niedziela, 01 sierpień 2010 10:57

"Wewnętrzna logika" Magdaleny Środy

Napisane przez

Minęło już kilka miesięcy, odkąd pani Magdalena Środa przestała być "ministrą", która z macierzyńską cierpliwością pouczała nas, niesforne dziadki, jak należy rozumieć demokrację i dostosowywała nas do standardów, a ja ciągle nie mogę przestać o niej myśleć. Nie to, żebym za nią tęsknił. Przeciwnie, obawiam się jej powrotu. Poniżej wyjaśniam powody moich obaw.

 Pani Magdalena Środa w wywiadzie opublikowanym na stronach internetowych Pełnomocnika ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn stwierdza: Traktuję pracę tego urzędu jako demokratyzację demokracji. Wobec tego, że pani pełnomocnik sformułowania demokratyzacja demokracji używa na tyle często, że jest to chyba ideowa podstawa jej działania, warto zwrócić uwagę jak pojęcie to rozumie. W tymże wywiadzie na pytanie pani Joanny Tańskiej, odnośnie do możliwości uchwalenia przez parlament ustaw dotyczących "równego" statusu płci, rozszerzenia dopuszczalności przerywania ciąży i rejestracji "związków partnerskich" pani Środa odpowiada: Jestem optymistką. Przyjęcie tych ustaw będzie niesłychanie trudne, ale mam nadzieję, że nie okaże się niemożliwe. Po wyborach mogą przyjść cztery lata rządów prawicy, ale jestem przekonana, że wysiłki zmierzające do zahamowania procesu wyrównywania szans będą podobne do powstrzymywania Ziemi, żeby nie krążyła. Demokracja ma swoją wewnętrzną logikę, a to jest właśnie logika równości. Z tego by wynikało, że w demokracji zdemokratyzowanej, wewnętrzna logika jest ważniejsza od woli wyborców, którzy chyba muszą się kierować jakimś innym rodzajem logiki, której pani Środa najwyraźniej nie ceni. Próby zrealizowania przez wyborców swej woli przy zastosowaniu demokratycznych procedur, zdaniem pani pełnomocnik, są skazane na niepowodzenie i porównywane przez nią do powstrzymywania Ziemi, żeby nie krążyła. Możliwe, że pani Środa po prostu lepiej zna się na filozofii, niż na demokracji albo, co gorsza, uważa, że ma wyłączne prawo do definiowania demokracji, przynajmniej na obszarze Polski (Choć jej słynny szwedzki "występ" może wskazywać na dalej idące aspiracje).

Nie wiem, co to jest wewnętrzna logika demokracji, za to dzięki lekturze Nowej encyklopedii powszechnej PWN wiem, że demokracja jest wyrazem pochodzenia greckiego, oznaczającego ludowładztwo, ustrój polityczny, w którym władzę sprawuje społeczeństwo. Wedle bardziej współczesnego i precyzyjnego określenia, zamieszczonego w tejże samej encyklopedii, demokracja to: forma ustroju politycznego państwa, w którym uznaje się wolę większości obywateli jako źródło władzy i przyznaje się im prawa i wolności polityczne. Wobec tego dziwi determinacja pani pełnomocnik w forsowaniu ustaw, których przyjęcie (...) będzie niesłychanie trudne przecież nie dlatego, że w Polsce doszło do zamachu stanu, czy powrotu monarchii, tylko na skutek woli większości obywateli, za sprawą których właśnie przyszły cztery lata rządów prawicy. Determinacja ta dziwi tym bardziej, że w demokracji wolę większości obywateli uznaje się za źródło władzy. A skoro źródło władzy, to i źródło stanowionego przez tę władzę prawa. Sytuacja, w której urzędnik państwowy pełniący rolę strażnika demokracji martwi się o to, że promowane przezeń ustawy nie wejdą w życie z powodu woli społeczeństwa wyrażonej w demokratycznych wyborach, to horrendum. Zatem rodzi się pytanie, z czym właściwie pani Środa ma problem: ze społeczeństwem czy z demokracją?
Interesujące jest też rozumienie przez panią Środę pojęcia "równość". Zwłaszcza, że o wyrównywaniu szans ma przecież decydować raczej wewnętrzna logika demokracji, niż wola równych wobec prawa obywateli, wyrażona w akcie wyborczym. Mam hipotezę, że wewnętrzna logika demokracji oraz logika równości podoba się pani Środzie dlatego, że obowiązująca wykładnia tej logiki jest formułowana przez środowiska z panią pełnomocnik zaprzyjaźnione. Nie bez znaczenia jest i to, że są to środowiska szczególnie hołubione przez "salon" i "salonowe media", co drastycznie ogranicza możliwość krytyki.
Pani Środa, jak na demokratę przystało, dziwi się postawie pań posłanek, które do jej koncepcji równości odnoszą się bez entuzjazmu: To jakaś paradoksalna sytuacja, że posłanki wstrzymują się od głosu albo wręcz sprzeciwiają się przyjęciu rozwiązań wyrównujących szanse kobiet, bo przecież one same skorzystały z szansy aktywności politycznej, którą wywalczyły dla nich inne kobiety. Prawo wyborcze przyznano kobietom w drodze ustaw w poszczególnych parlamentach narodowych, w czasach, gdy w tychże parlamentach kobiet nie było. A zatem, jeśli już ? skoro pani pełnomocnik bardzo sobie tego życzy ? kobiety koniecznie miałyby prawo wyborcze komuś zawdzięczać, to raczej mężczyznom, którzy w głosowaniu za takim prawem się opowiedzieli. W tych okolicznościach jest to chyba jedyne wyjaśnienie źródła prawa wyborczego kobiet, zakładając, że prawo naturalne (uznające przyrodzoną godność każdej osoby ludzkiej), jak się domyślam, pani Środa raczej odrzuca. Aktualna szansa aktywności politycznej pań posłanek też nie jest wynikiem żadnej walki, tylko również głosowania, tyle że wyborców. Panie posłanki (tak samo jak panowie posłowie) reprezentują w parlamencie nie siebie, a swoich wyborców i to właśnie im są winne (winni) wdzięczność i lojalność. Zwłaszcza to drugie! Wybory do parlamentu ? wyjaśniam byłej pani pełnomocnik, bo chyba nie rozumie ? to taki akt, który poprzedza kampania wyborcza, w której kandydat prezentuje swój program, na który wyborca potem głosuje. Postawa pań posłanek i panów posłów jest rezultatem woli wyborców, co w demokracji jeszcze niezdemokratyzowanej, jest czymś oczywistym. Dotyczy to także stosunku do ustaw przygotowanych przy udziale Pełnomocnika ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, do których to ustaw była pani pełnomocnik, ze zrozumiałych względów, może odczuwać przywiązanie. Ktoś, kto po wyborach postępowałby w sposób sprzeczny z tym, co obiecywał wyborcom w kampanii, zasługiwałby na miano oszusta i naciągacza, który wyłudza pieniądze, na które w żaden sposób nie zapracował. Pani Środzie, która ma wyraźną trudność w uchwyceniu związku pomiędzy oczekiwaniami wyborców, wyborami i ich wynikiem a postawą polityków wobec ustaw, proponuję, aby sobie wyobraziła, co by czuła, gdyby zapłaciwszy za kozaki otrzymała kalosze, a wezwany przez nią hydraulik, zamiast wymienić przeciekającą rurę, wyniósłby meble. Mam hipotezę, że ta trudność, przynajmniej po części wynika z tego, że pani pełnomocnik zajmowała stanowisko, które nie pochodzi z wyboru. Oczywiście, mam na myśli wybór dokonany bezpośrednio przez obywateli. Dla polityka utrata stanowiska w wyniku praworządnych wyborów, bywa (choć rzadko) bodźcem do krytycznej autorefleksji, której wynikiem może być, na przykład, weryfikacja poglądów lub wycofanie się z życia publicznego. Obawiam się, że pani Środa, której pozycja w rządzie była wynikiem wyboru dokonanego przez wybranych, do takowej autorefleksji może być wyjątkowo mało zmotywowana.
(?)
Jan Stecki
Wyświetlony 4530 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.