niedziela, 29 sierpień 2010 08:34

Dlaczego Europa nie lubi Ewangelii?

Napisane przez

Rzecz traktuje o kłopotach, jakie piętrzą przed chrześcijanami w Europie, i o Europejczykach, którzy coraz mniej rozpoznają się w chrześcijaństwie i poprzez nie. Sam czuję się Europejczykiem, a stawiając zawarte w tytule pytanie, siłą rzeczy muszę podważać to, co jeszcze niedawno było, i po części nadal jest, mi bliskie- kulturę europejską. Nie jest to proste ani przyjemne, jednak w obliczu debaty, która właśnie przetacza się przez Europę, o to, czy ma być ona chrześcijańska, czy nie, jej sprawcy nie pozostawiają wielkiego wyboru. Muszę określić własne "albo - albo".

W Gnieźnie, podczas obchodów tysiąclecia "zjazdu gnieźnieńskiego" prezydent Niemiec, przemawiając niejako w imieniu całej Europy, jak i w duchu nadchodzących czasów, rzekł: O ile poprzednie tysiąclecie należało do chrześcijaństwa, następne będzie należeć do humanizmu. Przywódcy Europy zgodzili się, a elity i środowiska opiniotwórcze żywo poparły ten punkt widzenia. Nie powinno zatem dziwić, że zaledwie kilka lat później, w dyskusji nad konstytucją europejską, zabrakło już miejsca dla "chrześcijańskich korzeni Europy". Chrześcijaństwo najwyraźniej zaczęło drażnić, a jego usuwanie nie wywołuje nawet poczucia zakłopotania ani refleksji ? choćby nad tym, jakie są korzenie Europy, jeżeli nie chrześcijańskie.
Kwestia ta nie była i najprawdopodobniej nie będzie podjęta, bo tak w odczuciu elit, jak w powszechnym przekonaniu, humanizm nie jest zaprzeczeniem ani tym bardziej zagrożeniem dla chrześcijaństwa. I rzeczywiście, humanistyczny punkt widzenia tak często pokrywa się z chrześcijańskim, że niewielu ludzi dostrzega istotne różnice między jednym a drugim. Nie widzi się zatem sedna problemu, że oto następuje wymiana tradycji chrześcijańskiej na pogańską.
Stan rozmydlenia i rozmazania jest w tej kwestii tak duży i wszechogarniający, że eurooptymiści na jakiekolwiek uwagi reagują po prostu zdziwieniem: "Jak to, Europa nie lubi Ewangelii?". Zdziwienie to bierze się stąd, że humanizm jest dla nich naturalną kontynuacją, niejako aneksem i uzupełnieniem nauk Chrystusa. Absurd polega na tym, że zdecydowanie odżegnując się od "starego" Boga, chcieliby zachować jakieś związki z "młodym", ale tylko w wymiarze, który przystaje do ich humanizmu, mianowicie, gdy Chrystus oddaje życie, właśnie "w imię człowieka". Co najwyżej może ich drażnić nieestetyczność ukrzyżowania: biczowanie, krew, zmęczenie, pot, przeszycie boku Chrystusa włócznią... Ale dla dobra sprawy są w stanie znieść ten dyskomfort. W zrelatywizowanej przez entuzjastów rzeczywistości (a relatywizm dotknął i zaraził wszystkie środowiska) nie ma żadnego znaczenia fakt, że centralną kwestią "Dobrej Nowiny" jest właśnie Bóg ? ani stary, ani młody, po prostu JEDYNY!!!
Odsuwając Boga, wyrzekając się Go, odcinamy źródła, każąc płynąć rzece. Nad absurdalnością tego zabiegu również nikt się nie zastanawia. Jak i nad tym, że tylko z miłości do Ojca może wyrastać miłość do człowieka ? nigdy odwrotnie. Dlaczego właśnie tak? Otóż dlatego, że w ciągu całej historii stworzenia człowiek zdołał udowodnić rzecz pewną ? że w swojej istocie jest niczym innym jak wielkim "ego".
Wywyższając wartość człowieka, nawet gdybyśmy mieli najlepsze intencje, nie robimy nic innego jak podnosimy rangę własnego, ludzkiego egoizmu. Tylko w "rzeczywistości obiektywnej" ego nie występuje, z tego prostego choćby powodu, że nie jest Bogu do niczego potrzebne. I tylko tutaj, poprzez Boga, człowiek nabiera właściwego wymiaru. Humanistyczny relatywizm ma jednak gdzieś takie argumenty i obawy. A jest potęgą nawet w środowiskach chrześcijańskich, bo poprzez nieustanne rozwadnianie wartości daje złudzenie, że ot, pływamy właśnie w "boskim bajorku". Nie są potrzebne ani konkretne pytania, ani tym bardziej wiążące odpowiedzi (bo i po co komu one?); a prawda ma dokładnie tyle wymiarów i znaczeń, ile jest poglądów ludzkich na świecie. Jeżeli wywyższamy człowieka, to i jego poglądy nabierają automatycznie boskiej wagi.
Humanistyczny relatywizm nie gwałci rzeczywistości jakimiś absurdalnymi wymogami i zarzutami, bo i po cóż miałby to robić, jeżeli świat jest na tyle piękny i prosty, iż rzeki naprawdę płyną po odcięciu źródeł, a chrześcijaństwo może się w nim obyć bez Boga. Za dobrą monetę bierze się proste i nośne hasło eurohumanistów: "Nic co ludzkie nie jest mi obce". Osobiście nie mam pretensji do powyższego wyrażenia. Zdanie, jak wiele innych. Jeżeli jednak staje się ono hasłem sztandarowym albo jednym z nich, to mam prawo mieć wątpliwości, czy w tej ? skądinąd optymistycznej deklaracji ? nie rozwadnia się czegoś, co po prostu jest odwiecznym dramatem ludzkiej, czyli naszej egzystencji.
Deklaracja, że " Wszystko co ludzkie...", sama w sobie nie jest niebezpieczna, ale może być niebezpieczna, gdy czując się bezsilny z powodu braku argumentów, chrześcijanin zaczyna utożsamiać siebie i Boga z humanistycznym punktem widzenia. Tak właśnie często się dzieje.
Kłopot w tym, że każdy z nas na swój sposób chciałby "być ludzki...". Wszak to sam Jezus powiedział Kochaj bliźniego jak siebie samego. Ten humanistyczny rys wypowiedzi Chrystusa, nie jedyny zresztą, jeszcze bardziej zdaje się zacierać różnice między chrześcijaninem a humanistą ? a co za tym idzie ? rozwadnia wartości chrześcijańskie. I to już nie jest dobre ani zabawne. Nawet bowiem wtedy, gdy Chrystus mówi Nie masz miłości większej niż oddanie życia za bliźniego, nie stawia człowieka na najwyższym szczeblu "boskiej drabiny". Możemy jedynie mieć nadzieję, że poprzez swój stosunek do człowieka, będziemy się po tej drabinie wspinać. Przy czym nie ma tu ani gwarancji, ani pewności, te bowiem osiągamy dopiero wówczas, gdy Centralna Kwestią w naszym systemie wartości jest sam Bóg.

(?)
Krzysztof Gulbinowicz

 
Wyświetlony 6072 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.