjnie powszechnie stosowany i znany w naszym kraju. W żadnym razie nie może to być grota; kto to widział, by pomieszczenie dla zwierząt urządzać w jakiejś grocie? Zresztą gdzie znaleźć odpowiednie groty? Owszem, bywają w Tatrach, ale oddalone od gospodarstw, więc nikt tam nie będzie zapędzał bydła do miejsc trudno dostępnych, bardzo daleko położonych od domostwa ? dobytek trzeba mieć na oku i pod bokiem, żeby podrzucić paszę, wodę do picia, opiekować się gospodarskimi zwierzętami! Owszem, w górach, przy wypasie owiec wznoszono na halach szałasy, ale w lecie. Jesienią ściągano owce z hal do gospodarstw, bo w zimowych warunkach ani zwierzęta, ani ludzie nie przetrwaliby.
Jednakże święta Bożego Narodzenia, wraz z rozprzestrzenianiem się chrześcijaństwa w świecie, przybierały charakter odpowiadający konkretnym, lokalnym warunkom geograficznym i przyrodniczym. Warto dodać, że na przykład Australijczycy spędzają je w spiekocie na plaży. Wróćmy jednak do Polski. Wraz z lokalnymi warunkami, odmienne są lokalne zwyczaje i wyobrażenia obchodzenia świąt. Tak jak dziwimy się Australijczykom, tak trudno sobie wyobrazić święta w krajobrazie palestyńskim; oba są równie egzotyczne.
U nas częste są kartki świąteczne przedstawiające szałas zbudowany wedle standardów ludowej architektury góralskiej, pokryty śniegiem, do którego zdążają pastuszkowie i inni pielgrzymi brodzący w śniegu. Wielu z nich przybranych jest w cyfrowane portki, gunie i góralskie kapelusze. Ciekawe, że inne części Polski nie wykreowały swojego własnego, tak wyrazistego obrazu świąt. Króluje góralszczyzna. Ale Podhale, jak chyba żaden inny region, nie wpisywało się tak doskonale w skojarzenia prowadzące do Betlejem. Wiemy, że pastuszkowie prowadzeni przez gwiazdę, porzucili swoje trzody i pobiegli do stajenki. Te trzody to były owce. Na Podhalu hodowla owiec była powszechna, znacznie bardziej powszechna, niż w innych regionach. A więc zajęcia pasterskie równie popularne, jak ponad dwa tysiące lat temu w całej Palestynie. Wypasano je na halach, a w miesiącach wypasu dla pasterzy i dla zwierząt wznoszono szałasy, jako tymczasowe miejsca zamieszkania i ? nazwijmy tak ? stajenki. Drzewa iglaste, których było znacznie więcej, niż w innych regionach, w zimie pozostają nadal zielone. Podobnie, jak zielone bywają przez cały rok na Bliskim Wschodzie palmy, cedry i figowce. Być może, góralski krajobraz stał się typowy dla naszych świąt po części za sprawą Stanisława Witkiewicza, który lansował w końcu XIX w. tzw. styl góralski jako przykład najbardziej polskiego, najbardziej narodowego stylu kultury, dostrzegając w nim, czyli w podhalańskiej kulturze ludowej najbardziej narodowe i nie skażone innymi wpływami wątki.
Reszta to już ubarwienie folklorem podhalańskim. Folklor tak się zrósł z przekazem biblijnym, że mieszkający tam ludzie nie wyobrażali sobie, by Jezus mógł przyjść na świat gdzieś tam za morzami, w jakiejś dalekiej i egzotycznej Palestynie. Naturalnie urodził się na Podhalu, zapewne w jakimś pasterskim szałasie czy szopie (bo tak opowiadali ojcowie i dziadowie; ojcom i dziadom należy wierzyć, bo starsi mówią prawdę, a jako starsi lepiej wiedzą, co było kiedyś), a jak w szopie czy szałasie, to takim, jaki znano z własnego doświadczenia. No i urodził się w zimie, a wiadomo, że w zimie pada śnieg.
Od tych wyobrażeń odstają krakowskie szopki. Nie są to ubogie stajenki. Przeciwnie, misterne, okazałe i barwne budowle przypominające wspaniałe pałace czy zamki. Ale tworzyli je nie ubogo mieszkający chłopi, lecz mieszkańcy Krakowa. Wprawdzie murarze, którzy w zimie byli bezrobotni, jednakże mający przed oczami wspaniałości architektury tego miasta: ozdobne budowle, pałace, a dodawali jeszcze własne wizje, jak te wspaniałości powinny wyglądać. Przecież byłoby to niegodne, gdyby Król Świata miał narodzić się w lichej stajence. Powinien był narodzić się we wspaniałym pałacu, który nie wiadomo dlaczego nazywany jest stajenką czy szopką. No, nieważne, że nazywa się tę budowlę stajenką; jak zwał, tak zwał, ale ta stajenka powinna wyglądać wspaniale, ozdobnie i kolorowo, by była miejscem godnym przyjścia na świat Jezusa.
Kupowane są też choinki, zwane często skromnie świątecznymi drzewkami. Też tradycyjny element Bożego Narodzenia. Trudno sobie wyobrazić jakikolwiek dom bez choinki, choćby małej. Sądzi się, że tak było w Polsce od wieków. Co prawda, bardzo niewielu wieków i nie zaczęło się w Polsce.
Zaczęło się od XV w. bodajże w Alzacji, ale choinki są zwyczajem niemieckim, bo do nas dotarł z Alzacji przez Niemcy. Dotarł mianowicie na przełomie XVIII i XIX w. W dodatku choinki najpierw pojawiły się w mieszczańskich domach ewangelików pochodzenia niemieckiego, później z czasem stały się popularne w mieszczańskich domach polskich, następnie weszły pod dachy ziemiańskich dworów, najpóźniej zaś dotarły na wieś, gdzie jeszcze w latach trzydziestych XX w. były rzadkością, gdyż tam podłaźniki przetrwały najdłużej.

 

(?)
Marek Arpad Kowalski

Wyświetlony 5103 razy
Więcej w tej kategorii: « Od redakcji Powrót do przeszłości »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.