piątek, 20 sierpień 2010 11:33

Wszystko płynie

Napisane przez
? Mordercy! ? miało być patetycznie.
? Mor-der-cy! Mor-der-cy! Mor-der-cy! ? naprawdę mogło być całkiem patetycznie.
Niestety, pogoda nie dopisała, jak na manifę było zbyt sielankowo. Po niebie żeglowały obłoczki, morze było gładkie jak lustro. Spory, wymalowany na różowo kuter stał przy nabrzeżu, trzy osoby pilnowały wejścia na trap. Po trapie wspinała się na pokład gromadka pasażerów. W niedużej, nakazanej prawem odległości niemrawo pokrzykiwała kilkunastoosobowa grupa demonstrantów. Radiowóz stał nieopodal, dwójka policjantów beznamiętnie pilnowała ładu i porządku. Ekipy telewizyjne i radiowe krzątały się po swojemu, gapiów praktycznie nie było ? kto mógł, już dawno leżał na plaży.
Szef twierdzi, że fachowca można poznać wtedy, gdy transmituje obieranie wiaderka ziemniaków i zrobi z tego dramat. Staliśmy w tym porcie razem z Ryśkiem i jego kamerą i mieliśmy zrobić dramat nie ze skórowania kartofli, bo to dzieci potrafią, tylko z kolejnej akcji Towarzystwa Planowania Małżeństwa.
Nie było na co czekać, poszliśmy. Facet przy trapie nudził się tak samo jak reszta towarzystwa, ale dzielnie robił swoje: tak, święte prawo wyboru; nie, nigdy nie ustąpią pod presją nawiedzonych; tak, każda osoba może robić ze swoim ciałem co chce; nie, nie zgadza się, aby czyjaś wiara w Boga lub w Niemaboga wywierała wpływ; tak, to dramatyczne decyzje; nie, nie widzi analogii z karą śmierci; tak, zabrania się zabraniać.
Główna nawiedzona apatycznie burczała, że morderstwo, że decydowanie o cudzym życiu, że prawo zabrania, że zbrodnicza turystyka. Poczułem się w tym momencie jak nauczyciel, który dwudziesty raz w swojej karierze musi symulować zachwyt, gdy nowy rocznik odkrywa, że wlazł kotek na płotek.
Rysiek klepnął mnie w plecy. ? Gośka przyjechała ? powiedział.
No, chociaż tyle dobrego ? pomyślałem. Nawiedzone pohukiwały teraz jak małpy na widok węża. Szefowa TPM niczym owczarek zaganiała stadko ochotniczek w kierunku łajby. Chichotały jak smarkule, chociaż większość była po czterdziestce, do tego niektórym wyraźnie plątały się nogi. Z autokaru, którym przyjechały, jacyś faceci wywlekali sterty klamotów.
Wydarłem w stronę Gośki. Miałem pewność, że Rychu nadąży z wizją, a czego nie złapie, to pozapycha w studiu krajobrazem. Zęby zjadł na tej robocie. To, że nikt mnie nie wyprzedził, też było jego zasługą, blokował jak włoski obrońca.
Zahaczyła mnie spojrzeniem, kiwnęła głową, że będzie mówić. Zacząłem:
? Specjalnie dla Naszej Telewizji zgodziła się udzielić kilku wyjaśnień pani Małgorzata Śruba, przewodnicząca Towarzystwa Planowania Małżeństwa. Pani Małgorzato, czy rząd w końcu zrealizuje postulat TPM i zalegalizuje stosowanie pigułki PR-597?
? Rząd nie powinien kompromitować się. Stosowanie pigułki nie łamie niczyich praw i naprawdę pożałowania godne jest to, że musimy uprawiać tę groteskową żeglugę na wody eksterytorialne. Wszystko dla fanaberii garstki fanatyków i fanatyczek. Już i tak idziemy na ustępstwa (moim skromnym zdaniem zbyt daleko idące!) i ograniczamy nasze żądania do przypadków uzasadnionych względami społecznymi.
? To znaczy, że pani dałaby prawo do pigułki nie tylko bezrobotnym?
? Odpowiem pytaniem. Zna pan takie zdanie: "Żyjemy przecież w wolnym kraju"?
Za to ją lubię, tę Gośkę. Umie grać w te klocki. Ma być szoł, to robi szoł, a nie smędzi.
? Pewnie, że znam, pani Małgorzato. Głównie z westernów ? odpowiedziałem.
? Niestety, ma pan rację. Wolność możemy pooglądać sobie na archiwalnych filmach. Bo my nie żyjemy w wolnym kraju. Ale będziemy wolni ? walka trwa!
Zbliżaliśmy się do demonstrantów. Widok mojej rozmówczyni działał na nich ożywczo: wrzeszczeli bez udawania, wymachiwali pięściami. Gdyby nie obecność policji, z pewnością doszłoby do rękoczynów. Wyciągnąłem rękę z mikrofonem do rozjuszonego babsztyla ? może kilka słów dla Naszej Telewizji? Babsztyl, oczywiście, tylko na to czekał.
To całkiem zabawne obserwować, jak ludziska z przejęciem opowiadają komunały w przekonaniu, że wystarczy wygłaszać je w jakiś specjalny sposób, by nagle spowodowały u słuchaczy Przemianę, Przebudzenie, Odnowę, Otrzeźwienie czy inny Stan Łaski. Jedni mówią na Tuwima (najpierw powwwoliii, jak żżżółwww oćććiężaleeee...), inni na Maxima (ratatatatatata ? byle mikrofonu nie zabrali), na Gomułkę (wolno, dobitnie, wymachiwać palcem) albo Macierewicza (borowanie gałkami). I każdemu się wydaje, że tylko mu dać czasu na antenie i ponawraca wszystkich. Tego, że telewidz ma pilota w łapie i po dziurki w nosie pouczania nie jarzy nikt.
Całą argumentację nawiedzonych można zbyć pobłażliwym tonem w kilku słowach: to dorosłe osoby zawierają związek partnerski. Z pełną świadomością odpowiedzialności. Ale świat nie da się zamknąć w regułach i kodeksach. Przypadki chodzą po ludziach i może się zdarzyć, że mimo najlepszych chęci związek ulega rozpadowi. I co ma robić taka bezbronna istota, błąkać się po bezdusznym świecie? Ludzie zawsze sobie jakoś radzili, ale ukradkiem i pod rygorem barbarzyńskiego kodeksu karnego. Ile niewinnych ofiar! Mamy teraz XXI wiek? Mamy. No to bądźmy w końcu cywilizowani.
Tym razem babsko zaskoczyło świeżym argumentem: pigułka jest nieekologiczna. Podsunąłem mikrofon Gośce, a ta z pierwszej piłki, że istotnie, to jest problem, ale już rozwiązany. Wszyscy zbaranieli.
Naturalnie było jeszcze trochę przekomarzania o wolną wolę, że bidule niby nie wiedzą, co robią (tak jakby picie alkoholu było zakazane), że zmanipulowane, oszukane i wyprowadzone w pole przez cynicznych graczy, a wszystko dla kasy. Sztampa.
Bidule zamustrowały na swoją łajbę, a za nimi ruszyli goście z kapokami zabranymi z autokaru. Trap skrzypiał, a pokład głucho łomotał.
? Te kamizelki nie są za ciężkie, pani Małgorzato?
? Mężczyźni dorywczo mogą nosić do pięćdziesięciu kilogramów, a kobiety do dwudziestu pięciu. Kamizelka waży dwadzieścia cztery i pół kilograma, tak że przepisy BHP nie są naruszone. Powłoczka jest z naturalnego jedwabiu, a wypełnienie to czysty morski piasek. Ekologia jest cesarzową nauk!
? Ale jednak dwadzieścia cztery kilo to spory ciężar do dźwigania?
? Na pokładzie jest troskliwy personel, wyszkolony przez nasze Towarzystwo, a poza tym to przecież tylko dwa, trzy kroki. I już.
Załoga oddała cumy i stateczek gracko odbił od nabrzeża. Silnik robił wesołe pym, pym, pym, ludziska machali na pożegnanie.
Jeszcze niedawno w Stanach jedynym znanym polskim słowem były "kielibasy". Teraz wystarczy przejechać się po kanałach i można czuć przypływ narodowej dumy. Po całym świecie toczy się fala demonstracji wywołanych przez ruch femański. Mogą sobie feministki próbować zawracania postępu. Cały świat wznosi sztandary z hasłem "Babortion: NOW!". Dajcie nam pigułkę rozwodową!
Kuter wykonał zwrot w stronę wyjścia z portu i zaprezentował symbol dwóch stylizowanych fal, spośród których wyłania się dłoń z palcami w "V". Women Under Waves.
Stopy wody pod kilem. Nie, sześciu stóp!
Julian Drozd
Wyświetlony 3497 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.