środa, 02 czerwiec 2010 12:05

Król i prymas

Napisane przez

Pomiędzy Kościołem a państwem zawsze istniały napięcia. Tyle tylko, że były one czasem marginalne, a czasem dochodziło do sytuacji ekstremalnych. Współcześnie te ostatnie zaistniały w czasach stalinowskich, a ich apogeum przypadło na okres aresztowania prymasa Stefana Wyszyńskiego. Później było nie tyle lepiej, lecz inaczej. Nie mordowano księży jawnie, lecz skrycie. Wytaczano procesy nie za szpiegostwo, jak dawniej, lecz za szkalowanie państwa. Powstanie "Solidarności" miało ten dysonans zlikwidować. Takie były zamiary i deklaracje. Po 1989 roku wydawało się, że nic nie stoi na przeszkodzie we wzajemnych dobrych relacjach służących Kościołowi i państwu. Ostatnie jednak wydarzenia wskazują na poważne odstępstwa od tych, kiedyś głoszonych zasad.

 

Król i prymas

Kiedyś król dbał o międzynarodowe znaczenie polskiego Kościoła. Wiedział on, że dobra pozycja każdego polskiego hierarchy w Rzymie, to większe znaczenie Polski na świecie. Prymas zaś dbał o to, aby każdy król był prawowicie koronowany i aby jego autorytet zarówno wśród poddanych, jak i za granicą był nienaruszalny. Był to oczywiście schemat, gdyż na ogół król z prymasem spierali się nierzadko o wiele spraw. Np. prymas zabiegał o zwolnienia podatkowe dóbr kościelnych, a król o nominowanie sobie przychylnych biskupów. Prymas nalegał na prowadzenie polityki zagranicznej korzystnej dla Kościoła powszechnego, a król bardziej korzystnej dla siebie. Dziesiątki przykładów takich sporów podaje Paweł Jasienica w swojej historycznej epopei. Na ogół spory te, choć często ostre i gwałtowne, nie wychodziły poza bramy królewskiej kancelarii i pałacu prymasowskiego. Na zewnątrz, szczególnie w obliczu wroga, obie suwerenne władze występowały zgodnie w interesie Kościoła i państwa. Do klasycznych okresów tak pojętej współpracy należało panowanie Mieszka I, Bolesława Chrobrego, Kazimierza Wielkiego i zasadniczo wszystkich Jagiellonów i Wazów. Oczywiście, że były też po obu stronach drastyczne odstępstwa od tak pojętej współpracy. Skutkowały one zawsze obniżeniem polskiej pozycji wśród sąsiadów i europejskich rywali. Działo się tak niezależnie od tego, czy zasady te naruszyła strona kościelna, czy państwowa, czy też obie naraz.

Marszałek i prymas Hlond

Z relacji tych doskonale zdawał sobie sprawę Marszałek Piłsudzki. Jako socjalista do Kościoła miał stosunek raczej chłodny. Zdawał sobie jednak sprawę, że jego żołnierze są religijni, więc potrzebują kapelana, o co osobiście zabiegał. Prymasa Kakowskiego, jako dawnego lojalisty, nie lubił i zabiegał o jego zmianę, ale nigdy publicznie nie wypowiadał się na ten temat. Jego zabiegi miały charakter bardzo poufny i dyskretny. Kiedy dochodziło do zmian, jakich pragnął, wszystkim się wydawało, że nastąpiły one w drodze naturalnych przesunięć, awansów, rezygnacji itp. czynności powszechnie akceptowanych w cywilizowanych społeczeństwach. Podobne w formie były działania prymasa Hlonda, który pochodził ze Śląska, gdzie była najsilniejsza opozycja spod znaku endecji i chadeków. Jeżeli prymas krytykował w swoich listach postępowanie władz, to zawsze w formie pozytywnych propozycji, sformułowanych w sposób bardzo ogólny. Obaj wiedzieli, że pomimo tego, co ich dzieli, wspólnie odpowiadają za powierzone im państwo. Świadomość tej odpowiedzialności była przyczyną opuszczenia przez prymasa Hlonda kraju wraz z rządem w dniu 18 września 1939 roku, co później wielokrotnie mu wypominano, zarzucając porzucenie owczarni. Tymczasem prymas postąpił tak na życzenie prezydenta Mościckiego, który przekonał go, że może w ten sposób lepiej pomóc narodowi i państwu.

Kardynał Kominek i wojewoda Zawadzki

W pierwszych powojennych latach z potrzeby ścisłej współpracy z Kościołem zdawali sobie sprawę nawet komuniści. To, że agent NKWD prześladowca Polaków i wróg niepodległej Polski Bolesław Bierut, jako bezpartyjny Prezydent Polski Ludowej prowadził w Boże Ciało pod rękę prymasa, było próbą zyskania przez komunistów na czasie dla umocnienia swojej pozycji, lecz równocześnie umacniało to też pozycję prymasa. Na Śląsku, gdzie wojewodą po wojnie był generał Aleksander Zawadzki, usilnie namawiał on kościelnego hierarchę na Śląsku do rozwijania, umacniania i tworzenia struktur kościelnych, przede wszystkim na Opolszczyźnie i na Dolnym Śląsku. Dla tego celu z podległych mu jednostek wojskowych dostarczał sprzęt komunikacyjny, żywność, a nawet osobiście z przyszłym kardynałem wyjeżdżał sprawdzać postępy w tworzeniu kolejnych parafii. Po wchłonięciu w 1948 roku PPS przez PPR i utworzeniu PZPR, to wszystko zmieniło się w swoją odwrotność. Tracił na tym Kościół, traciło też państwo, aż do całkowitego upadku totalitarnego systemu w 1989 roku.

 

(?)
Andrzej Marecki

Wyświetlony 5167 razy
Więcej w tej kategorii: « Teolog i newsy Nowe zniewolenie »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.