wtorek, 03 sierpień 2010 08:00

Opowieść wigilijna

Napisane przez

Naszą opowieść dedykujemy wszystkim pracownikom Urzędów Skarbowych.
Motywem do napisanie poniższego utworu było nasze pragnienie uregulowania zaległości podatkowych z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej oraz złożenie skromnego hołdu tym anonimowym, a tak bardzo ofiarnym bojownikom frontu fiskalnego. Niech żyją! <br>
Pragniemy podziękować Panu Karolowi Dickensowi za współpracę i napisanie pierwszego szkicu tego opowiadania. Jednocześnie donosimy, że z tego, co nam wiadomo, tenże Dickens Karol syn....(Niestety nie pamiętam) nie ujawnił dochodów z poniższego opowiadania i nie uwzględnił w swoich zeznaniach podatkowych.

Historia Drogi Czytelniku, generalnie jest prosta jak drut.

Żył sobie pewien minister finansów ? nazywał się... A co to za różnica, istotne, że niestety, nie był dobrym człowiekiem. Tak przynajmniej mówili o nim ci, co go znali. Wtajemniczeni wołali na niego Scrooge. Niestety, był raczej niemiły i dość trudny we współżyciu. Lud traktował nielitościwie i nawet w święta Bożego Narodzenia zafrasowany chodził po swojej kancelarii i myślał, jakby tu podatnikom wydrenować kieszeń. Wszyscy składali sobie życzenia a on nie mógł się nadziwić ludzkiej głupocie, mówiąc do siebie z cicha:
? "Wesołych Świąt"!!! Co za brednie? Jakie masz powody do radości? Od nowego roku wprowadzę takie podatki, o jakich wam się nie śni!
Kiedy wieczorem wracał do domu, znużony wymyślaniem nowych ulg podatkowych, nowych koncesji i kolejnych abolicji, wydało mu się, że zamiast kołatki na swoich drzwiach ujrzał głowę Hilarego Minca ? zwycięzcy bitwy o handel. Mimo sprecyzowanego i jasnego światopoglądu (opartego, rzecz jasna, na naukowych zasadach) minister z rosnącym niepokojem wpatrywał się w owo widzenie, które ? na szczęście ? po chwili znikło.
? Bzdura ? mruknął Scrooge i zatrzasnął drzwi.
Jednak niepokój pozostał. Czuł się tak, jakby zalegał z opłaceniem składki ZUS-u. Kiedy siedział sam przed telewizorem, wtem usłyszał szczęk łańcuchów. Drgnął niemile zaskoczony realnością dźwięku. Nagle jakimś niewiadomym sposobem z aparatu telewizyjnego wyszła zjawa i zaczęła się przed zmartwiałym ministrem finansów materializować. Teraz już był pewny ? to był duch Hilarego Minca. Opasany ciężkimi łańcuchami, kluczami, książkami rachunkowymi i dziurawymi sakiewkami. Zjawa była półprzezroczysta, jednak o odcieniu mocno czerwonym.
Minister już nie takie rzeczy w Sejmie widział, odkąd to posłanka Zyta Gilowska zaczęła go dręczyć w dzień i w nocy; spytał, zatem chłodno:
? Czego ode mnie chcesz?
? Bardzo dużo. Za życia byłem też tak jak ty ministrem finansów. Nie wierzysz we mnie?
? Nie
? Dlaczego wątpisz w moje istnienie?
? Jestem osłabiony tworzeniem założeń do budżetu i monitorowaniem afer korupcyjnych. Czemu jesteś zakuty w kajdany?
? Niszczyłem życie i prace innych domiarami i zabieraniem ich majątków. Rozkułaczałem. Tępiłem drobne rzemiosło. Nacjonalizowałem. Grzechy moje są liczne. Spotkała mnie słuszna kara Czy to ci czegoś nie przypomina? ? Scrooge drżał coraz mocniej.
? Przecież byłeś dobrym ministrem! Czy to się nie liczy?
? Nie wiesz, co mówisz! Powinieneś pomagać ludziom robić interesy, a nie niszczyć ich fiskalizmem, biurokracją, absurdalnym prawem. Słuchaj mnie, bo zaiste nie masz wiele czasu! Nawiedzą cię trzy duchy i to twoja ostatnia szansa.
Po tych słowach duch Hilarego Minca chusteczką zawiązał sobie oklapłą paszczękę i ruszył w kierunku okna, po czym w nim zniknął niczym środki w funduszach celowych. Minister podszedł do okna i przezeń wyjrzał. Zobaczył mnóstwo duchów latających bezładnie, spętanych łańcuchami, szlochających rozdzierająco. Rozpoznał ich ? ? to były duchy podatników doprowadzonych do nędzy przez wszystkich miłościwie panujących ministrów finansów. Dowlókł się do łóżka i zasnął w ubraniu. Gdy się obudził, zobaczył starca z domiarem w jednym ręku i z pismem o nacjonalizacji w drugiej.
? To ja ? powiedział upiór.
? Kim jesteś?
? Jestem duchem poprzednich rozwiązań podatkowych i systemowych. Wstawaj i chodź ze mną.
Scrooge pomarudził, ale poszedł. I tak szli razem, oglądając bitwę o handel, nacjonalizację, domiary, kartki na mięso, rosnąca biurokrację wypijająca krew z coraz bardziej zbaraniałej i skołowanej ludności...
? Ale teraz jest inaczej ? nieśmiało szepnął minister.
? Dla ciebie nie ma to żadnego znaczenia, ty i tak tylko jednemu poświęcasz swoje myśli...
? Czemuż to?
? Pragniesz wyłącznie złota podatników i wpędzasz ich w nędze, niszczysz miejsca pracy i przedsiębiorczość. Tak robili twoi poprzednicy, a ty robisz to dzisiaj....
? To nieprawda... Ja mam plan.
? Tak wygląda twoja przeszłość i nawet duch Karola Marksa tego nie zmieni.
? To nie są moje korzenie. Ja już jestem w Europie.....
Zaczął krzyczeć i... Obudził się niespodzianie zroszony potem w swoim łóżku. Dżentelmeni, którzy znają świat, a takim bez wątpienia był minister, o którym mowa w tej historii, nie dziwili się niczemu i nikomu, niemniej kiedy zobaczył drugiego ducha zaskoczony był niezmiernie. Widziadło to było mizernego wzrostu, a taszczyło na grzbiecie wór zaiste niebotycznych rozmiarów.
? Podejdź ? powiedział duch. ?
? Musimy się poznać. Jestem duchem tegorocznych Świat Bożego Narodzenia.
? A co masz w tym worku? Prezenty? ? zapytał niepewnie Scrooge.
? O... Tak. Mam tutaj cały pakiet nowych koncesji, zezwoleń i pozwoleń. Nowe koncepcje podatku od najbogatszych, a także pomysły zabierania ostatniego grosza najuboższym...
(?)
Marek Warecki
Wojciech Warecki

 

Wyświetlony 5204 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.