niedziela, 29 sierpień 2010 06:38

Koniec wolności gospodarczej

Napisane przez

Medialny przekaz skoncentrowany wokół obchodów 25-lecia Solidarności nakierowany był przede wszystkim na zagadnienia wolności politycznej oraz wolności słowa. Sprawy gospodarcze pozostają niejako na drugim tle, a jedyne, co można na tematy ekonomiczne usłyszeć, to kwestia transformacji gospodarki socjalistycznej w gospodarkę wolnorynkową. Mainstreamowe media informują, oczywiście, o tym, jak wielki sukces gospodarczy odniosła Polska. Ojcami sukcesu, zgodnie z powszechnie obowiązującą opinią, są oczywiście byli trockiści: Kuroń i Michnik, a także Tadeusz Mazowiecki. Dla przeciwwagi, na szklanym ekranie pojawi się co pewien czas Zbigniew Wrzodak, który z właściwą sobie swadą peroruje na temat wyprzedaży polskich banków, a także faktu, że postulaty Sierpnia 80 (stricte socjalistyczne) nie zostały spełnione, czego efektem jest fakt, iż 80% Polaków (słowa Wrzodaka) żyje w biedzie.

 

Gdzie się podział wolny rynek?
Nomenklaturowy misz-masz jest zatrważający. Dwa przeciwstawne sobie obozy różowych pseudoliberałów i etatystyczno-narodowych pseudoprawicowców w haniebny sposób zdezawuowały znaczenie słów: wolność, kapitalizm czy liberalizm.
Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, prof. Friedrich August von Hayek stwierdził kiedyś, że większość ludzi rzadko wykazuje zdolność do niezależnego myślenia i w większości kwestii akceptuje poglądy gotowe, będzie też równie zadowolona bez względu na to, czy będzie wzrastać w tym czy innym systemie przekonań, czy zostanie do nich przekonana. W każdym społeczeństwie wolność myśli będzie prawdopodobnie miała bezpośrednie znaczenie tylko dla niewielkiej mniejszości.
Dlatego też ogłupione społeczeństwo zmienia swoje preferencje polityczne niezwykle często, co doskonale obrazują sondaże opinii publicznej. Co najgorsze, przeważająca część Polaków obwinia za nie najlepszy stan polskiej gospodarki wolny rynek. Jakże się temu dziwić, gdy przez wiele lat na tuzów polskiego kapitalizmu lansowano dra Kulczyka tudzież pana Gudzowatego, a ze strony słuchaczy Radia Maryja nie raz słychać, niczym nieuzasadnione przytyki w stosunku do bezdusznego kapitalizmu.
W najbardziej poczytnych tytułach można zauważyć, że niezwykle rzadko pisze się na temat wolności jednostki, wolności ekonomicznej i źródeł wzrostu ekonomicznego. Jeżeli już pojawi się taki temat w prasie lub programie gospodarczym partii, to i tak na końcu sprowadza się on do kwestii technicznych, to znaczy czy stawka podatkowa ma wynosić 15, 16 czy może 17%.

Budżetowy fetysz
Całkowity brak poważnej dyskusji na temat koncepcji państwa, a przede wszystkim potworny mętlik światopoglądowy w głowach Polaków spowodował, że w warunkach przemożnego etatyzmu, podatkowej grabieży i hołdowania koncepcji sprawiedliwości dystrybutywnej naród oczekuje jeszcze większej pomocy socjalnej ze strony państwa i jeszcze większego regulowania (czyt. psucia) bezosobowego mechanizmu rynkowego.
Państwo natomiast, aby spełnić żądania społeczeństwa, przyjęło na siebie ogrom, niemożliwych do wykonania zadań, czego implikacją jest potężna biurokracja, krzyżowe powiązania wzajemnie sprzecznych mechanizmów interwencjonistycznych i potężne obciążenia podatkowe. I gdzie ten wolny rynek, gdy wydatki państwa stanowią połowę produktu krajowego brutto, gdzie ten wolny rynek, gdy każda dziedzina gospodarcza, zdaniem rządu, wymaga regulowania i kontrolowania? Gdzie ten bezduszny kapitalizm, gdy aby zapłacić pracownikowi 1000 zł na rękę, przebrzydły kapitalista-wyzyskiwacz z cygarem w ustach musi faktycznie zapłacić 1720 zł?
Zajmując się najbardziej szczegółowymi przejawami życia gospodarczego, rząd nie ma czasu na rozwiązania systemowe, wyłącznym zadaniem Ministerstwa Finansów staje się dbanie o dochody budżetu państwa, a sam Minister Finansów, zamiast być osobą troszczącą się o rozwój gospodarki, stał się zwykłym księgowym, trzymającym pieczę nad absurdalnie skomplikowanym, systemowo nieprzemyślanym i grabieżczym systemem podatkowym. Cena benzyny i innych towarów jest nieważna, kondycja przedsiębiorstw jest nieważna, ważne by w miarę możliwości, na krótką metę domknąć budżet.
Pozostaje więc doić społeczeństwo na wszelkie możliwe sposoby, łupić wdowy i osierocone dzieci (podatek od spadków), bezczelnie ingerować w wewnątrzrodzinne transfery finansowe (podatek od czynności cywilnoprawnych, podatek od darowizn), tępić jak za starych "dobrych" czasów spekulantów (podatek dochodowy od osób fizycznych w przypadku kupna i sprzedaży ruchomości oraz nieruchomości).
Na dodatek trzeba oczywiście okłamywać społeczeństwo, że się obniża podatki. Doskonałym przykładem jest 19-procentowa stawka CIT, gdzie fiskus rozmyślnie zlikwidował wiele możliwości traktowania kosztów firmy jako koszty podatkowe, przez co gros przedsiębiorstw było mniej obciążone podatkowo, gdy stawka wynosiła 27%. Można również omamić ludzi, twierdząc jak ważne dla wzrostu gospodarczego jest upraszczanie systemu podatkowego, likwidując wszelkie ulgi i zwolnienia podatkowe, ergo podnosząc obciążenia podatkowe. Nie twierdzę oczywiście, że uproszczenie systemu obciążeń fiskalnych nie jest ważne. Bez jednoczesnego zmniejszania ucisku podatkowego, jest jednak niewiele warte.
(?)
Krzysztof Nestor Kuźnik
Wyświetlony 4063 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.