poniedziałek, 03 maj 2010 09:49

Na ruinach katolickiej Flandrii

Napisane przez

Pod koniec czerwca tego roku przez około tydzień zwiedzałem Flandrię- północną, germańską część Belgii. Miałem okazję wizytować zarówno Brukselę, jak i Brugię - jedyne w swoim rodzaju miasto, będące swoistym i bardzo udanym połączeniem stylu nordycko-gotyckiego z klimatem Południa - miasto jest poprzecinane "weneckimi" kanałami dodającymi mu niesamowitego uroku i wdzięku.

Podróż rozpocząłem w sobotę 23 czerwca samolotem, którym przebyłem tysiąc kilometrów, jakie dzielą Kraków i Dortmund, by następnego dnia po dwugodzinnej jeździe samochodem zawitać w położonym na północ od Brukseli miasteczku Dendermonde, miejscu docelowym mojej podróży. Tam właśnie znajduje się kościół pw. Matki Bożej Dobrej Rady, przy którym rezyduje ks. biskup Gerard Jan Stuyver należący do kapłańskiego Instytutu poświęconego również Matce Bożej Dobrej Rady. Instytut bierze swą nazwę od cudownego obrazu, czczonego w Genazzano, nieopodal Rzymu, a który to obraz pochodzi z Albanii, z której został w nadprzyrodzony sposób uratowany przed inwazją tureckich muzułmanów. Tak się szczęśliwie złożyło, że w sierpniu 2003 r. miałem okazję nawiedzić to podrzymskie sanktuarium. Sam Instytut powstał w grudniu 1985 r. z inicjatywy czterech włoskich kapłanów usuniętych z Bractwa św. Piusa X za ich nieprzejednaną wierność integralnie pojętemu katolicyzmowi, a którego konsekwencją było stwierdzenie wakatu na stanowiskach biskupich, łącznie z papieskim. Instytut wyznaje umiarkowaną wersję sedewakantyzmu zwaną sedeprywacjonizmem, czyli sedewakantyzmem niepełnym (adres Instytutu to www.sodalitium.it

Na miejscu zostałem przywitany serdecznie przez samego biskupa Stuyvera, który w swym kościele odprawia Msze trydenckie dla około setki wiernych, odwiedzając również regularnie grupy wiernych we Francji i Holandii. Przy kościele funkcjonuje także niewielka szkoła, do której swoje dzieci posyłają rodzice nieżyczący sobie, by ich dzieci były ogłupiane i demoralizowane w szkołach publicznych, które w Belgii są rozsadnikiem najgorszych lewackich idei. Biskupowi pomaga w apostolacie brat Krystian van Overbecke, prawdziwa złota rączka, potrafiący zadbać w kościele o dosłownie wszystko, od oprawy liturgicznej Mszy świętej do obowiązków kuchennych.
Wraz z biskupem zwiedziłem przepiękną Brugię ? miasto, które do dziś pozostaje żywym symbolem wspaniałej przeszłości Flandrii, która w Średniowieczu i wczesnej nowożytności pozostawała przodującym w Europie ośrodkiem handlu, rzemiosła i sztuki. Dość powiedzieć, że to z Flandrii właśnie pochodzili tacy mistrzowie płótna jak Jan van Eyck, Roger van der Weyden, Peter Breughel czy Hieronim Bosch. Brugia jest pełna wspaniałych średniowiecznych i barokowych świątyń, a także kamienic i zwykłych domów wybudowanych przez zamożnych mieszczan i władze miejskie. W jednej z brugijskich kaplic, przypominających wystrojem wnętrza kościół Mariacki w Krakowie, czczone są relikwie Krwi Pańskiej, przywiezione z wypraw krzyżowych przez flamandzkich rycerzy. Ci ostatni wyjeżdżali na wyprawy niezwykle licznie, a ich imię nie zawsze pozostało w pamięci, ponieważ występowali podówczas jeszcze pod swym dawnym plemiennym imieniem Franków. Dość powiedzieć, że Flamandem był Baldwin IX ? władca cokolwiek kontrowersyjnego Cesarstwa Łacińskiego w Konstantynopolu, jak i wielu innych przywódców krucjat noszących to imię. Wspomniałem, że Flamandowie pochodzą od Franków (a w mniejszym stopniu również od Sasów i Fryzów), a tak właściwie są ich najbardziej prawowitymi potomkami. Frankowie byli tym plemieniem, które w trakcie wędrówki ludów, podbiło ogromne terytoria położone na terenie dzisiejszych Francji i Niemiec, a także krajów leżących pomiędzy nimi. Warto zaznaczyć, że Frankowie jako jedyni spośród Germanów przyjęli wiarę chrześcijańską prosto z Rzymu, w jej ortodoksyjnej, katolickiej formie. Mowa tu rzecz jasna o chrzcie Chlodwiga (Ludwika), w roku Pańskim 476. Można powiedzieć, że wielkość frankijskiego imperium wzięła się z podporządkowania się i sojuszu z papieskim Rzymem. Językiem germańsko-frankijskim (przypominającym dzisiejszy flamandzki) posługiwał się jeszcze sam cesarz Karol Wielki, w którego czasach w pewnym sensie rozpoczęło się tworzenie łacińskiego Zachodu. Widomym tego znakiem było wprowadzenie, za radą nadwornego teologa cesarskiego Alkuina, rytu rzymskiego na terenie całego imperium na miejsce degenerujących się rytów galijskich. Zabieg ten ? sam w sobie kontrowersyjny ? doprowadził do wymieszania się obydwu rytów i stworzenia nowej jakości kulturowej. W tym samym czasie wprowadzono we frankijskim imperium rzymską muzykę kościelną, która pod wpływem germańskim i na podłożu galijskim, zaczęła ewoluować w stronę klasycznego chorału gregoriańskiego ? prawdziwej perły cywilizacji rzymskokatolickiej.
Po podziale państwa Franków Flandria znalazła się w centralnej części dziedzictwa, rozciągającego się od Niderlandów po Italię, którego pierwszym władcą został Lotar. Te ziemie pozostały kulturowo niezwykle płodne, czego dowodem jest powstanie właśnie na tych ?centralnych? terenach sztuki gotyckiej, a także wspomniane już powyżej flamandzkie malarstwo sztalugowe.
Oprócz ?pięknej Brugii? o dawnej wielkości Flandrii świadczą także Antwerpia, Gandawa, a także Bruksela, miasto, które stosunkowo późno zaczęło posługiwać się językiem francuskim, właściwie to dopiero po tym, jak stało się stolicą Belgii w 1830 r. Zjednoczone państwo dyskryminowało uważany za barbarzyński i chłopski język flamandzki ? językiem urzędowym był tylko francuski, co spowodowało stopniowe wyparcie flandryjskiego ze stolicy państwa. Sprzyjało temu bogactwo i uprzemysłowienie południowej, walońskiej części kraju oraz status języka międzynarodowego, którym francuski cieszył się w wieku XIX. Budziło to, rzecz jasna, opór Flamandów, którzy nie tylko czuli się dyskryminowani na tle narodowym, ale również byli głęboko nieufni w stosunku do zinfiltrowanej przez siły masońskie, rewolucyjne i socjalistyczne Walonii. Sytuacja zaczęła się powoli zmieniać po roku 1900, kiedy to przemysł waloński przechodził kryzys. Epoka postindustrialna była czasem, gdy Flamandowie uzyskiwali coraz więcej autonomii dla swych praw i języka, a także zaczęli odrabiać zaległości demograficzne. Dziś sytuacja jest odwrotna niż przed stu laty ? Flamandów jest około sześciu milionów, a Walonów ledwie cztery, i to wliczając francuskojęzycznych emigrantów z Afryki i Azji. Tym niemniej wraz z sukcesem gospodarczym wynikającym w dużej mierze z kultywowania tradycyjnych flandryjskich cnót, jak pracowitość i solidność, następowała stopniowa erozja tradycyjnych wartości, a przede wszystkim ich podstawy ? katolickości. Dzisiaj Flandria jest tak samo libertyńska, jak i upadła ekonomicznie Walonia. Współczynnik rozwodów wynosi dzisiaj dla całej Belgii ponad 70%, a takie zboczenia, jak homoseksualizm, wraz z możliwością adopcji dzieci, czy eutanazja są już zalegalizowane. Pomimo to Stare Miasto w Brukseli, które ostało się wśród brzydoty nowej części miasta, zdominowanej przez nieludzkie budownictwo Unii Europejskiej, wzbudza prawdziwy zachwyt. Szczególnie godne uwagi są: stara katedra św. Guduli czy ratusz, który ciągle świadczy o gotycko-flamandzkim charakterze Brukseli.
(?)
ks. Rafał Trytek

Wyświetlony 4366 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.