wtorek, 03 sierpień 2010 11:12

Pochwała dorosłości

Napisane przez

W cieniu wielkich wydarzeń politycznych od czasu do czasu na internetowe portale i ekrany przebije się taka czy inna notka pokazująca nam czarną stronę świata dzieci i młodzieży. A to gdzieś jakieś pijane uczennice przyjdą (czy może raczej przytoczą się do szkoły), to gdzieś tam pogrożą nożem jakiemuś nauczycielowi. Czasem przedostanie się do Internetu jakiś film pornograficzny nakręcony przez gimnazjalistów telefonem komórkowym z nimi samymi w rolach głównych, a to Polsat pokaże w "Wydarzeniach" nastolatków konsumujących własne odchody. No i co? Zwykle potem pojawia się komentarz jakiegoś profesora, doktora habilitowanego, ble, ble, ble... i po wszystkim. I teraz na spokojnie można się zająć życiem prywatnym Dody czy jakiejś innej Mandaryny...

 

No, ale przecież można się nieco podrapać po szarych komórkach i trochę pomyśleć. Ale czy na nonkonformistyczne, wolne od politpoprawnej naleciałości myślenie nas wszystkich jeszcze stać? W Kodeksie Prawa Kanonicznego (kan. 97 par. 2) jest takie ciekawe określenie jak używanie rozumu. A zatem w prostym, logicznym toku rozumowania Ustawodawcy Kościelnego są ludzie, którzy używają rozumu i tacy, którzy go nie używają, co uzależnione jest od wieku, ale nie tylko. Jest tam napisane coś takiego: Małoletni przed ukończeniem siódmego roku życia nazywa się dzieckiem i jest uważany za nieposiadającego używania rozumu. Po skończonym siódmym roku życia domniemywa się (podkr. K.A.), że posiada używanie rozumu.

Jak już jesteśmy tacy mądrzy, to zajrzyjmy jeszcze do kanonu 99: Ktokolwiek na stałe nie posiada używania rozumu, uznany jest za nieodpowiedzialnego i przyrównany dzieciom (podkr. K.A.).
Powołuję się na Kodeks Prawa Kanonicznego (chociaż nie jestem żadnym kanonistą) dlatego, aby pokazać tradycyjny sposób rozumowania, jaki dochował się do naszych czasów poprzez dokumenty Kościoła.
Ideologia oświeceniowa, szczególnie ta dotycząca wychowania, zawarta w dziełach p. Jana Jakuba Rousseau, wywarła szczególny wpływ na nasze czasy, tak że pewne rzeczy przyjmuje się wręcz jako dogmaty, a ten, kto przynajmniej chce je poddać jakiejś krytycznej analizie, od razu zostaje wrzucony do jednego worka z dokonującymi przemocy domowej. Dogmatem dzisiejszych czasów jest to, że słowo dziecko jest synonimem wszystkiego co najlepsze, a szczególnie już niewinności. Zakłada się niekiedy, że dziecko to prawie anioł. Niekiedy na nagrobkach dzieci przeczytać możemy absurdalną z punktu widzenia antropologii inskrypcję: powiększył grono aniołów. Jak ktoś urodził się człowiekiem, to aniołem się już nie stanie (i vice versa). Ale to właśnie jest pokłosie tamtej oświeceniowej bzdury ? uznawania dziecka za kogoś krystalicznie czystego i niewinnego, za swoistego rodzaju ideał.
Nie zawsze tak było. W starożytności, a potem w średniowieczu, uznawano dziecko jako istotę nie do końca ukształtowaną moralnie, nie potrafiącą rozróżnić dobra od zła. Dziecięca osobowość była dopiero surowym materiałem do kształtowania. A w powszechnej świadomości uznawano, że ta istota ludzka nie posiadająca jeszcze używania rozumu byłaby zdolna do dokonania nawet najcięższej zbrodni (jeśliby miała ku temu stosowne możliwości), stąd w średniowieczu dzieci bywały przykuwane do ściany (na czas pracy rodziców), zamykane w komórce czy przywiązywane do kamienia (żeby nie uciekły). Nie znaczy to wcale, że do metod tych należy wrócić. Chodzi o zmianę naiwnie optymistycznego sposobu myślenia. W średniowieczu niektórzy uważali, że w dziecku jeszcze nieukształtowanym siedzi szatan, dopiero proces wychowawczy jakby go wygania. Ale porzućmy te dywagacje, gdyż teraz wahadło przesunęło się w przeciwną stronę. Nie dostrzega się, tego (to trochę dziwne, bo przecież każdy był kiedyś dzieckiem i to zwykle niesfornym), że młody człowiek jest z natury swej egoistą, dbającym jedynie o własną wygodę i swój własny, wąsko pojęty, interes, a niektóre heroiczne wyjątki nie są w stanie tej prawidłowości zmienić. W przeszłości taki a nie inny stosunek do okresu dzieciństwa dopingował rodziców do tego, żeby ich dzieci osiągnęły jak najszybciej dorosłość i odpowiedzialność, stąd szybko wdrażano dzieci do pracy i zadawano różne obowiązki. Miało to swoje jak najlepsze efekty
(?)
ks. Krzysztof Adamski

Wyświetlony 4672 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.