poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:24

"Sex-afera" w oczach prowincji

Napisane przez

Proszę mi wierzyć: absolutnie nie jestem ideologicznym zwolennikiem "Samoobrony RP" – partii politycznej stworzonej przez obecnego wicepremiera, p. Andrzeja Leppera. Podobnie nie jestem stronnikiem "Gazety Wyborczej". Nie..., nie będzie to powiastka o sławnej, acz tandetnej aferze, którą na swój użytek nazywam "swastyką w rozporku". Od tego są tabloidy w rodzaju "Faktu" – gazety odmóżdzającej, powracającej do formuły pisma obrazkowego: z pełnymi przeprosinami dla starożytnych Sumerów i Egipcjan. Powiastka będzie innego typu: "Oświeceni w oczach Gumiaków", "Warszawka okularami Prowincji" tudzież "Żydy" kontra "Chamy" . Minireportaż jest efektem moich wczesnogrudniowych, korespondujących z "aferą rozporkową" wędrówek po południowych, graniczących z Czechami peryferiach województwa opolskiego. Trudno w tym wypadku posądzić autora o np. "sławny" nacjonalizm lubo jeszcze modniejszy "antysemityzm", gdyż obracał się w środowisku mieszanym: polskim, niemieckim, morawskim lub śląskim. Takie są realia pogranicza. Cóż, po raz pierwszy zostałem internacjonalistą...

 

Nauczyciel (60 lat): "Pan Andrzej Lepper jest człowiekiem sprawnym i ? jednak ? autentycznym. To, że ubiera się w dobre garnitury lub łazi do solarium ? nie ma żadnego znaczenia. Przywódca w gumiakach to marność ? nawet dla tragicznych mieszkańców byłych PGR-ów. Ludzie kochają Ťshowť. Jednak potrafi z chłopska przywalić 'elitom'.

Inna sprawa to jego najbliższe polityczne otoczenie: trochę tam wariatów, lawirantów, jakichś facetów z obrzeży PZPR, obiboków, szumowin... Nie jest to jednak całość obrazu. Jak ja widzę, co ci redaktorzy z 'Gazety...' (Wyborczej ? DR) robią, to mi się chce 'do Rygi'. Pan wie, tacy twórcy kultury. Mój ojciec-warszawiak (a jest tu nas trochę) mawiał: 'kulturyści z Nalewek'. Już po wojnie ? jak sobie wypił. Jako chłopak grał z nimi w piłkę nożną. Tam było sporo komuchów, ale większość kombinowała, jak my. U nas, tak mówił ojciec, mało było prostytutek, a tam..., oj na potęgę... Ale to historia.
Nie wiem, pewnie ten poseł (p. Łyżwiński ? D.R.) kogoś tam macał, ale kiedyś widziałem pana z SLD, który walił po pupie jakąś kobietę (być może chodzi o p. posła Iwińskiego pakującego rękę pod żakiet tłumaczki ? DR). To zaraz wyparowało, a nawet obracano to w żart. Wie pan, emeryturka blisko, grzybki, rybki, pełny luz. Ja tam już idę naprawdę w odstawkę, więc mogą mi nagwizdać. Ryby, panie ryby, to jest to!!!. Ale patriotą będę do końca, a nawet później".
Jadę dalej, pagórkowate tereny powiatów głubczyckiego, prudnickiego i nyskiego ? matecznik "Samoobrony". Rolnicy, piekarze, rzemieślnicy, weterynarze "et cetera". Jakby nie patrzeć: drobni kapitaliści ? firmy 2-3 osobowe. Atmosfera bardzo polska lubo swojska, najczęściej serdeczna.
Chłopi z powiatu nyskiego (główny rozmówca, p. Henryk, ok. 50 lat): "Świniaka panu nie ubijemy, bo teraz normy z Unii ? nie wolno bić, ale trochę kiełbasy z czosnkiem do bagażnika to damy, no i naszego sera. A wie pan, że my z gównem tu przybyli, chlew, transport jak z bydlętami... Mama żyje, to wie... Panienką była, jak Sowiety ją tu zawieźli. My som chłopy i nie słyszeli o jakimś molestowaniu. Czasem, jak baba warknie, to i ja warknę. A ci z Warszawy to roboty nie znają. A już najbardziej to ten..., nie pamiętam..., taki z twarzą jak 'cyferblat', mądraliński... (suponuję, że chodzi o p. posła Ryszarda Kalisza ? DR). Oni w ogóle nas nie znają. Bo my jesteśmy na swoim, a nie państwowym, i trza zapierniczać, a nie patrzeć się na tych, co z urzędu mają niezłe pensyjki. Mam w d***e politykę. Gazet nie czytam, ale wkurwia mnie, gdy nas wyzywają od najgorszych. Taki profesorek gadał o chłopskim pociągu do bab. Tak pogardliwie. Ciekawe, ile sam przeleciał. Dwa razy głosowałem na Leppera, teraz już nie głosuję, ale wolę jego od tych różnych...".
W sąsiedniej wiosce (50 % autochtonów) autentyczny Ślązak (86 lat): "Panie, my Ślązoki, ale głosujemy za Lepperem, bo już tylko tu byndziemy, a ta mnijszość niemiecka, to oni się obrobili ? tylko ancugi i takie szajs-gówienka (zapewne chodzi o parlamentarne przedstawicielstwo Mniejszości Niemieckiej w Sejmie RP ? D.R). Jo tam walczył w Wehrmachcie, potem w lagrze amerykańskim był, no i wróciłech do swoich, bo w Reichu po wojnie nie było co żreć. No i tęsknota. Raz żech głosował na mniejszość niemiecką, a potem na Leppera. Jo to bardzo lubia czytać cajtungi ? wnuczka przynosi codziennie. Teraz mi czytała o tych... jak to po polsku... (pomagam ? D.R.) zboczeniach. Panie, baba musi się pilnować. Chłop może sobie iść na halbę piwa, a sama baba nie, bo tak Bóg to wymyślił. Baba lubi, jak ją czasami ktoś w tyłek trzaśnie, a chłop nie lubi. Bo Bóg tak wymyślił. Chłop pracuje jak wołek, żeby baba miała dobrze... I znowu Pan Bóg to wymyślił. Reszta to wariactwo. Już teraz na wybory nie ida, bo pewnie wcześniej umrza. Ale ciesza się, że dobrze żyja, że my Ślonzoki i Poloki się lubimy. Tutaj wielu chłopa głosowało na niego (Leppera ? D.R.), bo myśleli, że Niemiec i bauer. Jo tam jest Ślązok, nie Niemiec, ale i tak myśla, że Wehrmacht to była najlepsza armia świata. Ale polski Wehrmacht też jest gut".
(?)
Dariusz Ratajczak

Wyświetlony 3727 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.