sobota, 01 maj 2010 12:43

Renesans zawodówek

Napisane przez

W strugach deszczu doczekaliśmy końca wakacji. Najlepszy zatem czas, by napisać coś o szkole. Nie będzie jednak ni słowa o maturach, amnestiach czy mundurkach, nie pojawi się nazwisko byłego ministra edukacji - dziś lidera wielce oryginalnego sojuszu politycznego. Będzie natomiast o tych szkołach, które, przez lata deprecjonowane, dziś wracają do łask. Będzie o zawodówkach.

Zatrudnimy: spawaczy, ślusarzy, pracowników ogólnobudowlanych... Pilnie poszukiwani: cieśla, zbrojarz... Operator wózków widłowych, blacharz samochodowy, operator koparki... Tuziny takich ofert znajdziemy w gazetach. Podobnie w internecie i na tablicach ogłoszeniowych PUP-ów. Brakuje: murarzy, tynkarzy, betoniarzy, mechaników, tokarzy, dekarzy, frezerów, szklarzy... Długo by wymieniać. Z innej beczki: trzeba naprawdę chcieć, by zostać bezrobotnym cukiernikiem, kucharzem, barmanem czy kelnerem. A także ? uwaga! ? rzeźnikiem. Co ciekawe, dla tych ostatnich ofert pracy nie brakuje szczególnie w sieci. Najtrudniej jednak stać się dziś bezrobotnym fryzjerem. Okazuje się, że Polacy wydają na usługi mistrzów grzebienia i nożyczek coraz więcej pieniędzy, nowe salony wyrastają jak grzyby po deszczu. A i zarobić można przyzwoicie, nawet w kraju, co dopiero po wyjeździe za granicę (z takiej opcji korzysta ostatnimi czasy ponad dwa tysiące fryzjerów rocznie!).
Właśnie, praca za granicą. Rzecz nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu: w polskich PUP-ach nie brak dziś ofert pracy na Wyspach Brytyjskich czy w Skandynawii. Ale żeby tylko to! Ostatnio przecież ruszył w Polskę autobus z duńskimi pracodawcami, którzy poszukiwali pracowników w kolejnych miastach: Szczecinie, Gdańsku, Olsztynie, Toruniu, Poznaniu... Dobrze płatna praca za granicą sama dziś przyjeżdża do potencjalnego pracownika! Jednakże, by podjąć się jej ? i zarabiać, jak deklarowali Duńczycy, piętnaście do dwudziestu euro za godzinę ? potrzebne są odpowiednie kwalifikacje. Kwalifikacje, których nie nabywa się na uniwersytetach. Gdzie zatem? Tak, tak, w będących przez lata tematem kpin, niewybrednych żartów zawodówkach. Zawodówkach, które ostatnio wychodzą z cienia. Zawodówkach, których absolwenci żartować dziś mogą ze studentów, poświęcających co najmniej pięć lat więcej na naukę i zarabiających potem... No właśnie!
Uczniowie szkół zawodowych oferty pracy dostają często, zanim jeszcze ukończą naukę, pracodawcy sami do nich przychodzą. Ba! W przypadku przedstawicieli profesji wymienionych na początku artykułu muszą o nich konkurować, jeden uczeń dostać może kilka ofert. Coraz częściej też wielkie przedsiębiorstwa nawiązują współpracę ze szkołami zawodowymi, zapewniając sobie tym samym regularny napływ pracowników ? jak np. poznański Volkswagen i Zespół Szkół Zawodowych w Swarzędzu. Jednak nawet jeśli poważne firmy nie wiążą się z konkretnymi szkołami, sam fakt czynionych ostatnio w naszym kraju inwestycji, budowanych fabryk daje szanse szybkiego znalezienia pracy.
Gimnazjaliści (a także ich rodzice) zaczynają zdawać sobie sprawę z zaistniałej sytuacji, zainteresowanie nauką w szkołach zawodowych rośnie. U progu XXI wieku kierowało do nich swe kroki 15% młodzieży, dziś już uczy się w nich 17% niedawnych gimnazjalistów. Coraz więcej ludzi wybiera zawodówki, nie idą już do nich tylko ci, którzy nie zdołali dostać się do liceum czy technikum. Dziś nawet sytuacja odmieniła się na tyle, że na kierunkach takich jak fryzjerstwo dla chętnych brakuje miejsc.
(?)
Daniel Nogal
Wyświetlony 4474 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.