niedziela, 01 sierpień 2010 11:29

"Hegel została kobietą"!

Napisane przez

Pani Bożena Umińska w artykule Feminizm ? jestem tego warta ("Przegląd", 19.03.2003 r.) stwierdza: Może więc dawniej, w XIX w., Hegel był mężczyzną, jednak od lat 60. XX w. Hegel została kobietą. Kto by pomyślał, że to aż takie proste?

 

Ciekawe, jaki los Pani Umińska zgotowała, Bogu ducha winnej, Marii Skłodowskiej-Curie? O ile w poprzednim cytacie autorka dzieliła się z nami tym, co ją raduje, o tyle w kolejnym opowiada już o samych okropieństwach: Tak, feminizm jest okropny ? jeśli raz zaczyna się patrzeć przez pryzmat jego interpretacji na kulturę, wiele rzeczy przestaje cię bawić. Nie pośmiejesz się już z dowcipów o blondynkach, teściowych, Murzynach i pedałach. Odwrotnie, przygnębią cię. Cieszy mnie, że feminizm wbrew pogłoskom nie pozbawia poczucia humoru, a w każdym razie nie całkowicie. Bo przecież z kręgu osób, z których nie będzie wolno się śmiać, autorka uprzejmie wyłączyła m.in. białych heteroseksualnych mężczyzn oraz kuzynki, siostry, córki, wnuczki, bratanice i szwagierki, naturalnie pod warunkiem, że nie są Murzynkami lub blondynkami. Ja, czyniąc użytek z wolności wyboru, postanowiłem nie śmiać się z brunetek, co jest to dla mnie źródłem pewnej rozterki, bo nie znając koloru włosów pani Umińskiej, nie wiem, czy niechcący nie przyczynię się do jej przygnębienia, podczas gdy chciałbym szczerze, żeby się trochę pośmiała.

Autorka zabrała głos w sprawie ustawy chroniącej życie: W Polsce prawo określili ludzie używający określenia "dziecko poczęte". I jest to niesprawiedliwe. (...) dlatego, że odbiera wybór innym. "Jesteś przeciw aborcji, to jej sobie nie rób", mówi hasło. Wolność wyboru nie przymusza ("Przegląd", 15.02.2004 r.) Rozumiem, że gdyby prawo w Polsce określili ludzie używający określenia płód, to byłoby sprawiedliwe, bo odbierałoby wybór akurat tym, co trzeba. Postawie, którą można sprowadzić do hasła: Jesteś przeciw aborcji, to jej sobie nie rób można przeciwstawić hasło następujące: Jesteś za wolnym wyborem, to dokonuj go odpowiednio wcześnie! Może to tylko ciemnogrodzki przesąd, ale jakoś nie mogę się wyzbyć nawyku traktowania ludzi jako istot zdolnych do kierowania swoim postępowaniem.
Pani Bożena Umińska, jak na feministkę przystało, przedstawia definicję seksizmu: Seksizm jest dyskryminacją ze względu na płeć. (...) Rzecz dużo częściej dotyczy kobiet niż mężczyzn, ale mężczyzn także. W zasadzie sądzę, że dotyczy mężczyzn o tyle właśnie, o ile dotyczy kobiet. Jak negatyw i pozytyw. Rozbierzmy ten cytat na czynniki pierwsze. Otóż po definicji seksizmu, na tyle zwięzłej i oczywistej, że nie budzącej większych kontrowersji, następuje informacja, że ofiarami tegoż seksizmu dużo częściej padają kobiety. Wobec tego, że kobiety chyba na ogół nie dyskryminują się same, istnieje niepokojące podejrzenie, że sprawcami seksizmu, są mężczyźni. W podejrzeniu tym utwierdza opinia autorki, według której seksizm dotyczy mężczyzn o tyle właśnie, o ile dotyczy kobiet. Jak negatyw i pozytyw. Należy przypuszczać, że ktoś, kto sobie bezczelnie seksizmuje bez błogosławieństwa feministek, pewnie ma jakieś cechy, które go do tej straszliwej zbrodni usposabiają. W tym kontekście opinia autorki, że: Seksizm jest uprzedzeniem, wiarą w to, że wszyscy ludzie jednej płci mają takie cechy, a drugiej owakie ? trochę zaskakuje. Przy czym najwyraźniej pewne szczególne, przypisywane wyłącznie jednej płci cechy, usposabiają nie tylko do seksizmu, ale także do dostrzegania przejawów seksizmu i walki z tym zjawiskiem. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że o seksizm oskarża się tylko mężczyzn, a jego tropieniem zajmują się wyłącznie feministki? Byłoby lepiej, żeby stworzony przez feministki hermetyczny podział na dyskryminujących i dyskryminowane, zniewalających i wyzwalające, jednak miał jakieś uzasadnienie, bo w przeciwnym razie trzeba by uznać, że pani Bożena Umińska ma rację, gdy twierdzi: Często bywa, że będąc przeciwnikami jakiejś określonej dyskryminacji, bynajmniej nie jesteśmy przeciwnikami innych rodzajów dyskryminacji.
Jakkolwiek by było, pewne jest, że autorki nic nie zrazi, bowiem nie ma co do nas złudzeń i jest dobrze przygotowana na trudności: Doprawdy, praca nad społeczeństwem będzie długa, mozolna i męcząca ? ubolewa ("Polityka", 8.03.2003 r.). Zaprawdę, jakoś jej nie współczuję... Ciekawe, czy pani Umińska czasem zadaje sobie pytanie, czy społeczeństwo tej długiej, mozolnej i męczącej pracy od niej oczekuje? Wydaje mi się, że zwolenniczkę wolnego wyboru powinno to trochę interesować. Bo mnie, na przykład, nurtuje pytanie: dla kogo w gruncie rzeczy autorka tak się poświęca? A co z tymi (bez względu na płeć i wiek), którzy uważają, że popracować to by trzeba, ale nad feministkami? Szanowni Czytelnicy, gdzież nam samodzielnie decydować o tym, kto i jak ma się nami zajmować, a tym bardziej kim my mielibyśmy się zająć, kiedy nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jacy my wszyscy ciemni. Jeśli dotąd mieliśmy co do swego intelektu jakieś złudzenia, to czas najwyższy je porzucić, bowiem zdaniem pani Umińskiej: Wielka jest siła bezkrytyczności w przyjmowaniu stereotypów (jw.). W takim razie bardzo przepraszam, zwłaszcza że sposób myślenia pani Umińskiej cechuje całkowity brak stereotypów i krytycyzm wyostrzony. Pod tym względem autorka jest wręcz wzorem niedoścignionym. Ciekawe, co czuje ktoś, kto jest przekonany, że wie o nas coś, czego my sami o sobie nie wiemy, i ma dla nas ofertę, co do której ma wyobrażenie, że jest wspaniała i wiedzę, że tej oferty nie chcemy? Trochę się o autorkę martwię, bo co będzie, jeśli ta mozolna i męcząca praca nie przyniesie w porę zadowalających rezultatów? Sytuacja pani Bożeny Umińskiej jest nie do pozazdroszczenia. Bo będąc zdeklarowaną zwolenniczką demokracji i wolnego wyboru, prezentuje postawę dla demokratów raczej niezwyczajną i dostrzegając wielką siłę bezkrytyczności w przyjmowaniu stereotypów, reaguje heroiczną, długą, mozolną i męczącą pracą nad społeczeństwem. Podczas gdy standardowy demokrata, jak to demokrata, za wielką społeczną siłą ochoczo by podążył, i to nawet wówczas, gdyby była to akurat wielka siła bezkrytyczności. Przy okazji, kto mógłby przypuszczać, że z nami aż tak źle? Dobrze, że chociaż pani Umińska to zauważyła.
(?)
Jan Stecki

Wyświetlony 3742 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.