wtorek, 01 czerwiec 2010 14:53

Tradycja w Niemczech

Napisane przez

W jednym z poprzednich numerów "Opcji na Prawo" opisałem moją wizytę w USA, kraju, w którym reakcja na rewolucję lat sześćdziesiątych XX wieku była od początku bardzo silna. Podobnie działo się w Niemczech, gdzie skutki reform soborowych zniszczyły gruntownie życie katolickie w ciągu zaledwie kilkunastu lat. Pamiętajmy, że Niemcy stały od początku w pierwszym szeregu najbardziej progresywnych krajów. Korzenie tego stanu rzeczy sięgają XVIII w., kiedy to w krajach niemieckich rozpowszechniły się liczne błędy wynikające z tzw. Oświecenia i popierane zazwyczaj przez władze polityczne. Najbardziej znany jest tutaj józefinizm, pod którym rozumie się wiele reform wprowadzanych w naddunajskiej monarchii za czasów cesarza Józefa.

 

Te ?reformy? doprowadziły do ścisłego uzależnienia Kościoła od władzy państwowej, a co gorsza do wprowadzenia licznych innowacji dalekich od katolickiej ortodoksji. Wszędzie zaś wprowadzano język niemiecki do liturgii, aby uzależnić miejscowy lud od państwa. Ingerencje omnipotentnego państwa mogliśmy odczuć na własnej skórze również w Polsce, a konkretnie w jej ?galicyjskiej? części. Oto w 1785 roku cesarz Józef samowolnie utworzył diecezję tarnowską na rozległym terytorium sięgającym aż do dzisiejszej krakowskiej dzielnicy Podgórze. A wszystko po to, by zniszczyć starodawne tradycje diecezji św. Stanisława i wprowadzić nowe oświeceniowe porządki. Skutkiem tego było odwrócenie się ludności wiejskiej od wiary i moralne zdziczenie, a kilkadziesiąt lat później tzw. rabacja. Natomiast w pozostałej części Niemiec józefinizm znalazł swój odpowiednik w tzw. febronianizmie. W czasie okupacji napoleońskiej dochodziło na terenie Bawarii oraz w okolicy Jeziora Bodeńskiego do prób wprowadzania reform, które przypominały te z lat sześćdziesiątych XX w. Np. ustawiano ołtarz w stronę ludu, a język łaciński zastępowano niemieckim.

W wieku dwudziestym, a zwłaszcza w okresie międzywojennym, zaktywizował się w Niemczech ruch już ściśle modernistyczny i ekumeniczny. W wielu ośrodkach życia kościelnego zaczęto się przygotowywać do przejęcia władzy nad strukturą Kościoła i rozpoczęcia ?nowej reformacji?. Modernistyczny ?marsz przez instytucje? rozpoczął się na dobre po drugiej wojnie światowej, kiedy to nowatorzy zdobyli liczne przyczółki w rzymskich dykasteriach. Jednym z najbardziej aktywnych był niemiecki (czy też niemiecko-żydowski) kardynał Bea, zresztą spowiednik papieża Piusa XII. Ale największą rolę Niemcy odegrali jako teologowie na Soborze Watykańskim II. Niemieccy biskupi od początku obrad w 1962 r. wchodzili w skład tzw. sojuszu reńskiego, wraz z innymi progresywnymi episkopatami krajów takich, jak Francja, Holandia czy Szwajcaria. Dzięki świetnej organizacji i propagandzie medialnej ta grupa z krajów nadreńskich zyskała dominującą rolę w obradach. Ale bodaj decydujące znaczenie miało poparcie, jakim moderniści cieszyli się ze strony Jana XXIII i Pawła VI. Warto nadmienić, że Europejczykom przyszedł również w sukurs episkopat amerykański, który równie ochoczo wspierał reformy, a zwłaszcza dekret o tzw. wolności religijnej. Amerykanie przepojeni byli ideami tzw. amerykanizmu, który odmawiał prawdziwej religii statusu wyznania publicznego. Nadto błąd ten zakładał, na przykład, nadrzędność praktyki w stosunku do teorii, co oznaczało de facto zezwolenie na okrawanie od Prawd Wiary elementów szczególnie niestrawnych dla współczesnego człowieka. Dziewiętnastowieczny amerykanizm miał znaczenie poprzez wpływ, jaki odegrał na tworzenie się w Europie modernizmu. Nadmienię jeszcze, że twórcą amerykanizmu był redemptorysta niemieckiego pochodzenia, o. Haecker. Na marginesie warto dodać, że innymi ?importowanymi? symbolami amerykanizmu ? tym razem rozumianego potocznie ? są między innymi Statua Wolności, podarowana młodej republice przez zrewoltowanych Francuzów, a także noszący dziwne jak na Anglosasa imię: Santa Claus. Warto znać takie fakty, by nie popaść w zbyt jednostronny antyamerykanizm, obwiniający Stany Zjednoczone o całe zło naszego świata.
Powracając do epoki Soboru Watykańskiego II, trzeba by wymienić teologów, którzy zajęli najbardziej rewolucyjne stanowisko. Obok de Lubaca, Danielou czy Murraya, byli wśród progresistów liczni Niemcy, tacy jak księża profesorowie Jan Küng, Walter Kasper czy Józef Ratzinger. Spośród niemieckojęzycznych hierarchów odznaczali się szczególną reformatorską gorliwością kardynał Frings z Kolonii i König z Wiednia. Obydwaj zaprzyjaźnili się na Soborze z młodym biskupem Wojtyłą i mieli znaczący wpływ na Jego dalszą karierę kościelną. Nic dziwnego, że będące ojczyzną tylu przekonanych modernistów, Niemcy stały się areną szczególnie intensywnego kulturkampfu przeciw staremu porządkowi. Jednocześnie, może właśnie dzięki radykalizmowi reformatorów, ale i starej, walecznej tradycji niemieckiego katolicyzmu, zmagającego się od blisko pięciuset lat z protestantyzmem, narodził się tam szybko zdecydowany opór w obronie katolickiej doktryny, sakramentów i honoru Kościoła szarganego przez zawodowych ?przepraszaczy? w imię otwarcia się na inne kultury i religie. Opór ten miał z początku charakter przede wszystkim intelektualny. W 1970 r. w Monachium powstaje pismo ?Einsicht? (z niem.: rozum, intelekt), a od 1971 r. ukazywało się pismo ?Kyrie eleison?. Pierwsze z pism grupuje studentów Uniwersytetu Monachijskiego skupionych wokół prof. Reinharda Lautha. Środowisko to dość szybko opowiedziało się za sedewakantyzmem, jako jedynym stanowiskiem pozwalającym na zachowanie całości Nauki Kościoła. Prof. Lauth odegrał ważną rolę w przetrwaniu tego ruchu w dziedzinie sakramentalnej, poprzez zorganizowanie święceń biskupich ks. prof. Michała-Ludwika Guerarda des Lauriersa w maju 1981 r., a nieco później, bo w październiku tego samego roku, święceń dwóch kapłanów meksykańskich. W obydwu święceniach uczestniczyli zresztą dwaj redaktorzy ?Einsichtu?: dr Kurt Hiller i dr Eberhard Heller. Sporo niezłych artykułów do pisma pisał początkowo również dr Wilhelm Konrad Ettelt, ojciec ks. Anzelma Ettelta FSSPX, który od dziesięciu już lat prowadzi w Polsce pracę duszpasterską. Bezpośrednio z tego środowiska pochodzą również inni członkowie Bractwa Św. Piusa X, a mianowicie ks. Franciszek Schmidberger, który z biegiem czasu wyraźnie się zdystansował od grupy, ks. Mikołaj Wodsack, który do tej pory utrzymuje serdeczne kontakty z prof. Lauthem i jednocześnie pozostaje teologicznie niezależny od głównego nurtu w lefebvryzmie, oraz ks. Michał Wildfeuer, który poszedł na lewo i jest obecnie członkiem Kościoła soborowego.

 

(?)
Ks. Rafał Trytek

Wyświetlony 5623 razy
Więcej w tej kategorii: « Piraci! Przyjazny islam? - Nonsens »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.