niedziela, 29 sierpień 2010 08:16

Szkodliwa pomoc

Napisał

Kilka tygodni temu byliśmy świadkami jednego z największych spektakli w historii naszej cywilizacji. Skrzyknięci przez Boba Geldofa muzycy zagrali na całym świecie serię koncertów mających wywrzeć presję na światowych przywódcach szczytu ekonomicznego G8 w Edynburgu, by darować krajom afrykańskim długi.

 

W większości przypadków media z entuzjazmem odnosiły się do szlachetnej inicjatywy, powtarzając, że gdyby ten rodzaj myślenia, jaki reprezentują muzycy, wpisać na stałe w obieg społecznego myślenia, nędza na świecie odeszłaby do historii. Choć to teza dosyć mocna, uważam, że jedną z głównych przyczyn nędzy na świecie jest właśnie taki rodzaj myślenia... Taka pomoc bardziej szkodzi biednym mieszkańcom Afryki, niż pomaga, choć na pierwszy rzut oka jest to postawa bardzo szlachetna (podobnie jest z lewicową wrażliwością społeczną, która pozornie jest szlachetnym rysem charakteru, a w rzeczywistości ? niczym innym jak zwykłą intelektualną niedojrzałością).
Podczas jednej z podróży po najbiedniejszej części Afryki, idąc ulicą z jednym z misjonarzy, odruchowo sięgnąłem do kieszeni po pieniądze na widok młodego mężczyzny, który wyciągał ręce w stronę Białych. Misjonarz wprost mnie zrugał, tłumacząc, że to jest właśnie najgorsze z możliwych rozwiązań, rodem z lewicy. Zawstydzony słuchałem doświadczonego w tej materii księdza, który mówił: Dając mu pieniądze, przekonujesz go, że może to być sposób na życie, jutro będzie oczekiwał tego samego, zamiast pomyśleć nad pracą. Codziennie przychodziło do mnie na dożywianie ok. 150 osób ? raz tylko powiedziałem, że przed obiadem trzeba pozamiatać i uporządkować teren ? zostało kilkunastu chętnych, czyli naprawdę potrzebujących.
Tego rodzaju podejście nie jest na ogół przez media nagłaśniane. Zupełnie marginalizuje się głosy ekonomistów sceptyczne wobec akcji "pomocy". Profesor London School of Economics Peter Bauer powiedział w amerykańskiej telewizji wprost, że jedną z największych tragedii Afryki jest właśnie udzielanie jej pomocy zagranicznej. Pomoc ta ?zauważa ? przyczynia się do zahamowania wzrostu gospodarczego, a nie do jego uruchomienia. O ile głosy ekonomistów świata Zachodu przebijają się sporadycznie do prasy, to prawie całkowicie ignorowane są głosy z Afryki. James Shikwati, dyrektor Regionalnej Sieci Ekonomicznej Kenii apelował: Jeśli Zachód chce naprawdę coś zrobić dla Afryki, to niech wycofa swoją pomoc. Te pieniądze służą wyłącznie rozbudowywaniu biurokracji, napędzają korupcję i uczą Afrykanów żebractwa. (...) Sami Kenijczycy muszą przyjść tym ludziom z pomocą. Jeżeli w jakimś regionie kraju panuje susza, nasi skorumpowani politycy natychmiast wzywają Zachód na pomoc. Ten apel trafia do Światowego Programu Żywnościowego ONZ, czyli do olbrzymiej instytucji zatrudniającej aparatczyków, którzy sami znajdują się w dość absurdalnej sytuacji: ich zadaniem jest wprawdzie walka z głodem, ale wszyscy byliby bezrobotni, gdyby faktycznie udało im się go pokonać. Oczywiście, skwapliwie odpowiadają oni na prośbę o zwiększenie pomocy. Nieraz żądają jej trochę więcej, niż postulował dany afrykański rząd, po czym przekazują ów apel o pomoc do centrali. Niedługo potem wysyła się do Afryki tysiące ton kukurydzy i ląduje ona w porcie w Mombasie. Część wędruje od razu do rąk pozbawionych skrupułów polityków, którzy przesyłają ją własnemu plemieniu, by wygrać walkę wyborczą. Inna część trafia na czarny rynek, gdzie sprzedaje się ją po cenach dumpingowych. Miejscowy rolnik może od razu zawiesić swoją motykę na kołku, i tak nie wygra z Programem Żywnościowym ONZ. Skończcie z tą pomocą, na Boga! (...) Jeśli Zachód naprawdę chce pomóc Afrykanom, niech skończy z tą cholerną pomocą. Krajom, które uzyskały największą pomoc rozwojową, powodzi się teraz najgorzej. Finansuje się rozbudowane aparaty biurokratyczne, sprzyja korupcji. (...) Afrykanie wychowywani są do żebractwa i niesamodzielności. Do tego pomoc finansowa osłabia niezbędnego ducha przedsiębiorczości na lokalnych rynkach. (...) Nieżyjący już tyran Republiki Środkowej Afryki Jean Bédel Bokassa kiedyś tak to cynicznie skomentował: Za wszystko w naszym kraju płaci francuski rząd. Prosimy ich o pieniądze, dostajemy je, a potem już tylko wydajemy. ("Der Spiegel", by NYT, 4.07. 2005)
Cała akcja pomocy bazuje bardziej na emocjach niż na rozsądku ? w trakcie jednego z koncertów Bob Geldof przypomniał swą poprzednią akcję Live Aid z 1985 r., która miała jeszcze bardziej konkretnego adresata ? miała pomóc ofiarom głodu w Etiopii. Na dowód skuteczności tego rodzaju przedsięwzięć pokazano zdjęcie umierającej z głodu dziewczynki, by następnie wprowadzić na scenę piękną kobietę, która przeżyła dzięki pieniądzom ofiarodawców. Nie powiedziano natomiast, że akcja okazała się zupełnym fiaskiem, gdyż na potężnym odruchu solidarności z najbiedniejszymi skorzystał głównie komunistyczny dyktator Mengistu. Właśnie dzięki tej pomocy przez wiele lat utrzymywał się jeszcze przy władzy, kierując pomoc do sprzyjających mu plemion i kupując tym samym ich poparcie, a także sprzedając z zyskiem darowaną żywność, by za to kupić broń (reszta pieniędzy wróciła do Europy, na tajne konta szwajcarskie). Szkoda, że obok uratowanej dziewczynki nie pokazano ogromu nędzy, wywołanej tą właśnie pomocą, np. dzieci ginących od kul karabinów zakupionych za szczodre ofiary ludzi Zachodu. Apologeci lewicowej wrażliwości odpierali głosy sceptyków, argumentując, że dziś w Afryce jest mniej wojen i dyktatorów, a nauczeni doświadczeniem pomocy udzielają już teraz rozsądniej, dlatego nie wchodzi już w grę darowanie długów Nigerii czy Zimbabwe, rządzonemu przez Roberta Mugabe. Zapewniano, że doświadczenie nauczyło ich tego, by pomoc finansowa nie trafiała już do lokalnych dyktatorów i na realizację ich kolejnych fanaberii, a raczej do konkretnych adresatów, czyli lokalnych rezydentów pozarządowych organizacji. Oni sami mają zdecydować, na co ma iść pomoc ? na szpitale, drogi, lotniska czy szkoły.
Problem jednak w tym, że ten model już także przerabialiśmy. Przykładem może być jemeńska wyspa Sokora. Lokalne organizacje pozarządowe, wspierane przez ONZ, rozpoczęły pomoc humanitarną od wybudowania na wyspie najbardziej okazałej rezydencji i wyposażeniu lokalnych działaczy w luksusowe limuzyny. Może potem coś i na pomoc zostanie... Kolejnym przykładem są organizacje pozarządowe w Tanzanii, które przymuszane wymogami ONZ muszą wypełnić ponad 60 dokumentów po angielsku, by otrzymać jeden grant. A do pisania i czytania tych raportów i sprawozdań zatrudnia się ludzi w Europie, którzy pobierają wysokie apanaże. Często w ten sposób "utylizuje się" zdecydowana większość pomocy.
Najbardziej luksusowe rezydencje w biednych regionach Afryki należą do przedstawicieli UNICEF-u, a ich samochody często przewyższają nawet standard ambasad najbogatszych krajów.
(?)

 

Roman Konik
Wyświetlony 4484 razy

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.