Wydrukuj tę stronę
poniedziałek, 03 maj 2010 10:07

Kłopotliwa demokracja

Napisał

Jednym ze stałych tematów naszej debaty publicznej jest problem demokracji – jej przestrzegania i łamania, wspierania i nadużywania, obrony i niszczenia. Zależnie od koniunktury politycznej, część publicystów i polityków uważa, że w wyniku zwycięstwa pewnych opcji politycznych demokracja znalazła się w niebezpieczeństwie, część zaś – przeciwnie – twierdzi, że to właśnie dowodzi istnienia demokratycznych reguł gry. Z punktu widzenia środowisk lewicowych rozwój demokracji w Polsce przebiega po sinusoidzie: Polacy najpierw „nie dorośli do demokracji”, wybierając Wałęsę, następnie dojrzali do niej, głosując dwukrotnie na Kwaśniewskiego, aby potem znów popaść w niedorozwój i poprzeć Kaczyńskiego oraz PiS. Prawica interpretuje owe momenty „niedojrzałości” jako rezultat skutecznego działania demokratycznych mechanizmów, pozwalających społeczeństwu odsuwać od władzy osoby skompromitowane i głosować wbrew opinii elit, natomiast równie częste momenty "dojrzałości" tłumaczy chwilową zaćmą, efektem peerelowskich nawyków bądź omamieniem ludu przez zawłaszczone przez lewicę media. Chociaż więc każda ze stron uważa, że demokracja działa dobrze tylko wtedy, kiedy wygrywają jej faworyci, obie jednak akceptują ten sam zbiór dogmatów, z których podstawowy brzmi: niezależnie od chwilowych aberracji, demokracja jako taka nie może być kwestionowana, a towarzyszące jej negatywne zjawiska wynikają z jej niedostatku bądź ludzkiej ułomności. Łączy się to z notoryczną niejasnością dotyczącą samego terminu "demokracja" i wyraźną niechęcią do jego dookreślenia, co, być może, wynika ze świadomości, że taka precyzacja nie tylko wymagałaby ponownego przemyślenia ustalonych stanowisk, ale również ukazałaby w nieco innym świetle toczone spory.

 

Co to jest demokracja?
Filozoficzne dyskusje wokół demokracji pokazują, że trudno byłoby ustalić wyczerpującą definicję obejmującą wszelkie możliwe stanowiska. Sam termin oznacza dosłownie ?rządy ludu?, co oczywiście do razu prowadzi do pytań o to, czym jest lud i w jaki sposób miałby on rządzić. Na potrzeby niniejszych analiz przyjmijmy, że termin ?lud? oznacza ogół obywateli, całe społeczeństwo czy naród, demokratyczne rządy polegają zaś na podejmowaniu decyzji większością głosów. Akceptacja demokracji wiązałaby się więc z określoną odpowiedzią na pytania ?kto rządzi?? oraz ?w jaki sposób rządzi??. Nie zostają tu rozstrzygnięte żadne kwestie dotyczące wartości, którymi rządzący się kierują, czy celów władzy. Wiadomo jedynie, że uzasadnione decyzje to te, które podjął lud większością głosów. Mamy do czynienia z pustym, niejako formalnym schematem, który można wypełnić dowolną treścią, brak natomiast kryteriów określających dokładnie, jaka to ma być treść. Dlatego też, jeśli np. decyzja o zakazie edukacji kobiet czy konfiskacie mienia obcokrajowcom zostanie w danej społeczności podjęta większością głosów, będzie ona miała demokratyczną legitymizację. Opierając zatem nasz system wartości wyłącznie na demokracji, musimy uznać, że o tym, czy dana decyzja jest dobra, czy zła, świadczy jedynie jej zgodność z demokratycznymi procedurami. Z takiej też perspektywy należy patrzeć na często przywoływaną możliwość demokratycznego wyboru antydemokratycznego tyrana: wybór ów nie jest żadną aberracją w ramach demokracji, lecz, na co zwrócił uwagę już Platon, jej naturalną konsekwencją.
Trudności te zostały dość szybko zauważone, dlatego też w imię ich uniknięcia zaczęto uzupełniać termin ?demokracja? dodatkowymi określeniami wskazującymi na system wartości, któremu same demokratyczne procedury miałyby podlegać. Pojawiła się więc ?demokracja liberalna?, ?chrześcijańska demokracja?, ?demokracja socjalistyczna? oraz dziwaczny pleonazm ?demokracja ludowa?. Tego typu wzbogacanie demokracji prowadziło jednak do kolejnych trudności, o ile bowiem pierwotnie określała ona jedynie procedury podejmowania decyzji, o tyle teraz zaczęła łączyć się z pewną aksjologią. Należało więc nie tylko dowieść słuszności demokratycznych procedur, ale również uzasadnić wiązany z nimi system wartości i wykazać, że dopiero w ramach demokracji ma on szansę na najpełniejszą realizację (można bowiem było dowodzić, że np. liberalna wolność gospodarcza bądź wartości chrześcijańskie będą skuteczniej chronione przez monarchię). Zasadniczy problem wyglądał więc tak: skoro uznajemy, że demokracja może dobrze funkcjonować jedynie w ramach pewnego systemu wartości, a równocześnie uznajemy, że owych wartości nie można zrealizować inaczej, niż w demokratyczny sposób, musimy zapytać, dlaczego władza ludu połączona z decydującym głosem większości jest najlepszym sposobem na rządzenie i urzeczywistnianie akceptowanych przez nas wartości. Nie jest tak ze względów proceduralnych i pragmatycznych (są prostsze sposoby podejmowania decyzji niż demokratyczne głosowanie), nie chodzi też o skuteczność czy słuszność decyzji (nie ma gwarancji, że większość wybierze dobrze). Mówi się zazwyczaj, że demokracja to najsprawiedliwsza forma rządów. Dlaczego? Otóż dlatego, że daje każdemu obywatelowi możliwość wpływania na władzę, której podlega. A dlaczego uważamy, że każdy powinien mieć taki wpływ? Dlatego, że uznajemy, iż wszyscy ludzie są równi albo przynajmniej powinni być traktowani jako równi. Krótko mówiąc, twierdzenie, że demokracja jest najlepszą, to znaczy najsprawiedliwszą formą rządzenia opiera się na przekonaniu, że tylko w jej ramach można urzeczywistnić szeroko rozumiany egalitaryzm.

 

Lewicowy elitaryzm
Przejdźmy od tych abstrakcyjnych rozważań do konkretów. Podstawowy kłopot polskich polityków i publicystów z demokracją polega na tym, że bronią oni dogmatu o bezwarunkowości demokracji, mimo tego że jest to trudne do pogodzenia bądź sprzeczne z innymi bronionymi przez nich wartościami. Jednak głęboko zakorzenione przekonanie, że w polityce demokracja jest dziś jedyną możliwością, a bycie niedemokratą bądź antydemokratą nie uchodzi, prowadzi do tego, że łatwiej godzić się z niespójnością poglądów niż odrzucić demokratyczny dogmat.
Jeśli chodzi o polską lewicę, jej kłopoty z demokracją najlepiej oddaje stwierdzenie Bronisława Geremka wypowiedziane po klęsce jego faworyta w wyborach prezydenckich: ?Polacy nie dorośli do demokracji?. Opinia ta, co często się zauważa, jest sprzeczna ze stojącym u podstaw lewicowej ideologii egalitaryzmem, który powinien łączyć się z respektem dla demokracji i ?głosu mas?. Problem jednak polega na tym, że lewicowe idee miłości i szacunku dla ludu powstawały i nadal powstają poza ludem, niejako na salonach klas wyższych, co w nieuchronny sposób ciąży na sposobie ich realizacji. Ideologia lewicowa kultywowana jest świadomie przez wąskie grupy intelektualistów oraz ich zwolenników rekrutujących się przede wszystkim z urzędniczej (?budżetowej?) części klasy średniej, mającej silne poczucie wyższości nad ?zwykłymi ludźmi?. Przy tym, odkąd porzucono mit proletariatu jako kolektywnego mesjasza i sięgnięto po tematy sprzeczne z postawą zdroworozsądkową, takie jak homoseksualizm, feminizm czy ekologia, myśl lewicowa zupełnie oderwała się od ?ludu?, przybierając formę paternalistycznej doktryny oświeconych. Postawa taka widoczna była już u Marksa, wzmocnił ją potem Lenin, uznając ?Partię? za jedynego wyraziciela prawdziwych interesów proletariatu, a upowszechniła Szkoła Frankfurcka, walcząc z kulturą masową w imię arystokratycznego socjalizmu. Współczesna lewica, zarówno ?stara?, jak i ?nowa?, podtrzymuje to elitarno-paternalistyczne stanowisko, oznaczające faktycznie pogardę dla prostackiego ?ludu? czy ?plebsu?, obojętnego bądź wrogiego emancypacji mniejszości seksualnych, kwestii kobiecej czy ochronie środowiska. Ta postawa musi jednak nieuchronnie popaść w konflikt z dogmatem egalitaryzmu i związanym z tym kultem demokracji. Ponieważ jednak oddanie głosu masom i respektowanie głoszonej zasady równości wykluczałoby pełnienie przez lewicę prometejskiej roli oświeconego przewodnika i nauczyciela ludzkości, należy w jakiś sposób załagodzić tę sprzeczność. W tym celu zazwyczaj odwołuje się do ?magicznej? teorii fałszywej świadomości, która ma tę zaletę, że na jej gruncie da się obronić właściwie każde twierdzenie, a przeczące mu fakty zinterpretować na swoją korzyść. Tak więc ludzie ?teoretycznie? są równi, ale w praktyce większość z nich ma fałszywą świadomość, tzn. błędny obraz świata, siebie, własnych pragnień i interesów. Krótko mówiąc, ludzie nie wiedzą, co ?naprawdę? jest dla nich dobre, ale na szczęście istnieje oświecona elita, która wie i której należy słuchać. W ramach tego schematu można bez trudu połączyć dogmat o równości, kult demokracji, emancypacyjną eschatologię i paternalistyczne twierdzenie o tym, że lud nie potrafi właściwie wybrać i dlatego też trzeba ? dla jego własnego dobra ? nim pokierować. Przekładając to na obrazy współczesnej popkultury, można powiedzieć, że lewicowy myśliciel czuje się jak główny bohater filmu Matrix: spogląda na zniewolone masy nieznające prawdy i wie, że musi je wyzwolić nawet wbrew ich woli.

 

Prawicowy egalitaryzm
Natomiast kłopoty prawicy z demokracją są innego rodzaju. Ideologia prawicowa daleka jest od kultywowania egalitaryzmu i naturalne jest dla niej bronienie tradycyjnych hierarchii. Odrzuca również (z wyjątkiem niektórych konserwatystów) schemat fałszywej świadomości, traktując ludzi jako autonomiczne podmioty dokonujące różnych, lepszych bądź gorszych wyborów świadomie i na własną odpowiedzialność. Ktoś, kto wybiera źle, nie jest ?niedojrzały? czy ?nieoświecony?, co sugerowałoby, że w jakimś innym, idealnym świecie pozbawionym czynników deformujących jego postrzeganie rzeczywistości dojrzałby i dokonywałby wyborów właściwych. Nie ? można powiedzieć, że jest po prostu głupi, zły bądź nikczemny, my zaś możemy jego decyzje respektować, np. w imię szacunku dla jego człowieczeństwa, bądź też odrzucać, powołując się na jego brak kompetencji. Dopuszczalne są zatem wypadki, kiedy uznajemy, że tak jak nie pozwalamy przeprowadzać skomplikowanej operacji na sercu pierwszemu z brzegu przechodniowi, tak też np. w kwestii finansów państwa nie dopuszczamy do tego, aby decydowali ignoranci. Ideologia prawicowa, odrzucając dogmatyczny egalitaryzm, nie musi więc zakładać demokracji jako jedynego właściwego modelu ustrojowego i uznawać, że demokratyczne procedury są zawsze słuszne i skuteczne.
(?)
Damian Leszczyński
Wyświetlony 5067 razy
Damian Leszczyński

Najnowsze od Damian Leszczyński

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.