niedziela, 01 sierpień 2010 21:09

Czy Europa nie lubi Ewangelii?

Napisane przez

W książce Następna wojna światowa dwaj waszyngtońscy eksperci Caspar Weinberger i Peter Schweitzer rozważali rodzaje konfliktów, jakie NATO lub USA mogłyby przegrać pomimo upadku komunizmu. Na przykład rosyjska ekspansja w Europie. Tak więc Rosja zdobywa Polskę i błyskawicznie potem Czechy oraz Niemcy. Bezkarnie. Ponieważ w tajemnicy zbudowała "tarczę", wysłane ku niej głowice są unieszkodliwiane, sama zaś terroryzuje Zachód za pomocą taktycznych bomb. Pod szantażem nuklearnym Ameryka opuszcza Europę, a Francja szuka z Rosją kompromisu. Morał: zwycięstwo Zachodu pozostaje aktualne tylko do chwili utraty przewagi strategicznej.

 

Założenie, że Rosja definitywnie wyrzekła się rywalizacji z USA, jest naiwne. Z pewnością wciąż pracuje nad nowymi broniami, tak jak robiło to dotąd każde państwo o mocarstwowych ambicjach, nagle zmarginalizowane.

Politykę rosyjską zawsze cechowała strategiczna zuchwałość i zarazem ostrożność taktyczna. W okresie zimnej wojny, unikając czołowego starcia, Kreml używał różnorakich instrumentów. Jego propozycje redukcji arsenałów jądrowych w istocie dotyczyły np. tylko środków odwetu, co ochoczo wspierali i pacyfiści, i kongresmani szukający oszczędności finansowych dla realizowania polityki socjalnej czy też likwidacji deficytu; w tych kręgach wszelkie cięcia budżetu armii uważane były za sukces.

Równolegle, zwłaszcza od lat 70., Kreml stosował metodę nękania, obliczoną na neutralizację Europy Zachodniej. Polegało to na wspomaganiu wszelkich konfliktów poprzez zbrojenie i szkolenie separatystów kurdyjskich, baskijskich i irlandzkich, terrorystów libijskich, palestyńskich, tureckich, włoskich, niemieckich i francuskich, neorasistowskich ruchów w rodzaju Czarnych Panter w USA, a także na podsycaniu antyamerykańskich resentymentów w krajach arabskich, na Kubie, w Meksyku, Grenadzie, Nikaragui i praktycznie w całej Ameryce Łacińskiej. Osobną technikę stanowiło korumpowanie rządów oraz przemyt narkotyków. Jeszcze inną - nakłanianie do ekstremizmu i nieustępliwości stron już bliskich zawarcia porozumień. Świadomy tego prezydent Carter nie dopuścił do udziału Kremla w izraelsko-palestyńskich rozmowach w Camp David. Świeży przykład to wkroczenie specnazu w Biesłanie, nim czeczeński prezydent Maschadow rozpoczął negocjacje o uwolnienie dzieci. Rychłe potem zamordowanie ugodowego Maschadowa powoduje, że jedyni niezależni od Kremla czeczeńscy liderzy to zdemoralizowani ekstremiści.
Działania Rosjan zasadniczo skupiały się na trzech frontach: europejskim, dalekowschodnim i bliskowschodnim. Drugi z nich był przede wszystkim polem dla dyplomacji i propagandy; w mniejszym stopniu wojskowej czy wywrotowej presji, a to w celu zapobieżenia wyłonieniu się strategicznego trójkąta Stany Zjednoczone-Japonia-Chiny, stwierdził Zbigniew Brzeziński w Planie gry. USA-ZSRR. Na froncie bliskowschodnim użyto najszerszej gamy środków. A więc wojna (Afganistan), ruchy wywrotowe, dyplomacja i propaganda. Zarazem, tak jak w 1986 roku, widoki na sowieckie powodzenie są tu daleko większe niż gdzie indziej.
Jedną z pomocnych temu taktyk stanowią posunięcia wobec Polski. Przyjazne gesty Warszawy były na ogół ignorowane, poza znamiennym wyjątkiem, kiedy to w uwolnieniu dwóch porwanych w Dagestanie polskich uczonych dopomogły służby specjalne Federacji i to im przyszło dziękować. Równolegle - ataki ciskane ustami Łukaszenki, "prywatne" inicjatywy gospodarcze rozbijające system bezpieczeństwa energetycznego krajów Unii, dyktat cen ropy i gazu, seria pobić pracowników polskiej ambasady, kłopotliwe afronty, wikłanie naszych elit finansowych i politycznych w kontakty z własną agenturą. Nie bez znaczenia jest też łaskawa rosyjska aprobata w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej najgorszych kandydatur w rodzaju Leppera, który jeżdżąc do Rosji zbliżył się np. z Dymitrem Rogozinem, wzywającego do nalotów na Gruzję, żeby zniszczyć tam bazy czeczeńskie, albo Siergiejem Baburinem, rzecznikiem rozszerzenia ZBiR o Miloseviciowską Serbię i ukarania Javiera Solany jako zbrodniarza wojennego.

Postępowanie Rosji zawiera wiele irytujących sprzeczności, przez co trudniej zajmować wobec niej konsekwentne stanowisko i śledzić nieco bardziej odległe teatry aktywności politycznej. W efekcie polityka krajów, takich jak Polska, Ukraina, Litwa lub Estonia, traci długofalową logikę i trudniej ją korelować z innymi partnerami, narusza bowiem często ich doraźne interesy. Wymienione kraje są, lub chcą być, elementami większych struktur; najważniejsza z nich obecnie, Unia Europejska, cechuje się jednak natłokiem przepisów oraz biurokracji - przy braku całościowej wizji. Ponadto, wyrafinowane standardy moralne i prawne najbardziej rozwiniętych państw świata tworzą tło, na jakim każde uchybienie nowych krajów członkowskich tworzy żenujący kontrast, natychmiast dostrzegany w rosyjskiej propagandzie. Sytuacja rosyjskiej mniejszości w Estonii, gejów w Polsce, opozycji na Ukrainie, budzi oburzenie w różnych kręgach na zachód od Łaby. Każdy błąd czy niezręczność Warszawy może być w tych warunkach odczytany jako wikłanie państw "normalnych" w niesmaczne konflikty z najatrakcyjniejszym rynkiem kontynentu. My, jako moralni recenzenci poczynań Kremla, stopniowo tracimy chętne audytorium.

Cała ta kakofonia odwraca uwagę od faktu, że Bliski Wschód rzeczywiście stał się miękkim podbrzuszem zachodniego świata. Zarówno stałe, jak zmienne czynniki geograficzne mogą tu faworyzować Kreml także i dziś. Ludność tego regionu kojarzy USA z Izraelem, arogancją cywilizacyjną, wyzyskiem, ateizmem, a wreszcie z potwornościami wlokącej się wojny w Iraku. Na domiar wychodzą na jaw geszefty "pokojowych" państw NATO, np. niemiecka produkcja gazów bojowych, jakimi Saddam truł opozycję w swoim kraju. Na Bliskim Wschodzie sprawy mogą wymknąć się z rąk. Sojusznicza Turcja miała dlatego wątpliwości z włączeniem się do działań nad Tygrysem, bo nie chce rozdmuchania ambicji ponadczterdziestomilionowego narodu Kurdów. Boi się też własnych fundamentalistów, gotowych położyć kres demokratycznej ekstrawagancji.
Piszę o tym dlatego, że przewaliła się właśnie spektakularna seria zamieszek, które z podparyskich przedmieść ogarnęły Francję od Marsylii po Lille, a stamtąd St Gilles, dzielnicę muzułmanów w Brukseli, Bremę i berliński Moabit. W Europie żyje obecnie około 30 milionów muzułmanów, w sumie ludność średniego państwa. Ponieważ wystąpiła muzułmańska młodzież, prasa porównuje te wypadki z rozruchami młodzieży lat 60; skądinąd rewolucja ówczesna była w sporej mierze stymulowana z Moskwy, dopóki oczywiście nie sięgnęła Pragi i polskich uniwersytetów.
Ma się rozumieć, Moskwa szukała miejsc, gdzie istniało już wiele obiektywnych powodów do niezadowolenia: nabrzmiałe problemy społeczne, rasowe, narodowościowe, świeże urazy wojenne. Dobrze też wiedzieć, że ludzie, którzy przeżyli horror, ale utracili normalne dzieciństwo, mają w sobie mnóstwo niewyładowanej złości. Są podatniejsi na demagogię, skłonni do czarno-białych sądów, ich reakcje bywają irracjonalne, nieadekwatne, a przede wszystkim zdumiewająco agresywne. Otóż z tego punktu widzenia zarówno młodzież iracka, jak izraelska, irańska, afgańska, która za kilka lat stanie się pełnoprawnymi obywatelami swoich krajów, przypomina bombę zegarową lub co najmniej wielką kupę niewypałów. Kreml (bez względu na atrakcyjność swoich koncepcji ustrojowych) daje możność upustu bólu. Również nam: są to właśnie najbardziej wstydliwe, brudne epizody końca wojny; to samo robią polityczni spadkobiercy Stalina i Breżniewa. Jeśli przyjąć amerykańskie diagnozy geostrategiczne z lat 80., włącznie z wyjściową: że Rosja tak carska, jak sowiecka jest państwem historycznie skazanym na imperializm, i że jej racją stanu jest podważanie stabilnych układów na zewnątrz (siłą lub cierpliwym rozmiękczaniem gruntu), to powyższe zdania pozostają zasadne zwłaszcza w świecie po 11 września.
Bo też przegrana w zimnej wojnie może być rosyjskim atutem. Odpadł wielce kosztowny i ryzykowny balast w postaci związku aktywności armii z polityką państwa. Armia została uwolniona. Żołnierza zastąpił bojownik, który jest osobą prywatną, nie zależy od formalnych struktur wojskowych, w odróżnieniu od generała nie potrzebuje dywizji, czołgów, lotnisk etc. Wygląda jak najzwyklejszy obywatel. Autor londyńskich eksplozji był np. lubianym nauczycielem. Nawet stosunek do islamu jest tu prywatną sprawą z punktu widzenia skuteczności akcji. Zamachowcy mogą więc być i ultrakatoliccy jak ksiądz, który w Fatimie zaatakował Jana Pawła II ostrzem bagnetu, mafiosami, blokersami, nawet pobożną panią, jak ta, która zabiła Ojca Rogera w Taizé. Zamachowiec przede wszystkim może nie mieć z Rosją nic wspólnego. Niechaj będzie wyrazicielem "odrazy świata", niechaj odwraca oczy jak najdalej od właściwych beneficjantów wydarzenia.
Temu rozumowaniu zarzucić można paranoiczność niczym nie różniącą się od teorii spiskowych na temat Żydów i masonów. Po pierwsze więc, nie twierdzę, że każdy akt destabilizujący świat i Europę dokonuje się na zlecenie Kremla albo jest tam generowany. Tym niemniej każdy taki akt otwiera Rosji pewne nowe możliwości. Po 11 września Ameryka godzi się na wspólny mianownik terroryzmu pomiędzy działaniami Czeczenów i Al Kaidą, a podczas logistycznych przygotowań do uderzenia na talibów nie bawi się już w kazuistyczne rozróżnianie motywów ani celów Basajewa i Osamy ibn Ladena. Z kolei po Biesłanie, gdzie zginęły setki dzieci, na Czeczenach ciąży już odrażająca zbrodnia, powodując kolejny rozłam wśród liderów tej republiki, niezależnie od niechęci do niej ze strony np. Osetyńców. Ewentualnie wolna Czeczenia miałaby więc wokół siebie nieco wrogów. Niepokoje muzułmańskie w Europie bez wątpienia niszczą image raju dla pokrzywdzonych, natomiast otwierają okres sporów o warunki przyznawania azylu lub nakazu eksmisji, a przy okazji komplikują odczucia zachodnich społeczeństw w kwestii przyjęcia Turcji do UE. Przed laty Józef Mackiewicz próbował uświadomić antykomunistom, że mnóstwo ich posunięć i zaniechań jest de facto wodą na młyn przeciwnika, który zresztą doskonale to pojmuje. I jeśli politykę rosyjską, jak rzekłam, cechuje połączenie strategicznej odwagi i ostrożnych taktyk, to o Polsce np. wolno stwierdzić coś diametralnie przeciwnego: strategiczna nieśmiałość lub gnuśność wraz z mnóstwem nieodpowiedzialnych i nerwowo zarzucanych sposobów działania, co rodzi zniechęcenie i przygnębia, jak każdy bezskuteczny wysiłek.
Urszula M. Benka

Wyświetlony 5383 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.