wtorek, 03 sierpień 2010 11:11

Bóg kocha liberałów!

Napisane przez

Podczas niedawno zakończonej kampanii wyborczej w środowiskach i mediach katolickich szeroko był lansowany pogląd, że chrześcijanin nie może być liberałem, albowiem jest to grzechem, i to grzechem śmiertelnym – jak można sądzić z tonu wypowiedzi1. My śmiemy twierdzić, że jest wręcz przeciwnie, niż to się wydaje autorom głoszonej tezy. Bóg kocha liberałów! I to nie tylko dlatego, że wszyscy na tym świecie, poniekąd jesteśmy na kredyt...

 

Bóg swoją wiarę wystawił na wolnym rynku religii i wierzeń całego świata, a rynek ten, trzeba przyznać, jest największym rynkiem w dziejach świata. Na przestrzeni dziejów archeolodzy i antropolodzy nie znaleźli ani jednego społeczeństwa, ani jednej kultury, w której byłyby nieobecne pierwiastki kultu i religii. Pojawiający się w późniejszych okresach ateizm też niczego nie zmienia. Panu Bogu po prostu doszedł jeszcze jeden konkurent w walce o człowieka. Czy zatem Bóg, konkurując na największym rynku świata, rynku idei, ba, samemu umożliwiając powstanie takiego rynku, nie miałby być liberałem? Przecież dosłownie każdy może ogłosić, że odkrył "jedyną i słuszną" drogę do szczęśliwości, i stać się założycielem nowej religii albo ideologii; każdy też może zasilić jej szeregi, stać się jej gorliwym członkiem. Sekciarzy, stachanowców w dalszym ciągu mamy pod dostatkiem. Nie przeszkadza to jednak w tym, że ? na jednym z kościołów katolickich w Chicago ? wywieszono napis następującej treści: Konkurencja straszna, ale my jeszcze nie wypadliśmy z biznesu! Ale dlaczego Kościół miałby wypaść z biznesu, skoro ? na przykład ? o błogosławionym don Alberione, doskonałym managerze i założycielu całego szeregu fundacji i instytucji kościelnych2, krążyła anegdota, że gdy umrze, to włożą mu do ręki: Ewangelię, różaniec i... weksel! Ponoć nawet miał zwyczaj mawiać, że Trzeba być zawsze zadłużonym, bo to dobra zachęta do pracy3. Zaiste, święte słowa!

Chrześcijaństwo musi rywalizować na wolnym rynku religii świata i żadne próby poddania go monopolowi, "upaństwowienia" go nigdy nie wyszły mu na dobre (np. kraje skandynawskie). Pan Bóg, za sprawą Świętego Kościoła rzymskokatolickiego, ani nie próbował zmonopolizować rynku wiary, ani też nie zastosował jakichś szczególnych praktyk protekcjonistycznych, czego najprostszym dowodem może być choćby to, że grom z jasnego nieba zdarza się nader rzadko, a patrząc na niektórych polityków, nawet zbyt rzadko... A przecież idea wolnego rynku, wolności słowa i wyznania to elementy każdego programu liberalnego!
Tu jesteśmy zmuszeni poczynić drobną dygresję, aby sprecyzować samo pojęcie liberalizmu. Jak ze smutkiem zauważył Ludwig von Mises, W Anglii termin "liberalny" jest używany głównie dla oznaczenia programu, który tylko w szczegółach różni się od totalitaryzmu socjalistów. W Stanach Zjednoczonych termin "liberalny" odnosi się do zespołu idei i postulatów politycznych, które pod każdym względem są przeciwieństwem tego wszystkiego, co liberalizm oznaczał dla poprzednich pokoleń4. Zamieszanie z pojęciem liberalizmu jest nie mniejsze, niż w zakresie topologii religii. Pod termin "liberalizm" podkładane często są diametralnie różne znaczenia, i tak mamy: "liberalizm europejski" (łączący postulaty rozszerzenia swobód obywatelskich (liberalizm społeczny) oraz ograniczenia ingerencji państwa w rynek (liberalizm gospodarczy), "liberalizm amerykański" (zwiększenie roli państwa, zarówno w sferze społecznej, jak i w gospodarce, w celu wyrównania szans), libertarianizm (państwo w roli "nocnego stróża", nie zajmujące się ani gospodarką, ani sprawami społecznymi) oraz ? najbliższy autorom niniejszego artykułu ? "liberalizm konserwatywny" (tradycja, wolność, własność, silna, ale bardzo ograniczona rola państwa). Żeby nie odbiegać od tematu, przyjmiemy za punkt wyjścia do dalszych rozważań krótką definicję Ludwiga von Misesa, głoszącą, że: Program liberalizmu, gdyby go streścić w jednym słowie, brzmiałby: własność.
Teraz, gdy już uporaliśmy się (z grubsza...) z pojęciem liberalizmu, zwróćmy uwagę, jak samego siebie określał Bóg, jakie cechy sobie przypisywał na kartach Starego Testamentu. Natchniony autor Księgi Wyjścia używa w sumie dość dosadnego i zaskakującego określenia: (...) bo Pan ma na imię Zazdrosny: jest Bogiem zazdrosnym (Wj 34,14). Zwróćmy uwagę, na zdumiewającą szczerość tej wypowiedzi. Nie trzeba być psychologiem, żeby wiedzieć, że zazdrość jest cechą, do której bardzo niechętnie się przyznajemy, i bardziej skłonni jesteśmy ją ukrywać, niż się do niej przyznawać. Jednak zazdrość w swej istocie może dotyczyć tylko kogoś (czegoś), na kim (czym) nam bardzo zależy, w co jesteśmy osobiście zaangażowani, co uznajemy za swoją własność. Bowiem zazdrośnik rości sobie prawo własności do drugiego człowieka. Wynika z tego prosty wniosek, że Pan Bóg musi być bardzo czuły na punkcie swojej własności ? człowieka. Grzmi apostoł Paweł Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Nie bądźcie więc niewolnikami ludzi (1 Kor 7,23). A jaka to była cena, to o tym chyba nie musimy przypominać...
Osoby zazdrosne charakteryzują się przeważnie niskim poczuciem własnej wartości, nadmierną koncentracją na sobie samym i własnych emocjach, do przesady angażują się w związki, nie mają zainteresowań i czasu na przyjemności, przejawiają skłonność do podpinania się pod czyjeś życie. Chora zazdrość jest ściśle związana z brakiem poczucia własnej wartości i tożsamości5. Jednak trudno Panu Bogu zarzucić raczej niskie mniemanie o sobie czy kłopoty z tożsamością. To raczej domena intelektualistów współczesnej doby...
Jeżeli chcemy, aby zazdrość o "własność", aby "prawo" do drugiej osoby nie uczyniła związku chorym, wręcz konieczne jest obdarowanie drugiej osoby wolnością i zaufaniem. Zatem drugą cechą, która charakteryzuje i Pana Boga, i liberałów, jest niezwykłe znaczenie, jakie przykładają do wolności. Wolność jest niezbędnym warunkiem do kształtowania zdrowych relacji w jakimkolwiek związku.
Tu ważna dygresja. Odnosimy wrażenie, że nie tyle teraz o "własność", ale przede wszystkim o "wolność" chodzi wszelkiego rodzaju przeciwnikom liberalizmu. Dlaczego "wolność" rozumiana jest jako przyzwolenie na każdego rodzaju bezeceństwa, to już zupełnie inna sprawa. Zapewne ta ignorancja bierze się ze zwyczajnej niewiedzy tak głośno krzyczących adwersarzy liberalizmu i chyba trzeba im przypomnieć, że kardynał Stefan Wyszyński dlatego był tak groźnym przeciwnikiem dla wszelkiego rodzaju komunistów, że zadał sobie trud przeczytania pewnego besteselleru, tj. Kapitału (tu uwaga dla oponentów liberalizmu: wbrew pozorom, nie jest to pean na cześć myśli liberalnej). Naprawdę ? przed zabraniem głosu w dyskusji ? warto sięgnąć po takich klasyków, reprezentujących nurt konserwatywny w liberalizmie, jak: Edmund Burke, Benjamin de Constant, Frederic Bastiat, Alexis de Tocqueville czy Friedrich von Hayek (no i do "Opcji na Prawo", oczywiście). Polecamy również książkę Tomasza Cukiernika Koncepcja państwa liberalnego6. Podobnie nie zaszkodzi poczytać encykliki papieskie, żeby wymienić tutaj Centensimus Annus z 1 maja 1991 r., co mają na powiedzenia na temat liberalizmu w gospodarce. Ale o czytaniu dokumentów papieskich, aż wstyd przypominać katolikom...
Wracając do tematu, Adam i Ewa w raju cieszyli się i własnością, i wolnością. Nadużyli jednak zaufania, czego skutki z przykrością odczuwamy po dzień dzisiejszy. Cóż, na wolnym rynku zdarzają się i niezbyt trafne decyzje. Nade wszystko musimy jednak zgodzić się z tym, że możemy być wolni, a jednak biedni. Wolność nie przynosi tylko dobra, nie oznacza też braku jakiegokolwiek zła. Jest prawdą, że być wolnym może oznaczać, że wolno nam umierać z głodu, popełniać kosztowne błędy, albo ponosić śmiertelne ryzyko7, o czym przypomina Friedrich von Hayek. I czego bardzo boleśnie doświadczał naród wybrany, peregrynując czterdzieści lat po pustyni do Ziemi Obiecanej. Czyż nie marzył im się wówczas powrót do niewoli egipskiej, tak jak części naszych rodaków, z łezką w oku wspominających czasy PRL-u, niczym (nomen omen) utraconą ziemię obiecaną? W końcu i w Egipcie (z czasów faraonów), i w Polsce (z czasów pierwszych sekretarzy) była zapewniana praca na etacie, co prawda w charakterze niewolnika, bez prawa głosu, bez wolności, ale zawsze (byle)jakoś tam było. Problem wziął się stąd, że Bóg nie stworzył nas do bylejakości, Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia (2 Tm 1,7). Wolność jest przygodą, ale może i być bardzo niebezpieczną przygodą. Pielgrzymujący Izraelici zapomnieli, że nie tylko Mojżesz nie ogłosił żadnego strajku okupacyjnego w obronie własnego miejsca pracy (w charakterze pasterza), tylko "przekwalifikował" się (co prawda, bez szczególnego entuzjazmu) na przywódcę narodu "o twardym karku", ale również sam Abraham, ojciec wiary, na stare lata ruszył w nieznane...

___________
1 Tak na marginesie uwaga do najgłośniej potępiających: Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. A ty kimże jesteś, byś sądził bliźniego? (Jk 4,12).
2 W Polsce obecne są: Towarzystwo św. Pawła (Pauliści), Uczennice Boskiego Mistrza, Córki św. Pawła, Siostry Maryi Królowej Apostołów (Apostolinki), Instytut Zwiastowania NMP oraz Instytut św. Rodziny. Założona przez niego rodzina zakonna posługuje w ponad 60 krajach świata i liczy ok. 8 tys. członków.
3 G. Bedetti (red.), Radość niedoskonała, Palabra. Wydawnictwo Misjonarzy Klaretynów, Warszawa, 1993
4 Ludwig von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej, Arcana, Kraków, 2001
5 J. Kołodziej, Pułapki zazdrości, Magazyn psychologiczny "Charaktery", wrzesień 2005
6 Ile dostaniemy za reklamę? :-))))
7 Friedrich August von Hayek, Konstytucja wolności, Warszawa 1987 (wyd. poza cenzurą)
(?)
Marek Warecki
Wojciech Warecki


 

Wyświetlony 6662 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.