niedziela, 29 sierpień 2010 06:40

Wirtualna Polska?

Napisane przez

Po obchodach kolejnych rocznic II wojny światowej, przypadających w ostatnim roku, po rozmaitych rozrachunkach i próbach odtworzenia, a przynajmniej przypomnienia tej coraz mniej znanej przeszłości, znaleźliśmy się w sytuacji dość dziwnej. Z punktu widzenia naszych głównych sąsiadów Polska jako kraj znajduje się znów - po trosze jak kiedyś - w sytuacji niejasnej i możliwej do zakwestionowania.

 

W świadomości sąsiadów nie jest tak oczywista jak nam się wydaje. Z ich punktu widzenia staje się znów otwarta. Z różnych oczywiście względów: z ignorancji i amnezji, ale też z powodu nowych interesów politycznych i różnorodnej konkurencji, chęci ekspansji, a w końcu niezałatwionych, jak się okazuje, zaszłości historycznych, pomieszania kategorii, faktów i późniejszych interpretacji. Prowadzą one nieraz aż do odwrócenia przyczyn i skutków, uznania sprawców, winnych za ofiary, a ofiary za sprawców.

W Polsce, czyli nigdzie?

W każdym razie Polska staje się znów problemem, kwestią niewygodną, oczywiście, głównie dla krajów mających wobec niej sporo na sumieniu. Dziś wprawdzie nie wypada dokonywać rozbiorów i zaborów, używa się więc innych wpływów i nacisków, by kwestia polska zniknęła lub została jakoś rozwiązana. Najlepiej, mówiąc nieco ironicznie, gdyby to sami Polacy jakoś załatwili, gdyby sami dokonali własnych rozbiorów, oddając to, czego inni potrzebują, do czego roszczą sobie prawa, a zostawiając sobie to, co nie jest innym potrzebne. Byłoby to w najlepszym tonie, biorąc pod uwagę zwłaszcza ostatnie sugestie i aluzje polityki rosyjskiej i niemieckiej, wynikające z ich obecnej wizji II wojny światowej, jej przebiegu i historycznych skutków.
Polityka rosyjska głosi obecnie z całą powagą, że pakt Ribbentrop-Mołotow był całkiem uprawniony, jest więc właściwym punktem wyjścia dla całej późniejszej historii i polityki nie tylko rosyjskiej, ale i europejskiej. Zatem wojna 1939 roku była wojną sprawiedliwą, obronną, co poniekąd usprawiedliwia lub relatywizuje agresję Hitlera i kwestię nazizmu, a stała się "niesprawiedliwa" 1941 roku, po "zdradzie" Niemców, którzy dopiero wtedy stali się wrogami i faszystami. Dlatego zwycięstwo 1945 roku nad wiarołomnymi nieprzyjaciółmi już całej ludzkości jest czyste i pełne, w pełni zasłużone, nawet jeśli skończyło się zniewoleniem (po rosyjsku ? wyzwoleniem) krajów Europy Wschodniej. Taka ma być jednak cena rosyjskich ofiar, mniej ważne, że powiększona niefrasobliwie przez same władze rosyjskie, skazujące często swoich żołnierzy na śmierć lub łagry za rzekomą dezercję lub zdradę.
Rosyjska wizja historii jest, oczywiście, subiektywna, polityczna, egoistyczna i imperialna, ale mała to dla nas pociecha. Jest raczej groźna, mamy bowiem przyjąć rosyjski punkt widzenia, zgadzać się i nie przeciwstawiać. Dotychczasowa polityka rosyjska budziła jeszcze pewne nadzieje na realistyczne odkrycie i respektowanie innych racji niż rosyjskie, obecnie mamy jednak do czynienia z jej imperialnym regresem i powrotem do polityki sowieckiej, skoro władca Rosji mówi o rozpadzie ZSRR jako największym złu XX wieku.
Zatem byłoby najlepiej, gdybyśmy zdecydowali się w duchu pojednania i wybaczenia, który opanowuje nas co jakiś czas w imię lepszej przyszłości, zwłaszcza gdy z przeszłości wychodzą jakieś gwałty lub świństwa, dokonać jakiegoś wyraźnego kroku naprzód. Oddać Niemcom tzw. Ziemie Odzyskane, z których pochodzą wypędzeni Niemcy, skoro nie chcemy uznać sowieckiego wyzwolenia, akceptować praw zwycięzców i wcześniejszej Jałty. Rosjanie podpowiadają, że Polacy powinni być im wdzięczni, że po wojnie mieli własne państwo komunistyczne, a nie stali się republiką jak Ukraina czy Białoruś, i że jest wielką niewdzięcznością wypominanie jakiegoś Katynia, łagrów, deportacji i sowieckiego zniewolenia w PRL. Powinniśmy siedzieć cicho, a nie wyprawiać się znów na Ukrainę czy Białoruś, bo Ukraina czy Białoruś może upomnieć się o swoje ziemie zachodnie.
Ku zadowoleniu sąsiadów powinniśmy więc dążyć jeśli nie do samolikwidacji, co byłoby najlepsze w myśl nadal aktualnego paktu Ribbentrop-Mołotow, to przynajmniej do jakiegoś rozbioru w rozsądnych granicach, powiedzmy, Księstwa Warszawskiego, albo, krakowskim targiem, Warszawsko-Krakowskiego, czy może, by mieć większy wybór ? Królestwa Polskiego, jeśli nie urazi to demokratów. Można sobie łatwo wyobrazić, że pod wpływem zintegrowanej w ten sposób przez sąsiadów polityki historycznej, polityki pamięci, polityki zwycięstwa, polityki przebaczenia i czego tam jeszcze, powstanie zupełnie nowa historia Europy, zwłaszcza Europy Wschodniej i zupełnie inna historia Polski, o której będziemy mieli najmniej do powiedzenia.
Może się w końcu okazać, a podobne próby i sugestie daje się wyczuć, że Polska jest w różny sposób współodpowiedzialna za II wojnę światową, prowokując Niemców (Gliwice, Bydgoszcz) i Rosjan (którzy obawiali się powtórzenia 1920 roku) swą słabością i zarazem pychą i przebrzmiałymi ambicjami. Jak wiadomo, dzisiejsza prawnicza wiktymologia wyjaśnia zbrodnie i przestępstwa także biernym współudziałem w nich ofiar, na które spada w ten sposób część odpowiedzialności. Polska stała się tu cennym polem doświadczalnym dla swoistej interpretacji ostatniej historii, polem swoistej psychoanalizy i psychoterapii zbiorowej dla naszych sąsiadów, a w konsekwencji i innych krajów Europy, pozwalającej na rozładowanie i racjonalizację poczucia winy, zdjęcia z siebie odpowiedzialności i przeniesienia jej na innych, na poszukiwania współwinnych i stworzenie jakiejś wygodniejszej wersji historii jako wyniku aktualnych wpływów i sił politycznych. Polska była terenem zagłady wielu narodowości i w ten sposób jest kojarzona ze sprawstwem w niej zarówno mimowolnie, z ignorancji i niechęci, jak i celowo, ze złej woli. Polska jest dobrym miejscem, gdzie można ulokować i skanalizować winy sprawców, rozkładając je wybiórczo na innych, manipulować faktami i ich ocenami, konfrontując ze sobą ofiary i relatywizując zbrodnie. Polacy mogą się okazać współwinni wielu zbrodni wojennych na równi z oprawcami, a przynajmniej nie będą tak niewinni, jak głoszą.
Dlatego w politycznej i pragmatycznej, a także masowej i medialnej wersji ostatniej historii zrównuje się, by poprzestać na wyrazistych i symbolicznych przykładach, Jedwabne z Oświęcimiem, szmalcownictwo z ludobójstwem, wypędzenia powojenne z napaścią i okupacją. W tej poprawionej i uwspółczesnionej wersji historii naziści nie są już Niemcami, są natomiast polscy naziści i faszyści z AK, według rosyjskiego punktu widzenia. W Jedwabnem i kilku pobliskich miasteczkach kilkudziesięciu polskich przestępców o mentalności motłochu, który pojawia się we wszystkich społeczeństwach, wymordowało kilkuset Żydów nie bez inspiracji i udziału Niemców, ale wina zostaje rozszerzona na wszystkich Polaków. Rosjanie traktują 17 września, deportacje na Wschód, Katyń jako naturalną strategię własnej polityki wojennej i odnowionej wizji imperialnej, i ani im w głowie poczucie winy, odpowiedzialność, zobowiązania wobec innych narodów, a nawet chęć ustalenia obiektywnej, ważnej dla własnej tożsamości, wersji historii.
(?)
Marek Klecel

Wyświetlony 4905 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.