poniedziałek, 21 czerwiec 2010 18:31

Dziewczyny spod jednej celi (1)

Napisane przez

Siedem bohaterek. Eleganckie damy w średnim wieku. Kulturalne, inteligentne, wykształcone.

Na pierwszy rzut oka nikt by się nie domyślił, że na życiu każdej z nich ciąży tajemnica. Nikt by nie przypuszczał, że każda z nich siedziała w więzieniu. Nikt by nie podejrzewał, że o ich obecnym życiu w dużej mierze przesądziły wieloletnie wyroki.
ELA: Elżbieta Mossakowska ? 1,5 roku więzienia.
JOLA: Jolanta Hoppe, dawniej Wilgucka ? 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata
ANIA: Anna Niszczak ? 3 lata więzienia.
MARYLKA: Marianna Samlik, dawniej Błaszczak ? 3,5 roku więzienia.
WIESIA: Wiesława Kwiatkowska ? 5 lat więzienia.
ZOSIA: Zofia Dublaszewska, dawniej Kwiatkowska ? 5 lat więzienia.
EWA: Ewa Kubasiewicz-Houée ? rekordzistka ? 10 lat więzienia.
Sytuacja graniczna ? uwięzienie. Filozofowie stawiali w jednym szeregu ze śmiercią. Historia tej siódemki to opowieść o piętnie, jakim uwięzienie odciska się na człowieku. O wydarzeniach, które pociągają za sobą nieodwracalne konsekwencje. To opowieść o traumie, jaką powoduje wielka, a niezasłużona krzywda. Opowieść zarazem o charakterach, których nie dało się złamać.


Dziewczyny spod jednej celi.
Tylko dwie z nich ? Wiesia i Ania ? pozostały w Polsce. Resztę los rozrzucił po świecie. Marylka wylądowała w USA. Ela zamieszkała w Niemczech, Jola w Kanadzie. Zosia osiedliła się w Australii, Ewa we Francji.
Na wiele lat rozdzieliła je "żelazna kurtyna", dopiero przemiany ustrojowe w Polsce po 1989 roku pozwoliły im odnowić kontakt. W pełnym składzie spotkały się po raz pierwszy po dwudziestu latach od wyjścia z więzienia. Urządziły sobie krótki wspólny urlop w Polsce. Mieszkały razem przez tydzień na pięknych polskich Kaszubach.
Od tego spotkania szukają każdej sposobności, by chociaż przez chwilę pobyć razem. Czasem spotykają się we dwie lub trzy, czasem do kompletu brakuje tylko koleżanek z innych kontynentów, chociaż zdarza się, że kiedy Marylka ściąga z USA do Polski, wtedy odliczają się przy niej Ania i Wiesia, Ewa i Ela.
Wielka radość z każdego spotkania. Spacery, rozmowy, niekończące się rozmowy. Ich głęboka przyjaźń przetrzymała próbę czasu. To widać w każdym geście, słychać w każdym słowie. Odżywają wspomnienia. Wśród żartów, śmiechu. Często jednak to śmiech przez łzy. Niekiedy też ciarki przebiegają po grzbiecie. Robi się smutno, momentami ponuro...

Kryminalistki.
Były młode, przed sobą miały całe życie. Studiowały, pracowały, zakładały rodziny, miały małe dzieci, Jola była w ciąży.
Więzienne kraty na zawsze pogmatwały im życie. Odcisnęły się trwale na osobowościach.
Ania mówi:
? Dzieci rosły, rosły, a ja w dalszym ciągu nie mogłam im o tym opowiedzieć. Jak tu powiedzieć dzieciom, że ich mama siedziała w więzieniu. Zapytają wtedy: "mamo, a co takiego złego zrobiłaś?". Stworzyłam więc w sobie taką blokadę... Wiedziałam jednak, że muszę to zrobić ja, a nie kto inny... Poprosili, żebym wreszcie coś powiedziała. Zdobyłam się na odwagę, przedstawiłam swoje dzieci i powiedziałam, że chciałabym, żeby moje dzieci dowiedziały się pewnej historii z mojego życia. Opowiedziałam, ale najbardziej bałam się reakcji swoich dzieci... Jedno miało wtedy 13 lat, drugie cztery lata młodsze. Siadłam, popatrzyłam na dzieci. Nie odezwały się do mnie ani słowem. Tylko strasznie się we mnie wtuliły.
Zosia wspomina:
? Nie lubię o sobie mówić. W Australii nie opowiadam o sobie. Ci, co mnie trochę znają, żartują: "nasza Zocha, kryminalistka!"... Męża poznałam prawie dwadzieścia lat temu. Dwa tygodnie przed wyjazdem do Polski przyszli do nas znajomi pożegnać się. "Mamy zjazd" ? powiedziałam im. "A co to za zjazd?". ? "Baby z całego świata się zjeżdżają. Dawno się nie widziałyśmy. W Fordonie się poznałyśmy". ? "Czekaj... czekaj! Fordon to więzienie". "Więzienie"... I tak słowo od słowa. I troszkę zaczęłam mówić. Kawa, herbata. Goście posiedzieli, poszli. Mąż stanął i mówi: "Zośka, psiakość, jestem z tobą tyle lat, a ja ciebie w ogóle nie znam". Ja mówię: "A pytałeś się kiedyś? To teraz wiesz!"... Mąż był zdziwiony, to ja mówię: "Idź lepiej do naszych kózek, bo cię wołają".

Więzienna przyjaźń.
Ewa mówi:
? Zawsze myślałam, żeby uratować to, co przeżyliśmy kiedyś. Bo to było takie czyste, takie wzniosłe... I to był okres, kiedy zawiązywały się wielkie przyjaźnie. Więzy zawiązane w warunkach ekstremalnych są silne... Dziewczyny z mojej celi. Pierwsza była Jola Wilgucka. Zosia Kwiatkowska. Ania Niszczak... Przyjaźnie z tej samej celi. Rok w takich warunkach to więcej niż 20 lat. Nie sposób w celi udawać. Czyta się w swojej współlokatorce jak w otwartej książce... Przyjaźń ponad wszystko... To przeżycie jest wielkim darem.
Jola dopowiada:
? Spotkanie z dziewczynami to chyba najpiękniejszy moment w moim życiu. Po dwudziestu latach, zobaczyłam te dziewczyny moje kochane! Wszystkie mogłyśmy ciągle sobie popatrzeć w oczy, żadna nie uciekała spojrzeniem w bok. Piękne są. Wewnętrznie... Zewnętrznie też...
Zosia stwierdza:
? To spotkanie, które nam Ewusia, jak zwykle aktywna, zorganizowała, to było coś wspaniałego... Tak się czułam, jakbym te dziewczyny wczoraj widziała, chociaż minęło dwadzieścia lat... Te dziewczyny nic się, psiakość, nie zmieniły... Bardzo mi to pomogło. Zobaczyłam, że dziewczyny nie są tak bardzo załamane, bo wierzą w dalszym ciągu w to, o co walczyły...
Ania dodaje:
? Myśmy się niewiele zmieniły. Potrafimy się nadal porozumiewać bez słów. Hasłami... Tamto spotkanie mi powiedziało, że to jednak my miałyśmy rację...
Wiesia mówi:
? Spotkałyśmy się po 20 latach, A czułyśmy się tak, jakbyśmy się wczoraj rozstały. Co to jest? Łączy nas ta solidarność, którą wtedy przeżyłyśmy. Dotknęłyśmy tego metafizycznego zjawiska. Czegoś tak wielkiego nie da się zadeptać...
Wspomnienia jednak, jak ciężkie chmury, przesłaniają niekiedy radość spotkania. Ciągle przeżywają chwilę, gdy nagle zatrzasnęły im się kajdanki na przegubach.
Ania opowiada:
? Siedziałam w więźniarce między dwoma rosłymi "esbekami". Ręce w kajdanach położyłam na kolanach. Nagle jeden się pochylił i zapytał z troską, czy nie za silnie są zapięte. Ja na to podniosłam o tak... ręce do góry i kajdany mi spadły na kolana. On zabrał kajdany, rozpiął i skuł mnie na powrót. Silniej, żebym nie mogła już zrzucić bransoletek. A ja, naiwna, myślałam, że się nade mną ulitował.
Wiesia komentuje:
? Dla mnie to było straszne przeżycie, te kajdanki. Człowiek niewinny i skuty jak kryminalista.
Ela wspomina:
? 27 grudnia, dokładnie po godzinie 20, dzwonek przy drzwiach. W telewizji szedł film "Moskwa nie wierzy łzom". Otwieram. Trzech panów. Pokazują nakaz rewizji i doprowadzenia do aresztu. Miałam psa. Pies zrobił szaloną awanturę. Panowie weszli. Rozpuścili się po pokojach. Zaczęła się rewizja. Moje aresztowanie przeżyłam dość dzielnie. Uważałam, że mnie zabierają, ale ja zaraz wrócę, ponieważ nie wyobrażałam sobie, żeby nie wrócić. Mój syn miał wówczas 17 lat. Wychowywałam go sama... Zabrano mnie do aresztu. Do podziemi. To było straszne... Mój syn dopiero po sześciu tygodniach dowiedział się, gdzie ja jestem... Dni, kiedy siedziałam w celi, były okrutne. Nie miałam kontaktu z rodziną. Wydawało mi się, że mój syn siedzi na dole. Słyszałam jego głos, jego kaszel. Okazało się, na szczęście, że nie.
Zosia opowiada:
? Dziewiętnastego rano, jeszcze śpiąc, usłyszałam stuk ciężkich butów na schodach. Pomyślałam sobie: kurczę, to chyba po mnie, no bo po kogo?... Nie było dzwonka, tylko dudnienie do drzwi. Mój były mąż (byliśmy po rozwodzie) zajmował drugi pokój. Poszedł do drzwi. "To do ciebie". Podeszłam, wyjrzałam przez wizjer, a tam... Nie wiem, ilu ich było. Piętnastu? Wszyscy byli w mundurach. Z jakimiś łomami. Przygotowani do włamania. "Chwileczkę". Otworzyłam wersalkę, wrzuciłam prasę i inne rzeczy... Dudnienie. Otworzyłam drzwi. Wpadli, wtłoczyli się do środka. Przycisnęli mnie do ściany... "Piętnaście lat, dożywocie" ? zaczęli bredzić. "Może nawet kara śmierci?". Do mnie to mówią? Może i do mnie?... Potem kazali się ubierać. Chciałam się napić mleka, facet wyrwał mi butelkę... Wzięli mnie do suki. Posadzili na jakichś starych oponach... Wsadzili mnie do piwnicy. Z kryminalnymi. Jak mnie wzięli do prokuratury, a ja nosiłam warkocze, to było tyle lat temu... Prokurator wojskowy zapytał: "Kogo mi tu przyprowadzili?". Myślał, że mam 16 lat.
Ania wspomina:
? Rano poszłam do koleżanki, która mieszkała obok. I tam weszła za mną UB-ecja. Zabrali mnie na komendę. Zostałam zamknięta... Zostałam sama. Okropne otoczenie. W kącie kibel...
Ewa, Jola i Wiesia zostały aresztowane razem.
Ewa wspomina:
? Wyznaczyliśmy sobie spotkanie w mieszkaniu Joli Wilguckiej. Zajrzała Wiesia Kwiatkowska. Zajrzała moja obecna synowa, wówczas jeszcze dziewczyna syna, Madzia Kowalska... I to całe towarzystwo zostało aresztowane... Zadenuncjował nas jeden student, zastraszony lub zwerbowany przez Służbę Bezpieczeństwa...
Wiesia opowiada:
? Aresztowana zostałam z grupą kilku osób. Ewa Kubasiewicz, Jola Wilgucka, kilkoro studentów było też. Byliśmy w mieszkaniu Joli. Pukanie do drzwi. Wchodzi kilku panów. Zachowywali się z niewielką pewnością siebie. Nie byli pewni, czy dobrze robią i czy to się nie obróci przeciwko nim... Słyszę, jak na rękach Jurka Kowalczyka zatrzaskują się kajdanki, a Magda Kowalska, 18 lat wtedy miała, mówi: "To jest nobilitacja!".
(?)
Jacek Indelak
Wyświetlony 7150 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.